Forum

Asystent AI
Magia poprzez wypis...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia poprzez wypisywanie - czy liczba wyrazów ma znaczenie?

Strona 1 / 2

Wpisy: 235
Rozpoczynający temat
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Zaczęłam ostatnio notować wszystkie swoje próby z pisaniem i coś mnie uderzyło - mam wrażenie, że kiedy przepisuję to samo zdanie 33 razy, efekt jest inny niż gdy piszę je 7 albo 21 razy. Ale nie wiem, czy to kwestia samej liczby, czy po prostu przy 33 powtórzeniach jestem już tak zmęczona, że przestaję myśleć i zaczynam rzeczywiście czuć to co piszę. Macie podobne obserwacje? Pytam, bo nie znalazłam nigdzie żadnego sensownego wyjaśnienia, skąd w ogóle wzięły się te konkretne liczby w praktykach z wypisywaniem.


Odpowiedz
64 odpowiedzi
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest ciekawe pytanie, ale zastanawiam się, czy nie odwracasz kolejności przyczyny i skutku. Czy efekt jest inny, bo liczba jest magiczna, czy dlatego że sam akt wielokrotnego pisania wprowadza cię w określony stan? Bo jeśli to drugie, to liczba jest tylko pretekstem do osiągnięcia tego stanu, nie przyczyną.


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie to samo pytanie mam od lat i nadal nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi. Moje doświadczenie jest takie, że 33 to liczba pojawiająca się głównie w tradycjach opartych na kabale i numerologii chrześcijańskiej - wiek Chrystusa, 33 kręgi kręgosłupa itd. Natomiast 7 i 21 wchodzą mocno przez planetarne systemy magii ceremonialnej. Problem w tym, że większość ludzi miesza te tradycje bez żadnej refleksji i potem się dziwią, że nie wiedzą, dlaczego robią to, co robią.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Trzeba tu chyba rozróżnić kilka warstw, bo rozmawiacie o bardzo różnych rzeczach jednocześnie. Wypisywanie jako praktyka magiczna ma różne korzenie w zależności od tradycji. W grimoirach z XVII-XVIII wieku, takich jak Clavicula Salomonis czy Grimoire du Pape Honorius, liczba powtórzeń modlitw i zapisów wiązała się bezpośrednio z planetarną godziną rytuału - nie chodziło o samą liczbę, ale o to, żeby zapis był wykonywany przez określony czas pod wpływem konkretnej planety. Liczba była więc pochodną czasu, nie odwrotnie. Zupełnie inaczej wygląda to w tradycji japonskiej shikigami czy w praktykach zen, gdzie wielokrotne przepisywanie sutr nie miało mieć żadnego efektu zewnętrznego, a jedynie prowadzić do pustki umysłu. To są dwie zupełnie różne filozofie i wrzucanie ich do jednego worka prowadzi do nieporozumień.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Franuś93 Rozumiem ten podział, ale mam pytanie - skoro w tych grimoirach liczba była pochodną czasu planetarnego, to skąd wzięły się późniejsze uproszczenia do konkretnych cyfr? Czy to było celowe dostosowanie do ludzi, którzy nie chcieli się uczyć całej astrologii, czy raczej przekłamania przy przepisywaniu?


Odpowiedz
(@runika)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 282

@Latawica54 Mnie bardziej interesuje wątek, który zaczęła Latawica, bo on sprowadza się do czegoś fundamentalnego - czy wiara w to co się pisze jest w ogóle konieczna, żeby coś zadziałało? Bo jeśli efekt pojawia się przy 33 powtórzeniach przez czyste znużenie i wyłączenie krytycznego umysłu, to można to osiągnąć bez żadnej wiary, prawda? Monotonia sama w sobie zmienia stan. Zna ktoś przypadki, gdzie ktoś pisał sceptycznie, bez przekonania, i mimo to coś się wydarzyło?


Odpowiedz
(@szeptacz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 215

@Runika Runika dotknęła czegoś, o czym się rzadko mówi wprost. Widziałem gdzieś opis eksperymentu - nie pamiętam już gdzie dokładnie, gdzieś w angielskojęzycznej literaturze okultystycznej - gdzie autor twierdził, że powtarzanie afirmacji bez emocjonalnego zaangażowania dawało znacznie słabsze efekty niż pisanie z pełnym skupieniem nawet przez krótki czas. Ale to zawsze jest problem: jak oddzielić efekt placebo od czegoś innego, skoro nie mamy jak tego zmierzyć?


Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Szeptacz Ten problem z oddzieleniem efektu od placebo wraca w każdej rozmowie o magii i rozumiem, że jest ważny. Ale mam poczucie, że czasem jest używany jako wymówka do nierozmawiania o mechanizmach. Bo jeśli nawet przyjmiemy, że cały efekt wypisywania to efekt psychologiczny - zmiana nastawienia, skupienie uwagi, redukcja lękowego myślenia - to nadal zostaje pytanie o to, dlaczego akurat liczba powtórzeń miałaby mieć znaczenie. Mechanizm psychologiczny nie tłumaczy, czemu 33 miałoby być inne niż 34.


Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Runika Znam jedną osobę, która twierdziła, że pisała sceptycznie i coś się zmieniło, ale gdy rozmawiałam z nią dłużej, okazało się, że ten sceptycyzm był powierzchowny - ona po prostu bała się przyznać przed sobą, że w to wierzy. Mam więc wątpliwości, czy cokolwiek dzieje się całkowicie bez udziału jakiegoś wewnętrznego nastawienia. To nie musi być pełna wiara - ale jakiś rodzaj otwarcia chyba musi być.


Odpowiedz
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Runika Weszłam do tego wątku bo mnie interesuje ta kwestia wiary, o której wspomniała Runika. Mam takie doświadczenie z medytacją, że kiedy zaczynam praktykę z nastawieniem 'sprawdzam, czy to działa', efekt jest zawsze gorszy niż kiedy po prostu to robię. Może wypisywanie działa podobnie - wiara nie musi być ślepa ani entuzjastyczna, wystarczy że nie ma aktywnego oporu?


Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Iwetka_68 To co opisujesz brzmi jak coś, co w psychologii poznawczej nazwaliby efektem obserwatora w sensie metacognicji - kiedy monitorujesz własny proces, zaburzasz go. Ale znowu: to tłumaczyłoby, czemu skupienie pomaga, nie tłumaczy, czemu 33 miałoby być inne niż 29. Chyba że ktoś uważa, że przy 33 powtórzeniach statystycznie częściej dochodzi się do tego stanu bez-obserwacji. Czy ktoś ma takie odczucie?


Odpowiedz
Wpisy: 369
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

A co w takim razie z dziećmi albo z ludźmi, którzy praktykują rytuały w kulturach, gdzie są one częścią codzienności, nie duchowości? W Japonii przepisywanie sutr w świątyniach robią ludzie, którzy sami przyznają, że nie wiedzą co przepisują. Czy to znaczy, że to w ogóle nie działa? Albo że działa inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Stasiek Twój przykład z Japonią jest dobry, ale trochę inny, bo tam chodzi o shakyō, przepisywanie sutr jako praktykę medytacyjną, i tam intencja jest inna od początku - nie chodzi o osiągnięcie jakiegoś zewnętrznego celu, ale o sam proces. W wypisywaniu w rozumieniu zachodniej magii intencyjnej zakłada się zwykle, że piszesz po coś konkretnego. To jest zasadnicza różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie, że za bardzo komplikujecie prostą sprawę. Liczba ma znaczenie, bo liczby same w sobie niosą energię - każda cyfra vibruje na innej częstotliwości i tyle. 33 to liczba mistrzowska w numerologii i dlatego akurat ona pojawia się w tylu praktykach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Meliska Ale skąd to wynika? Bo w tradycyjnej numerologii Pitagorasa nie ma czegoś takiego jak liczba mistrzowska w tym sensie - to nowszy koncept, popularyzowany głównie przez spirytualistów z przełomu XIX i XX wieku, Madam Blavatsky i jej krąg. I tamta tradycja mówi to dlatego, że... bo tak, czy jest jakieś głębsze uzasadnienie?


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, bo jeśli mamy powiedzieć, że liczba 33 wibruje inaczej niż 34, to potrzebujemy jakiegoś mechanizmu. Sama numerologia jako system jest wewnętrznie spójna, ale spójność wewnętrzna nie oznacza prawdziwości. Pitagorejskie przypisanie właściwości liczbom wynikało z obserwacji proporcji w muzyce i geometrii - to była matematyka, nie mistyka. Późniejsze interpretacje poszły w zupełnie inną stronę i nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego akurat tak.


Odpowiedz
Wpisy: 235
Rozpoczynający temat
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do mojego pierwotnego pytania, bo chcę zobaczyć, czy mogę wyciągnąć z tego coś praktycznego - skoro nie ma zgody co do mechanizmu, to jak wy podchodzicie do tego w praktyce? Trzymacie się konkretnych liczb z jakiegoś systemu, czy robicie tyle powtórzeń, ile sami czujecie, że wystarczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szeptacz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 215

@Latawica54 Mnie w tej rozmowie bardziej interesuje to, czy ktoś próbował podejść do tego metodycznie. Latawica pisała, że robi notatki - czy prowadziłaś zapisy, które mogłyby cokolwiek porównać? Nie mówię o eksperymencie naukowym, ale o czymś w stylu: pisałam 7 razy przez trzy tygodnie i notowałam co się dzieje, potem 33 razy przez trzy tygodnie.


Odpowiedz
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Szeptacz Mniej więcej tak to wygląda od kilku miesięcy. Mam notatki, ale problem jest taki, że nie jestem w stanie kontrolować zmiennych - życie się zmienia, nastrój się zmienia, sama intencja się zmienia. Po kilku tygodniach pisania tego samego zdania przestaje ono w ogóle znaczyć to samo co na początku, bo moja relacja z tym co piszę ewoluuje. Więc nawet moje własne notatki nie dają mi jednoznacznej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@runika)
Połączone: 2 lata temu

Mam jeszcze inne pytanie, które się tu kręci niezadane wprost - czy wypisywanie w ogóle różni się od mówienia? Bo jeśli efekt jest czysto psychologiczny i chodzi o skupienie oraz stan, to dlaczego akurat pisanie miałoby być lepsze od głośnego powtarzania?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Runika To jest pytanie, które słyszę od lat i zawsze odpowiadam tak samo: pisanie angażuje ruch, wzrok i angażuje inny rodzaj uwagi niż mówienie. Kiedy piszesz, widzisz każde słowo osobno, widzisz jak powstaje. Przy głośnym powtarzaniu łatwo wpaść w rytm i przestać zwracać uwagę na znaczenie. Chociaż z drugiej strony mantra działa właśnie przez rytm, nie przez skupienie na znaczeniu - więc może to zależy od celu.


Odpowiedz
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Gabrysieńka_82 To co mówisz o piśmie ma sens, ale mam pytanie z innej strony - czy ktoś próbował pisać to samo na maszynie albo na komputerze zamiast ręcznie? Bo jeśli chodzi o angażowanie ruchu i wzroku, to drukowanie na klawiaturze jest jednak inne niż pisanie piórem. I jeśli efekt spada, to mówi coś o mechanizmie, a jeśli nie spada, to może jednak nie o ruch chodzi.


Odpowiedz
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Stasiek Próbowałam i dla mnie osobiście jest różnica. Pisanie ręczne działa na mnie inaczej, ale nie wiem, czy to kwestia 'magiczna' czy po prostu kognitywna - ręczne pisanie jest wolniejsze, więcej czasu spędzam przy każdym słowie. Ale to nie odpowiada na twoje pytanie, bo moje odczucie to nie dowód.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@runika)
Połączone: 2 lata temu

Są badania psychologiczne, nie magiczne, dotyczące ręcznego pisania notatek kontra pisanie na laptopie i te badania pokazują, że ręczne pisanie poprawia zapamiętywanie i rozumienie. Mechanizm jest prawdopodobnie właśnie taki jak mówi Gabrysieńka - wolniejszy proces, przetwarzanie każdego słowa. Pytanie oczywiście, czy to cokolwiek mówi o magicznym wypisywaniu, ale może wyjaśniać, czemu tradycje nalegają na ręczne pismo.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Runika To jest badanie Muellera i Oppenheimera z 2014 roku, dobrze znane. Ale uwaga - ich wyniki były później częściowo kwestionowane przy próbach replikacji. Sama metoda jest więc ciekawa, ale ostrożnie z wnioskami. Wracając jednak do sedna: jeśli przyjmiemy, że ręczne pisanie inaczej angażuje uwagę, to wrócimy do pytania Latawicy - skąd konkretne liczby? Skupienie buduje się inaczej przy 7 powtórzeniach niż przy 55 i to jest pytanie, które czeka na odpowiedź.


