Kupiłam ostatnio na licytacji Allegro stary różaniec z bursztynu, sprzedawca napisał tylko tyle, że pochodzi z lat 60. i należał do jakiejś starszej kobiety. Sama nie wiem czemu, ale od razu poczułam, że z tym przedmiotem jest coś nie tak - nie w sensie, że zły, raczej jakiś ciężar, jakby coś się do niego przykleiło przez lata. Zrobiłam oczyszczanie solą i zostawiłam na parapecie, ale zastanawiam się, czy to w ogóle wystarczy przy czymś, co było czyjeś przez dziesiątki lat. I tu mam właściwie pytanie do was - czy przedmioty z licytacji, gdzie nie znasz historii, mogą mieć w sobie jakieś programy albo intencje poprzedniego właściciela? Słyszałam o imprinting na przedmiotach, ale nie bardzo wiem, jak to działa przy czymś tak starym i tak mocno używanym jak różaniec.
To co opisujesz z tym ciężarem to całkiem typowe przy przedmiotach, które były intensywnie używane w celach duchowych czy rytualnych. Różaniec akurat to specyficzny przypadek, bo takie przedmioty przez lata ładowane są emocjami, prośbami, nieraz desperacją - to zostaje. Nie jestem pewna czy słowo 'program' tu pasuje, ale coś w rodzaju śladu emocjonalnego - jak najbardziej. Mam pytanie - skąd wzięłaś pomysł z solą? Mam wrażenie, że sól przy bursztynie to nie najlepszy pomysł z czysto fizycznego powodu, bursztyn jest miękki i sól go zarysowuje, nie mówiąc o tym, że przy zwykłym soleniu na sucho nie zawsze chodzi o głębszy kontakt z kamieniem.
Przy takich przedmiotach wystarczy zwykłe oczyszczenie dymem - szałwia albo palo santo, do wyboru. Sól to przerost formy przy różańcu, moim zdaniem. Chyba że zakopać w ziemi na dobę, to działa lepiej niż cokolwiek innego, sprawdzałam wielokrotnie. Zakopujesz na pełni albo przed pełnią i wyciągasz po 24 godzinach, wszystko co było naładowane odchodzi do ziemi. Tak naprawdę większość przedmiotów z Allegro nie ma żadnej historii magicznej, ludzie sprzedają po babciach różne rzeczy i nie mają pojęcia co to było, więc trochę to wszystko opieramy na naszych własnych odczuciach.
Wątek ciekawy, bo rzadko kto o tym mówi wprost. Znam koncepcję psychometrii - umiejętność odczytywania historii przedmiotu przez dotyk - i tam właśnie zakłada się, że przedmioty rejestrują ślady intensywnych przeżyć właściciela. Przy różańcu, który był używany codziennie przez kobietę przez może 30-40 lat, to jest naprawdę duże nasycenie. Ale mam inne pytanie do autorki wątku - czy ten ciężar, który poczułaś, był od razu przy pierwszym kontakcie, czy po jakimś czasie trzymania go w domu? Bo to by zmieniało interpretację.
powierzchnia bursztynu jest miękka jak paznokieć, więc sucha sól kamienna zostawia mikrorysy, które widać w świetle. Ale nie martw się, to nie katastrofa. Sprawdź czy jest matowy w miejscach kontaktu - jeśli tak, możesz go delikatnie wypolerować oliwą. Co do twojego pytania o rozgraniczenie celowych intencji od biernego nasiąkania - szczerze? Nie wiem czy da się to jednoznacznie rozdzielić z zewnątrz. Moje doświadczenie mówi, że celowe zakodowanie w przedmiocie daje coś ostrzejszego, bardziej kierunkowego, a bierne nasiąkanie to raczej ogólny ciężar bez wyraźnego komunikatu. Ale to subiektywne i każdy może to czuć inaczej.
Mnie zawsze interesuje ta kwestia z przedmiotami po osobach nieżyjących. Kupiłam kiedyś na targu staroci starą broszę - nie z licytacji, ale zasada podobna - i przez kilka tygodni miałam bardzo żywe sny, bardzo konkretne, jakby cudze wspomnienia. Nie twierdzę, że to cokolwiek udowadnia, ale zrobiło na mnie wrażenie. Potem się dowiedziałam od sprzedawcy, że broszę dostał po swojej matce. Sny ustały po tym jak poprosiłam - dosłownie poprosiłam, może to śmieszne brzmi - żeby dać mi spokój. I faktycznie ustały. Nie wiem co o tym myśleć, ale nie zapomnę tego.
Dobra, muszę zapytać, bo jestem sceptyczna w takich kwestiach - skąd wiadomo, że te sny miały związek z broszą, a nie ze stresem albo z tym, że sama o tym cały czas myślałaś? Efekt nocebo trochę. Kupujesz stary przedmiot, masz z tyłu głowy, że to po kimś, i mózg ci to podrzuca w snach. Nie mówię, że tak było, pytam szczerze jak to odróżnić.
Sny po zakupie cudzych przedmiotów to wyjątkowo częsty temat, słyszałam o tym od wielu osób. I nie chodzi tu o sugestię, bo część z tych ludzi nie wiedziała skąd pochodzi przedmiot. Przy czym muszę powiedzieć, że nie każdy stary przedmiot 'coś robi' - większość jest zupełnie obojętna. Chodzi o intensywność emocjonalną użytkowania. Różaniec używany codziennie z wiarą to coś innego niż ozdobna figurka stojąca na półce od lat.
Czytam ten wątek od początku i właśnie chciałam się zapytać o coś, bo mam podobny problem. Kupiłam zestaw kamieni na licytacji i trochę się zastanawiam, czy kamienie też mogą mieć taki ślad, czy to dotyczy głównie przedmiotów osobistych jak biżuteria czy różańce? Czy kamień, który ktoś trzymał przy sobie, też może coś zatrzymać?
Kamienie to osobna kwestia. W litoterapii mówi się, że kamienie o porowatej strukturze albo takie, które same w sobie działają absorbująco - jak obsydian czy turmalin czarny - łatwiej zatrzymują to co w ich otoczeniu się dzieje. Kwarc jest inny, raczej amplifikuje niż zatrzymuje. Ale przy kamieniach z licytacji faktycznie warto robić oczyszczanie przed użyciem, tyle że inaczej niż przy bursztynie - tu sól mokra czy bieżąca woda to podstawa dla większości kamieni twardych. Tylko sprawdzaj twardość, bo na przykład selenitu wodą nie wolno.
od razu przy wypakowywaniu - to jest dla mnie ważna informacja. To raczej sugeruje, że nie nakręciłaś się oczekiwaniem, tylko po prostu dostałaś sygnał. Mam jeszcze jedno pytanie - czy wiedziałaś cokolwiek o tej kobiecie poza tym że była starsza? Sprzedawca nic więcej nie napisał?
Wracając do pierwotnego pytania - bo trochę odbiegliśmy - czy przedmioty z licytacji mogą zawierać 'czary' poprzedniego właściciela? To zależy co rozumiemy przez czary. Jeśli mówimy o celowym zaklęciu nałożonym na przedmiot z intencją działania na kolejnych właścicieli - to jest rzadkie i wymagałoby dość konkretnej wiedzy i intencji. Jeśli mówimy o śladzie energetycznym, nasiąkaniu emocjami i stanami psychicznymi - to jest coś, z czym możemy mieć do czynienia znacznie częściej i co nie wymaga żadnej magicznej wiedzy ze strony poprzedniego właściciela. Różnica jest istotna, bo inne będzie podejście do oczyszczania.
Właśnie chciałam się zapytać, bo mnie zastanawia trochę coś innego - czy jest tak, że przedmioty, które miały 'magiczną' funkcję u poprzedniego właściciela, na przykład były używane do wróżenia albo jakichś rytuałów, są bardziej podatne na zatrzymanie jego energii niż zwykłe przedmioty? Jakby ich historia funkcji miała znaczenie, nie tylko intensywność emocji.
Właśnie myślę nad tym co napisała Inkantka50 o przedmiotach aktywowanych rytualnie. Ta talia tarota z Vinted - dałaś mi do myślenia. Mam pytanie: czy to był taki ogólny dyskomfort przy dotykaniu, czy coś konkretniejszego? Bo zastanawiam się, czy to mogło być po prostu to, że talia była zniszczona albo miała dziwną energię bezpośrednio przy pierwszym kontakcie, zanim jeszcze zdążyłaś się do niej przyzwyczaić.
To z Księżycem odwróconym trzy razy z rzędu przy 78 kartach jest statystycznie mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Mnie bardziej interesuje ten zimny dotyk - czy karty były z innego materiału, laminowane inaczej, może po prostu starsze i wchłaniające wilgoć? Pytam, bo zanim pójdziemy w kierunku energetycznym, warto wykluczyć prozaiczne wyjaśnienia.
Wracam do kamieni, bo Lonia75 napisała coś co mnie zatrzymało - że turmalin i obsydian są bardziej absorbujące. Mam turmalin czarny właśnie z drugiej ręki i teraz się zastanawiam. Czy to znaczy, że absorbujące kamienie po prostu trudniej oczyścić, czy raczej, że po oczyszczeniu zostają czyste w tym samym stopniu co inne?
Przy turmalinie czarnym słyszałem, że można go zakopać w ziemi podobnie jak Wiezowa64 pisała o różańcu. Próbował ktoś tej metody z kamieniami? Mam wrażenie, że przy kamieniu, który sam w sobie ma działać ochronnie, zakopanie ma sens symboliczny - coś jakby reset do stanu podstawowego. Ale nie wiem czy to moje własne wymyślanie, czy jest w tym jakaś tradycja.
Zakopywanie w ziemi ma swoje korzenie w kilku tradycjach jednocześnie - w magii ludowej środkowoeuropejskiej, w hoodoo i w praktykach wicca. Wspólny mianownik jest ten, że ziemia jest traktowana jako neutralizator, nie tyle pochłaniacz co transformator. Ale tu jest niuans, który często się pomija: w tych tradycjach zakopuje się na określony czas i w określonym miejscu, nie byle gdzie. Przy kamieniu używanym ritualnie przez kogoś innego pytałabym się najpierw o to, skąd w ogóle pochodzi przedmiot i jaki miał kontekst użycia.
To właśnie jest ten problem z licytacjami - przy różańcu przynajmniej wiedziałam tyle, że był używany religijnie i przez kogo. Przy kamieniu 'z kolekcji' można spekulować w nieskończoność. Mam wrażenie, że im mniej wiadomo o historii, tym bardziej rozsądne jest solidne oczyszczenie zanim w ogóle zaczniesz go nosić albo używać do czegokolwiek.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę o kamieniach, naprawdę mi to pomaga. Mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z boku: czy jest jakaś różnica w tym jak oczyszczać kamienie, które kupujesz do konkretnego celu - na przykład poprawy pamięci albo koncentracji - a te, które po prostu chcesz mieć? Mam na myśli czy intencja przy zakupie zmienia coś w podejściu do oczyszczania?
Słuchajcie, ale tu się zatrzymuję, bo mam pytanie które mnie nurtuje od początku. Skoro zakładamy, że kamienie albo różańce mogą 'przechowywać' energię czy intencję, to co stoi za tym mechanizmem? Mam na myśli - jest jakaś spójna teoria dlaczego tak miałoby być, czy to jest bardziej zbiór obserwacji i doświadczeń bez żadnego wyjaśnienia?
Właśnie to pytanie było dla mnie przez długi czas blokerem. W przypadku tych snów z broszą, o których pisałam wcześniej, wróciłam po kilku tygodniach do sprzedającej i zapytałam o broszę. Okazało się, że kilka szczegółów ze snów zgadzało się z tym co mi powiedziała - konkretne miasto, wiek kobiety której broszy to była. Tego mi nie wytłumaczono przez sugestię, bo nie znałam tych faktów. Ale wiem, że to jeden przypadek i nie dowód.
Dokładnie nad tym sama siedzę od początku tego wątku. Ten ciężar który poczułam przy rozpakowywaniu - nie był nieprzyjemny, był po prostu bardzo wyraźny. Nie bałam się go, raczej mi zaimponował. I może właśnie o to chodzi, że chciałam ten różaniec kupić, bo szukałam czegoś do pracy z pamięcią i skupieniem, i może ta historia wbudowana w przedmiot jest właśnie tym czego szukałam, a nie czymś do usunięcia.
Bardzo dziękuję za to co napisała Lonia75 o 'blessing by use' - to naprawdę zmienia perspektywę. Ale właśnie przez to mam teraz pytanie, które może jest trochę z boku, ale mnie gryzie: jeśli kupujemy kamień celowo do konkretnego zadania, na przykład poprawy pamięci albo koncentracji, to czy w ogóle ma sens oczyszczać go na początku, skoro może mieć już jakiś ślad użytkowania który wspiera właśnie to? Czy może oczyszczanie przed użyciem to bardziej przyzwyczajenie niż konieczność?
Zatrzymuję się przy tym kamieniu i pamięci, bo to jest ciekawy wątek który pojawia się w różnych tradycjach. W litoterapii kamienie kojarzone z pamięcią i koncentracją to głównie rozmaryn - no dobra, to zioło - ale z kamieni: fluoryt, szczególnie fioletowy, i herkimer. Fluoryt ma ciekawą historię, bo w medycynie chińskiej jest powiązany z trzecim okiem i przetwarzaniem informacji. Ale mam pytanie do Lonia75 - jeśli kamień 'resetujesz', to jak długo po oczyszczeniu powinien 'leżakować' zanim zaczniesz z nim pracować?
Słucham tej dyskusji o fluorycie i kamieniach do pamięci i muszę powiedzieć, że trochę mnie to zatrzymało. Bo z jednej strony rozumiem intuicyjne podejście Lonia75, z drugiej - jak odróżnić 'kamień który jest gotowy' od 'mnie się tak wydaje bo chcę żeby był gotowy'? To jest ten moment, gdzie moja sceptyczna część zaczyna się upominać. Może ktoś miał taki przypadek, że myślał że kamień jest czysty, a potem coś go zdziwiło?
To co Izoldka92 opisuje z turmalinem przy łóżku a potem przy biurku to ciekawy przykład tego, że miejsce kamienia może być ważniejsze niż sama historia kamienia. Ale wracam do pytania Nebularia00, bo jeszcze do niego nie wróciłyśmy do końca - jeśli ktoś kupuje kamień specjalnie pod pamięć czy koncentrację i robi to świadomie z zamiarem, to czy sama intencja przy zakupie ma znaczenie? Czy to jak startujemy z kamieniem w ogóle wpływa na to jak potem działa?
