Ale to jest trochę przerażające jeśli tak - skoro każdy inaczej to odczuwa, to jak w ogóle wiedzieć czy masz rację? Jak nie masz punktu odniesienia to możesz kompletnie się mylić.
To jest właśnie to, o czym mówiłem - problem z subiektywnym filtrem. I wracam do tego co powiedziałem wcześniej o tradycjach. One dawały właśnie ten zewnętrzny punkt odniesienia. Nie pytałeś siebie, pytałeś kogoś kto znał reguły. Albo reguły były na tyle sztywne, że twoje odczucie się nie liczyło. Teraz każdy robi solo i nie ma się jak sprawdzić.
Ale ten zewnętrzny punkt odniesienia też był subiektywny - należał do kogoś, kto budował tradycję przez pokolenia i też gdzieś na początku podjął decyzję na podstawie własnego doświadczenia. Różnica jest w tym, że to doświadczenie było zbiorowe i przetestowane. Teraz robimy to samo, tylko w innej skali i bez transmisji pokoleniowej. Nie zmienia to struktury procesu.
Tylko że większość z nas właśnie ma 'coś pomiędzy' i jakoś to działa. Nie każdy ma dostęp do linii przekazu i nie każdy żyje w środowisku gdzie tradycja była żywa. To nie jest wymówka, po prostu rzeczywistość.
To jest już pytanie o inny temat - skuteczność magii jako takiej. Tutaj rozmawiamy raczej o etyce i energetyce skradzionych przedmiotów. Choć rozumiem, że Irisa może uważać, że to pytanie poprzednie jest w ogóle bezzasadne jeśli podstawa nie działa.
Myślę, że jeśli ktoś jest tu z założeniem, że magia nie działa, to ta dyskusja jest dla niego akademicka. Ale dla tych, którzy pracują z przedmiotami i doświadczają czegoś - pytanie o skradziony przedmiot jest jak najbardziej praktyczne i nie sprowadza się do 'czy magia działa'.
Dobra, ale czy ktokolwiek mógłby powiedzieć co konkretnie zrobić jeśli masz broSzkę z targu i nie wiesz nic o jej historii? Bo całą tę dyskusję czytam od początku i nadal nie wiem co z moją broszką. Obserwować tygodniami? Zostawić? Oczyścić i sprawdzić? Mam jakiś konkret?
No właśnie jej używać, nie tylko nosić. Ale okej, rozumiem że to coś zmienia. Powiedz mi wobec tego - jeśli chcę jej używać, to co najpierw? Oczyszczenie? Obserwacja? A jeśli oczyszczenie to jakie, bo słyszałam że dymem, solą, intencją, wodą - i każda z tych metod podobno coś innego robi.
Właściwie to pytanie Irisy jest trafne, ale zmierza w stronę, która może być ważniejsza niż sama technika. Czy oczyszczenie rozumiane jako 'usunięcie historii' jest w ogóle możliwe, czy raczej chodzi o to że ty przestajesz się tej historii bać? Bo jeśli to drugie - to każda metoda która daje ci poczucie zamknięcia działa tak samo dobrze. Broszka Elzuni nie musi być po szałwii inna energetycznie, ale ty możesz być inaczej do niej nastawiona.
A może podejście krokowe jest po prostu dobrym punktem startowym właśnie dlatego, że nie znasz jeszcze własnych wzorców? Oczyszczenie na początku nie jest może niezbędne dla samej broszki, ale daje ci neutralny punkt startowy - ty zaczynasz obserwację od zera, nie z lękiem czy euforią. To jest może ważniejsze niż to co robi broszka.
Ale to co mówi Teodor to mi się wydaje, że to jest podejście bardziej psychologiczne niż magiczne? Czyli żebyś Elzunia weszła w obserwację bez uprzedzeń. To może być dobry pomysł, ale nie wiem czy to jest odpowiedź na pytanie o energetykę przedmiotu - czy raczej o to żebyś sama nie zaburzyła wyniku.
Właziłam tu żeby przeczytać temat o skradzionych przedmiotach i utknęłam bo to jest naprawdę dobra dyskusja. Ale mam jedno pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu - czy ta broszka z targu to właściwie może być skradziona? Bo targ to nie jest kradzież, poprzedni właściciel ją sprzedał. Czy w ogóle wchodzimy w zakres tytułu wątku?
Tyle że ta dyskusja od jakiegoś czasu kręci się wokół 'nieznanej historii' jako kategorii, a skradzione to tylko jeden przypadek szczególny. Może właśnie dlatego rozmawiamy o broszce - bo pyta o coś realnego. Pytanie z tytułu o skradzione przedmioty jest trochę szerszym pytaniem o to co w ogóle robimy z przeszłością obiektu, a broszka Elzuni to po prostu konkretny przypadek testowy.
I wracamy do punktu wyjścia tej całej rozmowy - że pytanie o skradziony przedmiot jest w gruncie rzeczy pytaniem o to ile przeszłość przedmiotu jest twoja i ile jest jego. I chyba nikt tutaj tego definitywnie nie rozstrzygnął, bo może się nie da. Ciekawe natomiast że przez tyle postów doszliśmy do tej broszki - to może być właśnie dobry punkt wyjścia do drugiej tury dyskusji o tym co konkretnie robić, kiedy historia jest nieznana a nie ewidentnie zła.
Czekaj, bo właściwie to pytanie o broszce z targu mnie trochę zblokowało na chwilę. Wróćmy jeszcze do tego co Teodor powiedział na końcu - że pytanie o skradziony przedmiot to tak naprawdę pytanie o to ile przeszłości przedmiotu bierzesz na siebie. Ale dla mnie ta granica między 'wziąłem na siebie' a 'to po prostu moja teraz własność' jest bardzo rozmyta. Jak to w ogóle rozróżnić?
To jest właśnie ten moment gdzie praktyka rozchodzi się z teorią. Teoretycznie możesz powiedzieć - moje, już. Ale jeśli coś cię ciągnie w kierunku myślenia o tym skąd przyszło, to jest sygnał że ta granica dla ciebie nie jest jeszcze zamknięta. Nie wiem czy to kwestia energetyki czy psychologii, ale efekt jest ten sam.
Ten wątek o skradzionych przedmiotach ma chyba jeszcze jeden wymiar którego nie tknęliśmy - czy sam akt kradzieży jako intencja pozostawia coś innego niż zwykła zmiana właściciela? Bo w różnych tradycjach traktuje się to bardzo różnie. W niektórych podejściach mówi się o tym że przedmiot niesie ze sobą 'niezamkniętą transakcję' - coś co nie zostało wymienione, co nadal wisi.
Dokładnie, i dlatego w wielu tradycjach mówi się że skradzione przedmioty trzeba albo zwrócić, albo przeprowadzić coś w rodzaju symbolicznego odkupienia - żeby zamknąć tę pętlę. Nie chodzi o przeprosiny wobec poprzedniego właściciela, ale o energetyczne zamknięcie roszczenia.
Mnie bardziej zastanawia coś innego - czy ktoś tu miał do czynienia ze skradzionym przedmiotem świadomie, nie retroaktywnie? Tzn. wiedziałeś wcześniej że jest skradziony i mimo to zdecydowałeś się go użyć lub zatrzymać? Bo większość historii które tu padają to 'dowiedziałem się potem'. A to chyba zupełnie inna sytuacja intencyjnie.
Ja też myślałam o tym. Moja broszka to targ, nie kradzież, ale zastanawiam się właśnie czy ta różnica między 'wiedziałem' i 'nie wiedziałem' ma znaczenie dla samego przedmiotu - czy tylko dla mojego sumienia.
Dla mnie intuicyjnie te dwie sytuacje są różne. Jeśli wiesz że coś jest kradzione i to bierzesz, to jakby wchodzisz świadomie w tę historię. Jeśli nie wiesz - to historia jest, ale ty nie jesteś jej częścią intencjonalnie. Nie wiem czy to cokolwiek zmienia z punktu widzenia samego przedmiotu, ale chyba zmienia twoją relację z nim.
A co jeśli te dwie rzeczy nie są rozdzielne? Twoja intencja przy kontakcie z przedmiotem jest częścią tego co on z tobą robi. Nie ma czystego odczytu 'obiektywnego stanu przedmiotu' bez obserwatora. Przynajmniej z tego co się orientuję, większość praktyk nie zakłada że przedmiot działa niezależnie od tego kto go trzyma i z jakiego miejsca.
I to mnie znowu sprowadza do pytania z tytułu - bo jeśli niektóre tradycje traktują skradziony przedmiot jako bardziej naładowany, a inne jako obciążony, to gdzie jest obiektywna odpowiedź? Może jej nie ma i cały wątek był rozmową o tym że ramy interpretacyjne decydują o wszystkim. Co nie jest złą konkluzją, tylko trochę otwartą.
To co Teodor napisał na końcu mnie zatrzymało - że może cały wątek był o ramach interpretacyjnych, nie o samych przedmiotach. Ale czy to nie jest za łatwe wyjście? Bo jeśli wszystko sprowadza się do 'twoja tradycja mówi X, moja mówi Y', to po co w ogóle rozmawiać o skradzionych przedmiotach jako osobnej kategorii? Coś musiało sprawić, że we wszystkich tych tradycjach ten temat w ogóle się pojawił.
Ale chwila - czy to nie jest po prostu odzwierciedlenie tego że ludzie zawsze bali się ukradzionych rzeczy? Jakby ktoś ci coś ukradł, to naturalnie byś chciała żeby go to 'przeklęło'. Może cały ten wątek w tradycjach magicznych wziął się z bardzo ludzkiej potrzeby sprawiedliwości, a nie z obserwacji realnego efektu.
Właściwie wróćmy do czegoś praktycznego, bo trochę odpłynęliśmy. Powiedzmy że masz przedmiot i wiesz że jest skradziony. Co konkretnie robisz? Nie używasz go wcale, próbujesz oczyścić, czy po prostu idziesz z tym do przodu bez ceremonii? Bo ta rozmowa jest super ale brakuje mi jakiegoś punktu wyjścia do realu.
Mam dziwne poczucie po przeczytaniu całego wątku, że właściwie wszystkie drogi prowadzą do tego samego pytania - czy w ogóle wierzysz że przedmioty cokolwiek przechowują. Jeśli nie, cała dyskusja o skradzionych vs nieskradzionych jest bez sensu. Jeśli tak, to skradziony przedmiot to tylko szczególny przypadek szerszego tematu o historii obiektów.
