Forum

Asystent AI
Magia dla ludzi w d...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia dla ludzi w depresji - czy to robi gorzej czy lepiej?


Wpisy: 239
Rozpoczynający temat
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, bo pracuję z kilkoma osobami starszymi i często pojawia się ten temat. Czy w ogóle można pracować magicznie z kimś, kto jest w głębszej depresji? Mówię o osobach po siedemdziesiątce, gdzie depresja bywa trochę inna niż u młodych - często splata się z żałobą, z poczuciem bezużyteczności, z bólem fizycznym. Sama mam doświadczenie z czakrami i pracą z energią ciała, ale tu czuję, że to delikatny grunt. Zastanawiam się, czy rytuały, które działają na zmianę energii, mogą taką osobę dobić zamiast podnieść. Bo jeśli ktoś jest mocno zamknięty, to czy w ogóle coś przebije?


Odpowiedz
56 odpowiedzi
Wpisy: 225
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Dobre pytanie, bo to nie jest prosta sprawa. Depresja u starszych rzeczywiście działa inaczej - często nie ma tego charakterystycznego smutku, za to jest ogromna apatia, spowolnienie, brak chęci do czegokolwiek. I właśnie to może być problem przy magii - żeby rytuał działał, potrzebna jest jakaś intencja, choćby mała iskierka. Jeśli tej iskierki nie ma, to pytanie, czy w ogóle jest z czym pracować. Co ty robisz w takiej sytuacji, kiedy czujesz, że ktoś jest naprawdę bardzo zamknięty?


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Ja bym to rozdzielił na dwie rzeczy: czy magia może komuś pomóc w depresji, i czy może zaszkodzić. Bo to dwa różne pytania. Znam przypadki, gdzie praca rytualna wyciągała ludzi z bardzo ciemnych miejsc, ale znam też takie, gdzie ktoś wchodził w rytuały i nakręcał się zamiast się uspokajać. Szczególnie jeśli chodzi o rytuały oczyszczające - one bywają intensywne i jeśli ktoś nie ma zasobów, żeby to udźwignąć, to może być gorszy tydzień albo dwa po.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Klimek84 możesz powiedzieć więcej o tym nakręcaniu się? Bo nie do końca rozumiem mechanizm. Rytuał oczyszczający kogoś z depresją - co konkretnie idzie nie tak?


Odpowiedz
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Feliks73 chodzi o to, że oczyszczanie wyciąga na wierzch rzeczy, które były stłumione. U zdrowej osoby to może być produktywne - wypłakujesz się, przechodzisz przez to i jest lżej. Ale jeśli ktoś jest w depresji i nie ma siły, żeby to przetrawić, to wyciągasz błoto i zostawiasz je na powierzchni. Nie ma energii na domknięcie procesu. I wtedy jest gorzej, bo człowiek dotknął czegoś bolesnego, a nie ma jak tego przepracować.


Odpowiedz
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Klimek84 to brzmi bardzo rozsądnie i trochę tak samo myślę o pracy z czakrą solarną u osób w depresji - jeśli jest całkowicie zablokowana, to gwałtowne pobudzenie może przynieść więcej chaosu niż spokoju. Sama wolę zaczynać od czakry sercowej, powoli, bez forsowania. Ale mam pytanie do ciebie - czy widziałeś gdzieś granicę, przy której mówisz sobie 'nie, tej osobie nie robię żadnego rytuału'?


