Mam ostatnio taki dylemat i nie wiem właściwie od kogo zacząć szukanie odpowiedzi, więc wrzucam tutaj. Przeprowadzam się za kilka tygodni - nowe miasto, nowe mieszkanie, dosyć radykalna zmiana. I zastanawiam się co zrobić z rzeczami, które traktuję jako 'pracujące' - mam na myśli kilka kamieni, które układam przy pracy, stare runy które dostałem lata temu, i jedną świeczkę wotywną której jeszcze nie dopaliłem. Pytanie jest w sumie proste, ale im dłużej nad tym myślę, tym mniej oczywiste mi się wydaje: czy te przedmioty po prostu jadą razem ze mną i tyle, czy też przeniesienie ich w zupełnie inne otoczenie coś zmienia? Nie chodzi mi nawet o to czy 'działają' po przeprowadzce - bardziej czy muszę je jakoś... na nowo wprowadzić w nowe miejsce? Nie wiem jak to inaczej nazwać.
To zależy trochę od tego jak te przedmioty były ładowane i przez kogo. Runy które dostałeś - ładowałeś je sam czy dostałeś już 'gotowe'? Bo to zmienia sprawę dosyć mocno moim zdaniem.
Też się zastanawiałam nad tym przy okazji swojej przeprowadzki dwa lata temu. Moje obsidianki i kalcyt pomarańczowy pojechały ze mną w oddzielnej torbie, owinięte w materiał, żeby się nie stłukły. I szczerze? Pierwsze dni w nowym miejscu były... inne. Jakby kamienie były wyciszone. Nie wiedziałam wtedy czy to kwestia miejsca czy moja własna dezorientacja po przeprowadzce. Do dziś nie jestem pewna co tak naprawdę się działo.
No właśnie - te runy to jest ciekawy przypadek. Jak ktoś inny je ładował i jeszcze twierdził ze zna ich historię, to te runy mają w sobie coś z tej osoby, nie tylko z ciebie. Przeniesienie ich przez country to nie problem ale nie wiem czy nowe miejsce na to ma wpływ. Bardziej bym się zastanawił czy ta energia od poprzedniego właściciela nadal tam siedzi i co z nią robić. Czyściłeś je kiedykolwiek?
Przepraszam że się wtrącę ale mam podobny dylemat z jedną bransoletką z lazurytu - kupilam ją na targu od kogoś kto mówił że była jego mamy, i teraz nie wiem czy w ogóle powinnam jej używać bo nie wiem co 'ma w sobie'. Czy to jest to samo co tutaj piszecie o tych runach?
To pytanie o reset vs zachowanie ciągłości jest moim zdaniem kluczowe przy każdej większej zmianie życiowej, nie tylko przeprowadzce. Widziałam to wielokrotnie - ludzie trzymają się starych obiektów i ich starych energii nawet wtedy gdy całkowicie zmienili kierunek. Świeczkę wotywną pod intencję ochrony w starym miejscu - czy ta intencja w ogóle ma sens w nowym kontekście? Co ty rozumiałeś pod 'ochroną' kupując ją, i czy to samo chcesz w nowym miejscu?
To co napisałeś o zamknięciu etapu - to brzmi jak odpowiedź. Jak sam czujesz że spełniła swoje zadanie, to kontynuowanie tego konkretnego ładowania w nowym miejscu nie ma sensu. Doprowadzić ją do końca przed wyprowadzką to logiczne zamknięcie. Ale to ty musisz wiedzieć czy jesteś z tą decyzją - tą zawodową - rzeczywiście pogodzony, czy jeszcze coś zostało nierozwiązane.
A czy w ogóle jest tak, że nowe miejsce automatycznie 'nadpisuje' to co miał przedmiot, nawet jeśli nic celowo nie robisz? Mam gdzieś takie przeświadczenie że jak przeniesiesz coś do nowego domu, to samo otoczenie zaczyna na to wpływać. Ale nie wiem czy to jest jakaś konkretna tradycja czy po prostu moje własne wymysły.
A co z przedmiotami które ktoś dostał w spadku po kimś bliskim? Moja babcia zostawiła mi stary medalion i teraz noszę go przy ważnych decyzjach - właśnie dlatego że czuję jakby mnie 'prowadziła'. Czy to się jakoś ma do tego co tu piszecie o ładowaniu przez innych ludzi?
Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób że to moje własne przekonania definiują czy przedmiot jest 'miejscowy' czy nie. To trochę zmienia perspektywę. Ale jak w takim razie mam rozumieć sytuację gdzie ktoś przynosi do swojego domu przedmiot z bardzo konkretną historią - powiedzmy coś z targu staroci, i ten przedmiot od razu wydaje się nie na miejscu, zanim się zdążyłam do niego przywiązać czy cokolwiek o nim pomyśleć?
To mnie trochę uspokaja, bo moje runy to właśnie ten pierwszy przypadek - długa historia, jedno konkretne zastosowanie. Ale zastanawiam się czy nie ma tu paradoksu. Jeśli przeprowadzam się właśnie dlatego żeby zmienić etap życia, to czy chcę żeby runy zachowały starą energię, czy właśnie nie?
Dobra a ja mam pytanko praktyczne bo trochę zgubilam watek - co z tą bransoletą po mamie tej osoby z targu? Bo ja nadal nie wiem czy powinnam ją używać przy decyzjach skoro nie znam historii. Czy to ryzykowne czy raczej neutralne?
A może właśnie dlatego że masz ten chaos, runy teraz są ważniejsze niż po przeprowadzce? Nie jako coś do 'ustawienia' na nowo, ale jako punkt stały kiedy wszystko inne jest w ruchu. Ja tak miałam ze swoimi kamieniami - to był jedyny element który się nie zmieniał.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam pytanie do Metka - czy przy runach rzeźbionych i ładowanych przez inną osobę to czyszczenie nie jest jednak problematyczne? Bo mnie się wydaje że te runy mają w sobie coś z tamtego człowieka i czy my w ogóle mamy prawo to 'resetować'?
Ten wątek o 'nici' z tym człowiekiem to mnie mocno zastanawia. Dostałem te runy jako rodzaj przekazania - on mówił że czas żeby poszły dalej, że to nie przypadek że trafiły do mnie. Czy czyściłbym wbrew jego intencji gdybym je teraz resetował?
Nie wiem czy 'wbrew intencji' to właściwe pytanie. On chciał żeby poszły dalej - czyli chciał żeby działały w nowym kontekście. Nowy kontekst to nowe miejsce, nowy etap twojego życia. Może właśnie reset był wpisany w jego intencję od początku?
Dołączam bo mam runy i nigdy o tym nie myślałam, że przeprowadzka może na nie wpłynąć. Czy to dotyczy tylko runow ładowanych przez kogoś, czy też tych które się samemu robi? Bo ja swoje własnoręcznie wyrzynałam.
właśnie, o to mi chodziło a chyba nie powiedziałam tego dobrze wcześniej. Ta bransoletka nie jest moja, nie jest od kogoś kogo znałam, ale jest od kogoś czyjejś mamy. To ma jakieś znaczenie czy to przesadzam z szukaniem w tym sensu?
Dziękuję Fiolkowej za odpowiedź o tych własnoręcznie robionych - to mnie trochę uspokoiło 🙂 Ale właśnie wróciłam do pytania Rojnik i też mnie to zastanawia. Bo jak robię swoje runy, to jestem i autorem i właścicielem, zgadza się. Ale potem je też ładuję intencją już po wyrzynaniu. Więc to są dwie osobne warstwy w tym samym przedmiocie?
To pytanie mnie zatrzymało. Bo właściwie - czy musisz znać historię żeby coś działało jako twój punkt stały? Jak sięgam pamięcią do momentów kiedy kamienie mi pomagały, to nie wiedziałam skąd wzięła się każda ich warstwa energetyczna. Działało to na zasadzie obecności, nie wiedzy.
A to jest właśnie to co mnie od początku zastanawia w tym wątku - czy przedmioty ładowane pod konkretny cel zachowują ten cel po zmianie właściciela, czy cel jest transferowalny? Bo jeśli runy wspierały jego decyzje, to czy automatycznie będą wspierać twoje, czy trzeba je jakoś przeprogramować?
nie wiem czy słowo 'przeprogramować' jest tu trafne, ale rozumiem o co chodzi. W praktyce z runami to nie działa tak że mają jeden stały cel wpisany na zawsze. Bardziej są jak... no, jak coś co się nastrajasz pod siebie przy każdym użyciu. Długie ładowanie przez jedną osobę to raczej głęboki ślad niż zamknięta instrukcja obsługi.
To jest chyba najtrudniejsze pytanie w tej rozmowie i mam wrażenie że nikt jeszcze na to nie odpowiedział. Bo jeśli nie da się odróżnić - to czy w ogóle ma sens mówić o 'swojej' energii przedmiotu?
Trochę bym tu wyhamowała z tym 'nie da się odróżnić', bo to brzmi jak impas a nie jest. Różnica między działaniem z własnego miejsca a działaniem z cudzego śladu często wychodzi przy decyzjach które są sprzeczne z czyjąś logiką a zgodne z twoją. Jeśli runy konsekwentnie popychają cię w jakimś kierunku który jest twój - to znak że nastrojenie działa. Jeśli masz poczucie że coś mówi ci nie to, czego szukasz, to może być ślad poprzednika.
okejj czyli wracajac do mojej bransoletki - jeśli mam przy niej podejmować decyzje i coś czuję że 'tak' albo 'nie', to skad wiem ze to nie jest energia tamtej kobiety która ją nosiła? Tzn. co jeśli jej intuicja była zupelnie inna niż moja?
Zgadzam się z Kryską w tym sensie że czuję podobnie o swoich runach - wolę wiedzieć że coś jest moje. Dlatego chyba właśnie wyrzynałam je sama zamiast kupować. Ale teraz myślę o tym co Metek powiedział o dwóch warstwach i zastanawiam się czy przy przeprowadzce któraś z tych warstw jest bardziej 'podatna' na nowe miejsce niż ta druga? Tzn. czy intencja czy sam materiał?
I teraz mam dylemat bo te runy były dość regularnie używane przez poprzedniego właściciela, potem leżały jakiś czas zanim do mnie trafiły, a potem ja też z nimi pracowałem. Więc mają przynajmniej trzy 'warstwy' jeśli chcemy to tak nazywać. Pytanie czy przeprowadzka to czwarta warstwa, czy tylko zmiana tła.
