Zastanawiam się nad czymś, co kręci mi się po głowie od jakiegoś czasu. Mam kilka amuletów - jeden kupiony na targu rękodzieła za 15 złotych, drugi z dość drogiego sklepu z kryształami, gdzie sam kamień kosztował ponad 300 zł. I szczerze? Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, który 'pracuje' lepiej. Ale jednocześnie słyszałam od kilku osób, że markowe rzeczy czy te z wyższej półki mają inną energię już na wejściu - jakby historia produkcji i intencja włożona w wykonanie miały znaczenie. Czy wy w ogóle zwracacie uwagę na to, skąd pochodzi przedmiot, który ma dla was znaczenie w praktyce? Czy to w ogóle ma sens, czy tylko nakręcamy się sami?
To jest pytanie, które otwiera całą puszkę Pandory, bo trzeba najpierw ustalić, co rozumiemy przez 'markowe'. Czy chodzi o znane sklepy ezoteryczne z renomą, czy po prostu drogie rzeczy jako takie? Bo to zupełnie inne sprawy. Drogi kamień wyciągnięty z ziemi przez kopalnię nastawioną na masowy eksport może mieć energię gorszą niż coś taniego, ale znalezionego przez kogoś ze świadomością i intencją. Przynajmniej tak to widzę po wielu latach pracy z różnymi przedmiotami. Marka sama w sobie nic nie gwarantuje.
Zgodzę się z Jaromkiem co do jednego - marka to często tylko opakowanie. Ale jest tu pewien niuans, który warto rozważyć. Renomowane miejsca, które od lat zajmują się np. kryształami czy przedmiotami rytualnymi, często mają też pewną kulturę traktowania tych przedmiotów - przechowywanie, selekcja, oczyszczanie przed sprzedażą. To nie magia marki, tylko praktyka. Widziałam sklepy, gdzie kamienie leżą luzem w plastikowych pojemnikach obok skarpet, i takie, gdzie każdy okaz jest opisany, skąd pochodzi, czasem z podaniem kamieniołomu. Ta różnica jest dla mnie istotna.
A skąd w ogóle wiadomo, że te opisy są prawdziwe? Serio pytam, bo widziałam sklepy, które piszą 'kryształ z Brazylii, oczyszczony w pełnię' i nie mam pojęcia, czy to prawda czy tylko chwyt marketingowy. Jak wy to weryfikujecie?
Słuchajcie, ale wy mówicie o kryształach i kamieniach. A co z innymi przedmiotami - świecami, kadzidłami, nawet szatami rytualnymi? Tam 'marka' działa zupełnie inaczej. Kilka razy kupiłam drogie kadzidła japońskie, Shoyeido czy Baieido, i różnica w porównaniu z tanią masówką z Aliexpress jest... po prostu słyszalna, dosłownie. Ale czy to energia, czy po prostu jakość składu chemicznego, który przekłada się na inny rodzaj dymu i zapachu? Trudno mi to rozdzielić.
Intencja rzemieślnika - to mi się często przewija przez głowę, szczególnie po tym, co czytałem o japońskiej koncepcji monozukuri, czyli pewnego rodzaju duszy wkładanej w wytwarzanie przedmiotów. Tam naprawdę jest tradycja traktowania procesu tworzenia jako czegoś więcej niż produkcję. Ale to jest bardzo specyficzny kontekst kulturowy. Masowa produkcja świec w chińskiej fabryce raczej nie ma z tym wiele wspólnego, nawet jeśli finalny produkt jest sprzedawany z logo jakiejś modnej marki ezoterycznej.
Ale to trochę brzmi jak snobizm, nie? Że tylko drogie i rzemieślnicze jest dobre. Mnie stać na tyle co stać, i moje rytuały działają tak samo jak u kogoś, kto wyda trzy razy więcej na świecę z jakiegoś butiku.
A czy kamień z drogiego sklepu nie moze miec zlej energii, jezeli byl przechowywany w poblizu czegos negatywnego? Pyam bo kupilam raz agat z ladnego sklepu i nigdy mi nie siedzial dobrze, a tani cytryn z bazarku - od razu jakby moj.
Tak, dokładnie o to pytam. Bo np. istnieje coś takiego jak heirloom objects w anglosaskiej tradycji magicznej - przedmioty przekazywane pokoleniami, które mają nawarstwiać energię z każdym użyciem. To jest coś, czego nowy, nawet najdroższy przedmiot po prostu nie ma. Ale z drugiej strony - czy markowy producent, który świadomie wkłada intencję w każdą partię, może zbudować coś zbliżonego na innym poziomie?
To co opisujesz z tymi heirloom objects - to jest coś, co pojawia się też poza zachodnią tradycją magiczną. W shintoizmie mówi się o tsukumogami, duchach, które zamieszkują przedmioty po stu latach użytkowania. Japońskie rozumienie tego jest akurat bardzo dosłowne - przedmiot po prostu w pewnym momencie nabywa świadomości. Ale to wymaga czasu, a nie marki.
Dokladnie, czas jest tu kluczowy. Mam szkatulke po babci, ktora sluzyla jej do przechowywania ziol - nie ma zadnej marki, jest stara i troche skrzypi. Ale kiedy trzymam w niej swoje rzeczy, jest cos innego niz w nowej skrzyneczce z etno-sklepu. Czy to sugestia? Moze. Ale sugestia tez cos robi z energia, nie?