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wtrącę się tutaj, bo trochę znam historię tego tematu. W tradycji cunning folk w Anglii i w podobnych tradycjach ludowych w Europie, praktykujący mieli dość konkretne podejście do osób 'melancholijnych' - bo tak to wtedy nazywano. Nie robili im nic bez zgody rodziny i bez oceny stanu osoby. Melancholia była uważana za stan, w którym człowiek jest łatwiejszy do opętania przez złe energie, więc najpierw ochrona, potem cokolwiek innego. Ciekawi mnie, czy ktoś tu stosuje podobną hierarchię - najpierw ochrona, a dopiero potem praca z energią.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Gnostyk a co dokładnie rozumiesz przez ochronę w tym kontekście? Bo to słowo bywa różnie rozumiane - jedni mówią o zamknięciu energetycznym, inni o dosłownych amuletatach, inni o czymś jeszcze innym.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Caroletta w tamtych tradycjach to były głównie zioła i fizyczne przedmioty - wrzos, dzięgiel, czasem sól, coś umieszczone przy wejściu do sypialni albo pod poduszką. Nie tyle zamknięcie energetyczne, ile stworzenie bezpiecznej przestrzeni, żeby człowiek miał gdzie się pozbierać. Dziś powiedzielibyśmy pewnie, że to symbol, ale symbole robią robotę.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam i myślę o mojej ciotce. Ma osiemdziesiąt dwa lata i po śmierci wujka zupełnie się zamknęła. Lekarz mówi depresja, rodzina mówi żałoba, trudno oddzielić jedno od drugiego. Próbowałam jej zaproponować jakieś kamienie, bo wiem, że kiedyś lubiła takie rzeczy, ale machnęła ręką. I zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, skoro ona sama nie chce. Czy można coś zrobić bez udziału tej osoby, czy to z góry skazane na niepowodzenie?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@tojadek)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Henia64 ja bym jednak nie rezygnowała. Jeśli ktoś jest w głębokiej depresji to on często nie chce niczego, ale to nie znaczy, że nie potrzebuje pomocy. Duchy, energie miejsca - one działają niezależnie od tego, czy człowiek wierzy czy nie. Możesz zrobić oczyszczenie energetyczne jej pokoju, nie mówiąc jej o tym, i to powinno wystarczyć żeby coś ruszyć. Depresja po śmierci bliskiej osoby to często ślad energetyczny po tym, kto odszedł.


Odpowiedz
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Tojadek chcę się zatrzymać przy tym, co powiedziałaś, bo mam inne zdanie. Oczyszczenie przestrzeni to jedno, ale mówienie, że depresja po żałobie to ślad energetyczny - to jest teza, która może kogoś skrzywdzić, jeśli zostanie potraktowana dosłownie. Żałoba jest procesem, ma swój czas, i wchodzenie w to z magią zamiast dać człowiekowi po prostu trochę spokoju i wsparcia psychicznego, może odwrócić jego uwagę od czegoś, czego naprawdę potrzebuje.


Odpowiedz
(@tojadek)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Klimek84 no ale psychologia też nie wszystko wyjaśnia. Mam znajomą, która chodziła do psychologa dwa lata i nic. Trafiła na kogoś, kto zrobił jej oczyszczenie i po miesiącu była jak nowa. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale nie można zamykać oczu na to, co działa.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Klimek84 Wracając do tego, co powiedział Klimek wcześniej o nakręcaniu się - mam podobne obserwacje, tylko z trochę innej strony. W tradycjach słowiańskich i germańskich istniały rytuały, które miały konkretny cel: przeprowadzenie człowieka przez żałobę, zamknięcie okresu straty. I one były robione kolektywnie, z całą rodziną, w określonym czasie po śmierci. To nie było działanie jednostki na inną jednostkę - to był zbiorowy akt, który dawał ramy. Zastanawiam się, czy brak takiej wspólnoty nie jest dziś poważnym problemem - robimy rytuały w pojedynkę, bez kontekstu, i może właśnie dlatego czasem nie działają albo działają nie tak.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Feliks73 to bardzo ciekawy trop. Masz jakieś konkretne przykłady takich rytuałów? Bo słyszałam o obrzędach żałobnych, ale nie bardzo kojarzę, żeby dotyczyły depresji jako takiej - raczej żałoby. Czy to jedno i to samo w tych tradycjach?


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Sytuacja twojej ciotki to chyba jeden z najtrudniejszych przypadków - kiedy ktoś nie chce, a bliskim bardzo zależy. Ja zawsze mam opory przed działaniem bez zgody, nawet jeśli intencja jest dobra. Ale jest pytanie, czy umieszczenie czegoś w jej pokoju bez jej wiedzy to ingerencja, czy po prostu stworzenie spokojniejszej przestrzeni. Mam wrażenie, że tu nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 730
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobrze, że ten wątek się pojawił, bo on ma kilka warstw i warto ich nie mieszać. Jedno to pytanie o skuteczność magii przy depresji w ogóle. Drugie to specyfika osób starszych. Trzecie to kwestia etyczna - czy bez zgody, czy z. I czwarte - co rozumiemy pod słowem depresja, bo to nie jest jeden stan. Widziałam tu kilka różnych rozmów naraz i rozumiem, że to się naturalnie miesza, ale może warto zacząć od tego - o której depresji mówimy? Bo epizod depresyjny po żałobie to nie to samo, co depresja przewlekła trwająca latami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Teodozja59 masz rację, że to ważne rozróżnienie. Ja w swoim pierwszym poście myślałam o czymś pomiędzy - osoby, u których depresja jest mieszaniną kilku rzeczy naraz: samotności, bólu fizycznego, poczucia, że czas już minął. To nie jest klasyczny epizod, ale to też nie jest coś, co łatwo przepracować samą terapią. I właśnie dlatego pytam o magię - bo może ona trafia do innego wymiaru tego problemu?


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@zodiakla-1)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam trochę inne doświadczenie z tym tematem - nie z osobami starszymi, ale z samą sobą. Kilka lat temu byłam w bardzo złym miejscu i zaczęłam robić proste rzeczy - zapalanie świecy, afirmacje, jakiś mały rytuał wieczorny. I nie twierdzę, że to mnie wyleczyło, bo chodziłam też do specjalisty. Ale te małe rytuały dawały mi poczucie, że coś robię, że mam jakiś wpływ. Przy depresji to poczucie sprawczości jest chyba kluczowe, bo depresja odbiera właśnie to - poczucie, że możesz cokolwiek zmienić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Zodiakla.1 to jest bardzo cenne, co mówisz. Właśnie to poczucie sprawczości - ale mam pytanie, czy to nie jest tak, że u osób starszych z depresją to poczucie jest jeszcze bardziej zniszczone? Moja ciotka mówi wprost: 'co ja teraz zrobię, mam osiemdziesiąt lat'. I nie chodzi tylko o pesymizm - ona obiektywnie ma mniej sił, mniej możliwości. Czy rytuał, który wymaga od niej energii i koncentracji, nie jest po prostu za dużo?


Odpowiedz
(@zodiakla-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 143

@Henia64 to jest naprawdę dobre pytanie i szczera odpowiedź jest taka, że nie wiem. Moje rytuały wymagały ode mnie zaangażowania, bo sama je robiłam. Ale czy coś bardzo prostego - trzymanie w ręku kamienia, zapach konkretnych ziół, słuchanie czegoś spokojnego - czy to też można nazwać rytuałem? Bo jeśli tak, to może próg wejścia można bardzo obniżyć.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Żałoba i depresja były traktowane jako blisko spokrewnione, ale nie tożsame. W tradycjach słowiańskich i germańskich rozróżniano 'smutek po kimś' i 'smutek bez przyczyny' - ten drugi był bardziej niepokojący, bo nie miał wyraźnego końca. Dla żałoby były rytuały zamknięcia, przejścia, odcięcia więzi z osobą zmarłą - konkretne działania w konkretnym czasie. Dla melancholii bez źródła robiono raczej wzmocnienia niż zamknięcia: zioła, amulety chroniące przed dalszą utratą energii, czasem rytuały przywracające połączenie z ciałem. I to mnie tu zastanawia - bo u osób starszych te dwa stany często się nakładają. Śmierć partnera, izolacja, bóle, poczucie końca. Który rytuał wtedy?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Feliks73 to rozróżnienie między smutkiem 'po' i smutkiem 'bez' jest bardzo celne. Ale zastanawiam się, czy w praktyce dało się to oddzielić. Bo żałoba po partnerze po pięćdziesięciu latach wspólnego życia może przejść w tę drugą formę - na początku jest powód, potem powód gdzieś odpływa i zostaje tylko pustka. W którym momencie jedno staje się drugim?


