W sumie to jest ciekawy punkt. Jak praktyka wymaga od ciebie myślenia sekwencyjnego — krok po kroku, wynik po wyniku — to każde zaburzenie koncentracji rozsypuje cały ciąg. Ale jeśli masz obliczenia zrobione wcześniej i tylko do nich wracasz, to jest zupełnie inne obciążenie. Może to jest właśnie ten minimalny próg — nie obliczać w czasie kryzysu, tylko zaglądać do czegoś, co już obliczono.
A czy taka tabela zrobiona z góry nie sprawia, że potem przestajesz być obecna w tym, co robisz? Mnie się wydaje, że jak mam coś gotowego, to zaczynam traktować to jak rozkład jazdy, a nie jak praktykę.
Zastanawiam się, czy nie robimy tu błędu łącząc różne funkcje liczby w jedną kategorię. W części tradycji numerologicznych liczba jest deskryptywna — opisuje to, co jest. W innych jest prescriptywna — mówi, co robić. Te dwie funkcje inaczej reagują na stres. Deskryptywna może działać nawet przy minimalnym zaangażowaniu, bo patrzysz i rozpoznajesz. Prescriptywna wymaga decyzji, a decyzja wymaga zasobów.
Ale czy to nie jest właśnie to rozkładanie jazdy, o którym mówiłam wcześniej? Że jak masz gotową tabelę i patrzysz co jest, to jesteś pasażerem, a nie kimś, kto cokolwiek praktykuje.
Mam wrażenie, że cała ta rozmowa krąży wokół czegoś, czego nikt nie chce powiedzieć wprost — że może stres i zaniedbanie ujawniają, co naprawdę działa dla konkretnej osoby. Jeśli w kryzysie zostajesz z jednym elementem i coś ci to daje, to może ten jeden element jest twoją prawdziwą praktyką, a reszta jest... oprawą.
A ja mam jeszcze inne pytanie do tego wszystkiego — czy to w ogóle jest temat, który można rozwiązać przez system? Bo może to jest po prostu kwestia tego, jak żyjesz, i magia jest jedną z rzeczy, które wypadają jak jest źle, tak samo jak sport czy sprzątanie.
I może właśnie to jest ta odpowiedź, której szukałam kiedy zaczynałam ten wątek. Że magia stresu i zaniedbania nie jest oddzielną kategorią — to jest po prostu obraz tego, co zostawia stres ze wszystkim w życiu. A to, co zostaje po odcięciu, mówi coś prawdziwego o tym, co było.
Właściwie to co Zorka powiedziała na końcu — że to co zostaje po odcięciu mówi coś prawdziwego — brzmi sensownie, ale mam z tym problem. Bo co jeśli zostaje nic? Czy to znaczy, że cała praktyka była wydmuszką, czy że po prostu stres był tak duży, że nie zostawił miejsca nawet na ten jeden element?
A czy to musi być jedno albo drugie? Może racjonalizacja zaniedbania i prawdziwe rozumienie czegoś mogą wyglądać tak samo z zewnątrz — i nawet od środka — i dopiero po czasie widać różnicę po tym, czy coś się jednak przesunęło.
Jest coś w tej odroczonej weryfikacji, co wydaje mi się specyficzne dla systemów numerologicznych. Tarot daje ci odpowiedź tu i teraz, możesz ją skonfrontować z tym co się dzieje. Liczba w numerologii działa w dłuższych cyklach — rok osobisty, cykl dziewięcioletni, rok życia. Jeśli pracujesz z tym frameworkiem, to przerwa kilkutygodniowa jest mikrozdarzeniem w skali, w której system operuje.
Dobra, ale dla mnie ten argument z cyklami długoterminowymi działa tylko jeśli w ogóle znam te cykle. A co jeśli ktoś jest na początku i po prostu nie ma tej struktury zbudowanej? Dla mnie przerwa kilka tygodni temu oznaczała, że dosłownie zaczęłam od nowa i nie wiedziałam gdzie jestem.
Słucham tej rozmowy i mam jedno proste pytanie, może naiwne — czy ktoś z was kiedykolwiek poczuł, że przerwa w praktyce z numerologią coś konkretnie zepsuła? Nie w sensie filozoficznym, tylko po prostu: coś poszło nie tak i myślałeś że to przez przerwę?
To jest właśnie to co mnie w tym temacie najbardziej męczy. Że jak jest dobrze, to albo praktyka działa, albo i tak by było dobrze. A jak jest źle, to albo praktyka zawiodła, albo bez niej byłoby gorzej. Nie ma żadnego wariantu który by cokolwiek rozstrzygnął.
