Mieszkam w bloku i chyba nie jestem z tym sama. Sąsiedzi, dzieci na klatce, telewizor zza ściany, weekendowe imprezy, i w tym wszystkim próbuję cokolwiek robić. Nie mówię że mi nie wychodzi, ale skupienie jakie mam np. na działce albo u znajomej na wsi to zupełnie inna jakość. Zastanawiam się czy to kwestia praktyki i można się na to uodpornić, czy hałas naprawdę coś psuje w tym co robimy. Słyszałam kiedyś że dźwięk to wibracja i że głośne otoczenie po prostu nakłada się na to co próbujesz zbudować intencją. Brzmi sensownie, ale nie wiem czy to nie jest zbyt duże uproszczenie. Jak wy sobie z tym radzicie?
Dokładnie to samo u mnie. Mam notatki z różnych sesji i wyraźnie widać, że te robione przy otwartym oknie od ulicy wychodzą mi gorzej, albo przynajmniej inaczej. Trudno mi powiedzieć czy to hałas sam w sobie, czy to że hałas mnie rozprasza i przez to jestem mniej obecna. To są dwie różne rzeczy, nie? Jeden scenariusz to że dźwięk fizycznie coś zakłóca, drugi, że to czysto kwestia koncentracji.
Ciekawe co piszesz o oddechu, bo ostatnio właśnie próbuję sprawdzić czy sama technika oddechowa może wystarczyć bez innych przygotowań. Tzn. bez oczyszczania przestrzeni, bez kadzideł, bez muzyki. Sam oddech jako punkt wejścia. I mam mieszane wyniki. Czasem tak, czasem mam wrażenie że potrzebuję jednak czegoś więcej.
A co rozumiesz przez "wejście"? Bo to jest pytanie, które tutaj wszystko zmienia. Jeśli chodzi o stan skupienia, sam oddech absolutnie może wystarczyć, to jest stare i sprawdzone. Ale jeśli mówisz o gotowości do konkretnej pracy magicznej, to już zależy od tego, co robisz. Niektóre rzeczy wymagają głębszego przestrojenia niż inne.
Przepraszam że wchodzę ale mam pytanie, czy to znaczy ze przy prostych rzeczach oddech wystarczy a przy trudniejszych nie? Bo ja generalnie mam problem żeby sie skupić nawet przy ciszy, wiec hałas to dla mnie totalna katastrofa 🙂 Próbowałam raz oddychać tak jak piszą w jednym poradniku, to 4-7-8, i po chwili w ogóle nie pamiętałam co miałam robić.
Nie do końca zgadzam się z tym "znajdź ciszę". Rozumiem że to praktyczne, ale omija sedno pytania. Nas interesuje chyba to czy da się pracować W hałasie, a nie zamiast niego. Bo z życia nie zawsze da się tę ciszę wyciąć, i traktowanie tego jako rozwiązania to trochę ucieczka od problemu.
Powiem tak, oddech jako jedyny punkt wejścia ma sensowne uzasadnienie w kilku tradycjach, nie tylko w zachodniej ezoteryce. W pranayamie jest coś takiego jak prana nirodha, czyli powstrzymywanie przepływu przez świadome sterowanie oddechem, i to nie jest tylko relaks, to aktywna zmiana stanu. Problem w tym, że większość osób nigdy nie ćwiczyła tego systematycznie i oczekuje efektu po pięciu minutach. A to działa zupełnie inaczej.
Ja do tematu oddechu podchodzę trochę z innej strony. Dla mnie oddech nie jest technika którą wykonuję, tylko czymś czemu po prostu zaczynam sie przyglądac. I właśnie to przyglądanie, bez zmieniania czegokolwiek, już po chwili zmienia stan. Nie wiem czy to ma jakies magiczne uzasadnienie ale efekt jest namacalny, i działa też przy hałasie, może nawet lepiej, bo mam coś konkretnego na czym moge sie oprzec kiedy głosy z zewnątrz ciągną uwagę.
Nie działa kiedy mam za dużo w głowie zanim zacznę. Jeśli wchodzę w to po trudnej rozmowie, po jakimś stresie, po czymś co mnie emocjonalnie naciągnęło, oddech nie przetworzy mnie wystarczająco szybko. Jakby myśli były szybsze niż technika. W takich przypadkach potrzebuję najpierw czegoś fizycznego, spacer, zimna woda na twarz, cokolwiek co sprowadza mnie z powrotem do ciała. I dopiero potem oddech jako wejście ma sens.
No dobra ale ja rozumiem że fizjologia i progi i wszystko, tylko co mam praktycznie zrobic jak mam hałas, stres i małą przestrzeń? Czy jest jakis skrót czy naprawde trzeba to wszystko budowac od zera przez miesiace? Bo troche to przytłaczające.
To co Agatowa pisze o emocjach blokujących wejście bardzo mi gra, bo mam dokładnie to samo zapisane w notatkach z ostatnich miesięcy. Kiedy wchodzę w praktykę ze spokojem, sam oddech wystarczy. Kiedy mam za dużo z głowy, nic nie pomaga, nawet ulubiony rytm, nawet zapachy które normalnie szybko mnie przestrajają. Ale mam pytanie do tej całej dyskusji o oddechu: czy wy też czujecie różnicę w zależności od pory dnia? Bo mam wrażenie że rano ten próg o którym pisał Telesfor jest po prostu niżej i łatwiej go przekroczyć samym oddechem. Wieczorem mam za dużo w systemie i to już nie działa tak samo.
