Forum

Asystent AI
Zaklęcia grupowe - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zaklęcia grupowe - czy wiele głosów to zawsze lepiej?


Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Zaczęło się od tego, że brałem udział w grupowym rytuale z kilkoma osobami, które praktykują od lat, i wyszło z tego coś zupełnie innego niż się spodziewałem. Ale nie w sensie 'wow super efekt', tylko w sensie chaosu. Każda osoba robiła gesty trochę inaczej, tempo było rozbite, jedna osoba szeptała, druga mówiła głośno. I zamiast wzmocnienia intencji, czułem jakby sygnał się rozpraszał. Temat zaklęć grupowych jest dla mnie od tamtej chwili otwarty na nowo. Czy wielu ludzi rzeczywiście wzmacnia rytuał, czy może pod pewnymi warunkami go rozbija? Szczególnie ciekawi mnie kwestia gestów i synchronizacji ciała, bo zacząłem podejrzewać, że precyzja fizyczna ma tu większe znaczenie niż liczba uczestników.


Odpowiedz
49 odpowiedzi
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz z tym chaosem brzmi bardzo znajomo. W praktykach, które znam z tradycji słowiańskiej, zawsze kładziono ogromny nacisk na to, żeby uczestnicy byli wcześniej 'nastrojeni' na siebie. Nie przez rozmowę o intencji, tylko właśnie przez wspólne działania fizyczne, synchronizację oddechu, wspólne rozpalenie ognia. Gesty nie były ozdobnikiem, były częścią struktury. Kiedy ktoś robił coś inaczej, dosłownie wychodził poza rytm grupy i to było widać. Czy w tym rytuale, o którym mówisz, w ogóle były jakieś przygotowania synchronizujące, czy ludzie wchodzili każdy ze swoim nastawieniem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Anastazjaa nie było żadnej synchronizacji. Prowadząca po prostu przedstawiła intencję i każdy robił jak czuł. W tamtym momencie wydawało mi się, że to podejście 'swobodne', ale teraz myślę, że to był po prostu brak struktury. Mam wrażenie, że w wielu współczesnych podejściach do rytuałów grupowych całkowicie pominięto ten element fizycznego dostrojenia, bo ktoś postanowił, że 'intencja wystarczy'. A intencja to jedno, ale ciało też wysyła sygnał i jak ciała robią różne rzeczy, to co z tego wynika?


Odpowiedz
Wpisy: 625
(@gienia98)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja to zapisałam sobie jako osobną kwestię w notatkach po jednym spotkaniu. Byłam na rytuale gdzie nas było pięć osób i co ciekawe, trzy osoby robiły jeden gest, a dwie zupełnie inny w tym samym momencie. Prowadząca nie reagowała. Po wszystkim pytałam kilka osób osobno co czuły i odpowiedzi były kompletnie różne. Jedna czuła spokój, inna napięcie, inna w ogóle nic. Zastanawiam się, czy to nie znaczy, że każda z nas po prostu przeprowadziła swój własny indywidualny rytuał, tylko fizycznie w tym samym pomieszczeniu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Gienia98 właśnie tak to widzę, każda z was działała na własnej energii i tyle. Myślę, że w grupie wystarczy wspólna intencja i czakra serca działa jako łącznik między uczestnikami. Synchronizacja gestów to raczej tradycja, ale nie jest konieczna jeśli wszystkie osoby są energetycznie otwarte.


Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Ulka_56 hmm, ale to trochę zbyt uproszczone. Czakra serca jako 'łącznik' to metafora, nie mechanizm. Jeśli mówimy o tym, dlaczego rytuał grupowy działa inaczej niż solo, to chyba warto patrzeć na to z kilku stron jednocześnie, nie tylko energetycznej. W tradycjach ceremonialnych, które studiowałam, gesty mają konkretne przypisanie do kierunków, żywiołów, etapów rytuału. Jak jeden uczestnik jest na etapie zamknięcia, a drugi wciąż otwiera, to nie jest tylko 'inny sygnał', to jest sprzeczność w strukturze. Jak rozumiesz to energetyczne otwarcie w kontekście grupowym, bo nie jestem pewna czy to to samo co ja mam na myśli mówiąc o synchronizacji?


