Wracając do pytania Alembika - w runicznej perspektywie to zdarzenie z wieloma uczestnikami jest jakby węzłem, gdzie spotykają się różne nitki. Każda nić należy do innej osoby. Możesz pracować ze swoją nitką, ale węzeł pozostaje. Stąd przekonanie, że "cofnięcie" zdarzenia dotyczącego innych jest poza zakresem tego, co możliwe - przynajmniej w tym, co sama stosuję.
To właśnie ten fragment mnie zatrzymuje - "zdarzenie, które miało skutki dla innych ludzi". Czy możesz powiedzieć więcej o tym co masz na myśli? Bo to dość kluczowe dla tego, jak w ogóle podchodzić do tematu. Inaczej pracuje się z czymś, co dotyczy relacji, inaczej z czymś co miało skutki prawne albo materialne, a inaczej z czymś, co jest po prostu boleśnie żywe w pamięci.
To zmienia perspektywę całej rozmowy. Jeśli ta osoba odeszła, to pytanie o zmianę przeszłości może być w istocie pytaniem o kontakt z nią i o to, czy można coś między wami zamknąć inaczej niż to się zamknęło. To jest zupełnie inne zagadnienie niż techniczne pytanie o cofanie zdarzeń.
Chyba jedno drugiego nie wyklucza. Zdarzenie i jego skutki w relacji z osobą, której już nie ma - to są dwie warstwy. Można pracować z energią zdarzenia bez dotykania kontaktu z osobą. Tylko pytanie czy to wystarczy, jeśli ciężar leży właśnie w tej relacji.
Rozumiem. To nie jest kwestia rytuału na cofnięcie czegokolwiek. To jest praca z czymś, co zostało bez zamknięcia i pewnie właśnie to generuje ten przymus szukania "zmiany". Czy próbowałeś jakiejś pracy z tym zdarzeniem już wcześniej, cokolwiek - nie tylko w kontekście magii?
Słuchajcie, to jest dla mnie ważny moment w tej rozmowie. Bo okazuje się, że za pytaniem o zmianę przeszłości może stać coś, czego nie da się rozwiązać przez zmianę przeszłości - nawet gdyby była możliwa. To brzmi jak pętla, z której wyjście jest gdzie indziej niż tam, gdzie jest szukane.
Nie wiem czy to ma sens ale mam przeczucie że jak ktoś odszedł a sprawa między wami jest niezamknięta, to może łatwiej jest zrobić coś z tym "teraz" niż cofać samo zdarzenie. Że może właśnie o to chodzi w tej całej pracy - nie żeby zmienić co było, ale żeby coś domknąć co nie miało szansy.
Nie spodziewałem się że ta rozmowa tu zajdzie, ale właściwie dobrze że tak wyszło. Bo Dziewanka masz rację - może szukam zmiany przeszłości, bo nie wiem jak inaczej ustawić to pytanie. Żeby coś mogło się domknąć. Tylko nie wiem jak w ogóle zacząć coś takiego - i czy magia jest właściwym kontekstem, czy coś innego.
Alembik napisał coś ważnego - że szuka zmiany przeszłości, bo nie wie jak inaczej postawić pytanie. To jest bardzo uczciwe. I myślę, że ta rozmowa doszła właśnie do miejsca, gdzie można zacząć inaczej. Nie od rytuału na cofnięcie, nie od pracy z energią zdarzenia - ale od tego, co jest niezamknięte między tobą a tą osobą. Mam jedno pytanie do ciebie: czy wiesz, co chciałbyś powiedzieć tej osobie, gdybyś mógł? Nie ogólnie - konkretnie. Bo to jest często punkt wejścia w taką pracę.
W nordyckiej tradycji jest coś takiego jak erfikvæði - pieśń ku czci zmarłego, ale też coś w rodzaju ostatniej rozmowy, która miała miejsce po śmierci, nie przed. Nie był to rytuał zmieniania przeszłości. Był po to, żeby to, co zostało niezamknięte, mogło znaleźć formę. Zastanawiam się czy to nie jest bliższe temu, czego szuka Alembik, niż jakakolwiek praca z "cofaniem". Nie zmiana zdarzenia, ale danie mu domknięcia, którego nie miało.
