Forum

Asystent AI
Magia a przypominan...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a przypominanie sobie - jak wzmacniać pamięć praktyk?

Strona 1 / 3

Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie dziwne wrażenie, że wiele osób podchodzi do magii jak do recepty - zrobi się rytuał, odczeka chwilę i sprawdza, czy 'wyszło'. I tu leży problem, bo gdzieś po drodze gubi się świadomość tego, co się w ogóle robiło i dlaczego. Myślę o tym od jakiegoś czasu, bo sama przez długi okres traktowałam swoje praktyki mechanicznie. Robiłam coś, zapisywałam datę w zeszycie, czekałam. Ale kiedy chciałam wrócić do wcześniejszych rytuałów i zastanowić się, co tak naprawdę działało, a co nie, okazało się, że moje notatki są bezużyteczne. Daty i nazwy bez żadnego kontekstu emocjonalnego, bez opisu intencji, bez tego, co czułam w trakcie. I zaczęłam się zastanawiać, jak inni to rozwiązują. Czy ktoś ma jakiś sposób na to, żeby po miesiącu czy dwóch faktycznie wiedzieć, co z danej praktyki wyniósł i czy cokolwiek zmieniło się w związku z konkretnym działaniem? Nie chodzi mi o prowadzenie perfekcyjnego dziennika w stylu grimoiru - bardziej o to, jak łączyć pamięć o praktyce z jej rzeczywistym wpływem na życie.


Odpowiedz
137 odpowiedzi
Wpisy: 645
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest jeden z tych tematów, o których rzadko się mówi wprost, a moim zdaniem jest kluczowy dla tego, czy praktyka w ogóle ma sens. Przez długi czas sam prowadziłem coś w rodzaju dziennika magicznego, ale zorientowałem się, że największy problem nie leży w samym zapisywaniu, tylko w tym, że nie wracałem do tych zapisków z odpowiednim dystansem. Zapisuję rytuał, odczuwam coś podczas niego, a potem życie się toczy i zapominam nie tylko o tym, co czułem - zapominam też, że w ogóle coś robiłem. To brzmi absurdalnie, ale chyba każdy, kto praktykuje regularnie, to zna. Ciekawe jest to, że tradycje hermetyczne mocno nalegają na system przeglądów - coś w rodzaju tygodniowego i miesięcznego podsumowania, gdzie nie chodzi o opis rytuału, ale o zadanie sobie pytania: co się zmieniło od tego momentu? I to akurat jest dla mnie sensowne, bo zmiana często jest subtelna i widoczna dopiero z pewnego oddalenia. Ale mam pytanie do wątku - jak odróżniacie efekt praktyki od zwykłego zbiegu okoliczności? Bo to jest chyba sedno problemu z 'pamiętaniem wyników'.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to! To pytanie o zbieg okoliczności to jest coś, z czym sama się zmagam od dawna. Prowadzę notatki dość szczegółowo i porównuję różne okresy, ale kiedy patrzę na to po czasie, to nie potrafię rozstrzygnąć, czy coś 'zadziałało' dlatego, że zrobiłam rytuał, czy dlatego, że byłam wtedy w innym stanie psychicznym i po prostu inaczej działałam w codzienności. Czytałam gdzieś, że część praktyków rozwiązuje to przez podwójne notowanie - raz zaraz po rytuale, drugi raz tydzień lub dwa później, bez zaglądania do pierwszego zapisu. Potem porównują, jak zmieniło się ich postrzeganie sytuacji. Ale to wymaga żelaznej dyscypliny, której ja nie zawsze mam. Jarylo - a te przeglądy, o których piszesz, robisz je w konkretny dzień, na przykład powiązany z fazą księżyca, czy po prostu raz na jakiś czas?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Cesia65 to z tą dyscypliną to bardzo ważna rzecz, którą piszesz. Ale chcę trochę inaczej podejść do pytania Poziomki, bo wydaje mi się, że problem z pamiętaniem praktyk nie wynika z braku notatek, tylko z czegoś wcześniejszego - z tego, że wiele osób nie ma jasno sprecyzowanej intencji zanim w ogóle zaczną. A jeśli nie wiesz, czego dokładnie szukasz, to jak możesz rozpoznać, że to dostałaś? To nie jest zarzut wobec nikogo, sama przez lata działałam metodą 'poczuję, że zadziałało'. Ale teraz myślę, że to jest właśnie ta luka, przez którą wycieka pamięć praktyk - bo nie mamy czegoś konkretnego, do czego możemy przypiąć późniejsze obserwacje. Intencja musi być na tyle konkretna, żeby po czasie można było zapytać: czy to się zmieniło?


Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Cesia65 - nie, nie mam sztywno ustalonego dnia. Przez jakiś czas próbowałem powiązać przeglądy z nowiem, ale okazało się, że to dla mnie sztuczne i kończyłem na tym, że albo przeglądałem za wcześnie, albo przekładałem na 'następny nów'. Teraz robię to po prostu kiedy mam poczucie, że minął jakiś zamknięty etap - kilka tygodni, zmiana pewnej sytuacji, koniec czegoś. To jest mniej systematyczne, ale bardziej autentyczne. Natomiast Pogodnica porusza coś ważnego - ten efekt boczny, niezamierzony, który jest rzeczywistym efektem, a nie wpadamy na niego, bo szukamy w złym miejscu. Sam miałem tak kilka razy. Pytanie do wszystkich: czy ktoś wypracował jakiś sposób na notowanie właśnie tych niezamierzonych zmian? Bo zamierzony efekt jest łatwy do opisania przed rytuałem, ale jak opisujesz przestrzeń na to, czego się nie spodziewasz?


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Trochę się zatrzymuję na tym, co Mocarna napisała, bo mam z tym mieszane odczucia. Rozumiem logikę konkretnej intencji i sama często z tego korzystam, szczególnie przy pracy z runami. Ale czy nie ma tu ryzyka, że zbyt wąska intencja sprawia, że przegapiamy efekty, których się nie spodziewaliśmy? Bo z moją praktyką bywało tak, że rytuał 'nie zadziałał' w zakresie, który zapisałam, ale coś zupełnie innego się przesunęło i dopiero po jakimś czasie rozumiałam, że to był właśnie ten efekt - tylko nie tam, gdzie patrzyłam. To jest trochę paradoks z tym pamiętaniem wyników - jak dobrze pamiętasz intencję, to możesz nie zauważyć, że coś jednak się zmieniło.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się, bo ten wątek z niezamierzonymi efektami to jest coś, co mnie od jakiegoś czasu zastanawia. Przy pracy z astrologią i rytuałami często widzę, że to, co się 'przesunęło', jest o wiele szersze niż to, co próbowałem zainicjować. I doszedłem do wniosku, że może zamiast opisywać intencję jako cel, lepiej opisywać ją jako kierunek. Czyli nie 'chcę, żeby X się wydarzyło', ale 'chcę przesunąć energię w stronę Y'. Wtedy efekty boczne przestają być 'błędami' i stają się częścią obserwacji. Ale przyznam szczerze, że i tak mam problem z tym, co Poziomka opisała na początku - te notatki stają się martwe po czasie. Wracam do nich i nie czuję, że to ja je pisałem. Brakuje mi czegoś, co by 'ożywiało' te zapisy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Baltazar o tym 'ożywianiu' zapisów - właśnie. Próbowałam różnych form, łącznie z nagrywaniem głosowym zaraz po rytuale, bo tekst rzeczywiście robi się suchy. I to akurat coś zmieniło, bo kiedy słyszę siebie z tamtego momentu, to wraca o wiele więcej kontekstu niż z pisemnej notatki. Ale też masz rację z tym kierunkiem zamiast celu - to jest semantycznie inna rzecz i chyba właśnie ta różnica robi różnicę w tym, jak potem interpretujesz, czy coś 'wyszło'. Tylko zastanawiam się, czy prowadząc notatki w formie kierunku, nie wpadamy w pułapkę, że zawsze możemy powiedzieć 'no tak, coś się przesunęło' i nigdy nie będziemy wiedzieć, czy to faktycznie efekt praktyki?