Zastanawiam się, czy jest jakaś różnica między marką uznaną w środowisku ezoterycznym a marką po prostu drogą w sensie luksusowym. Bo mam wrażenie, że te dwie rzeczy są często mylone. Jakiś producent, który robi kryształy w oparciu o konkretną tradycję i filozofię, to co innego niż np. biżuteria ze sklepu jubilerskiego, gdzie kamień jest piękny, ale nikt nie myślał o niczym poza estetyką.
Dobra, ale to wszystko brzmi bardzo filozoficznie. Czy ktoś ma jakiś konkretny przykład, gdzie wyraźnie poczuł różnicę między tanim a drogim czy między rękodzielniczym a masowym? Coś namacalnego, nie teorię?
I tu jest sedno tego, o czym rozmawiacie. Przedmiot w magii nie jest aktorem - jest katalizatorem dla praktykującego. Marka, cena, historia mogą wzmacniać lub osłabiać to działanie, ale tylko o tyle, o ile mają znaczenie dla konkretnej osoby. Dla kogoś na innym etapie życia, z innymi zasobami i innymi potrzebami, 'markowy' przedmiot może być pomocny albo zupełnie zbędny. Nie ma tu jednej odpowiedzi dla wszystkich.
No dobra, Kunia, ale to co mówisz o katalizatorze - to trochę zbyt ogólne dla mnie. Bo jeśli przedmiot jest tylko katalizatorem dla praktykującego, to dlaczego w ogóle rozmawiamy o markach? Mógłby to być kamień z drogi i działa tak samo, nie?
Ale skąd w ogóle wiadomo, co ma historię intencji, a co nie? Bo ja kupując cokolwiek nie mam wglądu w to, co działo się w fabryce albo warsztacie. Czy to nie jest trochę zgadywanie?
A jak dlugo musi byc uzywany przedmiot, zeby nabral tej energii? Bo mam kilka rzeczy, ktore uzywam od kilku lat - czy to juz wystarczy czy potrzeba wiecej pokolen?
I to jest pytanie, przy którym chyba każdy z nas stoi od lat. Ja osobiście przestałam traktować to jako albo-albo. Coś, co zaczyna się jako projekcja, może uruchomić realny proces - niekoniecznie w sensie fizycznym, ale w sensie skuteczności działania. Czy marka może to uruchomić? Może, jeśli za nią stoi coś prawdziwego.
Zastanawiam się, czy ktoś tu robił jakikolwiek test porównawczy - te same rytuały, różne przedmioty? Nie chodzi o eksperyment naukowy, tylko o swoje własne obserwacje. Bo czytam wasze opisy i brzmi to przekonująco, ale ciekawi mnie, czy ktoś to sprawdzał bardziej świadomie.
A co z sytuacją odwrotną - czy ktoś miał drogi przedmiot z rozpoznawalnej marki, który po prostu nie działał? Bo z tego co czytam, wszyscy mówią o tych tanich i rękodzielniczych jako lepszych, ale może to tylko selekcja wspomnień.
Ale skąd możesz wiedzieć, co właścicielka robi 'naprawdę'? To brzmi trochę jak ocenianie po pozorach. Może właśnie robi to z pełną intencją, tylko inaczej to komunikuje.
Czyli wychodzi na to, że marka może być wskazówką, ale nie gwarancją. A co z tym, że niektóre marki mają już reputację w środowisku? Shoyeido na przykład, o którym Czarownica wspominała wcześniej - tam jest 400 lat historii. To chyba jednak coś innego niż sklep z Instagrama sprzed roku?
A co jesli ktos pracuje z tym samym przedmiotem przez kilka lat i nagle ten przedmiot sie uszkodzi albo zgubi? Czy ta energia przepada, czy mozna ja przeniesc na inny? Przepraszam ze odbiegam troche, ale to sie wiaze z tym co mowiliscie o nawarstwianiu.
No właśnie, to jest ten punkt, w którym różne tradycje sobie przeczą i nie wiem, czy da się to jakoś spójnie połączyć. Przy kamieniach to może działać inaczej niż przy przedmiocie z drewna albo metalu - materia ma znaczenie. Ale wracając do tego co Marylka pytała wcześniej o drogi przedmiot, który nie zadziałał - miałam podobnie z kupą rzeczy z pewnej zagranicznej marki, która jest bardzo medialna. Nie powiem nazwy, ale każdy chyba kojarzy tę Australijkę ze srebrną biżuterią.
Ale jeśli nie ma jak tego udowodnić, to skąd wiadomo, że to nie jest efekt placebo ze strony pierścionka po prababci? Bo wiadomo - prababcia, historia, emocje. To musi działać mocniej na psychikę.
Ale jeśli tak to traktujesz, to możesz sobie kupić cokolwiek w Primark i wmówić sobie, że to działa. I będzie działać tak samo. Po co w ogóle szukać czegoś specjalnego?
Okej ale co jeśli ktos nie zna historii przedmiotu? Kupujesz kamien w sklepie i nie wiesz skad pochodzi, kto go dotykał. Czy to automatycznie dyskfalifikuje kamien?
