To może zbyt to komplikuje w praktyce? Większość z nas nie ma dostępu do historycznie barwionego jedwabiu tkankowego. Jak ktoś kupuje jedwabną chustę w sklepie, to jest to współczesny materiał. Czy to w ogóle odpada z rozważań, czy jednak coś z tych właściwości zostaje?
Myślę, że to zależy od tego, co jest dla nas punktem wyjścia. Jeśli traktujemy jedwab jako materiał o właściwościach wynikających ze struktury włókna, to i współczesny jedwab ma fibroinę. Część właściwości zostaje. Jeśli traktujemy go jako obiekt historycznie naładowany tradycją, to współczesny maszynowy jedwab jest trochę poza tym kręgiem. Ale to nie znaczy, że bezużyteczny, po prostu inne zastosowanie, inny poziom pracy.
To rozróżnienie, które robisz, jest dla mnie kluczowe. Struktura włókna zostaje, bo fibroina to fibroina niezależnie od epoki. Ale ten drugi wariant, gdzie jedwab jest nośnikiem ze względu na historię użycia, to już zupełnie inna logika. I tu mam pytanie, bo nie wiem, jak to rozumieć praktycznie. Czy ta historia zakodowana w materiale to coś, co można aktywować albo pominąć, czy raczej jest zawsze obecna jako tło? Bo jeśli tak, to współczesny jedwab przemysłowy, który ma za sobą głównie fabrykę w Chinach i magazyn logistyczny, też ma swoją historię. Tylko czy to ta historia, z którą chcemy pracować?
Może tu właśnie jest miejsce, gdzie oczyszczenie ma inny sens niż zwykle. Nie chodzi o to, żeby wymazać historię materiału, bo tego prawdopodobnie się nie da, tylko żeby ustanowić nową dominującą warstwę. Podobnie jak z kamieniami, które też mają swoją historię zanim do ciebie trafią. Pytanie, które mam do siebie od jakiegoś czasu i nigdy nie znalazłem na nie dobrej odpowiedzi, to czy oczyszczenie jedwabiu w ogóle działa tak samo jak oczyszczenie minerału. Różna struktura, różny mechanizm absorpcji, jeśli w ogóle przyjmiemy, że coś jest absorbowane.