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@rafalek)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek i trochę mi mieszasz w głowie z tymi intencjami i kierunkami 🙂 Mam takie naiwne pytanie - czy w ogóle da się jakoś obiektywnie ocenić, czy rytuał zadziałał? Bo z horoskopami to przynajmniej masz coś zewnętrznego, co możesz sprawdzić. A tutaj to brzmi jakbyście sami sobie byli i badaczem, i badanym jednocześnie. Szczerze mówiąc, jakoś nie widzę, jak można to rozdzielić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Rafalek i to jest właśnie sedno. Nie da się tego obiektywnie ocenić w sensie naukowym i raczej nikt tu tego nie twierdzi. Ale to nie znaczy, że obserwacja jest bezużyteczna. Chodzi raczej o to, żeby mieć wystarczająco dużo własnych danych zebranych w czasie, żeby móc dostrzegać wzorce. Kiedy przez rok prowadzisz notatki i widzisz, że pewne typy praktyk regularnie korelują z określonymi zmianami w twoim życiu, to nie jest dowód naukowy, ale też nie jest przypadek. Problem jest właśnie z tym, o czym mówiła Poziomka - że te dane się nie zbierają, bo notatki są niekompletne albo w ogóle ich nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 303
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Ja prowadzę taki dziennik od dłuższego czasu i szczerze powiem, że dla mnie kluczowe było zaczęcie od opisywania swojego stanu emocjonalnego przed rytuałem i po nim, a nie samego rytuału. Bo jak wracam po dwóch miesiącach i czytam 'wykonałam rytuał na ochronę', to nic mi to nie mówi. Ale jak mam napisane, że byłam wtedy zestresowana, bałam się konkretnej sytuacji, miałam poczucie braku kontroli - i potem po kilku tygodniach to poczucie minęło, to mam przynajmniej jakiś punkt odniesienia. Nie wiem, czy to metoda, ale u mnie działa lepiej niż opisywanie samej ceremonii. Zresztą chyba każdy wróżbiarz powie, że stan wewnętrzny jest ważniejszy niż technika - to samo chyba dotyczy magii.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 432

@Halszeczka.x mhm, ale tu jest jedna rzecz, którą bym ostrożnie doprecyzowała - stan emocjonalny zmienia się z miliona powodów i sam fakt, że po rytuale poczułaś się spokojniej, nie mówi nic o tym, co wywołało tę zmianę. Mogłaś po prostu przespać się z problemem, sytuacja mogła sama się rozwiązać, mogło minąć napięcie hormonalne. Rozumiem, że to jest użyteczne jako osobista obserwacja, ale boję się, że zbyt szybko przypisujemy to rytuałowi. Nie mówię, że rytuał nie pomógł - mówię, że notatka o stanie emocjonalnym bez równoległego śledzenia innych zmiennych jest trochę niepełna.


Odpowiedz
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 188

@Pogodnica, ale czy ty w ogóle próbowałaś prowadzić takie notatki długoterminowo? Bo ja właśnie o tym myślę - że kiedy masz dziesiątki takich wpisów i widzisz, że pewien rodzaj rytuału koreluje ze zmianami w pewnym obszarze życia, to zaczyna wyłaniać się coś, czego nie można zbyć jednym 'to zbieg okoliczności'. Oczywiście nie ma pewności, ale mam poczucie, że zbyt naukowe podejście do czegoś, co z definicji jest subiektywne, prowadzi donikąd. Zresztą - prowadziłam kiedyś takie zestawienie z numerologią i pewne wzorce były naprawdę powtarzalne. Nie powiem, że to dowód, ale było co analizować.


Odpowiedz
Wpisy: 199
(@pustelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przepraszam że się wtrącam ale mam pytanie bo nie za bardzo rozumiem - jeśli chodzi o te notatki to piszecie o rytualach konkretnie magicznych czy też o medytacji i pracy z chakrami to też się liczy? Bo u mnie to sie miesza i nie wiem jak oddzielac co od czego jak potem sprawdzam czy cos dzialalo xD Pytam bo sama mam notatnik ale jest taki chaos ze nic z tego nie wynika