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Blanka.2 no wiesz, energetyczne otwarcie to stan w którym nie blokujesz przepływu, jesteś obecna, skupiona na intencji. Nie twierdzę, że gesty nie mają znaczenia, tylko że nie są priorytetem.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Ulki i w ogóle do wątku, bo to mnie gryzie. Czy ktoś zna przypadek tradycji, w której rytuały grupowe świadomie rezygnowały z ujednolicenia gestów i mimo to dawały spójny efekt? Serio pytam, bo w każdej tradycji jaką znam i czytałam o niej, synchronizacja fizyczna była obecna. Nawet w synkretycznych praktykach karaibskich, gdzie różne osoby śpiewają różne partie, to ciało ma bardzo konkretny zestaw ruchów. Może są tradycje, które to odrzucają świadomie, nie wiem wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 271
(@heksanka54)
Połączone: 2 lata temu

Jest jedna rzecz, o której rzadko się tu mówi, a jest kluczowa dla całej tej dyskusji. W psychologii tłumu zbadano, że synchronizacja ruchów między ludźmi zwiększa poczucie wspólnoty i zaufania do grupy, to są wyniki Scotta Wiltermuth i Chip Heatha z 2009 roku. W kontekście rytualnym to oznacza, że nawet jeśli nie przyjmujemy założeń metafizycznych, fizyczna synchronizacja grupy robi coś realnego z psychiką uczestników. Rozbita synchronizacja fizyczna bardzo konkretnie osłabia spójność grupowego skupienia. Więc Zenek, to co czułeś jako 'rozproszenie sygnału', mogło mieć bardzo przyziemne, ale prawdziwe podłoże.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Heksanka54 to jest właśnie ten kąt, którego mi brakowało do pełniejszego obrazu. Pamiętam zresztą, że po tamtym rytuale kilka osób zaczęło rozmawiać między sobą o tym, co kto czuł i właściwie nikt nie miał poczucia wspólnego przeżycia. Każdy relacjonował coś swojego. To by się zgadzało z tym co piszesz. Ale mam pytanie, bo to mnie pcha dalej: czy większa liczba uczestników z pełną synchronizacją faktycznie wzmacnia efekt w sposób proporcjonalny? Czy jest jakiś pułap powyżej którego więcej osób zaczyna przeszkadzać, bo trudniej utrzymać spójność?


Odpowiedz
Wpisy: 625
(@gienia98)
Połączone: 4 miesiące temu

Dodając do swojego wcześniejszego posta, sprawdziłam notatki z kilku innych spotkań grupowych i widzę wyraźny wzorzec. Małe grupy, dwie, trzy osoby, gdzie znałyśmy się dobrze i dużo razem ćwiczyłyśmy, miały zupełnie inną jakość niż większe spotkania otwarte. Nie wiem czy to efekt synchronizacji czy po prostu znajomości gestów nawzajem, bo jak wiesz co zaraz zrobi osoba obok, ciało samo się dostosowuje.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja mam do sprawdzenia jedną rzecz i może ktoś tu pomoże. Ostatnio robiłam rytuał w parze i starałyśmy się bardzo precyzyjnie koordynować gesty, ale wybrałyśmy różne rekwizyty. Każda miała inny kamień, inną świecę. Miałam wrażenie, że gesty były spójne, ale jakoś całość nie grała. Czy rekwizyty muszą być ujednolicone tak samo jak gesty, czy to osobna zmienna?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Lunella to osobna zmienna, ale powiązana. Rekwizyty niosą intencję osoby, która ich używa, plus swoją własną historię i przypisania. Jeśli każda z was wchodziła w rytuał z innym zestawem symbolicznym, to jakbyście mówiły tym samym rytmem, ale w innych językach. Gesty mogły być identyczne, ale znaczenie które każda przypisywała temu co trzyma w ręku, mogło być rozbieżne. Jakie to były kamienie, jeśli mogę zapytać?


Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Blanka.2 ja miałam czarny turmalin, ona labradoryt. Obie miałyśmy intencję ochrony, więc wydawało mi się, że to dobre dopasowanie tematyczne. Ale teraz jak to piszę, to widzę, że czarny turmalin działa bardziej przez blokowanie i odpychanie, a labradoryt przez tworzenie tarczy energetycznej i przemianę. To nie jest to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

To jest świetny przykład, bo pokazuje że problem z synchronizacją grupową zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie samego rytuału. Jeśli uczestnicy nie ustalili co dokładnie rozumieją pod pojęciem intencji i jakich środków używają, fizyczna synchronizacja gestów będzie tylko zewnętrzną warstwą na wewnętrznie rozbitej strukturze. W tradycjach, gdzie rytuały grupowe są rozbudowane, ta praca przygotowawcza potrafi zajmować tyle samo czasu co sam rytuał. Czasem więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@rezedaa)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy ktoś ma doświadczenie z rytuałem grupowym gdzie po prostu wszystko zaskoczyło od razu bez takiego długiego przygotowania? Pytam bo czytam i mam wrażenie, że im więcej czytam tym bardziej wychodzi, że żeby zrobić coś w grupie trzeba się do tego przygotowywać tygodniami. A jednak znam osoby które twierdzą że miały bardzo mocne przeżycia grupowe praktycznie bez żadnego wstępu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Rezedaa znam takie przypadki, ale zastanawia mnie co za nimi stoi. Może te osoby, nawet bez formalnego przygotowania, trafiły na grupę, która intuicyjnie działała podobnie, bo miały zbliżone doświadczenia, zbliżony styl praktyki. W takim przypadku synchronizacja mogła pojawić się naturalnie, bez planowania. To trochę jak muzycy, którzy grają razem pierwszy raz, ale oboje znają ten sam gatunek i od razu czują wzajemne ruchy. Przygotowanie może być wcześniej zakodowane w praktyce, nie musi być akuratne do danego rytuału.


Odpowiedz
(@sydonia54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Zenek Wchodzę do tematu, bo to co Zenek opisuje na początku, to jest właśnie coś co mnie ciekawiło od dawna. Mam pytanie do osób, które praktykowały grupowo więcej razy: czy zauważałyście że skład grupy ma znaczenie niezależnie od synchronizacji? To znaczy, czy pięć osób bardzo precyzyjnych, ale które się nie znają, da lepszy efekt niż trzy osoby mniej precyzyjne, ale mocno ze sobą zżyte?


Odpowiedz
(@heksanka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 271

@Sydonia54 to jest bardzo konkretne pytanie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy co mierzysz jako efekt. Jeśli chodzi o spójność doświadczenia podczas rytuału, badania nad synchronią interpersonalną wskazują, że wcześniejsza więź między uczestnikami znacząco obniża próg synchronizacji. Czyli znające się osoby szybciej wchodzą w rytm. Ale jeśli chodzi o precyzję wykonania, obcy sobie precyzyjni wykonawcy mogą utrzymać technikę lepiej niż zżyte osoby, które zaczęły 'czuć', a przestały kontrolować gesty. Pytanie jest więc tak naprawdę o to, co w danej tradycji i danym rytuale jest ważniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę, ale jestem trochę zagubiona. To wychodzi na to że rytuał grupowy jest trudniejszy niż solo? Zawsze myślałam że razem łatwiej bo jest więcej energii. To nie tak działa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Mimoza_85 nie chodzi o to, że trudniejszy, ale że wymaga innych rzeczy. Solo masz pełną kontrolę nad każdym elementem, w grupie musisz to kontrolę z kimś podzielić. Więcej energii to nie jest automatycznie lepsza energia, bo jeśli każda osoba ciągnie w trochę innym kierunku, to sumaryczny efekt może być słabszy niż solo. Przynajmniej w moim odczuciu.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

okej, to ma sens. Ale skąd wiadomo że energia 'ciągnie w innym kierunku'? Po czym to czuć w trakcie?


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@rezedaa)
Połączone: 1 rok temu

Ja to zawsze czuje przez nogi, serio. Jak jest spójność to niby głupio powiedzieć ale mam wrażenie że stoję bardziej stabilnie, nawet jeśli nic spektakularnego się nie dzieje. A jak jest rozjazd to jest taki jakby 'szum', jakbyś miała złe połączenie i coś gra ale nie tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydonia54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Rezedaa a to jest co ty czujesz w konkretnym momencie czy dopiero po? Bo mnie ciekawi czy można to wyłapać w trakcie i jakoś skorygować, czy to wychodzi dopiero w podsumowaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 625
(@gienia98)
Połączone: 4 miesiące temu

Wracając do pytania Mimozy, bo to ważne, ja miałam kiedyś taki rytuał gdzie dwie osoby siedziały z zamkniętymi oczami i trzecia wchodziła ze zdenerwowaniem bo spóźniła się na transport. I fizycznie nikt nic nie widział, ale obie osoby z zamkniętymi oczami otworzyły oczy prawie jednocześnie kiedy ta trzecia przekroczyła próg. Potem mówiły że poczuły 'coś'. Nie wiem co to było, ale ten moment był bardzo konkretny.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

To co Gienia opisuje to jest właśnie jeden z powodów, dla których w tradycjach rytualnych takich jak wicca czy ceremonial magic tak bardzo podkreśla się stan uczestników przed wejściem w przestrzeń. Nie chodzi o perfekcję emocjonalną, ale o to żeby osoba była w środku, a nie pół myśli gdzieś indziej. Spóźnienie samo w sobie nie jest problemem, problem jest rozproszenie które za nim idzie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heksanka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 271

@Anastazjaa masz rację, ale warto też zaznaczyć, że to 'bycie w środku' to nie jest stan binarny. Badania nad uważnością w kontekście grupowym, między innymi prace Vareli i Thompson z lat 90. dotyczące enaktywizmu, sugerują że skupienie jest czymś co można kalibrować, nie włączyć albo wyłączyć. Interesuje mnie więc pytanie: czy grupy które osiągają spójność robią to przez jakieś konkretne ćwiczenia przed rytuałem, czy to po prostu kwestia czasu spędzonego razem?


Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Heksanka54 z tego co ja widziałam w praktyce, to nie jest ani jedno ani drugie w czystej formie. Miałam grupę z którą robiłam krótkie ćwiczenie oddechowe przed każdym spotkaniem, synchronizacja oddechu, bardzo prosta technika, i to robiło różnicę nawet kiedy nie znałyśmy się dobrze. Natomiast sam czas spędzony razem bez żadnej struktury niekoniecznie przekładał się na spójność w rytuale.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy wy mówicie tu o synchronizacji w sensie fizycznym, oddech, gesty, czy o czymś głębszym? Bo mi się wydaje że jak już masz prawdziwe połączenie energetyczne z grupą, to ta fizyczna strona jest wtedy naturalna, nie trzeba jej ćwiczyć oddzielnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Ulka_56 ale skąd to 'prawdziwe połączenie' pochodzi jeśli nie z czegoś konkretnego? To jest trochę jak powiedzieć że nie trzeba uczyć się języka bo jak się dobrze zrozumiecie to samo wyjdzie. W jakimś sensie tak, ale to samo wymaga wspólnej bazy.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracam do swojego wcześniejszego pytania o rekwizyty, bo mi to nie daje spokoju. Blanka mówiła że kamienie wnoszą swoje przypisania i to jak dwie osoby mówią tym samym rytmem ale w różnych językach. To znaczy że dobór rekwizytów powinien być ustalony zanim w ogóle myślimy o gestach? Mam wrażenie że u większości grup ten krok w ogóle nie istnieje.


Odpowiedz
Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie i to jest coś, co próbowałem wcześniej opisać przez brak struktury. W grupie o której mówiłem na początku wątku, każdy przyniósł co chciał. Organizatorka nawet to podkreśliła jako zaletę, że 'każdy pracuje swoim systemem'. Ale to jest sprzeczne z samą ideą rytuału grupowego, bo wtedy de facto robisz kilka równoległych rytuałów solo w jednym pokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@rezedaa)
Połączone: 1 rok temu

Ojj to brzmi znajomo, byłam na czymś takim raz i miałam właśnie takie poczucie że niby jesteśmy razem ale każda jest jakby w swojej bańce. Prowadząca mówiła że to jest podejście 'ekumeniczne', ale efekt był taki że po wszystkim każda miała totalnie inne odczucia i nawet trudno było o tym porozmawiać bo jakby nie miałyśmy wspólnego punktu odniesienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydonia54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Rezedaa a czy to jest zły wynik? Serio pytam. Może w niektórych grupach chodzi właśnie o to żeby każda osoba miała swoje doświadczenie, tylko przy obecności innych? Jakby wspólna przestrzeń, ale nie wspólna praktyka?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

To jest osobny typ spotkania niż rytuał grupowy w ścisłym sensie. Można to nazwać praktyką w obecności, ale to nie jest to samo co rytuał grupowy. Różnica jest istotna szczególnie jeśli intencją jest zbiorowe działanie w jednym kierunku, wtedy 'każdy swoje' jest po prostu błędem koncepcyjnym na etapie planowania.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale jak to wygląda w tradycjach gdzie rytuały były robione od pokoleń, jakieś stare obrzędy, tam przecież nie siedzieli i nie ustalali kto jaki kamień przyniesie. Jakoś działało?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heksanka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 271

@Mimoza_85 właśnie dlatego że nie musieli tego ustalać, bo wszyscy wyrośli w tej samej tradycji i mieli ten sam zestaw symboliczny zanim w ogóle doszło do rytuału. To jest różnica między systemem zamkniętym a otwartym. W zamkniętym system jest dziedziczony i zinternalizowany, więc synchronizacja następuje zanim ludzie wejdą do koła. W grupach eklektycznych tej wspólnej bazy nie ma i trzeba ją dopiero zbudować, albo świadomie się bez niej obejść, ale wtedy wiadomo z czego się rezygnuje.


Odpowiedz
Wpisy: 625
(@gienia98)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest coś o czym nie myślałam w takim ujęciu. Czyli te stare rytuały były 'proste' do synchronizacji nie dlatego że były proste, ale dlatego że wszyscy znali je od zawsze i ciało po prostu wiedziało co robić. To jest zupełnie inna sytuacja niż jak zbierają się cztery osoby z różnych tradycji i próbują zrobić coś razem.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@tekla)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam że wchodzę z trochę innego kąta, ale czy ktoś tu myślał o tym jak numerologia imion albo dat urodzenia uczestników wpływa na skład grupy? Piszecie o synchronizacji fizycznej i energetycznej, ale może jest coś takiego jak naturalna zgodność między ludźmi zanim w ogóle otworzą usta.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Tekla to jest osobna gałąź i nie chcę za bardzo odbiegać od tematu, ale odpowiem krótko: może mieć znaczenie jako dodatkowa zmienna, ale nie zastąpi tego co tu omawiamy. Możesz mieć numerologicznie zgodny skład grupy i nadal zepsuć rytuał złą synchronizacją gestów. To różne poziomy.


Odpowiedz
(@tekla)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 153

@Zenek No dobra, Zenek ma rację że numerologia to osobna historia, ale jednak zostało mi coś z tego w głowie. Bo jeśli ciało 'wie co robić' dzięki wieloletniej tradycji, jak mówiła Heksanka, to czy można jakoś skrócić tę drogę? Czy jest coś co można zrobić przed pierwszym wspólnym rytuałem żeby ta fizyczna synchronizacja zachodziła szybciej, bez lat wspólnej praktyki?


Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Tekla właśnie o tym mówiłam z oddechem, to jest jedna z takich dróg na skróty. Ale jest jeszcze jedna rzecz o której tu nie powiedzieliśmy, a mianowicie wspólne milczenie przed rytuałem. Nie medytacja, po prostu siedzenie razem bez słów przez kilka minut. Brzmi banalnie, ale zmienia dynamikę grupy bardziej niż jakiekolwiek wprowadzenie słowne. Ciała zaczynają się kalibrować zanim głowy w ogóle zdążą cokolwiek zaplanować.


Odpowiedz
(@rezedaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 127

@Blanka.2 o ty, to jest coś co działa tak samo jak u was? Bo mieliśmy raz coś podobnego, ale nikt tego nie nazwał, po prostu proawdząca powiedziała 'siedźcie cicho chwilę' i po wszystkim kilka osób mówiło że miały podobne obrazy albo odczucia zanim jeszcze zaczął się właściwy rytuał. Zastanawiałam się czy to nie przypadek.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@anastazjaa)
Połączone: 2 lata temu

To nie jest przypadek i to ma swoją nazwę w różnych tradycjach. W kontekście ceremonialnym mówi się o 'settling' jako fazie poprzedzającej właściwą pracę. W praktykach rdzennych Ameryki Północnej podobną funkcję pełni wspólne siedzenie przy ogniu zanim zacznie się cokolwiek innego. Nie jest to element dekoracyjny, to część samego rytuału, tylko taka która nie wygląda jak rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest tak, że jeśli ktoś jest energetycznie otwarty, to ta faza ciszy nie jest mu potrzebna? Mam na myśli, że są osoby które 'wskakują' od razu i dla nich te kilka minut siedzenia w ciszy może być wręcz rozpraszające, bo czują że coś już się zaczęło i że ta cisza sztucznie to hamuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heksanka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 271

@Ulka_56 ale to właśnie jest pułapka, bo 'wskakiwanie od razu' oznacza że ta osoba zaczyna swój własny proces, niekoniecznie grupowy. Różnica między solistą a częścią zespołu polega właśnie na tym, że solista może zacząć kiedy jest gotowy, a część zespołu czeka na wspólny punkt startowy. To nie jest kwestia czyjejś otwartości, tylko struktury działania grupowego.


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Heksanka54 okej, punkt widzę, ale co jeśli ten wspólny punkt startowy jest właśnie tą chwilą kiedy ta jedna osoba wchodzi w stan? Może to ona nadaje tempo a nie hamuje grupę?


Odpowiedz
Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Miałem dokładnie taką sytuację i skończyło się tak, że reszta grupy nieświadomie podążała za tą jedną osobą zamiast za uzgodnioną strukturą. Efekt był taki, że rytuał przeszedł w zupełnie innym kierunku niż było zaplanowane. Dla niektórych to brzmi jak coś pozytywnego, ale jeśli masz konkretny cel grupowy, to rozjechanie się na starcie potrafi zdezorientować całą pracę na długo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Zenek A propos tego co Zenek mówi o kierunku, to chciałam zapytać o gesty. Bo my rozmawialiśmy o oddechu, o ciszy, o rekwizytach, ale gesty chyba w ogóle nie padły wyraźnie. Czy w grupowych rytuałach ustalacie z góry ruch, pozycje ciała, kierunki obrotu? Bo mi się wydaje że to jest jedno z tych miejsc gdzie rozjazd jest najtrudniej zauważalny, bo każdy robi gesty które dla siebie mają sens, a grupa robi coś zupełnie innego jako całość.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 625

@Lunella trafiła w coś ważnego. Ja mam notatki z kilku grupowych prac i jak teraz patrzę, to problemy z intencją często szły właśnie w parze z rozbieżnymi gestami. Jedna osoba unosi ręce, inna ma je opuszczone, ktoś robi ruch do wewnątrz a ktoś inny na zewnątrz. Nikt o tym nie mówił wprost, ale fizycznie to wyglądało jak trzy różne rytuały odbywające się jednocześnie w tym samym pokoju.


Odpowiedz
Udostępnij: