szczerze, ta rozmowa doprowadzila mnie do wniosku ze moze nie chodzi o to czy mowic, tylko o to z jakiego miejsca sie daje. bo ta osoba o ktorej pisalem dala mi przedmiot z miejsca gdzie naprawde chciala mi pomoc. i to czulem, nawet nie wiedzac o niczym. czy to cos zmienia w tej etyce?
No ale autonomia brzmi tu bardzo prawniczo. W relacjach ludzkich non stop robimy rzeczy dla innych bez pytania - gotujemy, mówimy komuś coś dobrego, nosimy przy sobie wspomnienie. Gdzie w ogóle stawiamy granicę między troską a naruszeniem?
ale skad pewnosc ze ten przedmiot "ma zmieniac jej okolicznosci"? to jest ta sama petla co wczesniej. jesli skutecznosc jest niepewna, to czy obowiazek informowania jest proporcjonalny do tej niepewnosci? im mniej wiadomo ze cos dziala, tym mniej jest do ujawnienia?
Aether zadała dobre pytanie, ale Boleslaw ma rację że ta odpowiedź jest zbyt wygodna. Liczy się chyba intencja darczyńcy w momencie działania, a nie późniejszy sceptycyzm. Jeśli robiłaś coś z przekonaniem że to działa, to to przekonanie obowiązuje też przy pytaniu o informowanie.
Szczerze? Jedno i drugie. Bardziej rozumiem dlaczego to jest trudne, ale gotowej odpowiedzi nie mam. Chyba jedyne co mi zostaje to tyle - przy kolejnym darowanym przedmiocie powiem przynajmniej że coś przy nim robiłam. Nie muszę tłumaczyć jak i po co. Ale całkowita cisza coraz bardziej mi nie odpowiada.
i to chyba uczciwa pozycja z ktorej mozna wychodzic. nie regula, tylko kierunek. ciekawi mnie, czy ktos tu faktycznie mial sytuacje ze powiedzial i wyszlo dobrze - bo do tej pory mamy glownie przypadki gdzie sie nie powiedzalo, albo rozważania co by bylo. jest tu ktos z doswiadczeniem w druga strone?
