Forum

Asystent AI
Magia w okresach ho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w okresach hormonalnych - czy cykl wpływa na efekty?

Strona 1 / 2

Wpisy: 279
Rozpoczynający temat
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Zaczęłam się nad tym zastanawiać jakiś czas temu, kiedy zauważyłam, że te same runy w tej samej układance raz mi coś mówią, a innym razem siedzę i nic, pustka. Pierwsza myśl była taka, że po prostu nie skupiam się wystarczająco, ale potem zaczęłam porównywać z kalendarzem i wyszło mi, że prawie zawsze te gorsze sesje wypadają mniej więcej w tym samym czasie cyklu. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy naprawdę jest jakiś związek. Czytałam trochę o tym, że luna i cykl miesięczny są ze sobą powiązane biologicznie, ale czy to oznacza, że w konkretnych fazach cyklu lepiej lub gorzej pracuje się z energią? Macie jakieś obserwacje? Ciekawi mnie też, czy to dotyczy tylko kobiet, czy też mężczyźni odczuwają jakieś wahania.


Odpowiedz
129 odpowiedzi
Wpisy: 122
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Temat niby oczywisty dla każdej kobiety praktykującej, a jednak rzadko się o nim mówi wprost. Moje obserwacje przez lata są dość jednoznaczne, choć nie sprowadzałabym tego do prostego schematu. W fazie folikularnej, czyli mniej więcej od pierwszego dnia cyklu do owulacji, mam wyraźnie lepszy kontakt z intencją, łatwiej mi formułować zamierzenia i czuję, że jest jakaś wewnętrzna ostrość. Po owulacji wchodzę w fazę lutealną i to zaczyna się robić gęstsze, cięższe, czasem bardziej intuicyjne, ale też mniej kontrolowane. Przed samą menstruacją potrafię mieć sny, które są bardzo wyraźne, ale równocześnie rytuał wykonany siłą woli w tym czasie rzadko kiedy daje mi satysfakcję. Nie mówię, że jest nieskuteczny, mówię, że ja sama nie jestem wtedy w dobrym miejscu, żeby go prowadzić.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, bo mnie to nurtuje od dłuższego czasu. Skąd bierzesz przekonanie, że to faza cyklu, a nie po prostu nastrój, który z tej fazy wynika? Bo to jest kluczowe rozróżnienie. Jeżeli gorzej pracujesz z energią, bo jesteś zmęczona, rozdrażniona i boli cię głowa, to to jest wpływ fizjologii na stan psychiczny, a nie bezpośredni wpływ na jakąkolwiek energię. Pytam serio, bo sam pracuję z czakrami od jakiegoś czasu i zauważam, że jak nie śpię dobrze, to praca z czakrami idzie jak po grudzie, ale nie przypisywałbym temu mistycznego znaczenia.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Simargl96 tylko że to rozróżnienie, które podajesz, zakłada, że te dwie rzeczy można w ogóle od siebie oddzielić. W podejściach takich jak np. praktyka oparta na rytmach ciała, które opisuje np. Alexandra Pope w Women's Quest, właśnie chodzi o to, że stan fizyczny, emocjonalny i to, co nazwałbyś energetycznym, są jednym. Nie ma sensu pytać, czy to ciało wpływa na energię, czy energia na ciało, bo to jest to samo continuum. Więc tak, zmęczenie i ból wpływają na rytuał, i tak, faza cyklu wpływa na zmęczenie i ból, i tak, to wszystko razem wpływa na to, co dzieje się podczas praktyki. Twoje pytanie jest słuszne, ale zakłada podział, który w tej tradycji po prostu nie istnieje.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Mietowa okej, to jest uczciwa odpowiedź i właściwie zgadzam się, że to continuum. Ale to otwiera inne pytanie, które mnie bardziej interesuje. Jeśli jesteś w gorszym stanie podczas fazy lutealnej, to rytuał wykonany wtedy jest ryzykowny? Czy raczej po prostu inny? Bo widziałem różne podejścia, jedno mówi, że przed menstruacją cienkiej zasłony między światami, co sugerowałoby że to może być akurat czas o większej wrażliwości. Inne mówią, że w takim stanie nie należy zaczynać czegokolwiek nowego. Jak wy to rozróżniacie w praktyce?


Odpowiedz
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Simargl96 właśnie to mnie też zastanawia, bo jak mówisz o cienkiej zasłonie, to słyszałam podobne rzeczy, ale nigdy nie byłam pewna, czy to dotyczy konkretnego momentu, czy ogólnie tego okresu. U mnie intuicja podpowiada, że to nie jest tak, że cokolwiek jest ryzykowne samo w sobie, ale raczej że można łatwiej wejść głębiej, niż się zamierzało, kiedy nie ma się pełnej kontroli. Nie wiem, czy to ma sens. Jakbyś to opisał, bo ty pracujesz z czakrami, czy czujesz podobne wahania?