Odpowiedz
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Caroletta a może to w ogóle nie jest kwestia momentu, tylko głębokości? Żałoba, która nie ma możliwości się zamknąć - bo nie ma komu tego towarzyszyć, bo człowiek jest sam - może po prostu osiąść w ciele i stać się czymś innym. Nie wiem, czy to zmienia cokolwiek w kwestii rytuałów, ale zmienia to, od czego w ogóle zaczynamy diagnozę sytuacji.


Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Klimek84 Wchodzę tu znowu, bo ta rozmowa dotknęła czegoś ważnego. Jest taki termin w psychiatrii - 'complicated grief', po polsku mówi się czasem o powikłanej żałobie. To właśnie jest to, o czym Klimek mówi - kiedy żałoba nie idzie dalej. I co ciekawe, w badaniach nad tym zjawiskiem wyszło, że mózg osoby z powikłaną żałobą reaguje na bodźce związane ze zmarłą osobą podobnie jak mózg uzależnionego na widok substancji. Nie piszę tego, żeby odciągać od tematu magii, ale dlatego, że jeśli robimy coś energetycznie w takiej sytuacji, to pracujemy z czymś bardzo głęboko osadzonym.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Teodozja59 to jest dokładnie to, co widzę u ciotki. Ona nie tyle jest smutna, co ona jakby... zatrzymała się. Mówi o wujku w czasie teraźniejszym, jakby wyszedł po bułki. Minęły już dwa lata. To, co opisujesz z tym uzależnieniem - to bardzo do niej pasuje. I teraz zastanawiam się, czy rytuał zamknięcia nie byłby czymś, czego ona w ogóle nie chce, bo to oznaczałoby pożegnanie, którego nie wzięła.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Rytuały zamknięcia w kontekście żałoby to coś, do czego w tradycjach ludowych podchodzono z dużą ostrożnością i zazwyczaj nie robiono ich jednostronnie. Były robione wtedy, kiedy osoba sama sygnalizowała - mniej lub bardziej świadomie - że jest gotowa. Nie zawsze słowami. Czasem przez sen, przez jakiś gest, przez to, że zaczęła mówić o przyszłości. Bez tego gotowości rytuał zamknięcia mógł być odebrany przez ciało i umysł jako przemoc.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Gnostyk a skąd praktykujący w ogóle wiedzieli, że ta gotowość jest? To nie jest przecież coś oczywistego z zewnątrz. Szczególnie przy kimś starszym, kto jest zamknięty.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Henia64 to jest dobre pytanie i szczera odpowiedź brzmi: uczyli się rozpoznawać przez lata obserwacji ludzi. Nie ma na to algorytmu. Ale jeśli miałbym coś przenieść na twój przypadek - obserwuj, czy ciotka zaczyna mówić o jakichś planach, choćby małych. Czy pyta o coś konkretnego. Czy coś ją gdzieś ciągnie. To nie muszą być wielkie rzeczy.


Odpowiedz
(@zodiakla-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 143

@Henia64 Słucham tej rozmowy o zamknięciu i gotowości i mam takie skojarzenie z mojej własnej drogi - że u mnie rytuały nie zaczęły się od żadnego 'zamknięcia'. Zaczęły się od czegoś bardzo małego i codziennego, i dopiero przez to codzienne coś zaczęło samo się reorganizować. Nie wiem, czy to jest jakoś przekładalne na sytuację ciotki Heni, ale zastanawiam się, czy szukanie momentu gotowości na zamknięcie to nie jest za duży krok na start.


Odpowiedz
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Zodiakla.1 to, co opisujesz, ma chyba jakiś odpowiednik w tym, o czym Gnostyk mówił o tradycjach ludowych - tam też nie zaczynało się od rytuałów przejścia, tylko od stworzenia bezpiecznej, spokojnej przestrzeni. Najpierw otoczenie, potem człowiek. Może to jest ta sekwencja, której tu szukamy.


