Chodzi mi o cos co mnie ostatnio nie daje spokoju. Robie reguralnie rozne rytualy w domu i zaczynam widziec ze efekty sa... nieprzewidywalne. Ktos mi powiedzial ze moze to kwestia przestrzeni w ktorej pracuje. I teraz sie zastanawiam czy to ma jakis sens. Mowie dosłownie o fizycznym balaganie - stosy ksiazek, pełne popielniczki, kurz na oltarzyku. Ktos z was zauwazyl jakis zwiazek miedzy tym jak wyglada miejsce pracy a tym co faktycznie wychodzi z rytualu?
To pytanie mnie zatrzymalo, bo sama sie z tym zmagalam przez jakis czas. Długo miałam takie przekonanie ze jesli intencja jest czysta to reszta jest drugorzedna. I w pewnym sensie nadal tak myśle, ale praktyka mnie troche skorygowala. Jak mam wokol siebie rozgarniety chaos to po prostu sie nie skupiam. Medytacja idzie inaczej, wizualizacje sie rozpraszaja. Czy to "magia przestrzeni" czy zwykla psychologia - szczerze nie wiem, ale efekt jest ten sam.
Tylko czy to nie jest tak ze wy po prostu gorzej sie czujecie w balaganie i dlatego macie wrazenie ze cos nie dziala? Bo troche to wyglada jak tlumaczenie zwyklych rzeczy nadnaturalnymi przyczynami. Serio pytam, nie złosliwie.
W tradycji hermetycznej, i nie tylko - podobne zasady znajdziesz w grimoirach i praktykach szamanskich z roznych kregów kulturowych - przestrzen rytualna jest traktowana jako osobny podmiot. Nie chodzi o estetykę. Chodzi o to ze miejsce w którym regularnie pracujesz gromadzi pewien rodzaj "sladu", nazwijcie to jak chcecie, ja mowie o imprintingu przestrzeni. Balagan fizyczny jest tutaj sygnałem czegos głębszego. Jesli nie mozesz utrzymac porzadku w przestrzeni fizycznej, to czesto jest to tez lustro tego co dzieje sie z intencja.
ale czy ktos sprawdzal to konkretnie? bo mi sie zawsze spieszylo i robilem rzeczy dosłownie przy zawalonym stole i nie powiem zeby cos wyraznie nie dzialalo
Shinto to religia, nie magia. Troche duze skroty tu robicie. Ale pomijajac to - czy ktos z was nie zauwazyl ze sprzatanie samo w sobie zmienia stan? Dosłownie - wchodze do czystego pokoju i jest inaczej niz do zaniedbanego. nie musi byc magia, zeby byc prawdziwe.
Troche nie rozumiem po co sie tak filozofowac nad tym. Masz balagan, posprzataj, zrob rytuał. Nie masz czasu sprzatac, zrob rytuał mimo wszystko. Chyba nie ma jakiegos magicznego progu czystosci ktory musisz przekroczyc zeby cos zadziałalo?
to ciekawe porownanie. ale mam pytanie do tych co to praktyuja - czy robicie jakis specjalny rytual czyszczenia przestrzeni zanim zacznicie, czy to jest po prostu normalne fizyczne sprzatanie i tyle? bo czytalam rozne rzeczy na ten temat i nie wiem ktore podejscie jest "wlasciwe"
No to masz tam pewnie nawarstwo roznych sladow po poprzednich pracach. Nie strasznie, ale warto raz zrobic gruntowne czyszczenie rytualne i zobaczyc czy cos sie zmienia. Sam robilem cos takiego po przeprowadzce i po dlugim okresie intensywnej pracy - efekt byl wyrazny, trudny do opisania slowami. Jakby powietrze bylo inne.
No wlasnie i to chyba sedno całego tego tematu - nie da sie wyizolowac jednej zmiennej. albo ufasz całosci warunkow, albo nie ufasz niczemu. nie ma czegos posredniego.
Czyli to jest bardziej intuicja niz jakikolwiek system? Bo troche to brzmi jak: rob co czujesz i potem dopasuj historie do tego co wyszlo.
Mam jeden, choć nie wiem czy dość konkretny. Przez długi czas robiłam afirmacje i medytacje w tym samym miejscu bez zadnego specjalnego przygotowania - wyniki takie sobie, dużo rozproszenia. Po tym jak zaczełam zaczynac od krotkiego oczyszczenia - głównie dzwiekiem, mam tybetanska miski - cos sie zmienilo w jakosci skupienia. Ale czy to przestrzen czy rytual wejscia w inny stan, naprawde nie wiem.
I tu wraca pytanie ktore chyba napedza cały ten watek. Czy to da sie w ogole rozdzielic praktycznie, nie tylko teoretycznie? Bo moze wlasnie chodzi o to ze te poziomy sa celowo splecione i proba ich separowania to bledne myslenie o tym jak magia w ogole dziala.