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 306

@Pustelka to dobra kwestia i wcale nie jest głupie pytanie. Myślę, że dokładnie to samo zagadnienie dotyczy każdej celowej praktyki - niezależnie czy to rytuał, praca z czakrami, czy nawet świadoma praca ze snami. Problem z chaosem w notatniku jest powszechny i wiele osób przez niego przechodzi. Jedna rzecz, która mi pomogła - przestałam prowadzić jeden dziennik na wszystko. Osobny zeszyt na sny, osobny na praktyki. Mieszanie wszystkiego razem sprawia, że nie możesz potem wyodrębnić nic sensownego. Ale pytanie do ciebie - jak wyglądają twoje notatki? Co w nich zapisujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Nawiązując do tego, co Cesia mówiła o wzorcach - mam podobne doświadczenie z astrologią i rytuałami, które synchronizuję z tranzytami. I właśnie ta warstwa zewnętrzna, astrologiczna, pomogła mi trochę z problemem oceny efektów. Bo mam coś poza samą praktyką - datę, konfigurację planet, przewidywany obszar oddziaływania. Potem jak sprawdzam, co się wydarzyło w danym oknie czasowym, to mam więcej zmiennych do porównania. Czy to eliminuje subiektywność? Nie. Ale przynajmniej daje jakąś strukturę. Zastanawiam się, czy ktoś podobnie używa kalendarza księżycowego jako warstwy porządkującej notatki - nie po to, żeby 'wzmacniać rytuał', ale właśnie jako punkt odniesienia przy późniejszej analizie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Baltazar to sensowne podejście. Sam przez pewien czas próbowałem czegoś podobnego, choć bez astrologii - bardziej jako zapis okoliczności. Data, pora dnia, co się akurat działo w życiu, jaki był mój stan skupienia podczas rytuału w skali od 1 do 5 - tak prosto. I to ostatnie okazało się zaskakująco informacyjne. Kiedy patrzyłem po czasie na wyniki, to te rytuały, podczas których oceniałem swoje skupienie na 4-5, miały wyraźnie częściej jakiś zauważalny efekt niż te robione mechanicznie, na 2. Nie wiem, co z tego wynika w sensie metafizycznym, ale jako obserwacja praktyczna to jest interesujące. Co sugeruje, że może problem z 'pamiętaniem efektów' wynika częściowo z tego, że wielu efektów po prostu nie było, bo intencja była słaba od początku.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@dorotka-x)
Połączone: 2 lata temu

Okej ale ile czasu wy tak naprawdę czekaliście na wyniki? Bo czytam i mam wrażenie, że wszyscy mówią o tygodniach i miesiącach analizowania. Ja nie mam tyle cierpliwości, żeby prowadzić notatki przez rok i dopiero potem wyciągać wnioski. Czy naprawdę nie ma żadnego sposobu, żeby szybciej ocenić, czy coś idzie w dobrą stronę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Dorotka.x rozumiem niecierpliwość, ale powiem szczerze - to zależy od intencji. Są praktyki, których efekty widoczne są szybko, i takie, które działają na poziomie, który widać dopiero z dystansu. I tu znów wracamy do tego, o czym mówiłam wcześniej - jeśli nie wiesz, co konkretnie próbowałaś zmienić, to nawet szybki efekt możesz przegapić. A poza tym - to pytanie 'jak szybciej ocenić' trochę zmienia cel tej obserwacji. Chodzi o to, żeby naprawdę rozumieć własną praktykę, a nie o to, żeby szybko dostać potwierdzenie. To drugie to pułapka, bo zawsze znajdziesz coś, co możesz zinterpretować jako znak.


Odpowiedz
Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do Jarylo i tej skali skupienia - to jest coś, o czym nie pomyślałam, a jest chyba bardzo konkretne. Bo zamiast opisywać coś niemierzalnego, oceniasz własną obecność podczas praktyki. I to ma sens niezależnie od metafizyki - jeśli działasz mechanicznie, to logiczne, że efekt jest inny niż kiedy jesteś naprawdę zaangażowana. Sama zaczynam się zastanawiać, czy mój problem z 'pustymi notatkami' nie wynikał właśnie z tego, że wiele rytuałów robiłam bez pełnej uwagi i dlatego nie miałam czego pamiętać. Jak można coś zapamiętać, skoro się tam tak naprawdę nie było? To brzmi banalnie, ale chyba jest prawdziwe.


Odpowiedz
Wpisy: 645
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Ta skala skupienia, o której pisała Poziomka - właśnie myślę, że to jest coś, co można rozbudować bez popadania w nadmierną biurokratyzację. Ja na przykład dorzuciłem jeszcze jedną kolumnę: czy po rytuale miałem jakiś obraz, myśl, skojarzenie, które się pojawiło samo z siebie. Nie oceniam tego, nie interpretuję od razu - po prostu notuję. I potem kiedy wracam po kilku tygodniach, to często te luźne skojarzenia mówią mi więcej o tym, co się działo, niż sam opis rytuału.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 188

@Jarylo a co robisz z tymi skojarzeniami, kiedy wracasz? Próbujesz je jakoś połączyć ze sobą czy traktujesz każde osobno?


Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Cesia65 raczej szukam, czy się powtarzają. Jeśli trzy razy po różnych rytuałach pojawia mi się podobny obraz albo podobna myśl, to traktuję to jako sygnał, że coś tam jest, niezależnie od tego, co akurat intendowałem. To nie jest ścisłe, ale daje jakiś punkt zaczepienia.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@dorotka-x)
Połączone: 2 lata temu

Ale jak to technicznie wygląda? Piszecie gdzieś to od razu po rytuale, na gorąco, czy czekajcie chwilę? Bo ja jak próbowałam pisać od razu, to wychodziło mi bardzo chaotyczne i potem i tak nic z tego nie rozumiałam.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Dorotka.x ja piszę od razu, ale właśnie chaotycznie i na to pozwalam. Pierwszy zapis to zawsze takie rzucanie słów, nie zdań. Piszę może trzy, cztery słowa - nie pełne zdania. Potem wieczorem, jak ochłonę, dopisuję to w formę. Nie jest idealne rozwiązanie, ale chaotyczne notatki też mają swoją wartość - często wracam do tych surowych słów i widzę coś, czego nie ma w 'czystej' wersji.


Odpowiedz
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 432

@Halszeczka.x to ma sens, ale chcę dopytać o jedną rzecz - czy kiedy wieczorem przepisujesz i porządkujesz, to nie nakładasz na to już swojej późniejszej interpretacji? Jak dla mnie to jest ryzyko, że 'czysta' wersja jest już de facto reinterpretacją, a nie tym, co faktycznie czułaś w trakcie. W pracy z runami staram się właśnie zachować ten pierwszy, nieuporządkowany zapis jako warstwę bazową, nawet jeśli wygląda bełkotliwie.


Odpowiedz
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Pogodnica no tak, masz rację i nie twierdzę, że się to nie dzieje. Ale chyba nie da się tego w pełni uniknąć - każdy powrót do notatki to już interpretacja w jakimś stopniu. Pytanie co z tym robimy i czy w ogóle to problem.


Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Pogodnica To, co mówi Pogodnica, jest ważne z jeszcze jednego powodu. Kiedy piszesz po czasie, to nieświadomie zaczynasz już widzieć 'co się potem stało' i to zabarwia zapis. Psychologowie mówią o tym jako o hindsight bias - i on działa nawet wtedy, kiedy nie chcemy. Dlatego ja jestem dość uparta w kwestii zapisywania stanu bezpośrednio po praktyce, nawet jeśli mam tylko pięć minut i wychodzi byle jak. Ten zapis musi być przed tym, nim cokolwiek 'się wydarzy'.


Odpowiedz
(@rafalek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Mocarna05 okej, ale to mi się kojarzy z tym, jak w psychologii mówi się o pisaniu snów - że musisz to zrobić zaraz po przebudzeniu, bo inaczej umysł zaczyna to 'naprawiać'. Czy to jest ta sama mechanika czy coś innego?


Odpowiedz
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 306

@Rafalek tak, to dokładnie ten sam mechanizm. Zapis snów rządzi się tymi samymi prawami - jeśli poczekasz, mózg zaczyna szukać narracji i łatać dziury tym, czego nie pamięta. W efekcie masz spójną historię, ale niekoniecznie prawdziwą. Przy rytuałach jest podobnie, tylko zamiast obrazów sennych chodzi o stany emocjonalne i skojarzenia, które są równie ulotne.


Odpowiedz
Wpisy: 199
(@pustelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

A jak to jest z medytacją? Bo ja czasem po medytacji jestem tak spokojna, że w ogóle nie mam ochoty nic pisać, i potem nie wiem czy zapisywać stan sprzed medytacji, po medytacji, czy coś w srodku 🙂 przepraszam za literówkę


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 306

@Pustelka to jest bardzo konkretne pytanie i nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Ale mnie interesuje, co masz na myśli mówiąc 'w środku' - czy chodzi ci o przerwanie medytacji, żeby coś zapisać, czy o jakiś etap pomiędzy stanem skupienia a powrotem do codzienności?


Odpowiedz
(@pustelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 199

@Walentyna raczej to drugie, bo przrywać nie chce, ale ten stan po medytacji zanim wróce do normalności to jest chyba ważny i nie wiem jak go 'złapać' do notatek


Odpowiedz
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Pustelka Ten moment przejścia, o którym mówi Pustelka, jest moim zdaniem niedoceniany. Sam mam podobnie po rytuałach - jest taki krótki czas, może kilkanaście minut, gdzie jeszcze nie jestem w pełni w codzienności, ale rytuał już się skończył. I właśnie wtedy najbardziej spontaniczne skojarzenia się pojawiają. Próbowałem kiedyś nagrywać w ten czas głosowo, bo ręce jakoś nie chciały pisać.


Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Baltazar Wróćmy do tego co Baltazar powiedział o oknie przejścia, bo mam wrażenie że to jest kluczowe dla całego tematu wątku. Mam podobne doświadczenia - jest taki czas tuż po rytuale, gdzie coś jest jeszcze żywe i dostępne. Ale moje pytanie jest inne: czy to okno jest zawsze tej samej długości, czy zależy od rodzaju rytuału? Bo mam wrażenie że przy prostych praktykach to może być 5 minut, a przy bardziej złożonych kilkadziesiąt.


Odpowiedz
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Jarylo tak, mam podobne obserwacje. Przy prostych rzeczach, medytacja, krótka wizualizacja, to jest może kilka minut i potem już jest 'za późno' na coś głębszego. Ale przy dłuższych rytuałach, gdzie jest wiele etapów, to okno jest dłuższe, jakby energia rytuału sama w sobie przedłużała ten stan. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Nagrywanie głosowe w tym momencie przejścia - Baltazar, to jest właśnie to, o czym mówiłam wcześniej, tylko od innej strony. Mnie to pomogło przede wszystkim dlatego, że nie muszę myśleć o zapisie, mogę po prostu mówić. I potem słuchając słyszę ton głosu, wahania - to jest jakiś dodatkowy wymiar, który tekst gubi.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@glifmistrz-ka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i mam takie praktyczne pytanie - co wy robicie z tymi nagraniami? Słuchacie ich regularnie, transkrybujecie, czy po prostu trzymacie i wracacie jak coś trzeba sprawdzić? Bo to brzmi jakby szybko robiło się z tego gigantyczne archiwum.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Glifmistrz.ka szczerze? Nie mam systemu i to jest mój problem. Nagrania trzymam, ale większości nie słucham drugi raz - wracam tylko jak coś mi się skojarzy z czymś starym. Natomiast parę razy zdarzyło mi się wrócić losowo do jakiegoś starszego nagrania i byłam zaskoczona, jak inaczej coś brzmi niż zapamiętałam. Jakbym słuchała innej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

To 'słuchanie innej osoby' - to jest coś, co mnie zatrzymuje. Czy to nie jest właśnie sedno tego, o czym rozmawiamy od początku? To, że jesteśmy w stanie ocenić swoją praktykę dopiero z odległości, bo w momencie wykonywania rytuału mamy zupełnie inne filtry percepcji. I to może być argument za tym, żeby w ogóle nie oceniać efektów zbyt szybko - nie dlatego że 'trzeba czekać', ale dlatego że wcześniej patrzysz na to swoimi ówczesnymi oczami.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Cesia65 ale wtedy pojawia się pytanie, które Rafalek gdzieś wcześniej rzucił - po co w ogóle prowadzić bieżące notatki, skoro 'prawdziwy' odczyt i tak jest możliwy dopiero po czasie? Czy nie jest to praca na odłożony wynik?


Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Jarylo właśnie odwrotnie. Notatki bieżące są jedynym sposobem na to, żeby ten 'odłożony odczyt' w ogóle był możliwy. Bez nich patrzysz po miesiącach na pustkę i próbujesz rekonstruować coś, czego nie masz. To co bieżące i co późniejsze nie są w sprzeczności - jedno umożliwia drugie.


Odpowiedz
(@rafalek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Mocarna05 dobra, to mam pytanie do tego co powiedziałaś - mówisz że bez notatek bieżących późniejszy odczyt jest niemożliwy. Ale co jeśli ktoś w ogóle nie prowadzi notatek i jakoś mu to działa? Czy to znaczy że ma lepszą pamięć, czy po prostu nie wie co traci?


Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Rafalek to jest trochę jak pytanie - czy ktoś kto nie robi kopii zapasowych jakoś sobie radzi. Radzi, dopóki nie straci danych. Przy pamięci magicznych praktyk jest podobnie - możesz mieć wrażenie że pamiętasz, ale po miesiącu zostaje ci tylko ogólne poczucie, że coś było. A czy ci to 'działa' bez notatek - jak to w ogóle weryfikujesz? Na czym opierasz ocenę?


Odpowiedz
Wpisy: 303
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

A mnie ciekawi czy to okno przejścia da się świadomie wydłużyć? Bo jeśli tak, to może zamiast się śpieszyć z zapisem, można by je po prostu trochę przeciągnąć? Próbowałam raz bardzo powolnego wychodzenia z rytuału, takie stopniowe, i miałam wrażenie że dłużej byłam w tym stanie. Ale to może być złudzenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 432

@Halszeczka.x to może być coś, ale uważałabym z interpretacją. Przedłużanie stanu przejścia i faktyczne pogłębienie zapisu to nie to samo. Możesz być dłużej w przyjemnym stanie, ale czy przekłada się to na coś więcej do zapamiętania? Mam co do tego wątpliwości.


Odpowiedz
Wpisy: 306
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dorzucę coś od strony snów, bo to naprawdę ta sama dynamika. Badania nad hipnopompią, czyli właśnie tym stanem przejścia między snem a jawą, pokazują że wydłużenie go niekoniecznie daje więcej treści do zapisu. Raczej chodzi o jakość uwagi w tym momencie, nie o czas. Czy przy rytuałach macie podobne odczucie? Że chodzi bardziej o skupienie w danej chwili niż o to jak długo trwa przejście?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 199

@Walentyna to ma sens, ale jak trenować to skupienie? Bo u mnie problem jest taki że jak jestem skupiona, to właśnie nie mam ochoty nic pisac tylko byc w tym


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie że ta rozmowa kręci się wokół jednego zasadniczego napięcia - bycie w doświadczeniu kontra dokumentowanie go. I chyba nie ma na to złotego środka, bo jak tylko zaczynamy obserwować siebie w rytuale, zmieniamy sam rytuał. Znam to z notatek numerologicznych, gdzie zapis w trakcie pracy z liczbami całkowicie przestawia mi tryb myślenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rafalek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Cesia65 to co mówisz o zmienianiu rytuału przez obserwację brzmi jak zasada nieoznaczoności Heisenberga ale dla magii 🙂 ale serio, czy to zawsze jest złe? Bo może ta zmiana jest częścią procesu?


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@glifmistrz-ka)
Połączone: 2 lata temu

Nie jestem przekonany do całego tego podejścia z oknami i stanami przejścia, ale mam konkretne pytanie do Poziomki bo zostawiła wątek otwarty - mówisz że wracasz do nagrań losowo. Ale jak to wygląda praktycznie, kiedy słuchasz czegoś z przed kilku miesięcy, to jak decydujesz że to jest w ogóle relevantne? Czy patrzysz na datę, na czas w cyklu księżycowym, cokolwiek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Glifmistrz.ka szczerze to nie mam kryterium, wracam kiedy coś mnie skłoni. Najczęściej jak pracuję nad podobnym zamierzeniem i chcę sprawdzić czy to nowe jest inne od poprzedniego. Czasem wracam po prostu dlatego że pamiętam że nagrałam coś w podobnym nastroju. Data księżycowa - nie patrzę na to przy odsłuchu, chyba że chodzi mi o konkretny rytuał związany z lunarnym cyklem.


Odpowiedz
Wpisy: 645
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wróciłem do pytania Rafalka sprzed kilku postów i chcę coś do tego dodać. On pyta jak weryfikować czy coś 'działa' bez notatek. Sam przez jakiś czas pracowałem bez systematycznego zapisu i muszę przyznać że miałem wtedy bardzo selektywną pamięć - pamiętałem co się sprawdziło, a to co nie zadziałało po prostu wyparowywało. Notatki były jedynym sposobem żeby zobaczyć pełny obraz, nie tylko potwierdzenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Jarylo i to jest właśnie confirmation bias działający w praktyce magicznej, który prawie każdy ma na początku i o którym mało kto mówi wprost. Pamięć sukcesu i amnezja porażki. Dlatego dokładny zapis, nawet niedoskonały, jest jedynym sposobem żeby w ogóle mieć uczciwy wgląd w własną praktykę.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@dorotka-x)
Połączone: 2 lata temu

Okej ale co z osobami które nie mają cierpliwości do prowadzenia notatek? Pytam serio bo mnie to dotyczy. Próbowałam wielokrotnie, zawsze po tygodniu odpuszczam. Czy jest jakiś sposób żeby to ograniczyć do minimum i jeszcze coś z tego wynieść?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Dorotka.x próbowałaś jednego zdania dziennie? Dosłownie jedno zdanie po rytuale, nic więcej. Miałam podobny problem i dopiero minimalizm mi pomógł. Jeden zapis na kartkę przyklejoną do lustra w łazience, żeby nie szukać zeszytu.


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale czy jedno zdanie to nie jest za mało żeby w ogóle coś wyczytać po czasie? Mam wrażenie że poniżej pewnego progu danych, zapis przestaje mieć wartość porównawczą. Co można zrobić z setką zdań z których każde to 'coś poczułam'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 306

@Pogodnica to zależy od tego jedno zdanie. Jeśli to zdanie ma konkretny element - emocję, obraz, myśl, pytanie które się pojawiło - to po czasie jest z czym pracować. Natomiast masz rację, że 'coś poczułam' jest bezużyteczne. Chodzi o jakość tego jednego zdania, a nie samą zasadę minimalizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Właściwie to jest osobny temat - jak pisać żeby zapis był użyteczny. Bo jedna notatka napisana precyzyjnie jest warta więcej niż strona chaotycznych wrażeń. Ja od jakiegoś czasu piszę zawsze co najmniej jeden konkret - datę, godzinę, i jedną obserwację którą mógłbym komuś opowiedzieć w dwóch zdaniach. To zmusiło mnie do selekcji już w momencie zapisu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 188

@Baltazar ta zasada komuś opowiedzieć w dwóch zdaniach jest bardzo praktyczna. Właściwie to test czy w ogóle mamy coś konkretnego do powiedzenia o własnym doświadczeniu. Muszę to wypróbować, bo moje notatki numerologiczne są zwykle albo za krótkie albo za długie i zbyt nieustrukturyzowane żeby je porównywać.


Odpowiedz
(@dorotka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 47

@Baltazar ta zasada 'opowiedz w dwóch zdaniach' to jest coś, bo zmusza do selekcji zanim w ogóle zaczniesz pisać. Ale mam pytanie - co robisz jak nie masz nic konkretnego do opowiedzenia? Był rytuał, coś się działo, ale nie wiesz co. Piszesz mimo wszystko czy odpuszczasz?


Odpowiedz
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Dorotka.x właśnie to jest ten trudny przypadek. U mnie zasada jest taka, że jeśli nie mogę sformułować nawet jednego zdania z konkretną obserwacją, to zapisuję samo to - że nie wiem co się wydarzyło, że jest mgła. I to też jest informacja. Potem jak wróciłem do takich wpisów, to zauważyłem że mam długie serie 'nie wiem' po pewnych pracach i to powiedziało mi coś o tych pracach.


Odpowiedz
Wpisy: 199
(@pustelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

czekjcie ale jak zapisujete ze 'nie wiecie' to pozniej mozecie odroznic to nie wiecie od zwyklego zamętu po dlugim rytuale? bo mi sie wydaje ze czesto nie wiem = po prostu byłam zmeczona a nie ze cos waznego sie dzialo


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Pustelka to jest bardzo dobre pytanie i wcale nie oczywiste. U mnie rozróżnienie wyszło dopiero po czasie, jak zestawiałem daty z innymi notatkami. Zmęczenie fizyczne zostawia inny rodzaj mgły niż to co można nazwać przetwarzaniem. Ale to była retrospekcja, nie coś co rozpoznawałem w momencie pisania.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cesia65)
Połączone: 2 lata temu

A może to w ogóle nie jest problem który da się rozwiązać w momencie zapisu? Może właśnie o to chodzi w wracaniu do notatek - że dopiero z perspektywy widzisz co wtedy było zamętem a co czymś więcej. Ja przez długi czas próbowałam klasyfikować rzeczy od razu i tylko mi to przeszkadzało, bo traciłam czas na kategoryzowanie zamiast na samo zapisanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mocarna05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 107

@Cesia65 dokładnie, i do tego dochodzi coś jeszcze - sama klasyfikacja w momencie zdarzenia jest skażona nastrojem. Jak byłaś w dobrym stanie po rytuale, to wszystko wydaje się znaczące, jak byłaś wyczerpana, to wszystko skreślasz jako nieważne. Zapis neutralny, potem ocena - to jedyna kolejność która ma sens.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: