Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie, że wchodzimy w kółko w ten sam punkt - historia przedmiotu versus historia marki. Ale nikt nie powiedział wprost, co rozumie przez 'markę'. Bo marka szkatułek od rzemieślnika z Podhala to też marka. Gdzie jest granica między rzemiosłem z logo a korporacją z logo?
Filomena, to jest bardzo dobra obserwacja i myślę, że właśnie o to mi chodziło kiedy zaczęłam ten temat. Bo nie chodzi o to, żeby potępiać marki jako takie - chodzi o to, co za tą marką stoi. Rzemieślnik z Podhala, który ma swoją markę i robi dwadzieścia szkatułek rocznie, jest czymś zupełnie innym niż fabryka w Chinach sprzedająca te same szkatułki pod ezoteryczną etykietą. Marka jest tylko etykietą - pytanie jest o to, co pod nią.
Dokladnie, i to chyba jest to, co probowalam powiedziec wczesniej ale nie umialam tak ladnie to uchwycic. Ta szkatulka po babci nie ma zadnej marki, ale jest najlepszym przykladem 'tego co pod etykieta'. Teraz mysle tez, ze moze te marki ezoteryczne ktore sa znane od lat - nie jako korporacje ale jako rodziny - moga miec ten sam efekt co rzemiesnik? Jak Shoyeido ktore sie przewijalo.
Przepraszam że wskakuje bo jestem tu trochę z boku, ale mam pytanie które mnie od jakiegoś czasu nurtuje w kontekscie tego wątku. Czy ktoś z was pracuje z przedmiotami zrobionymi samodzielnie? Bo cały czas mówimy o kupowaniu, ale jeśli własnoręcznie upleciemy amulet albo wyrzeźbimy coś - to co z tym? Tez jest ta kwestia marki czy odpada?
Ja robiłam kiedyś woreczki na zioła samodzielnie i były okej, ale mam wrażenie że to jednak inna kategoria niż kupowanie gotowych przedmiotów. Przy robieniu sam w sam jesteś z tym procesem przez cały czas, nie ma tego momentu przejścia z cudzych rąk do twoich. Chociaż nie wiem czy to plus czy minus - bo ktoś bardziej doświadczony mógłby zrobić to lepiej?
Czyli wychodzi na to, że dar jest lepszy niż zakup, a zakup od rzemieślnika lepszy niż z korporacji, a własnoręczna robota jest gdzieś pośrodku? Jak byście to uszeregowali?
No ale ta hierarchia Seby to jednak coś upraszcza. Bo co z przedmiotem kupionym od rzemieślnika, który nie wkłada w to żadnej intencji, robi to czysto zarobkowo i myśli o czymś innym? Technicznie spełnia warunki - nie korporacja, ręczna robota - ale intencji zero.
Ale jak w ogole masz sprawdzic czy rzemieslnik wkladal intencje czy nie? Mozna sie zapytac? Bo to brzmi jakby mozna bylo to wyczuc, a moze to jest tylko cos co sobie wyobrazamy po fakcie?
Ale uwaga, bo tu wchodzimy w kolejny problem - ktoś ci powie że tak, modlę się, zachowuję rytuał, i co z tego? Nie masz jak tego zweryfikować. Możesz to tylko przyjąć albo odrzucić. Czyli znowu wracamy do pytania czy to wiara czy coś obiektywnego.
Ale czy naprawdę musimy to weryfikować zewnętrznie? Bo mam wrażenie, że część z nas, mówię o sobie też, potrafi wziąć przedmiot do ręki i poczuć coś, co trudno opisać słowami, ale jest powtarzalne. To nie jest każdorazowo inne doznanie - to jest coś konkretnego, co albo jest, albo nie.
Ale właśnie to jest problem - piszesz 'powtarzalne' i to brzmi jakby to było dowód. Ale czy sprawdzałaś kiedyś na ślepo? Bez wiedzenia co trzymasz?
Słucham i myślę sobie, że Trzygłow mówi o czymś istotnym. Ten test ślepej próby ma sens przy weryfikacji etykiet, ale tu nie chodzi o etykiety tylko o to, co czujemy w kontakcie. A to może działać przez zupełnie inne kanały niż intelektualne rozpoznanie marki.
Wchodzę trochę z boku - czy ktoś brał pod uwagę kwestię wydobycia przy kamieniach? Bo kupujesz turmalin od renomowanej marki jubilerskiej, pięknie zapakowany, z certyfikatem, ale kamień pochodzi z kopalni gdzie warunki pracy są... no, powiedzmy kontrowersyjne. Czy to wpływa na to co niesie kamień?
No i tu wychodzi ta marka po raz kolejny - bo właśnie ci mali dostawcy z transparentnym łańcuchem to często jest marka, tylko mniejsza i bardziej niszowa. Tylko ta marka jest zbudowana na czymś innym niż marketing.
Ale skad wiesz ze maly dostawca jest transparentny? To znowu kwestia zaufania i nie ma sie jak upewnic. Moze pisze ze kamien pochodzi z Brazylii i tyle wie.
I znowu wracamy do sedna tego wątku - nie marka jako taka jest problemem, tylko co za nią stoi. Mogę powiedzieć, że w ciągu lat pracy trafiałem na przedmioty z luksusowych sklepów, które były kompletnie puste, i na rzeczy z jarmarku, które miały w sobie coś realnego. Odwrotna sytuacja też się zdarzała. Nie ma reguły opartej na cenie ani na opakowaniu.
To jest jedno z lepszych pytań w tym wątku i myślę, że tu każdy ma trochę inną metodę. Mnie osobiście pomaga zdjęcie - nie w sensie żeby zdjęcie wszystko pokazało, ale jeśli patrzę na przedmiot i nie mam żadnej reakcji, to fizyczny kontakt rzadko ją przynosi. Coś musi coś we mnie uruchomić zanim sięgnę po portfel.
