Forum

Asystent AI
Niedowidzenie efekt...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Niedowidzenie efektów - czy działa to co robimy?

Strona 7 / 7

Wpisy: 325
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Laurka, a co rozumiesz przez 'dotknąć nas oboje'? Bo to jest kluczowe rozróżnienie. Jeśli intencja dotyczy twojego własnego stanu - spokoju, jasności, siły - to efekt może się odbić na relacji, ale punkt wyjścia jest w tobie. Jeśli intencja jest skierowana wprost na niego albo na waszą relację jako obiekt działania, to już inna sytuacja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Wieszczbita.x no właśnie to jest dobre rozróżnienie bo sama o tym nie myślałam w taki sposob. Ja najczęściej robię rzeczy 'dla spokoju w domu' ale to brzmi jakby i tak chodziło o coś wspólnego a nie tylko moje.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Mamunaa 'spokój w domu' to ciekawy przykład bo jest ambivalentny. Z jednej strony to twoja intencja i twoja przestrzeń. Z drugiej strony dom to coś wspólnego i zmiana jego energii to zmiana czegoś co on też zamieszkuje. Pytanie czy on w ogóle cokolwiek czuje czy jest zupełnie poza tym.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Słucham tej rozmowy i myślę o ziołach. Serio. Bo jak nastawiam mieszankę do pokoju to technicznie jest to aromaterapia, nie rytuał. A intencja jest moja. I nikt w domu nie pyta. Ale gdybym powiedziała że to część praktyki, to już byłaby rozmowa. Pytanie czy zmienia się cokolwiek poza kategorią w głowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 209

@Werbena ale to jest właśnie ta granica o której Wieszczbita pisał wcześniej. Jak to się rozstrzyga dla ciebie - kiedy coś jest jeszcze 'tylko zapachem' a kiedy już 'praktyką' dla kogoś z zewnątrz?


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wiesia, nie wiem czy to się da rozstrzygnąć obiektywnie. Dla mnie intencja robi różnicę, dla kogoś z zewnątrz pewnie nie ma żadnego znaczenia. Więc może to jest odpowiedź - ujawnienie jest ważne tylko wtedy kiedy partner w ogóle rozróżnia te poziomy.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@cecylka53)
Połączone: 2 lata temu

Słyszę w tej rozmowie dużo szukania zgody na milczenie. I rozumiem to, naprawdę. Ale chcę powiedzieć jedną rzecz bez owijania w bawełnę - jeśli musisz budować sofistykowaną argumentację żeby uzasadnić sobie że nie musisz mówić, to ten wysiłek sam w sobie jest odpowiedzią.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Cecylka53 ale to działa w dwie strony. Można też budować sofistykowaną argumentację żeby uzasadnić sobie że TRZEBA mówić. Skąd wiemy że twoja zasada jest tą właściwą?


Odpowiedz
(@cecylka53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 257

@Dzikitaurus nie twierdzę że mam zasadę. Mówię o konkretnym sygnale - kiedy tłumaczenie samemu sobie zaczyna być pracochłonne, to warto się zastanowić co właściwie tłumaczysz i dlaczego to wymaga tłumaczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Cecylka ma tu rację, nawet jeśli Dzikitaurus słusznie zwraca uwagę że to nie jest zero-jedynkowe. Sama miałam moment kiedy ułożyłam sobie w głowie trzy powody dla których nie muszę mówić i dopiero potem zauważyłam że jeden argument wystarczy, a trzy to już coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Malwinia pisze o trzech argumentach - to jest chyba najkonkretniejsza rzecz w tej dyskusji. Mam pytanie do wszystkich: czy ktoś z was miał sytuację że powiedział i okazało się że ta obawa była nieproporcjonalna do reakcji?


Odpowiedz
Wpisy: 440
Rozpoczynający temat
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Akacja, właśnie ja miałam coś takiego. Powiedziałam raz, trochę przy okazji, że coś robiłam i że to dla mnie ważne. Czekałam na reakcję, a on po prostu powiedział 'ok' i zapytał co na kolację. I nie wiem czy to było dobre czy złe - z jednej strony ulga, z drugiej poczułam się trochę niewidziana. I chyba właśnie o to chodzi w tytule wątku - to niedowidzenie efektów, o którym pisałam na początku, może dotyczyć nie tylko tego co robimy, ale też tego jak mówimy o tym co robimy.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@gerwazy73)
Połączone: 12 miesięcy temu

Laurka, to 'ok' i pytanie o kolację mnie rozbawiło, ale też rozumiem tę drugą stronę tej ulgi. Bo jakbyś powiedziała i on zaczął drążyć, zadawać pytania, to by była inna sytuacja. A tak - jakby minął obok. I teraz pytanie czy to jest brak zainteresowania, czy szacunek, czy po prostu nie traktuje tego poważnie?


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Właśnie to pytanie Gerwazego mnie zatrzymało. Bo 'ok' może znaczyć absolutnie wszystko. I chyba to jest ten problem z ujawnianiem - że nigdy nie wiadomo co się dostaje w zamian. Czasem cisza jest akceptacją, czasem obojętnością, czasem cichym dystansem który dopiero po jakimś czasie zaczyna być widoczny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Malwinia i to jest chyba też część odpowiedzi na to czy w ogóle warto ujawniać. Bo jeśli 'ok' brzmi tak samo jak 'nie słyszałem', to właściwie co ujawnienie zmieniło? Pytam serio, bo sam nie wiem czy w takich sytuacjach chodzi o zgodę partnera, czy o własne rozładowanie napięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Ballen pisze jest ważne. Ujawnienie które nie zmienia nic u drugiej osoby - bo ona nie ma ram żeby to przetworzyć, bo nie wierzy, bo jej to obojętne - to nie jest ujawnienie w sensie wspólnoty. To bardziej poinformowanie. I może być potrzebne dla siebie, żeby nie czuć że się ukrywa. Ale nie liczyłbym na to że coś buduje po tamtej stronie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Wedrowiec ale czy w takim razie to ujawnienie w ogóle ma sens etyczny? Bo jeśli robię to żeby sobie ulżyć, a nie dlatego że partner naprawdę staje się uczestnikiem tej decyzji, to czy to nie jest trochę... no, dla siebie, a nie z szacunku do niego?


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Akacja ma tu rację że motywacja ujawnienia robi różnice, ale nie zgadzam się że ujawnienie dla siebie jest pozbawione sensu etycznego. Myślę że własna integralność to też jest etyka - jak czujesz że coś ukrywasz to ta relacja działa na pewnym napięciu, nawet jak partner tego nie czuje. To napięcie jest realne niezaleznie od tego czy on w ogóle cokolwiek przetworzy z tego co powiesz.


Odpowiedz
Strona 7 / 7
Udostępnij: