Nacek, 'przyswojenie' - to brzmi trafnie. Ale mam pytanie do tego: czy jest coś takiego jak za duże przyswojenie? Mówię o sytuacji, gdzie interpretacja jest tak totalna, że doświadczenie przestaje być otwarte. Że domknęłaś je zbyt szczelnie i przestało cokolwiek mówić.
Medard, ale czy to jest zawsze strata? Bo ruchomość nie jest wartością samą w sobie - czasem chcesz, żeby coś się ustabilizowało. Zwłaszcza w wypaleniu, kiedy i tak wszystko się sypie, to jedno stabilne przekonanie może być tym, na czym się opierasz. Pytanie, czy nie chodzi o to, żeby umieć odróżniać - co można domknąć, a co lepiej zostawić otwarte.
Kabalistka trafia w coś, co czułam przez długi czas. W wypaleniu nie miałam dostępu do tej oceny. Dopiero po fakcie, kiedy patrzyłam wstecz, widziałam, co było mądrą nieinterpretacją, a co było po prostu ucieczką od konfrontacji. Wtedy to wyglądało identycznie. To jest chyba najtrudniejsza część - że te dwie rzeczy mają taką samą teksturę z wewnątrz.
Unakitka, napisałaś że 'mądrą nieinterpretacją' - to mnie zatrzymało. Czy możesz rozwinąć, co rozumiesz przez mądrą? Bo słyszę w tym coś więcej niż tylko 'zostawiłam to w spokoju'.
Mnie też to zdanie zatrzymało. I do tego Kabalistka zadała pytanie, na które chyba nie ma czystej odpowiedzi - jak ocenić swoją ocenę, kiedy właśnie ta część nie działa. Zastanawiam się, czy w takich momentach nie pomaga żaden zewnętrzny punkt odniesienia. Nie żeby ktoś ci powiedział, co twoje doświadczenie znaczy - ale żeby w ogóle zobaczyć, że masz doświadczenie, a nie tylko chaos.