Odpowiedz
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Franus93 Właśnie, bo mam wrażenie, że ta rozmowa krąży wokół mechanizmu, a ja pierwotnie pytałam o coś bardziej praktycznego. Franuś masz rację, że liczba to osobne pytanie. Moje notatki pokazują jedną rzecz, którą trudno zignorować - przy krótkich seriach, powiedzmy do 10 powtórzeń, mam poczucie, że 'odpracowałam' coś mechanicznie. Przy dłuższych, 21, 33, cokolwiek powyżej jakiegoś progu, coś się zmienia w samej jakości skupienia. Czy to próg zmęczenia, czy coś innego, nie wiem.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Latawica54 To co opisuje Latawica jest zbieżne z tym, co w jodze i mantrach nazywa się japa - powtarzanie mantry określoną liczbę razy na różańcu mala, standardowo 108 powtórzeń. I ta liczba nie wzięła się z mistyki, ale praktycznie z obserwacji, że poniżej pewnego progu umysł nie wchodzi w stan skupienia, bo wciąż 'liczy' ile zostało. Przy 108 na różańcu nie liczysz - czujesz koniec. Może podobnie jest z wypisywaniem.


Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Runiarka Ale to trochę inne, bo przy japa masz fizyczny przedmiot który liczy za ciebie i możesz puścić liczenie. Przy wypisywaniu liczysz albo przynajmniej masz świadomość, ile zostało. To może zmieniać całe doświadczenie - część uwagi zawsze jest na 'ile jeszcze', szczególnie przy długich seriach.


Odpowiedz
Wpisy: 442
(@brzoskwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Weszłam tu przez wątek o medytacji i zostałam, bo to jest pytanie, które mnie od dawna nurtuje. Czy ktoś próbował wypisywania z zamkniętymi oczami, czyli tak żeby w ogóle nie widzieć co pisze? Brzmi dziwnie, ale chodzi mi o to, żeby odciąć właśnie ten wzrokowy kanał i sprawdzić, czy coś odpada. Może się okazałoby, że jednak wzrok jest kluczowy albo że w ogóle nie ma znaczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Brzoskwinka Podejrzewam, że przy zamkniętych oczach połowa uwagi poszłaby na to, żeby w ogóle trafić w linię albo w kartkę, więc to by zaburzyło inne zmienne. Ale rozumiem logikę pytania. Można by to zrobić prościej - ciemne pomieszczenie, żeby widzieć pismo ledwo.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Nie wiem po co tyle analizować. Pisałam 55 razy przez kilka tygodni i zmieniło się konkretnie to, o czym pisałam. Czy to był próg zmęczenia, czy skupienie, czy liczba - nie wiem i szczerze nie potrzebuję wiedzieć. Działa i tyle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Meliska Problem z takim podejściem jest taki, że nie wiesz, co powtórzyć jeśli przestanie działać, i nie wiesz, czego unikać jeśli zacznie działać inaczej niż oczekiwałaś. 'Działa i tyle' jest okej jako osobiste doświadczenie, ale ta rozmowa jest o czymś szerszym - o tym, czy i dlaczego liczba ma znaczenie, a nie tylko czy Meliska miała dobry miesiąc.


Odpowiedz
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 145

@Gabrysieńka_82 Może, ale mam wrażenie, że ta rozmowa zmierza w stronę udowadniania sobie, że magia nie działa, bo nie ma mechanizmu. A to nie jest chyba cel tej dyskusji.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@runika)
Połączone: 2 lata temu

To nie jest to samo. Można wierzyć, że coś działa, i jednocześnie pytać dlaczego - te pytania się nie wykluczają. A mechanizm jest ważny właśnie dlatego, że jeśli efekt zależy od skupienia, to wiem, że muszę zadbać o skupienie. Jeśli zależy od liczby, to wiem, że muszę liczyć dokładnie. Jeśli zależy od wiary, to wiem, że sceptyczna próba niczego mi nie powie. To są praktyczne różnice.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Chcę wrócić do pytania, które postawił Szeptacz wcześniej, a które trochę zginęło w tej dyskusji - Latawica, pisałaś o tym, że po kilku tygodniach pisania tego samego zdania zaczęłaś je czuć inaczej, że zdanie 'żyje własnym życiem'. Czy możesz powiedzieć więcej o tym? Bo to brzmi jak coś konkretnego, co mogłoby powiedzieć coś o samym procesie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Franuś93 Trudno to opisać bez wchodzenia w mętne słowa. Mniej więcej tak: kiedy piszesz coś po raz pierwszy, każde słowo jest 'twoje', dobierasz je świadomie. Po dziesiątkach powtórzeń zdanie zaczyna istnieć jako całość, nie jako suma słów. Przestajesz je tłumaczyć sobie na bieżąco. To trochę jak z modlitwą, którą znasz na pamięć - słyszysz dźwięk, nie znaczenie. I wtedy nie wiem, czy to działa lepiej, bo jesteś poza słowami, czy gorzej, bo wyłączyłaś intencję.


Odpowiedz
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Latawica54 To co opisuje Latawica to jest dokładnie stan, który w medytacji jest celem i problemem jednocześnie. Cel, bo umysł przestaje walczyć z treścią. Problem, bo możesz popaść w rodzaj transu, gdzie jesteś obecna fizycznie, ale nieobecna intencjonalnie. W praktykach medytacyjnych jest na to odpowiedź - co jakiś czas wracasz świadomie do intencji, nie pozwalasz żeby proces stał się czysto mechaniczny. Może coś podobnego powinno się dziać przy wypisywaniu.


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Latawica54 Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie, bo gdzieś mi umknęło - czy ktoś z was przy wypisywaniu używa konkretnego formatu zdania? Mam na myśli: czy piszecie w pierwszej osobie, jak afirmacje, czy bardziej jak życzenie skierowane na zewnątrz? Bo mi wydaje się, że forma gramatyczna mogłaby mieć znaczenie dla tego skupienia, o którym mówi Latawica.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Wezuwianit53 To jest naprawdę dobre pytanie i rzadko się o tym mówi. W różnych tradycjach to jest różnie - afirmacje Hay pracują na pierwszej osobie czasu teraźniejszego, sigilsy Austina Osmana Spare'a operują zupełnie inną gramą, celowo zniekształconą żeby ominąć świadome ego. Grimoire'y często używają trybu rozkazującego albo wezwania. I to nie jest przypadkowe - każda z tych form inaczej działa na autosugestię i na to, ile 'siebie' wkładasz w zdanie.


Odpowiedz
Wpisy: 215
(@szeptacz)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie. A do tego dochodzi czas gramatyczny - 'mam spokój' działa inaczej niż 'będę mieć spokój', i nie chodzi tylko o afirmacyjny trik, że teraźniejszość jest lepsza. Chodzi o to, że 'będę mieć' zakłada dystans, brak, pożądanie. To może budować napięcie, które paradoksalnie utrzymuje człowieka w stanie pożądania zamiast w stanie bycia. Pamiętam, że czytałem o tym gdzieś w kontekście magii chaosu, ale nie pomnę gdzie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Szeptacz Czyli według tej logiki forma zdania mogłaby być ważniejsza niż liczba powtórzeń? Bo jeśli piszę 55 razy w trybie, który utrzymuje mnie psychicznie w stanie braku, to liczba nie ma znaczenia. To trochę wywraca całe wyjściowe pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 235
Rozpoczynający temat
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Chyba nie wywraca, tylko dodaje zmienną. Bo może odpowiedź brzmi: liczba ma znaczenie, ale nie jest jedyną zmienną i nie jest zmienna niezależna. Zależy od formy zdania, od stanu w jakim piszesz, od tego czy masz fizyczny przedmiot czy nie, od tego czy liczysz czy nie liczysz. To trochę frustrujące, bo szukam czegoś, co mogę zastosować w praktyce, a wychodzi na to, że każda odpowiedź to nowe pytanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Latawica54 To co powiedziała Latawica na końcu to jest chyba najuczciwsze podsumowanie tej rozmowy do tej pory - liczba jest zmienną zależną. Tylko że jak to przyjmiemy, to pytanie z tytułu wątku staje się zupełnie inne. Nie 'czy liczba ma znaczenie' tylko 'od czego zależy to, czy ma znaczenie'. I to jest trudniejsze pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 215
(@szeptacz)
Połączone: 2 lata temu

I do tego dochodzi coś, o czym jeszcze nie rozmawialiśmy wprost - wiara. Bo jeśli forma zdania i stan podczas pisania są ważne, to wiara w to, że cokolwiek z tego wyniknie, też musi być gdzieś w tym równaniu. Pytanie tylko w jakim miejscu. Jako warunek wstępny, jako wzmacniacz, czy może jako oddzielna zmienna, która może kompensować słabe skupienie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Szeptacz No i tu wchodzimy na grząski grunt, bo wiara to słowo, które każdy rozumie inaczej. Dla jednych to przekonanie intelektualne, że 'to działa'. Dla innych to stan emocjonalny, coś w rodzaju ufności. A w kontekście praktyki pisanej - które z tych znaczeń ma działać?


Odpowiedz
Wpisy: 433
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dokładnie to samo napięcie istnieje w pracy z czakrami - są ludzie, którzy absolutnie nie wierzą w czakry jako struktury energetyczne, a mimo to efekty ćwiczeń są u nich wyraźne. I odwrotnie - są tacy, którzy wierzą głęboko, a nic się nie zmienia. To podważa prostą zależność wiara-efekt.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 145

@Iwetka_68 Ale może to właśnie dowód, że wiara nie jest warunkiem koniecznym? Że mechanizm jest niezależny od tego co myślisz o mechanizmie?


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

To jest stara debata i ma kilka poważnych wejść filozoficznych. William James pisał o 'will to believe' - że samo otwarcie się na możliwość, bez pewności, może wystarczyć do uruchomienia procesu. To nie to samo co wiara rozumiana jako pewność. Bardziej jak zawieszenie aktywnego oporu. Pytanie do praktyków tu obecnych: czy mieliście doświadczenie, gdzie sceptycyzm wyraźnie interferował z praktyką?


Odpowiedz
Wpisy: 442
(@brzoskwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Mnie to zastanawia inaczej. Jeśli mechanizm działa niezależnie od wiary, to wypisywanie jest czymś w rodzaju techniki, nie praktyki duchowej. A to całkowicie zmienia podejście do liczby powtórzeń - bo wtedy liczy się precyzja wykonania, nie intencja.


Odpowiedz
Wpisy: 235
Rozpoczynający temat
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie tu się nie zgadzam, bo z moich obserwacji wynika, że to nie jest ani-ani. Kiedy byłam w stanie, który nazwałabym sceptycznym ale otwartym, wyniki były zbliżone do tych z pełnym zaangażowaniem. Ale kiedy aktywnie myślałam 'to jest bez sensu' podczas pisania - i to jest kluczowe, podczas - efekt był inny. Jakby opór wchodzący w trakcie robił coś ze skupieniem.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@runika)
Połączone: 2 lata temu

Czekaj, bo to jest istotne. Mówisz, że opór w trakcie pisania zmieniał efekt. Ale jak rozróżniasz między 'opór zmienił coś energetycznie' a 'opór rozbił skupienie i to skupienie było zmienną'? Bo te dwa wyjaśnienia prowadzą do bardzo różnych wniosków.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@latawica54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Runika Szczerze? Nie rozróżniam. I to jest właśnie to, o czym mówiłam na początku tego wątku - nie mam jak oddzielić tych zmiennych w warunkach własnej praktyki. Dlatego pytałam, czy ktoś podszedł do tego bardziej metodycznie.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Latawica54 Ale to by też oznaczało, że nie ma jednej dobrej liczby dla wszystkich. Że optymalny próg zależy od osoby, od celu, od formy zdania. Co trochę odpowiada na pytanie Latawicy i jednocześnie sprawia, że odpowiedź jest mocno niepraktyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 369
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

To brzmi jakbyście potrzebowali kontrolowanego eksperymentu z grupą ludzi piszących to samo zdanie z różnymi nastawieniami. Co oczywiście jest niewykonalne w domowych warunkach, ale w zasadzie to jest dokładnie to, co psychologia afirmacji próbuje robić w badaniach. Tylko że tam 'efekt' mierzy się inaczej niż w magii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Stasiek Ale w badaniach psychologicznych efekt jest zwykle samoraportowany albo mierzony przez zmianę zachowania, nie przez zewnętrzne zdarzenia. A w praktyce magicznej bardzo często chodzi o coś, co ma się wydarzyć poza osobą praktykującą. To fundamentalna różnica w tym, co w ogóle mierzymy.


Odpowiedz
Wpisy: 215
(@szeptacz)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzi tu też kwestia placebo i to jest ciekawsze niż się wydaje - bo efekt placebo nie jest 'udawaniem', on jest mierzalny fizjologicznie. I działa nawet kiedy pacjent wie, że dostaje placebo. Może wypisywanie działa przez podobny tor - uruchamia coś realnego przez samą strukturę praktyki, niezależnie od meta-przekonań.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Słyszałam kiedyś o tak zwanym open-label placebo, że właśnie o to chodzi - pacjenci wiedzą że dostają placebo i to nadal działa. Jeśli to można przenieść na wypisywanie, to może wiara jako przekonanie poznawcze jest w ogóle mniej ważna niż rytualna struktura samego działania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Wezuwianit53 To jest naprawdę ciekawy kierunek. Ale zostaje pytanie - co w tej strukturze jest aktywnym składnikiem. Czy to repetycja, czy ruch ręki, czy fakt że zdanie jest napisane i istnieje fizycznie, czy coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracam do liczby, bo chyba za bardzo odpłynęliśmy. Jeśli przyjmujemy, że struktura rytualna ma znaczenie niezależnie od wiary, to liczba powtórzeń jest częścią tej struktury. I wtedy znowu wraca pytanie - czy konkretna liczba, czy próg, za którym coś się zmienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Runiarka A może to nie jest próg jakościowy tylko progresja. Tzn. nie ma magicznego momentu gdzie efekt 'włącza się', tylko efekt narasta liniowo lub krzywoliniowo do pewnego punktu nasycenia. To by wyjaśniało, dlaczego różne tradycje mają różne liczby - bo każda wychwyciła inny punkt na tej krzywej, który akurat był widoczny w ich praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

W sumie to jedyna uczciwa odpowiedź na pytanie z tytułu jest właśnie taka niejednoznaczna. Ale nadal uważam, że dla konkretnej osoby, w konkretnej praktyce, można empirycznie znaleźć swój próg. Moje 55 może być czyimś 33 albo 108. Sprawdzasz i wiesz.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Meliska Tylko że żeby to sprawdzić, trzeba mieć jakiś sposób mierzenia efektu. I to znowu wraca do fundamentalnego problemu tej dyskusji - jak w ogóle weryfikujesz, że coś zadziałało, a nie że po prostu czas minął i sytuacja sama się zmieniła.


Odpowiedz
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Gabrysieńka_82 No i to jest chyba najtwardszy orzech do zgryzienia w całej tej dyskusji. Bo jeśli nie możesz oddzielić 'to zadziałało' od 'to i tak by się stało', to w sumie na jakiej podstawie w ogóle budujesz wnioski o tym, że liczba powtórzeń ma znaczenie? Pytam serio, bo sam siebie łapię na tym, że lubię myśleć że coś zadziałało, kiedy efekt jest korzystny, a kiedy nie ma efektu to szukam zewnętrznych przyczyn.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Stasiek A to jest klasyczny błąd konfirmacji i myślę, że każdy kto jest z siebie uczciwy przyzna, że na to podatny. Ale właśnie dlatego wracam do tego, co Meliska powiedziała wcześniej - empiryczne szukanie własnego progu ma sens tylko wtedy, jeśli masz jakikolwiek punkt odniesienia sprzed praktyki. Inaczej nie wiesz, czy liczba 55 u ciebie działa, czy po prostu 55 razy pisałaś w momentach, kiedy sprawa i tak zmierzała w dobrym kierunku.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: