No to teraz idziemy w duchy ognia co? To jest chyba trochę inne zagadnienie niż to czy żarówka LED nadaje się do rytuału
Spalanie jest ciekawe jako metafora i jako fakt fizyczny jednocześnie. Świeca się zużywa, wosk znika, czas jest wpisany w jej istnienie. Elektryczne będzie świecić tyle samo za trzy godziny co teraz. Nie wiem czy to ma znaczenie dla każdego rodzaju pracy, ale przy rytuałach gdzie zmieniasz coś - odpuszczasz, kończysz, transformujesz - ten aspekt zużywania wydaje mi się nieprzypadkowy.
I to jest moim zdaniem jeden z bardziej konkretnych argumentów w tej rozmowie. Nie chodzi o to czy żarówka jest "gorsza" energetycznie, ale o to że świeca ma wbudowany koniec, a elektryczne nie. Jeśli rytuał opiera się na tym że coś trwa i gaśnie - ten aspekt po prostu nie ma odpowiednika.
Z moich prób wynikało coś zbliżonego, choć nie nazywałem tego wtedy w ten sposób. Przy rytuałach które miały charakter zamknięcia czy zakończenia, praca ze świecą miała jakiś naturalny finał. Przy elektryku siedziałem i zastanawiałem się kiedy skończyć, bo żadna zewnętrzna forma mi tego nie sygnalizowała.
a co jeśli ktoś robi rytuał i świeczka mu sie przewróci albo zgaśnie za wcześnie? to znaczy że coś poszło nie tak czy to sie nie liczy?
Ale to znowu sprowadza wszystko do subiektywnego odczucia praktykującego. Czyli de facto - wszystko jest tak jak czujesz i interpretujesz. Wtedy elektryczne też może działać bo możesz sobie zinterpretować że działa.
Dobra analogia. I wrócę do tego co mówił Seba o izolowaniu zmiennych - on miał konkretne obserwacje, że przy jednych pracach szybciej wchodził w skupienie ze świecą, ale nie zawsze dawało to lepszy wynik. Może problem z całą tą dyskusją jest taki, że szukamy jednej odpowiedzi dla wszystkich rodzajów pracy magicznej. A to może być kilka różnych odpowiedzi.
To jest uczciwe pytanie. Myślę że część tej wiedzy przychodzi z praktyki - zaczynasz rozpoznawać co dany rodzaj pracy od ciebie wymaga. Ale jest też coś innego: może nie chodzi o to żeby z góry wiedzieć, tylko żeby świadomie dobierać warunki do intencji. Jeśli idziesz w pracę transformacyjną - świeca ma logikę. Jeśli robisz coś gdzie ciągłość jest ważna - elektryczne ma logikę.
Chociaż powiem szczerze - znam osoby które pracują od lat wyłącznie z ogniem naturalnym i twierdzą że elektryczne to dla nich jak praca przez szybę. I znam osoby które zbudowały silne skojarzenia z konkretną elektryczną lampką i ona dla nich działa równie dobrze. Więc może to też kwestia historii osobistej z danym źródłem.
I to może być odpowiedź na to skąd ta rozbieżność w doświadczeniach. Nie ma jednego słusznego nośnika, ale są nośniki które do konkretnej osoby i konkretnej pracy pasują. Elektryczne nie jest zastępczym ogniem - jest czymś innym. Może warto je traktować osobno zamiast oceniać przez pryzmat tego czy zastępuje świecę.
To ciekawe co Hellan mówi o traktowaniu elektrycznego jako osobnej kategorii. Bo rzeczywiście przez całą tę rozmowę elektryczne było trochę jak gorszy brat świecy. A co jeśli faktycznie ma inne zastosowania, nie gorsze, tylko inne? Znam kogoś kto pracuje z neonami i twierdzi że to zupełnie inna jakość skupienia niż przy ogniu. Nie lepsza, nie gorsza, ale inaczej ustawia głowę.
Neonami? To już brzmi jak instalacja artystyczna a nie rytuał. Serio ktoś tak robi?
To jest wątek który gdzieś przemknął wcześniej i nie rozwinęliśmy. Elektryczność jako żywioł. W klasycznej hermetyce masz cztery, potem eter jako piąty. Ale część współczesnych podejść, szczególnie tych opartych na chaos magic, po prostu dodaje elektryczność jako osobną siłę roboczą. Nie analogię ognia, tylko coś własnego. Jeśli tak na to patrzeć, to pytanie z tytułu wątku staje się zupełnie inne.
Technoszamanizm to ciekawy kierunek w tym kontekście, bo on właśnie nie ucieka od elektrycznego, tylko włącza je świadomie. I tu wracamy do sedna tematu, bo takie podejście mówi wprost że naturalne i elektryczne nie są w hierarchii, tylko w różnych zastosowaniach. Ale jestem ciekawa jak to wygląda praktycznie. Arbogi, Wiciol, czy ktoś z was próbował świadomie pracować z elektrycznym nie jako zastępnikiem, tylko jako właśnie tym żywiołem elektrycznym?
To jest uczciwa odpowiedź. I trochę podważa tę całą dyskusję od innej strony, bo może problem nie leży w tym czy elektryczne ma potencjał, tylko w tym że większość z nas jest tak mocno uwarunkowana przez tradycję z ogniem, że elektryczne zawsze będzie odbierane przez ten filtr. Jak nauczyć się słuchać muzyki na syntezatorze kiedy wychowałeś się tylko na instrumentach akustycznych.
I to może tłumaczyć dlaczego w tradycjach które nigdy nie miały tego podziału, na przykład w pewnych nurtach rdzennych kultur z obszarów gdzie naturalne i sztuczne światło wchodzi w przestrzeń rytualną bez większego rozróżnienia, nie ma tego dylematu. To nie jest pytanie które zadają sami sobie, bo pytanie wynika z konkretnej kulturowej ramy.
Tylko że my tę ramę mamy i raczej jej nie porzucimy, więc co to nam daje praktycznie? Rozumiem że to ważne dla zrozumienia skąd w ogóle pochodzi ten dylemat, ale jeśli ktoś pracuje w tradycji zachodniej, neopogańskiej czy wicca, to i tak będzie miał to napięcie między ogniem a żarówką. Chyba że ktoś świadomie wybiera inne podejście, tak jak mówił Arbogi z tym eksperymentem. Ale to wymaga dużo świadomego przeprogramowania skojarzeń.