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja tu widzę też kwestię kamieni. Pracuję z kryształami przy rytuałach i mam takie przeczucie, że w różnych fazach cyklu inne kamienie lepiej współpracują. Przy owulacji to jakby wszystko samo szło, każdy kamień pracuje. Natomiast przed menstruacją biorę zwykle obsydian albo czarny turmalin, bo czuję, że potrzebuję czegoś, co mnie uziemi, a nie rozkręci. Czy ktoś z was pracuje z kamieniami regularnie przy rytuale i ma podobne spostrzeżenia?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Dominisia01 mam pytanie, bo nie jestem pewny czy dobrze rozumiem. Mówisz, że bierzesz turmalin, bo uziemia. Ale czy decydujesz o tym przed rytuałem na podstawie tego, co czujesz, czy masz jakiś stały harmonogram, że np. w x dniu cyklu zawsze x kamień? Bo to trochę zmienia sprawę. Jeśli słuchasz siebie, to to jest jedno. Jeśli stosujesz schemat z zewnątrz, to drugie.


Odpowiedz
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 440

@Kupalo95 szczerze, to trochę jedno i drugie na początku. Przez jakiś czas robiłam to intuicyjnie i dopiero potem zobaczyłam, że moje wybory same układają się w powtarzalny wzorzec. Więc teraz już wiem z grubsza, co działa w którym momencie, ale nadal sprawdzam każdorazowo, bo cykl cyklem, a każdy miesiąc jest trochę inny.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Chciałam wrócić do pytania o ryzyko, bo to jest ważna kwestia. Sama nie powiedziałabym, że praca w fazie przedmenstruacyjnej jest niebezpieczna, ale jest wymagająca inaczej. Mam na myśli to, że granice między sobą a tym, co robisz, bywają wtedy mniej wyraźne. Nie chodzi o jakieś dramatyczne zdarzenia, ale o to, że można łatwiej wciągnąć się w emocję, która akurat jest, i zamiast intencji mieć reaktywność. Pracowałam kiedyś z medytacją głębszą tuż przed menstruacją i wyszłam z tego dość roztrzęsiona, nie dlatego, że coś złego się stało, ale dlatego, że nie byłam na to gotowa akurat wtedy.


Odpowiedz
Wpisy: 269
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słucham tego i z jednej strony to wszystko brzmi sensownie, bo rozumiem, że hormony wpływają na nastrój i koncentrację. Ale z drugiej zastanawiam się, ile z tego jest prawdziwą obserwacją, a ile jest efektem tego, że po prostu wiemy, w jakiej fazie cyklu jesteśmy i to nas nastawia. Bo jak ktoś ci powie, że przed menstruacją rytuały idą gorzej, to potem faktycznie możesz odbierać je jako gorsze, nie? Nie pytam złośliwie, naprawdę mi to chodzi po głowie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Nokturnia_J to jest uczciwe pytanie i nie ma co udawać, że efekt oczekiwań nie istnieje. Oczywiście istnieje. Natomiast część z tego, co tutaj opisujemy, to są obserwacje robione przed tym, jak ktoś w ogóle o tym słyszał, że tak miało być. Ja sama przez długi czas nie łączyłam swoich stanów z cyklem, dopiero retroaktywnie zobaczyłam wzorzec. Więc to nie jest tak, że ktoś mnie nauczył, że będzie inaczej, i potem tak było. Ale rozumiem twój sceptycyzm, bo ta granica jest naprawdę trudna do pociągnięcia.


Odpowiedz
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 269

@Mietowa to jest właśnie ciekawe, że mówiłaś o retroaktywnym odkryciu wzorca. Jak to wyglądało praktycznie? Prowadziłaś jakiś dziennik, czy po prostu zaczęłaś w pewnym momencie łączyć kropki?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Nokturnia_J prowadziłam dziennik tarotowy, ale nie z myślą o cyklu, po prostu notowałam jakość sesji, poziom skupienia, co wychodziło. Po jakimś czasie, chyba po kilku miesiącach, ktoś mi wspomniał o tym powiązaniu i zaczęłam nakładać daty na to, co miałam zapisane. I faktycznie wychodził wzorzec. Nie idealny, nie zawsze, ale statystycznie wyraźny. To mnie przekonało bardziej niż jakiekolwiek teorie.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@anetta85)
Połączone: 1 miesiąc temu

A ja mam pytanie, bo trochę zgubiłam się w tej rozmowie. Cykl to cykl, ale te fazy, folikularna, lutealna i reszta, to ile to trwa każda i czy te daty można jakoś przewidzieć? Bo u mnie cykl jest nieregularny i nie wiem, jak miałabym w ogóle wiedzieć, w której fazie jestem w danym dniu. Czy ktoś ma sposób na śledzenie tego bez aplikacji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Anetta85 przy nieregularnym cyklu rzeczywiście trudniej, ale jest kilka metod obserwacji ciała, np. temperatura podstawowa, konsystencja śluzu szyjkowego, to są rzeczy, które opisuje metoda Creightona albo ogólnie metody rozpoznawania płodności. Nie są ezoteryczne, są po prostu obserwacyjne. Jak zaczniesz notować te dane razem z tym, jak się czujesz przy pracy z runami albo czymkolwiek, to po kilku miesiącach zaczniesz widzieć własny wzorzec, nawet jeśli cykl jest nieregularny. Mnie to zajęło mniej więcej pół roku, żeby cokolwiek zobaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam ten wątek od początku i mam takie wrażenie, że rozmawiamy głównie o tym, kiedy pracować, ale nie o tym, jak dostosować rytuał do danej fazy. Bo to są dwie różne rzeczy, prawda? Jedno to wiedza o tym, że teraz jesteś w mniej sprzyjającym miejscu, a drugie to pytanie, co z tym zrobić. Czy ktoś świadomie zmienia rodzaj rytuału albo jego cel w zależności od fazy, a nie tylko decyduje, czy go robić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Izoldka75 tak, i to jest moim zdaniem najważniejsza rzecz w tej całej rozmowie. Ja nie stosuję zasady, że w danej fazie nie pracuję. Stosuję zasadę, że w danej fazie zmieniam charakter pracy. Podczas menstruacji robię rzeczy, które mają naturę zamknięcia, zwolnienia, odpuszczenia. Podczas fazy folikularnej zaczynam nowe zamierzenia, formułuję intencje, robię rytuały związane z ruchem do przodu. Przy pełni owulacyjnej to jest dobry czas na rytuały wymagające największego skupienia i obecności. Nie chodzi o to, czy można, ale o to, co akurat służy temu, co jest.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Tylko że to podejście zakłada, że masz czas i spokój, żeby dopasowywać rytuały do fazy cyklu. Większość ludzi nie planuje rytuałów z tygodniowym wyprzedzeniem, tylko robi, kiedy jest potrzeba albo kiedy jest okazja. Co wtedy? Czy jeśli coś jest pilne, to po prostu to robisz, czy czekasz na lepszy moment?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Wahadlarz73 a co rozumiesz przez pilne? Bo tu jest kwestia tego, czego oczekujesz od rytuału. Jeśli chodzi o rytuał, który ma cię wzmocnić albo zintegrować, to naprawdę można poczekać kilka dni. Jeśli chodzi o coś innego, to pytanie jest bardziej złożone. Ale chciałem też wrócić do czegoś, o czym wspomniała wcześniej Cesarzyca, że po głębokiej medytacji przed menstruacją wyszła roztrzęsiona. Czy to była jednorazowa sytuacja, czy powtarzało się to przy podobnych warunkach?


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Simargl96 powtórzyło się dwa albo trzy razy, zanim zrozumiałam wzorzec. Zawsze to była głębsza praca, nie codzienna krótka medytacja, ale coś, co wymaga wejścia w stan mocnej koncentracji albo otwarcia. To mi dało do myślenia, bo efekt nie był negatywny w sensie, że coś złego się stało, ale moje zasoby na wychodzenie z tego stanu były wyraźnie mniejsze niż w środku cyklu. To jak z wysiłkiem fizycznym, możesz biegać przed menstruacją, ale regeneracja trwa dłużej i łatwiej o przetrenowanie. To jest może najlepsza analogia, jaka mi przychodzi do głowy.


Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Cesarzyca to ciekawe, że mówisz o efekcie niekoniecznie negatywnym. Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że zły moment cyklu to gorszy wynik rytuału. A ty właściwie mówisz coś innego, że to inny wynik, nie gorszy. Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Wahadlarz73 tak, to właściwie sedno tego, co próbuję powiedzieć od jakiegoś czasu. Problem polega na tym, że większość osób ocenia skuteczność rytuału przez pryzmat tego, czy czuły się dobrze w trakcie i czy efekt był taki, jakiego oczekiwały. Ale to są dwa różne kryteria. Coś może być trudne i destabilizujące w trakcie, a mimo to coś uruchomić.


Odpowiedz
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 81

@Cesarzyca Trochę wracam do tego, co powiedziała Cesarzyca kilka postów wyżej, o zmianie charakteru pracy w zależności od fazy. Mam jedno konkretne pytanie, bo nigdy tego nie robiłam świadomie. Jak to wygląda w praktyce przy fazach pośrednich, czyli nie menstruacja i nie owulacja, ale ta środkowa część, folikularna albo lutealna? Co wtedy? Bo te fazy trwają dłużej i to jest większość miesiąca.


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Izoldka75 faza folikularna to dla mnie czas budowania. Cokolwiek zaczynam, czy to jakąś serię rytuałów, czy nową praktykę, robię to właśnie wtedy, bo energia jest nakierowana na wzrost. Faza lutealna z kolei to czas oceny i porządkowania. Nie zaczynam niczego nowego, ale kończę, zamykam, sprawdzam, co z tego, co zaczęłam, ma sens. To nie jest żadna moja teoria, po prostu obserwuję siebie od lat.


Odpowiedz
Wpisy: 269
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Tylko tu wchodzi klasyczny problem z weryfikacją. Jeśli coś uruchomiło, to skąd wiadomo, że to był rytuał, a nie inne czynniki? Szczególnie w fazie przedmenstruacyjnej, kiedy i tak jesteśmy bardziej emocjonalnie poruszone, trudno odróżnić to, co zrobiłaś intencjonalnie, od tego, co dzieje się samo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Nokturnia_J masz rację i nie zamierzam tego bronić jako pewnego faktu. Natomiast zwróć uwagę, że ten sam argument działa w obie strony. Jeśli w fazie lutealnej coś poczułaś mocniej, nie wiesz, czy to rytuał, czy hormony. Ale jeśli przy owulacji czujesz, że wszystko idzie gładko, też nie wiesz, czy to rytuał, czy estrogen na szczycie. Problem z weryfikacją dotyczy wszystkich faz równomiernie.


Odpowiedz
Wpisy: 149
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy te fazy, o których mówicie, są jakoś powiązane z tym, co się dzieje z energią w tradycjach, gdzie cykl jest dosłownie opisany jako magiczny kalendarz? Mam na myśli np. pewne tradycje celtyckie albo wczesnosłowiańskie podejście do czasu. Bo tam nie ma podziału na folikularną i lutealną, ale jest podział na czas ciemności i czas światła, który mógłby być analogią.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Kupalo95 są analogie, ale ostrożnie z nakładaniem tych systemów jeden na drugi. W tradycjach, które wymieniasz, rytm był zewnętrzny, słoneczny, księżycowy, zbiorowy. Tu mówimy o rytmie wewnętrznym, jednostkowym. To nie jest to samo, choć punkty styku istnieją. W folklorze słowiańskim kobiety w czasie menstruacji były wyłączane z pewnych aktywności rytualnych, ale to wynikało z innych założeń niż te, o których rozmawiamy.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Simargl96 jakich konkretnie? Bo zawsze słyszałem, że to było traktowane jako czas nieczystości i stąd wyłączenie. Ale ty mówisz o innych założeniach.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Kupalo95 to jest uproszczenie. Część badaczy, np. Joanna Hubbs w 'Mother Russia', wskazuje, że krew menstruacyjna w tradycji słowiańskiej miała ambiwalentny status, była zarówno źródłem siły, jak i czegoś, co mogło zaburzyć rytuał przez nadmiar, nie przez brud. To inne założenie niż to, które znamy z tradycji judeochrześcijańskiej, gdzie nieczystość była dosłowna i hierarchiczna.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@anetta85)
Połączone: 1 miesiąc temu

Przepraszam że wchodzę z boku, ale nie bardzo rozumiem co to zmienia dla praktyki. Czy jeśli kiedyś wyłączano kobiety z rytuałów bo miały menstruację, to dziś mamy to odwrócić i akurat wtedy pracować? Chyba nie o to chodzi, ale nie wiem jak to złożyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Anetta85 nie chodzi o odwrócenie, tylko o to, że te dawne praktyki nie były jednolite. Jedne tradycje izolowały kobiety, inne traktowały ten czas jako moment specjalnej siły. Nie ma jednej odpowiedzi z historii, którą można skopiować. Dlatego zresztą ta rozmowa w ogóle ma sens, bo każda z nas musi to sprawdzić sama na sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chciałam dodać jedno obserwowanie z własnej praktyki, bo jeszcze nie było o tym mowy. Przy pracy z kamieniami zauważyłam, że przed menstruacją kamienie, które normalnie czuję jako spokojne, np. lapis lazuli, zaczynają mnie przytłaczać. Jakby za dużo naraz. Zamieniałam wtedy na coś prostszego i naprawdę było inaczej. Nie wiem, czy to jest coś ogólnego, czy tylko moje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 519

@Dominisia01 to ciekawe spostrzeżenie, ale czy sprawdzałaś, czy to nie kwestia tego, jak trzymałaś kamień, jak długo, w jakiej pozycji? Bo lapis lazuli generalnie jest mocny w pracy z szóstą czakrą i jeśli w fazie lutealnej masz i tak podwyższoną aktywność mentalną i emocjonalną, to może to wzajemnie się nakręcało, niezależnie od fazy cyklu.


Odpowiedz
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 440

@Anetta.1 nie sprawdzałam tak metodycznie, przyznam szczerze. Robiłam to tak samo jak zawsze, więc zmienną był tylko moment cyklu. Ale masz rację, że mogłam czegoś nie uwzględnić.


Odpowiedz
Wpisy: 279
Rozpoczynający temat
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do Mietowej, bo wspominałaś wcześniej o tym, że notowałaś jakość sesji tarotowych. Czy widziałaś różnicę nie tylko w tym, jak się czułaś, ale w samych kartach, które wychodziły? Mam na myśli to, czy powtarzały się podobne układy w tych samych momentach cyklu, czy raczej nastrój wpływał tylko na to, jak je interpretowałaś?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo dobre pytanie i przez chwilę myślałam o tym, żeby sprawdzić. Ale uczciwie to nie wiem, bo nie notowałam kart, tylko moje poczucie po sesji. Żałuję teraz, bo to byłoby ciekawe porównanie. Moja intuicja mówi, że karty były podobne, a zmieniała się interpretacja. Ale to tylko intuicja, nie mam danych.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@glifomistrz)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie rzecz, która mnie zatrzymuje w tej całej dyskusji. Tarot działa głównie przez interpretację, czyli przez stan czytającego. Więc jeśli faza cyklu zmienia sposób, w jaki czytasz karty, to zmienia wynik czytania, ale nie dlatego, że coś zewnętrznego się zmieniło. To jest czysto wewnętrzna zmiana filtra. Czy to w ogóle można nazywać wpływem na magię, czy to jest wpływ na psychologię?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 269

@Glifomistrz właśnie, to jest to pytanie, które mi też siedzi od początku tego wątku. Przy tarocie może to być tylko kwestia interpretacji. Ale co z rytuałami, które nie polegają na interpretacji, tylko na jakimś działaniu, np. paleniu świecy z intencją, zakopywaniu czegoś, pisaniu zaklęcia? Tam też jest tylko filtr psychologiczny, czy coś jeszcze?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Nokturnia_J to zależy od tego, co przyjmujesz jako model działania rytuału. Jeśli rytuał działa przez zmianę stanu osoby, która go wykonuje, to wszystko jest filtrem psychologicznym i to jest w porządku, bo zmiana wewnętrzna może prowadzić do zmian zewnętrznych. Jeśli przyjmujesz, że rytuał działa przez jakiś mechanizm zewnętrzny, niezależny od psychiki, to pytanie staje się bardziej skomplikowane. Ale to jest fundamentalny spór w magii w ogóle, nie tylko przy cyklu.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@glifomistrz)
Połączone: 2 lata temu

Czyli wracając do tego, co powiedział Simargl, bo to jest ważny rozjazd. Jeśli rytuał działa przez zmianę stanu wewnętrznego, to i tak jest skuteczny, tylko mechanizm jest inny niż 'wysyłam energię w eter'. Ale mam pytanie do osób, które faktycznie pracują regularnie z rytuałami, nie tylko tarotem: czy wy w ogóle zakładacie, że jest jakaś siła zewnętrzna, na którą stan emocjonalny wpływa inaczej niż przez interpretację? Bo to by zmieniało całą rozmowę o cyklu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Glifomistrz tak, i to jest pytanie, które rozdziela całą dyskusję na dwa różne tory. Ja nie mam jednej odpowiedzi, bo sam pracuję z oboma założeniami w zależności od kontekstu. Przy pracy z czakrami zakładam model wewnętrzny, przy pewnych rytuałach zewnętrznych zakładam, że jest jakieś oddziaływanie poza psychiką. I cykl wpływa inaczej w każdym z tych modeli. Więc może pytanie nie jest 'czy cykl wpływa', tylko 'na co konkretnie'.


Odpowiedz
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Glifomistrz Mam pytanie do Glifomistrza, bo zaczął od czegoś, na co nikt do końca nie odpowiedział. Mówił, że przy tarocie to jest kwestia interpretacji, a co z runami? Runy nie polegają na ciągnieniu znaczenia z kontekstu w taki sam sposób. Tam jest bardziej konkretny zestaw znaczeń do odczytania. Czy faza cyklu wpływa na to inaczej niż przy tarocie, jak ktoś tu pracuje z runami?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie, i to jest coś, czego brakowało mi w tej dyskusji od początku. Rozmawiamy o cyklu jako jednej zmiennej, ale ona wpływa na kilka różnych rzeczy jednocześnie. Na koncentrację, na emocje, na wrażliwość sensoryczną, na zdolność do wizualizacji. Każda z tych rzeczy może być istotna w innym aspekcie rytuału i nie wszystkie idą w tym samym kierunku w tej samej fazie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 81

@Mietowa to rozwiń, bo mnie to zatrzymało. Mówisz, że w tej samej fazie koncentracja może iść w górę, a wrażliwość sensoryczna w dół albo odwrotnie? Czy to znaczy, że nie ma jednej 'dobrej fazy' dla rytuału w ogóle, tylko raczej dobra faza dla konkretnego typu pracy?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Izoldka75 dokładnie tak. Faza owulacyjna daje wysoką energię i łatwość werbalizacji intencji, ale niekoniecznie sprzyja głębokiej ciszy potrzebnej np. do medytacji przy świecy. Faza lutealna z kolei spowalnia, ale właśnie to spowolnienie bywa przydatne przy pracy, która wymaga skupienia na szczególe, nie na rozmachu. To nie jest kwestia lepszej albo gorszej fazy.


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Mietowa Zgadzam się z Mietową, ale chcę dodać coś, o czym mało się tu mówiło. Poza fazą cyklu jest jeszcze kwestia tego, co się dzieje dzień do dnia. Nawet w obrębie jednej fazy mam dni, kiedy praca idzie zupełnie inaczej. Faza lutealna trwa przecież kilkanaście dni i to nie jest monolit. Drugi tydzień po owulacji bywa zupełnie inny niż ostatnie trzy dni przed miesiączką.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Cesarzyca to jak to rozróżniasz w praktyce? Obserwujesz to z zewnątrz, prowadzisz jakiś dziennik, czy to jest bardziej intuicyjne rozpoznawanie 'dzisiaj nie, jutro'?


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Kupalo95 przez pierwsze kilka lat to było intuicyjne i dość chaotyczne. Dopiero kiedy zaczęłam notować, zobaczyłam wzorzec. Ale uwaga, to zajęło naprawdę dużo czasu, bo wzorce w obrębie fazy są subtelniejsze niż wzorce między fazami. Polecam zaczynać od prostego skali 1-5 do konkretnych rzeczy, np. łatwość skupienia, poziom wrażliwości, czy praca 'szła', czy trzeba było forsować.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

A po ilu cyklach w ogóle zaczyna być widać jakiś wzorzec? Pytam, bo mam wrażenie, że to wymaga miesięcy obserwacji, zanim będzie cokolwiek z tym można zrobić. Trochę to frustrujące, jak chce się po prostu wiedzieć, kiedy rytuał zadziała.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 269

@Wahadlarz73 ale to jest trochę odwrócone podejście, nie? Nie chodzi o to, żeby wiedzieć z góry kiedy zadziała, tylko żeby zrozumieć, jak twój własny rytm wpływa na pracę. To jest obserwacja, nie szukanie gwarancji. I tak, to wymaga czasu, ale to jest po prostu inna skala niż oczekujesz.


Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Nokturnia_J rozumiem, ale to nadal jest trochę akademickie. Obserwuję się tygodniami i co z tego? Chcę wiedzieć, czy ma sens odpuszczać rytuały w złych momentach, czy lepiej robić je mimo wszystko i liczyć, że efekt przyjdzie później.


Odpowiedz
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 519

@Wahadlarz73 to zależy od celu i od tego, jak rozumiesz 'efekt'. Jeśli chodzi o rytuały wymagające skupienia i intencji, to tak, jest różnica między robieniem ich kiedy jesteś w środku siebie, a forsowaniem w złym dniu. Ale nie każdy rytuał wymaga tego samego. Są takie, które działają przez powtarzalność i regularność, i przerywanie ich co cykl może być bardziej destrukcyjne niż robienie ich zmęczoną.


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chcę wrócić do tej kwestii z kamieniami, bo Anetta.1 wcześniej zadała mi dobre pytanie i przez chwilę pomyślałam, że może nie doceniałam innych zmiennych. Ale teraz, kiedy Mietowa i Cesarzyca mówią o wrażliwości sensorycznej w fazach, to jednak wydaje mi się, że to co czuję z lapisem przed menstruacją to jest właśnie ta nadwrażliwość, a nie błąd obserwacji. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z konkretnym kamieniem, który w jednej fazie idzie, a w innej przeszkadza?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 519

@Dominisia01 ja miałam tak z obsydianem. W połowie cyklu jest okay, pod koniec fazy lutealnej czuję go jako za agresywny. Przestałam go używać w tamtym czasie i rzeczywiście jest spokojniej. Ale czy to kamień, czy moja wrażliwość na swoje własne emocje w tamtym momencie, nie wiem. Nie wiem też, czy ta różnica ma jakiekolwiek znaczenie dla efektu pracy.


Odpowiedz
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 440

@Anetta.1 Ale wracając do kamieni, bo ten wątek urwał się w połowie. Anetta.1 miała rację z tym obsydianem. Ja mam podobnie z czarnym turmalinem. Przez większość cyklu jest okay, ale w ostatnich dniach przed miesiączką robi się zbyt intensywny, jakby wzmacniał wszystko, co chcę wyciszyć. Przełączyłam się wtedy na ametyst i jest lepiej. Nie wiem, czy to jest litoterapia czy placebo, ale efekt jest powtarzalny.


Odpowiedz
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 519

@Dominisia01 a masz poczucie, że kamień wzmacnia stan, który już masz, czy że aktywnie go pogarsza? Bo dla mnie obsydian w tamtym czasie to nie jest 'za agresywny' jako taki, tylko ja jestem wtedy bardziej wrażliwa na to, co on robi w każdych okolicznościach. Nie wiem, czy to jest różnica w kamieniu, czy różnica w mojej percepcji.


Odpowiedz
(@dominisia01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 440

@Anetta.1 szczerze? Nie wiem. I to jest chyba najuczciwsza odpowiedź, jaką mogę dać. Efekt jest powtarzalny, ale interpretacja jest moja i nie mam możliwości jej zweryfikować. Może to kamień, może to moja percepcja kamienia. Dla praktyki to może nie ma znaczenia, ale jeśli chcemy rozmawiać o tym, co naprawdę się dzieje...


Odpowiedz
Wpisy: 149
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

To do mnie, bo runy to moja działka. I powiem szczerze, że nie wiem, czy jest różnica między tarotem a runami w tym sensie. Runy mają bardziej skondensowane znaczenia, ale i tak je interpretujesz przez siebie i swój kontekst. Różnica jest moim zdaniem mniejsza niż się wydaje. Ale jest jedno, czego nie sprawdzałem, bo jestem mężczyzną i cykl mnie nie dotyczy w tym sensie. Czy ktoś, kto pracuje z runami i ma cykl, może powiedzieć coś konkretnego?


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ja mieszam tarot z runami, nigdy nie myślałam o tym rozróżnieniu. Ale Kupalo mówi coś, co mnie zatrzymało. Właśnie, mężczyźni w tej dyskusji jesteście trochę na uboczu, bo temat jest dość oczywisty biologicznie. Ale czy wy w ogóle macie coś analogicznego? Jakieś cykle, rytmy, które wpływają na to jak wam idzie praca?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@edmund-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 295

@Izoldka75 jest coś takiego jak rytm dobowy testosteronu, który nie jest miesięczny, ale jest regularny. Rano poziom jest wyższy, po południu spada. Dla mnie to faktycznie przekłada się na to, że poranne medytacje i praca z czakrami idą inaczej niż wieczorne. Ale skala jest inna i trudno to porównać z cyklem miesięcznym.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Edmund.x jest też infradian rhythm u mężczyzn, który jest opisywany jako cykl około 30-dniowy, choć dużo słabiej zbadany niż żeński cykl hormonalny. Marvin Lickey i Barbara Gordon pisali o tym w kontekście fluktuacji nastroju, choć nie w kontekście magii oczywiście. To nie jest to samo co cykl menstruacyjny, ale sugestia, że rytmiczność biologiczna jest tylko żeńską sprawą, jest po prostu błędna.


Odpowiedz
(@glifomistrz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Simargl96 serio, nie wiedziałem o tym. Masz jakiś kierunek gdzie to czytać? Bo to by zmieniało rozmowę, jeśli rytmiczność jest bardziej powszechna biologicznie, to może cały temat nie jest o cyklu menstruacyjnym per se, tylko o tym, że każdy ma jakiś rytm i warto go znać przed pracą rytualną, niezależnie od płci.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Tak, mam kilka kierunków. Marvin Lickey to psychiatra, pisał głównie o biologii rytmów dobowych, ale w jego pracach pojawia się wątek fluktuacji nastroju u mężczyzn w cyklu dłuższym niż dobowy. Jeśli chcesz coś konkretniejszego, poszukaj pod hasłem 'male infradian rhythm' albo prac Perssona z lat 90., który badał cykliczne zmiany nastroju niezależne od kortyzolu dobowego. To nie jest z głównego nurtu, bo badania nad cyklicznością były przez dekady silnie osadzone w kontekście menstruacji. Ale sama idea, że rytmiczność jest powszechna biologicznie, a nie specyficzna dla jednej płci, wydaje mi się kluczowa dla tej dyskusji.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@glifomistrz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Simargl96 dobra, to zmienia perspektywę. Bo jeśli każdy ma jakiś rytm, tylko jedni go obserwują a drudzy nie, to cała dyskusja o 'wpływie cyklu na rytuał' jest tak naprawdę dyskusją o tym, czy w ogóle słuchamy swojego ciała. I wtedy pytanie nie brzmi: 'kiedy rytuał zadziała' tylko 'czy w ogóle wiem, kiedy jestem sobą'.


Odpowiedz
(@edmund-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 295

@Glifomistrz właśnie, i to jest coś, co mnie uderzyło, kiedy zacząłem prowadzić notatki. Nie chodziło o znalezienie 'najlepszego dnia'. Chodziło o to, żeby przestać się okłamywać, że mogę pracować tak samo w każdym dniu tygodnia i o każdej porze. Rytm testosteronu dobowy to jedno, ale zauważyłem też, że mam słabsze tygodnie bez żadnego oczywistego zewnętrznego powodu. Czy to jest ten infradian rhythm, nie wiem. Ale wzorzec jest.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Edmund.x słabsze tygodnie to jedno, ale masz wrażenie, że to wpływa konkretnie na pracę z runami? Pytam, bo dla mnie różnica jest głównie w tym, jak interpretuję układ. W dobrym tygodniu widzę wzorzec od razu. W słabszym ciągnę znaczenie za wszelką cenę i to jest moment, kiedy powinienem odłożyć runy i przemyśleć.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Glifomistrz Właściwie wracam do tego, co mówił Glifomistrz, bo to jest ważny zwrot w tej dyskusji. Jeśli pytamy o stan świadomości jako zmienną, to rytm hormonalny jest tylko jednym z nośników tej zmiennej. Są jeszcze sen, stres, jedzenie, faza księżyca dla tych, którzy z nią pracują. Cykl menstruacyjny jest prawdopodobnie najsilniejszym i najbardziej regularnym z tych rytmów u osób, które go doświadczają, ale mechanizm jest ten sam co Edmund opisuje. Zmienny stan, różna jakość pracy.


Odpowiedz
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 81

@Mietowa ale to trochę rozmywa temat, nie? Jak weźmiemy pod uwagę sen, stres i jedzenie, to możemy powiedzieć, że każdy zły rytuał był skutkiem złego snu i koniec dyskusji. Mnie interesuje właśnie to, czy cykl hormonalny jest osobną kategorią, czy tylko jednym z wielu czynników bez specjalnego statusu.


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Izoldka75 to jest dobre pytanie i myślę, że odpowiedź brzmi: jest to jeden z czynników, ale z tą różnicą, że jest przewidywalny. Stres jest chaotyczny, sen bywa kapryśny. Cykl hormonalny ma wzorzec, który można śledzić z wyprzedzeniem. To jest jego specyfika, nie wyjątkowość sama w sobie.


Odpowiedz
(@jaskier)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Cesarzyca To co Cesarzyca mówi o przewidywalności dużo mi wyjaśnia, bo właśnie tego szukałam w tej dyskusji od początku. Nie chodzi o to, że w jednej fazie działa lepiej a w drugiej gorzej. Chodzi o to, że w jednej fazie wiem, czego się spodziewać po sobie, a w drugiej pracuję w ciemno. I właśnie ta ciemno-robota jest chyba tym, co psuje rytuały, nie sama faza.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

A jak ktoś w ogóle nie prowadzi żadnych notatek i nie ma zamiaru zaczynać, to co? Pytam serio, bo to wychodzi na to, że żeby w ogóle pracować świadomie, trzeba być własnym laboratorium. Trochę to brzmi jak obowiązek domowy do magii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 269

@Wahadlarz73 ale nikt nie mówi, że notatki są obowiązkowe. To jest jedna z metod, nie jedyna droga. Ja nie prowadzę dziennika i też mam jakieś poczucie własnego rytmu, tyle że mniej precyzyjne. Różnica jest taka, że jeśli coś pójdzie nie tak, to trudniej mi potem odtworzyć, co mogło zaważyć.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

To co Dominisia opisuje z kamieniami jest ciekawe właśnie dlatego, że prowadzi do szerszego pytania. Czy w ogóle możemy oddzielić efekt fizyczny od efektu interpretacyjnego w kontekście pracy magicznej? Bo jeśli nie możemy, to rozmowa o tym, czy cykl wpływa na kamień czy na percepcję kamienia, jest trochę bez dna. Oba są prawdziwe w obrębie tej praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glifomistrz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Simargl96 ale to samo można powiedzieć o tarocie. Karta nie ma obiektywnego znaczenia, ma je tylko w kontekście osoby, która ją ciągnie i chwili, w której to robi. Więc może cała magia działa właśnie na tym poziomie, gdzie rozróżnienie 'efekt vs percepcja' nie jest potrzebne.


Odpowiedz
Wpisy: 149
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Nie zgadzam się z takim całkowitym zrównaniem. Runy mają konkretniejszy zestaw znaczeń niż tarot i mimo wszystko ta konkretność robi różnicę. Nie twierdzę, że są obiektywne, ale że zakres interpretacji jest węższy. Więc może wpływ stanu na pracę z runami jest bardziej mierzalny, bo błędna interpretacja jest łatwiej rozpoznawalna po czasie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mietowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Kupalo95 to jest interesujące rozróżnienie. Masz na myśli, że po kilku dniach możesz wrócić do układu runicznego i ocenić, czy interpretacja była spójna ze znaczeniem, czy poszłaś za nastrojem? Bo przy tarocie to jest dużo trudniejsze.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Mietowa tak, dokładnie. Przy runach mogę po czasie powiedzieć: tutaj zinterpretowałem Hagalaz zbyt miękko, bo byłem w złym stanie i chciałem lepszej odpowiedzi. Przy tarocie granica jest płynna i trudniej to wychwycić. Więc prowadzenie notatek dla mnie to nie tyle śledzenie cyklu, co śledzenie, gdzie moja interpretacja odbiegała od znaczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Nigdy tak o tym nie myślałam, że notatki mogą być weryfikacją interpretacji a nie tylko dziennikiem nastroju. To ma sens. Ale wracając do pierwotnego tematu, bo trochę odpłynęliśmy. Czarodka wcześniej pisała, że ma poczucie, jakby rytuały w pewnym momencie cyklu po prostu nie 'wychodzą'. Nikt jej tak naprawdę nie odpowiedział konkretnie.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: