Intencja przy zakupie pojawia się w kilku tradycjach jako punkt wyjścia, ale nie jako gwarancja czegokolwiek. W hoodoo używa się terminu 'fixing' - czyli celowego przygotowania przedmiotu do określonego zadania, i dopiero po tym zabiegu traktuje się go jako gotowy do pracy. Sam zakup z intencją to za mało, potrzebna jest jakaś forma aktywacji. Ale różne systemy mają różne nazwy na to samo. Co do pamięci konkretnie - w tradycji hermetycznej kamień musi być powiązany z odpowiednim planetarnym rulersem. Merkury, bo to jego domenie podlega pamięć i komunikacja. Stąd malachit, konkretnie zielony fluoryt i agat były historycznie przypisywane do sfery merkurialnej.
Przy tej aktywacji merkurialnej którą wspomniała Poludnica56 - słyszałam że środa jest dniem Merkurego i że kamienie do pracy z umysłem najlepiej aktywować właśnie w środę, najlepiej w godzinę Merkurego. Nie jestem pewna czy to jeszcze działa przy kamieniu z drugiej ręki, ale ktoś z was tego próbował?
Sam robiłem kiedyś taki quasi-test, trochę nieświadomie. Miałam dwa agaty kupione w tym samym czasie, jeden aktywowałem w środę rano, drugi po prostu zostawiłem. Po miesiącu nie byłem w stanie powiedzieć który jest 'lepszy'. Ale zastrzegam - to jest n=1 i mogłem mieć jakieś uprzedzenie w ocenie. Nie jest to dowód ani w jedną, ani w drugą stronę.
Wracam do tego co pisała Nebularia00 na początku o pamięci, bo to mnie znowu zatrzymało przy moim różańcu. Skoro kupowałam go bez konkretnego zamierzenia, ale mam teraz poczucie że jest spokojny i stabilny jak pisałam, to czy mogę go po prostu zacząć używać do medytacji, na przykład właśnie takiej skupionej na pamięci, bez żadnej specjalnej aktywacji? Czy brak formalnej intencji przy zakupie coś tu psuje?
Myślę że to jest jedno z tych pytań na które każda tradycja odpowie inaczej, więc powiem jak ja to rozumiem. Intencja przy zakupie to tylko jeden z punktów wejścia, ale nie jedyny. Intencja może się krystalizować z czasem, przy samym użytkowaniu. Jeśli siadasz do medytacji z tym różańcem z myślą o skupieniu i pamięci, to właśnie w tym momencie nadajesz kierunek. Buddyjskie mala są często przekazywane bez żadnego rytuału aktywacji, a mimo to traktowane jako gotowe do pracy natychmiast po tym jak wchodzi się z nimi w regularną relację.
To co Lonia75 napisała o regularnej relacji z przedmiotem to brzmi bardzo sensownie, ale mam pytanie praktyczne: co to znaczy 'regularna relacja' przy kamieniu kupowanym do pamięci? Czy chodzi o to żeby trzymać go podczas nauki, medytacji, czy po prostu mieć przy sobie? Bo jestem na etapie gdzie trochę zbieram kamienie do różnych celów i nie do końca wiem jak zacząć pracować z konkretnym.
Regularna relacja z kamieniem do pamięci to moim zdaniem nie jest żadna ceremonia - to po prostu kontakt z nim w sytuacjach, kiedy naprawdę używasz tej funkcji. Siedzisz do nauki, masz go pod ręką. Piszesz coś wymagającego skupienia, leży obok. Nie musisz go trzymać, nie musisz na nim skupiać uwagi. Chodzi o to żeby budować skojarzenie między obecnością kamienia a konkretnym stanem umysłu. To trochę jak kotwica w NLP - powtarzalność kontekstu robi robotę, nie sama intencja jednorazowa.
Ta kotwica o której pisała Poludnica56 to akurat coś, co wydaje mi się sensowne bez żadnego ezoterycznego tła. Uczę się do egzaminów i mam kubek, który robię tylko przy nauce - i rzeczywiście pomaga mi się przestawić. Kamień mógłby działać identycznie. Tylko wtedy pytanie o historię kamienia z licytacji staje się pytaniem o to czy historia ma znaczenie dla kotwicy - a chyba nie ma? Kotwica to twoja reakcja na bodziec, nie właściwość bodźca.
Myślę że to nie jest pytanie zero-jedynkowe. Kamień może mieć warstwy - warstwy materialne, warstwy energetyczne, i warstwy twojej własnej relacji z nim. Oczyszczenie może zadziałać na jedną z nich, a nie koniecznie na wszystkie. Dlatego wiele tradycji nie poprzestaje na jednorazowym oczyszczeniu, szczególnie przy kamieniach absorpcyjnych, ale na stopniowym budowaniu nowej relacji. Fluoryt jest tu klasycznym przykładem - absorbuje dużo i głęboko, i dlatego oczyszczenie suchą solą przez tydzień może być za mało nie dlatego że sól nie działa, ale dlatego że fluoryt potrzebuje więcej czasu.
Do tej rozmowy o fluorycie dodam tylko jedno z własnego doświadczenia - fluoryt jest też bardzo wrażliwy na ciepło i promienie UV, co ma znaczenie praktyczne przy oczyszczaniu. Zostawiałam swój na parapecie w słońcu i po kilku tygodniach zaczął tracić kolor. Potem czytałam że to jego właściwość fizyczna - blednie. Więc jeśli ktoś czyści fluorytem na słońcu, może nie zdawać sobie sprawy że niszczy kamień materialnie, nie tylko jego 'stan energetyczny'.
No właśnie, bo ja też się nad tym zatrzymałam. Różaniec to przedmiot z bardzo konkretną tradycją, z modlitwą, z intencją pobożną - i teraz zastanawiam się czy praca z nim przy pamięci to jest w ogóle właściwe podejście, czy to jakieś przeskoczenie kontekstu. Nie mam problemu z tym żeby go szanować, ale nie jestem pewna czy 'przekierowanie' to dobry pomysł, czy lepiej po prostu zostawić go jako przedmiot spokojny i nie nakładać niczego nowego.
To jest pytanie o szacunek wobec przedmiotu i jego pierwotnej funkcji. W wielu tradycjach sacrum-przedmioty mają swoją własną linię i nie traktuje się ich jako 'pojemniki do przepisania'. Ale jest też inne podejście - że różaniec jako forma liczenia, powtarzania, skupiania uwagi, ma cechy mantryczne które same w sobie są treningiem pamięci i koncentracji. Nie trzeba go przekierowywać - on może robić to co zawsze robił, tylko ty siedzisz przy nim inaczej. Pytanie brzmi: co tak naprawdę chcesz od tego różańca?
Dziękuję Poludnicy56 za to ujęcie, bo to jest właśnie coś czego mi brakowało w tej rozmowie. Ja zadałam pytanie o pamięć na początku i trochę się zgubiłam w tym wszystkim o fluorycie i turmalinie. Moje pytanie było prostsze - czy kupując coś z licytacji bez wiedzy o poprzedniku, można to bezpiecznie używać do pracy z pamięcią. Myślę że odpowiedź która tu wyłoniła się to 'tak, ale z uważnością i oczyszczeniem', czy dobrze rozumiem?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku - czy ktokolwiek miał doświadczenie gdzie przedmiot z licytacji faktycznie wyraźnie przeszkadzał w pracy z pamięcią albo skupieniem, i można było to jakoś przypisać temu przedmiotowi, a nie po prostu złemu dniu? Bo tu dużo rozmawiamy o zabezpieczeniach i oczyszczaniu, ale nie bardzo słyszałam historię gdzie coś poszło naprawdę nie tak.
