Właśnie to rozdzielenie wydaje mi się kluczowe przy dziedziczonych przedmiotach. Zegarek po dziadku działa na mnie inaczej niż nowy zegarek kupiony w sklepie - to jest fakt, nie interpretacja. Czy to dlatego że jest nasycony czymś zewnętrznym, czy dlatego że niesie kontekst i skojarzenia - tego nie rozstrzygnę. Ale efekt jest realny w obu przypadkach.
A powiedz mi, Augur - czy kiedykolwiek pracowałeś z przedmiotem który był po kimś zupełnie obcym? Nie rodzinnym, nie znajomym, ale np. coś z targu staroci po anonimowej osobie? Ciekawi mnie czy ten efekt jest podobny, czy inny kiedy nie ma warstwy emocjonalnej z twojej strony.
To co mówisz o siatce pojęciowej chyba dotyczy też mojego przypadku z kamieniem. Ta kobieta była znajomą znajomej, czyli miałam jakieś minimalne tło - wiedziałam że istnieje, że jest starszą osobą. I może to wystarczyło żeby mózg skonstruował tę historię ze snem? Sama już nie wiem co o tym myśleć po tej rozmowie.
Słuchajcie, a czy ktoś próbował w ogóle oczyścić przedmiot po kimś bliskim i potem żałował? Bo jakoś nikt o tym nie mówił. Mam ten pierścionek po babci i teraz się zastanawiam czy gdybym go wyczyściła, to nie straciłabym czegoś co chcę zachować.
Ale czy przedmiot może w ogóle przetrzymywać coś z relacji, nie tylko z osoby? Bo to co opisuje Jacek to jakby zegarek nosił w sobie nie dziadka, tylko nierozwiązaną historię między nimi. To jest chyba inna kategoria niż 'energia poprzedniego właściciela'?
Wracając do pytania Gieni o oczyszczanie - jest jeszcze jeden aspekt który pominęliście. Intencja osoby która czyści. Jeśli robisz to mechanicznie bo 'tak się robi z używanymi przedmiotami', to jest inne działanie niż kiedy robisz to świadomie z konkretnym pytaniem. W pracy z tarotem mam podobnie - karty po kimś działają u mnie inaczej do czasu kiedy je 'przejmuję' przez regularne używanie, nie przez jednorazowy rytuał.
Jeszcze do tego co mówiłem wcześniej o osadzie - mam wrażenie że czas użytkowania to jedno, ale jest jeszcze drugi wymiar: stopień intencjonalności. Dziadek nosił zegarek codziennie, ale czy myślał o nim jak o czymś szczególnym? Natomiast moja ciotka miała różaniec którego używała bardzo świadomie, z konkretnym skupieniem, przez może tylko kilka lat. I ten różaniec ma dla mnie inny 'ciężar' niż zegarek. Jakby częstotliwość użycia i głębokość intencji to były dwie osobne zmienne.
To co mówisz o intencji to jest właśnie to, co mnie zastanawia od dawna. Czy przedmiot 'wie' że jest używany intencjonalnie? Bo z jednej strony brzmi to sensownie - ktoś kto medytuje z kamieniem przez godzinę dziennie z pełną uwagą robi coś inaczej niż ktoś kto go po prostu nosi. Z drugiej strony to zakłada że przedmiot ma jakąś zdolność różnicowania, co jest już dość dużym krokiem.
Hej, ale ja mam pytanie trochę z boku - co z przedmiotami które zmieniały właścicieli wiele razy? Jakiś stary naszyjnik z antykwariatu który miał może pięciu poprzednich właścicieli? To wtedy jest palimpsest tych wszystkich intencji i emocji? Bo to brzmi jak koszmar do rozeznania.
Dobra, ale wróćmy do czegoś co mnie trochę uwiera w tej całej dyskusji. Rozmawiamy o 'odczytach', 'sygnałach', 'osadach' - jakby to były mierzalne rzeczy. A przecież każdy z was interpretuje to przez własną siatkę przekonań, własne oczekiwania. Esoterica kupiła bransoletkę z targu i miała nieuporządkowane sny - ale czy nie jest tak że nieuporządkowane sny ma każdy i po prostu ta bransoletka dała im ramę interpretacyjną?
Zastanawiam się czy ktoś z was pracował z przedmiotem osoby która jeszcze żyje? Bo przez całą rozmowę mówimy o rzeczach po kimś kto odszedł - a co z pierścionkami czy biżuterią przekazaną przez rodziców jeszcze za życia? To inny rodzaj połączenia?
Obserwuję tę rozmowę od dłuższego czasu i jedno mi ciągle chodzi po głowie - a mianowicie że wszyscy mówią o intencji i relacji jakby to była własność samego przedmiotu. A co jeśli to jest własność relacji między przedmiotem a konkretną osobą która go bierze do ręki? Że ten sam zegarek może nieść coś zupełnie innego dla siostry niż dla brata tego samego człowieka, bo każde z nich miało inną relację z ojcem?
Pelagiusza napisała coś co mnie uderzyło, bo o tym nie myślałam. Mój kamień po tamtej kobiecie - ona miała córkę. Gdyby córka wzięła ten kamień, miałaby to samo doświadczenie co ja? Czy zupełnie inne, albo w ogóle żadnego? I kogo by ten kamień 'wybrał' gdyby miał wybierać - mnie obcą czy córkę?
Właśnie i to jest dla mnie ciekawszy model niż 'obiekt przechowuje'. Lustro nie przechowuje obrazu - odzwierciedla tego kto patrzy. Ale tu wchodzi problem: skąd te sny Esoterica, które wyglądały jak urywki cudzych historii? Jeśli to tylko projekcja, to czemu były tak obce, nieuporządkowane, inne niż jej zwykłe sny?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy to ważne, kto 'nadaje'. Bo w momencie kiedy miałam te sny, nie wiedziałam nic o tej kobiecie. Nie miałam o czym fantazjować. Sny były po prostu - dziwne, gęste, jakby z innego życia. Skąd miałam wziąć materiał do projekcji skoro nie miałam żadnego punktu wyjścia?
Dobra ale to jest trochę tak jakby tłumaczyć wszystko możliwymi zmiennymi których nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Andromena, twoja hipoteza jest równie nieweryfikowalna co hipoteza że kamień przechował coś. Nie mówię że jedna jest lepsza - ale żadna nie ma nad drugą przewagi.
Gienia, to jest dobre pytanie i nie ma w nim nic co by je dyskwalifikowało. Brzytwa Ockhama mówi: nie mnóż bytów ponad konieczność. Ale 'konieczność' zależy od tego co chcesz wyjaśnić. Jeśli chcesz wyjaśnić sen - może nie trzeba zakładać energii w kamieniu. Jeśli chcesz wyjaśnić swoje poczucie że babcin pierścionek jest jakoś inny niż zwykła biżuteria - może jednak coś tam jest, bo samo poczucie jest faktem.
To co Bylica mówi na końcu - poczucie jest faktem - to mnie gdzieś pociąga, bo znajomy z tym zegarkiem ojca właśnie o tym mówił. Nie twierdził że zegarek 'ma energię'. Mówił że przy nim czuje coś konkretnego. I teraz pytanie praktyczne: czy to poczucie jest wystarczającym powodem żeby z tym przedmiotem coś 'robić'? Celestynka wcześniej mówiła o uwalnianiu - czy to ma sens gdy nie wiesz skąd to poczucie pochodzi?
I tu wychodzi coś co mnie zastanawia przy tarocie - stare talie które przechodziły przez wiele rąk często są opisywane jako 'lepiej czytające'. Nie 'czyste', nie 'neutralne' - właśnie bardziej nasycone. Jakby użycie i historia nadawały im głębię której nowa talia nie ma. To chyba przeczy założeniu że 'czyste = lepsze'.
Aaaa, to nawiązuje do mojego pierścionka! Moja mama która też go ma czasem przy sobie mówi że go 'nie czuje' tak jak ja. Nosimy ten sam pierścionek - ona nie czuje nic, ja czuję coś konkretnego. Zawsze myślałam że to dlatego że to mnie bardziej zależy, ale może właśnie ta relacyjność o której mówiła Pelagiusza?
Weszłam tu przez przypadek szukając czegoś o czakrach i zostałam przy tej rozmowie bo mam podobny problem - mam naszyjnik po babci i jedna koleżanka twierdziła że 'czuje od niego smutek' kiedy go trzymała. Ale ja nigdy nic takiego nie czuję. To znaczy że ona coś wychwytuje czego ja nie widzę, czy że ona jest bardziej podatna na sugestię?
No właśnie, dziękuję że to powiedziałaś Bylica, bo sama nie umiałam tego ująć. Mama nie mówi że czuje coś innego - ona po prostu mówi że to 'zwykły pierścionek'. I to jest dla mnie dziwniejsze niż gdyby poczuła smutek albo coś złego. Zupełna pustka? Czy to możliwe że niektórzy są po prostu... zamknięci na to? Nie złośliwie, ale może po prostu nie mają tego kanału?