Odpowiedz
(@tojadek)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Henia64 Ale czy ta bezpieczna przestrzeń to coś, co można stworzyć bez wiedzy osoby? Bo ciotka Heni chyba nie bardzo chce współpracy. I zastanawiam się, czy oczyszczenie mieszkania, zioła przy wejściu, coś spokojnego w sypialni - czy to nie mogłoby po prostu zacząć zmieniać energii miejsca, nawet jeśli ona sama nic o tym nie wie?


Odpowiedz
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Tojadek nie będę się z tobą kłócić o to, czy energia miejsca działa niezależnie od wiedzy osoby, bo to jest temat na inny wątek. Ale chcę powiedzieć jedno praktyczne: jeśli ciotka Heni jest w stanie, który Teodozja opisała jako powikłaną żałobę, to zmiana otoczenia bez jej udziału może ją zdezorientować albo wywołać niepokój. Dla kogoś, kto jest przywiązany do każdego detalu jako łącznika ze zmarłym, przestawienie czegoś może być naruszeniem. Nie mówię, że nie rób nic. Mówię: uważaj na to, co zmieniasz i jak.


Odpowiedz
(@tojadek)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Klimek84 okej, to jest sensowna uwaga i przyznam, że o tym nie pomyślałam. Że przedmioty mogą być połączeniem, a nie przeszkodą.


Odpowiedz
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Henia64 Wrócę tu do wątku czakr, bo chyba jeszcze nie powiedziałam wszystkiego, co chciałam. W sytuacji takiej jak ciotki Heni - ta powikłana żałoba, to zatrzymanie - ja bym zastanowiła się nad czakrą gardłową, nie tylko sercową. Czakra gardłowa to nie tylko mówienie, to też żałoba wyrażona, zamknięta, opowiedziana. Osoby, które nie mają komu powiedzieć, jak im jest, blokują tę energię bardzo mocno. I to może być jeden z powodów, dla których wszystko stoi.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@basieńka)
Połączone: 1 rok temu

a co można zrobić z tą czakrą gardłową bez angażowania osoby? Pytam, bo rozumiem, że praca z czakrami wymaga jakiegoś kontaktu, ale nie wiem, jak to wygląda w praktyce, kiedy ktoś odmawia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Basieńka bezpośrednia praca raczej nie, bo wymaga obecności i choćby biernej zgody. Ale można zrobić coś dla przestrzeni - kolor niebieski w otoczeniu, lawenda, kamień jak akwamaryn czy błękitny kalcyt niedaleko. To nie jest terapia, ale może delikatnie wspierać energię tego miejsca. Chociaż - i tu wracam do tego, co mówił Klimek - uważnie, żeby nie przestawiać rzeczy, które są dla niej ważne.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@weles61)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że rozmowa jest prowadzona bardzo odpowiedzialnie, co nie jest oczywiste. Ale chcę zapytać o coś, co mi tu trochę brakuje - o aspekt Saturn w kontekście wieku. W astrologii osoba po osiemdziesiątce jest w zupełnie innym cyklu niż ktoś w średnim wieku. Nie chodzi tu o sentyment, ale o to, że Saturn przeszedł już swoje kolejne powroty, a to zmienia całą strukturę tego, co człowiek może i chce robić. Depresja w tym wieku może mieć częściowo naturę saturnową - wycofanie, koncentracja, granica. I pytanie, czy próba 'ożywienia' kogoś rytuałem jest zgodna z tym cyklem, czy wbrew niemu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Weles61 to jest coś, o czym w ogóle nie myślałam. Że może ona nie jest 'zepsuta' i nie trzeba jej naprawiać, tylko jest w jakimś innym miejscu cyklu. Ale jednocześnie - nie chcę się z tym pogodzić za łatwo, bo widzę, że ona cierpi. To nie jest spokojne wycofanie, to jest ból.


Odpowiedz
(@weles61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Henia64 to ważne rozróżnienie - spokojne wycofanie a ból to nie to samo i masz rację, żeby ich nie mylić. Saturn to nie jest zgoda na cierpienie, to bardziej przejście przez formę. Ale kiedy człowiek jest sam z bólem i nie ma go kto trzymać - to jest już coś innego. Tu masz rację.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Weles61 Zostałem przy tym wątku Welesa dłużej niż myślałem. Ta saturnowa natura późnego wieku - ona jakoś koresponduje z tym, co w tradycjach słowiańskich było rozumiane jako czas 'przekroczenia progu' - nie śmierci, ale zbliżania się do niej jako naturalnego procesu. I starcy, którzy przechodzili ten czas z godnością, mieli obok siebie kogoś. Rytuały nie były dla nich - były razem z nimi. Czy my w ogóle możemy cokolwiek zrobić dla kogoś, kto jest w tym miejscu, jeśli nie jesteśmy przy nim fizycznie?


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

To, co napisał Weles o 'przekroczeniu progu' - mam wrażenie, że w tym jest klucz do czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. W słowiańskich tradycjach ludowych nie leczono starości jako choroby. Była rozumiana jako etap, który ma swoją logikę. I teraz pytanie do całej dyskusji: jeśli ciotka Heni jest w tym właśnie miejscu - nie zepsuta, ale w przejściu - to czy my w ogóle powinniśmy mówić o magii jako o 'naprawianiu' jej? Bo może cały problem zaczyna się od tego, jak stawiamy pytanie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Feliks73 to jest ważne, co mówisz, ale mnie zastanawia jedno - jak odróżnić to 'przejście' od stanu, który po prostu wymaga wsparcia? Bo można tą saturnową narracją usprawiedliwić wszystko i w efekcie zostawić kogoś samego z bólem. Henia napisała wyraźnie, że ciotka cierpi. To nie brzmi jak spokojny próg.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Caroletta właśnie to. Ona nie siedzi cicho w fotelu z pewnym spokojem. Ona płacze, zamawia usługi, których nie potrzebuje, bo lubi jak ktoś do niej przychodzi. To jest samotność zamaskowana pod innymi sprawami. I to mnie najbardziej boli, jak to widzę.


Odpowiedz
(@weles61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Henia64 to, co opisujesz z tymi usługami - to jest bardzo konkretny sygnał. Nie piszę o tym w kategoriach 'diagnozy', ale w astrologii coś takiego bywa widoczne przy silnym Neptunie w aspekcie do Saturna w kierunkach wtórnych. Człowiek szuka kontaktu, ale nie potrafi go nazwaćprost. Czy ona w ogóle mówi, że jest jej smutno, czy raczej milczy o tym?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Weles61 milczy. Jak pytam wprost, zmienia temat. Albo mówi, że 'daje radę', co jest chyba jej kodem na 'zostaw mnie'.


Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Henia64 Słucham tej rozmowy o obecności i mam takie pytanie, trochę z boku: czy ktoś z was miał doświadczenie z osobą starszą, która sama wyraziła chęć jakiegoś rytuału albo czegoś, co można by tak nazwać? Bo tutaj cały czas mówimy o tym, co zrobić dla ciotki Heni bez jej wiedzy, i o ile rozumiem tę troskę, o tyle zastanawiam się, czy nie ma jakiegoś sposobu, żeby ona sama stała się stroną tego procesu, choćby małej części.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Teodozja59 myślałam o tym. Ciotka ma do kościoła daleką drogę i rzadko chodzi, ale kiedyś mówiła, że lubiła zapalać świece. Nie wiem, czy to jest coś, od czego można by zacząć - zostawić jej gdzieś świecę, powiedzieć, że to na jej wujka. Ale boję się, że to ją rozpłacze.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Ten 'daję radę' to jest u starszego pokolenia coś bardzo głębokiego. Moje obserwacje są takie, że osoby, które przeżyły ciężkie lata - wojnę, PRL, biednę - mają wyuczone, że mówienie o bólu to słabość. To nie jest tylko zamknięcie emocjonalne, to jest uformowana przez dekady strategia przeżycia. I magia, która nie rozumie tej warstwy, może trafić w próżnię.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zodiakla-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 143

@Klimek84 to jest coś, czego mi tu trochę brakowało - ta generacyjna perspektywa. Moja babcia miała podobnie. Nigdy nie powiedziała, że jej źle. Ale kiedy zaczęłam zostawiać u niej małe rzeczy - herbatę, którą lubi, coś do oglądania, jakiś drobny rytuał wspólnego siedzenia - ona zaczęła mówić więcej. Jakby kontakt przez rzeczy był dla niej łatwiejszy niż przez słowa.


Odpowiedz
(@basieńka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Zodiakla.1 a czy to był świadomy rytuał z twojej strony, czy po prostu zachowanie, które z czasem nabrało jakiegoś znaczenia? Pytam, bo zastanawiam się, czy jest różnica w efekcie, kiedy coś robimy intencjonalnie.


Odpowiedz
(@zodiakla-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 143

@Basieńka szczera odpowiedź: zaczęło się bez żadnej intencji. Dopiero później zrozumiałam, że to działało jak rytuał. Że regularność i obecność robiły coś, co żadne bezpośrednie pytanie 'czy dobrze?' nie robiło. Więc może intencja nie jest warunkiem, ale na pewno sprawia, że człowiek jest w tym bardziej obecny.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@tojadek)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mam pytanie do Lilianki i do wszystkich, którzy mówili o przestrzeni - czy kamienie i kolory w mieszkaniu to coś, co działa niezależnie od stanu osoby, czy jednak potrzeba jakiegoś... otwarcia z jej strony? Bo ciotka Heni brzmi jakby była dosłownie zamurowana, i zastanawiam się, czy akwamaryn na półce cos zmieni, jeśli ona go nawet nie zauważy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@liliana63)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Tojadek to jest pytanie, na które nie mam pewnej odpowiedzi - i każdy, kto twierdzi, że ją ma, trochę koloryzuje. Moja praktyka mówi mi, że subtelne zmiany w otoczeniu mogą powoli przesuwać coś, co jest zastygłe. Ale to nie jest godzinowy proces. Kamień na półce nie 'uleczy' powikłanej żałoby. Może być jednym z wielu małych kroków. I Zodiakla chyba właśnie to opisała - ta herbata, to siedzenie razem - to jest rodzaj rytuału bez nazwy.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się, czy w przypadku osób starszych magia - rozumiana szeroko, nie tylko jako rytuały - nie powinna być bardziej zorientowana na relację niż na technikę. W tradycjach, które znam, przy osobach w późnym wieku mądrość praktykującego polegała na tym, żeby być z człowiekiem, nie na nim. To subtelna różnica, ale wydaje mi się, że o niej tu cały czas rozmawiamy, nie nazywając tego wprost.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Feliks73 tak to widzę. I mogę dodać - w niektórych tradycjach słowiańskich był zwyczaj, że starszą osobę w żałobie 'odwiedzały' kobiety ze wsi przez kilka tygodni, nie po to, żeby cokolwiek zrobić, tylko żeby siedzieć. Nie przychodzono z radą, nie śpiewano, nie modlono się głośno. Po prostu obecność kilku osób w przestrzeni była uważana za formę wsparcia, która sama w sobie coś regulowała. Nie wiem, jak to nazwać w kategoriach współczesnych, ale współgra z tym, co mówi Zodiakla.


Odpowiedz
(@kasjopeja_n)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Gnostyk to jest coś, o czym Maria Znamierowska-Prüfferowa pisała w kontekście obrzędów żałobnych na polskiej wsi - że rytuał nie był oddzielony od życia codziennego, tylko był życiem codziennym odpowiednio ułożonym. Ciekawe, że my szukamy teraz jakiejś specjalnej techniki, a może odpowiedź jest bliżej - w regularnej obecności, w tym, co Zodiakla robiła z babcią.


Odpowiedz
Udostępnij: