Forum

Asystent AI
Zaklęcia wspólne - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zaklęcia wspólne - kiedy pomaga zbiorowa energia

Strona 1 / 3

Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Zaczną się teraz kłótnie, bo temat jest kontrowersyjny, ale i tak go otwieram. Magia grupowa - czy faktycznie działa inaczej niż solowa praktyka, czy to tylko efekt psychologiczny wynikający z tego, że jesteś otoczony ludźmi, którzy wierzą w to samo co ty? Pytam serio, bo mam mieszane odczucia. Przez lata pracowałem głównie sam i zawsze uważałem, że im mniej osób, tym łatwiej utrzymać spójność intencji. Jeden umysł, jeden cel, zero zakłóceń. Ale ostatnio trafiłem na teksty Dolores Ashcroft-Nowicki o pracy lożowej i ona opisuje coś dokładnie odwrotnego - że w grupie możliwe jest osiągnięcie stanów, których solista nigdy nie dotknie, bo ludzki układ nerwowy po prostu nie jest zdolny sam z siebie wygenerować takiego "ciśnienia" na poziomie subtelnym. Co wy na to? Ktoś pracował regularnie w kręgu i ma coś konkretnego do powiedzenia, nie teoretycznie?


Odpowiedz
103 odpowiedzi
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja pracowałam w kilku różnych konfiguracjach grupowych i mogę powiedzieć jedno: to zależy bardziej od składu niż od samej liczby osób. Miałam doświadczenie z kręgiem pięciosobowym, gdzie jedna osoba ciągle "odpływała" - i czuć było dosłownie dziurę w strukturze. Jakbyś budował coś wspólnie i jeden ceglarz kładzie cegły bokiem. Ashcroft-Nowicki ma rację w sensie potencjału, ale pomija problem synchronizacji. Ona pisze z perspektywy grupy wyszkolonej latami razem. Co innego zaprzysiężona loża, co innego przypadkowy krąg z ogłoszenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Pelagiusza_J A jak to w praktyce wyglądało z tą "dziurą"? Pytam bo trochę czytałem o słowiańskich praktykach zbiorowych - tam kluczowe było wspólne śpiewanie, rytm, żeby wszyscy byli dosłownie w tym samym oddechu. Może problem w nowoczesnych kręgach polega na tym, że ludzie skupiają się na intencji umysłowej, a zapominają o ciele? Synchronizacja fizyczna była chyba pierwotna.


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Radomir To bardzo trafne. W tym kręgu, o którym mówię, pracowaliśmy w ciszy - każdy "w głowie". I właśnie to mogło być problemem. Jak nie ma wspólnego rytmu, oddechu, dźwięku, to każdy siedzi w swojej bańce. Zewnętrznie siedzimy razem, ale energetycznie to pięć solowych praktyk w jednym pokoju. Chociaż z drugiej strony słyszałam też o grupach milczących, zakonnych, które pracują zbiorowo bez żadnego śpiewu - i podobno z dużą skutecznością. Więc może to nie o dźwięk chodzi, tylko o coś innego. Tylko o co?


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Rzucę tu trochę teorii, bo bez niej ta rozmowa będzie się kręcić w kółko. W tradycji hermetycznej - konkretnie u Bardon w "Inicjacji do hermetyzmu" - zbiorowa praca magiczna jest opisana jako "akumulacja fluidu". Każdy uczestnik dokłada swoją porcję naładowanej substancji astralnej i jeśli intencje są tożsame, fluidy sumują się. Jeśli nie są - rozpraszają albo wchodzą w konflikt. To odpowiadałoby na pytanie Pelagii o milczące grupy zakonne: tam intencja jest ujednolicona przez lata wspólnej formacji, rytuału liturgicznego, doktryny. Synchronizacja jest wewnętrzna, nie potrzebuje zewnętrznego rytmu. Problem w "nowoczesnych" kręgach to właśnie brak tego fundamentu - ludzie mają różne wyobrażenia nawet o tym, czym jest "energia", więc fluidy nie sumują się, tylko tworzą chaos.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobra, ale zatrzymajmy się na chwilę - czy w ogóle możemy mówić o "sumowaniu energii" bez zakładania z góry, że coś takiego istnieje? Bo ja rozumiem, że to forum ezoteryczne, ale chyba warto też patrzeć na to, co psychologia mówi o grupowym myśleniu i sugestii. Nie negując doświadczeń - bo widzę, że Pelagiusza i Pustelnik mówią o czymś konkretnym - ale czy nie jest tak, że w grupie po prostu łatwiej wejść w stan głębokiej koncentracji, bo otoczenie na to "pozwala"? I to samo w sobie daje silniejszy efekt, bez żadnych fluidów?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Ruta Pytanie uczciwe i słuszne. Tyle że - i tu mam problem z odpowiedzią - jak rozróżnić te dwa przypadki? Jeśli efekt jest identyczny niezależnie od mechanizmu, to czy mechanizm ma znaczenie? Mnie bardziej interesuje coś innego: są relacje z pracy grupowej, gdzie uczestnicy niezależnie od siebie opisywali te same obrazy, symbole, wrażenia - bez wcześniejszego ustalenia. To trudno wytłumaczyć samą sugestią. Ktoś z was miał coś takiego?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Ja byłem raz na czymś, co chyba można by nazwać zbiorowym rytuałem - nie planowanym, bardziej spontanicznym. I właśnie coś takiego się wydarzyło. Dwie osoby zobaczyły ten sam kolor, niezależnie. Jedna widziała głęboki niebieski, druga powiedziała "ciemny granat". To mogło być przypadkiem, ale jakoś mi zostało w głowie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Elfin To ciekawe - a czy przed tym rytuałem rozmawialiście w ogóle o kolorach, symbolach, czy jakoś sugerowaliście sobie nawzajem, czego się spodziewać? Bo to ważna kwestia przy takich zbieżnościach.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Darka Nie, właśnie nie. Zaczęło się od zapalenia świecy i paru minut ciszy. Nikt niczego nie ustalał. Kolory wyszły dopiero jak po wszystkim zaczęliśmy się dzielić tym, co czuliśmy.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

To, co opisuje Elfin, w literaturze parapsychologicznej jest dokumentowane jako "group psi" lub "collective telepathy" - Rhine i jego następcy badali coś podobnego w latach 50. i 60. Wyniki były niejednoznaczne, ale nie były zerowe. Problem metodologiczny polega na tym, że w grupie nie da się kontrolować wszystkich zmiennych - sam fakt bycia razem i wspólnego nastawienia powoduje efekty trudne do wyizolowania. Ale wracając do pytania Pustelnika: mam wrażenie, że w tradycjach inicjacyjnych ten fenomen był po prostu przyjmowany jako rzeczywistość robocza - nie filozofowano, tylko budowano metody pracy z tym. Co do fluidów - Bardon to jedna opcja. Crowley opisywał to inaczej, jako "grupowego Egregora". To też osobny temat, bo Egregor ma swoje własne "życie" niezależnie od uczestników. Ktoś pracował kiedyś z myślą o Egregorze grupy?


Odpowiedz
Wpisy: 665
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

O Egregorze słyszałam dużo, ale zawsze w kontekście raczej ogólnym. Jak to wygląda w praktyce pracy grupowej? Bo rozumiem, że teoretycznie Egregor jest jakimś wspólnym "bytem" tworzonym przez grupę, ale jak to przekłada się na sam rytuał? Czy jest coś inaczej robione, żeby "z nim" pracować, a nie tylko "obok"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Piolun To długi temat, ale spróbuję skrótowo. Egregor w uproszczeniu to zbiorowy konstrukt mentalny - im starsza i bardziej spójna grupa, tym silniejszy. W praktyce oznacza to, że wchodząc w przestrzeń grupy "zasilanej" przez lata wspólną pracą, możesz korzystać z czegoś, co zostało zbudowane przed tobą. Jak wchodzisz do starego kościoła i czujesz coś, czego nie ma w nowym budynku - to może być właśnie to. W pracy rytualnej świadoma praca z Egregorem polega na tym, że zanim zaczniesz właściwy rytuał, "wywołujesz" go - jakbyś budził śpiącą siłę, która jest dostępna dla grupy. To wymaga oczywiście ciągłości i historii - nowej grupie nie ma czego wywoływać. I tu właśnie widzę największą trudność w spontanicznych kręgach: brak tej ciągłości.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam pytanie, może naiwne: czy Egregor to nie jest po prostu zbiorowa autosugestia? Jakbyście wszyscy wierzyli, że wchodzicie do przestrzeni naładowanej energią, to każdy by to "czuł", bo tego oczekuje. W starym kościele czujesz coś, bo wiesz, że to stary kościół, nie dlatego że budynek naprawdę "coś ma".


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Celestyn56 To klasyczny zarzut i nie ma na niego prostej odpowiedzi. Ale zwróć uwagę na jedno: dzieci i zwierzęta reagują na miejsca kultu w sposób, który trudno wyjaśnić samą oczekiwaną sugestią. Psy prowadzone do starych świątyń przez osoby, które niczego im nie sugerują, często zachowują się inaczej niż w nowych budynkach. To anegdotyczne, ale nie jedyne tego rodzaju obserwacje. Poza tym - nawet gdybyś miał rację - to co z tego wynika? Jeśli zbiorowa autosugestia grupy spójnych osób wytwarza mierzalne stany zmienionej świadomości i konkretne efekty w postrzeganiu rzeczywistości przez uczestników - czy to nie jest właśnie to, o czym rozmawiamy? Mechanizm może być inny niż "byty", ale efekt byłby ten sam.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Muszę się tu wtrącić, bo Gnostyk pominął jeden ważny aspekt Egregora: on też może być destruktywny. Grupy budują Egregory, które potem zaczynają kontrolować grupę, a nie odwrotnie. Sekty to skrajny przykład, ale to działa w mniejszej skali też. Miałam kontakt z kręgiem, który był "czynny" od kilku lat i po jakimś czasie nowi członkowie zaczynali prezentować te same specyficzne fobie i obsesje, co starzy. Bez żadnej rozmowy o tym. Jakby Egregor "drukował" te wzorce na nowych. Czy to nie powinno być pierwszym tematem do omówienia przy pracy grupowej - jak sprawdzić, jaki Egregor już istnieje, zanim się do czegoś przyłączysz?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Pelagiusza_J To ważne, bo w kontekście słowiańskim widzę to podobnie - zbiorowe praktyki były zawsze w obrębie wspólnoty, której integralność sprawdzała się latami. Nie wchodziło się do kręgu z ulicy. Wiele z opisywanych przez badaczy rytualnych zbiorowości słowiańskich miało silne mechanizmy selekcji - nie tylko ze względu na "zdolności", ale właśnie na kompatybilność charakterów i wartości. Jak możesz więcej powiedzieć o tych fobiach? Bo to brzmi jak konkretna obserwacja, a nie teoria.


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Radomir Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, bo to mogłoby zidentyfikować osoby. Ale ogólnie - chodziło o specyficzny lęk przed pewnym typem snów. Trzy nowe osoby w ciągu roku zaczęły opisywać identyczne koszmary, zanim jeszcze sformułowały to jako problem. Starzy członkowie słysząc te opisy tylko kiwali głowami. Jak coś, o czym się nie mówi głośno, ale wszyscy wiedzą. Czy to Egregor, czy wspólna podatność ludzi danego "typu" na podobne stany - nie wiem. Ale wiem, że po odejściu z tego kręgu koszmary ustały.


Odpowiedz
Wpisy: 665
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

To, co opisuje Pelagiusza, trochę mnie zatrzymało. Zastanawiam się teraz, czy w kontekście tej dyskusji o zaletach magii grupowej - jesteśmy też w stanie sensownie mówić o ryzyku, nie tylko o sile zbiorowej energii? Bo czytam tu głównie o tym, co magia grupowa "dodaje", a mało o tym, co może zabrać albo co może się wymknąć spod kontroli. Czy ktoś ma jakieś przemyślenia na temat tego, jak w ogóle wychodzi się z grupy rytualnej bez konsekwencji? Albo czy wyjście ma jakieś swoje zasady?


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wychodzenie z grupy rytualnej z "zasadami" - to już naprawdę brzmi jak sekta. Skąd wiadomo, gdzie jest granica między prawdziwą tradycją rytualną a grupą, która po prostu kontroluje swoich członków za pomocą ezoterycznych przekonań?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Celestyn56 Granica jest i to dość wyraźna, choć łatwo ją przeoczyć na początku. Zdrowa tradycja rytualna przekazuje wiedzę i metody - możesz wziąć to, czego się nauczyłeś, i odejść. Nikt nie twierdzi, że "coś ci zostało", że "masz dług" wobec grupy, że bez grupy jesteś niebezpieczny dla siebie lub innych. Grupa, która mówi, że samodzielna praktyka jest niemożliwa lub szkodliwa po inicjacji - to sygnał ostrzegawczy. Podobnie jak twierdzenie, że opuszczenie grupy sprowadza jakieś nieszczęście. To, o czym mówi Pelagiusza - czyli naturalne zanikanie pewnych wzorców po odejściu - to coś zupełnie innego. Nie ma tam żadnego mechanizmu kontroli, po prostu usunięcie się z pola powoduje, że pole przestaje na ciebie działać.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobra, bo mnie ta granica sekta/tradycja nie do końca przekonuje. Pustelnik mówi, że zdrowa tradycja daje wiedzę i pozwala odejść. Ale przecież wiele grup rytuałów właśnie tak to sprzedaje na początku - jesteś wolny, bierzesz ile chcesz, nikt cię nie trzyma. I dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jednak "coś zostało", że masz zobowiązanie, że odejście jest "duchowo niebezpieczne". Jak to rozpoznać zanim się wejdzie za głęboko?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Ruta Są konkretne sygnały, które widać zwykle już na etapie rekrutacji - choć wtedy nikt tego tak nie nazywa. Pierwsza rzecz: czy wiedza jest stopniowana w sposób, który uzależnia? Czyli dostajesz okruszki, ale całość jest zarezerwowana dla "bardziej zaawansowanych", do których musisz być zaproszony. Druga: czy lider grupy ma status nieomylnego? Czy można mu powiedzieć wprost, że się z nim nie zgadzasz, i nic się nie dzieje? Trzecia: co mówią byli członkowie - i czy w ogóle można do nich dotrzeć?


Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Pelagiusza_J To brzmi jak lista cech kultu, nie grupy rytualnej. Ale mam wrażenie, że te kryteria można przyłożyć do wielu religii mainstreamowych i też by pasowały - wiedza stopniowana przez lata nauki, liderzy z autorytetem dogmatu, byli członkowie często wykluczeni. To w ogóle wyróżnia magię grupową na tle religii zorganizowanych?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Celestyn56 Trafne pytanie, ale jest jedna fundamentalna różnica: magia operatywna - czy to ceremonialna, czy ludowa - stawia na pierwszym miejscu osobiste doświadczenie jako weryfikację. Nie wiarę, nie autorytet tekstu, ale to, co działa na ciebie. Crowley, niezależnie co o nim myśleć, formułował to wprost: "Every man and every woman is a star" - czyli każdy ma własne centrum, własną metodę. Kiedy grupa zaczyna zastępować twoje doświadczenie cudzą interpretacją tego doświadczenia, przekracza granicę. Religia instytucjonalna jest zbudowana na tej zamianie - magia w klasycznym sensie nie powinna być.


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do meritum tego wątku - bo zeszliśmy mocno w stronę patologii grup, co rozumiem, ale pierwotne pytanie dotyczyło warunków, w których magia grupowa w ogóle działa. Chciałem dodać coś, o czym jeszcze nie rozmawialiśmy: kwestię synchronizacji fazy rytmu biologicznego. Jest badanie Ulman i Krippner z Maimonides Dream Lab - przy pracy grupowej z ludźmi, którzy regularnie pracują razem, zaobserwowano nie tylko zbieżność treści doświadczeń, ale też zbieżność momentów szczytowego pobudzenia. Jakby ciała uczyły się wchodzenia w ten sam cykl.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

To, co mówi Pustelnik o synchronizacji biologicznej, pasuje do tego, co opisuje Mircea Eliade w kontekście rytualnego czasu - "illud tempus", czas mityczny, w który grupa wchodzi wspólnie. Nie chodzi o przekonania, ale o wspólne wyjście poza czas linearny. W słowiańskich zaduszkach to było zresztą widoczne bardzo konkretnie - wspólnota wchodziła w stan między poprzez zbiorowe działanie: ogień, śpiew, ruch. Nikt nie robił tego indywidualnie, bo sens był właśnie w przejściu razem.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej dyskusji i zastanawiam się - czy ten efekt synchronizacji, o którym Pustelnik i Radomir mówią, wymaga wieloletniego wspólnego praktykowania, czy może zdarzyć się też przy pierwszym kontakcie grupy? Bo tamten rytuał, o którym wspominałem, to były osoby, które razem zrobiły to pierwszy raz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Elfin To ciekawe pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Myślę, że są dwa różne zjawiska. Pierwsze to synchronizacja głęboka - ta, którą zyskuje się przez lata wspólnej pracy, budowanie wspólnego języka symboli, zaufanie ciała. Drugie to coś, co można by nazwać synchronizacją rezydualną - kiedy kilka osób trafia razem w sprzyjające warunki i jakiś wspólny mianownik się pojawia samoistnie. To drugie jest mniej przewidywalne, trudniejsze do powtórzenia. Ale twój opis brzmi jak właśnie to. Ciemny granat i głęboki niebieski to nie jest przypadkowa zbieżność.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

A wracając do tego, co mówiła Piolun wcześniej o ryzyku - mam takie obserwacje z pracy z numerologią w grupach. Kiedy kilka osób razem analizuje czyiś wykres, bardzo szybko pojawia się efekt "dobudowywania" - każda kolejna osoba nakłada swoją interpretację na poprzednią i po chwili mamy narrację, która jest już bardziej produktem grupowej dynamiki niż samego wykresu. Czy w magii rytualnej nie dzieje się podobnie? Że to, co "zbiorowe", to nie energia, ale zbiorowa interpretacja?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Darka To trafne, ale chyba nie jest argument przeciwko magii grupowej - raczej argument za tym, żeby mieć świadomość tego mechanizmu. Każda praca grupowa ma element zbiorowego kreowania rzeczywistości. Pytanie, czy to kreowanie jest świadome, czy nikt go nie widzi i wszyscy myślą, że rejestrują coś obiektywnego.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Pelagiusza_J Właśnie to mnie tu zatrzymuje. Czy w kontekście tego wątku - zbiorowe zaklęcia, zbiorowa energia - nie mówimy po prostu o zbiorowym akcie kreowania przekonań? Nie zarzucam złej wiary nikomu, serio. Ale skoro sami mówicie, że zbiorowa interpretacja potrafi wypaczyć odczyt, to gdzie jest granica między "zrobiliśmy razem coś, co działało" a "zbudowaliśmy razem przekonanie, że działało"?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Ruta Problem z tym pytaniem jest taki, że zakłada, że "kreowanie przekonań" i "działanie" wzajemnie się wykluczają. William James w "The Will to Believe" argumentował, że w pewnych dziedzinach wstępna wiara jest warunkiem koniecznym do zajścia zjawiska - nie jego zniekształceniem. Jeśli zbiorowe przekonanie, że rytuał działa, uruchamia mechanizmy psychofizjologiczne prowadzące do konkretnych zmian w życiu uczestników, to co dokładnie twierdzisz, że "nie zadziałało"?


Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Gnostyk No ale to jest po prostu samospełniająca się przepowiednia i efekt placebo. To nie jest magia, to jest psychologia.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Celestyn56 A skąd pewność, że to rozróżnienie ma znaczenie? Jeśli ktoś po rytuale grupowym rzeczywiście zmienia zachowanie, odzyskuje sprawczość, wychodzi z paraliżu decyzyjnego - co konkretnie jest nie tak z tym mechanizmem? Ja nie twierdzę, że duchy unoszą się nad kręgiem. Twierdzę, że są stany, do których człowiek nie dochodzi sam, a dochodzi przez grupę. Niezależnie od tego, jak to nazwiemy.


Odpowiedz
Wpisy: 665
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam do Pustelnika pytanie na marginesie tego, co powiedział - bo to mnie rzeczywiście interesuje. Mówisz, że są stany, do których nie dochodzi się sam. Czy masz na myśli tylko stany psychiczne, czy coś więcej? Bo jeśli tylko psychiczne, to Celestyn56 ma rację, że to psychologia. A jeśli coś więcej, to co?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Piolun Uczciwie: nie wiem. I uważam, że każdy, kto twierdzi, że wie, mija się z prawdą w jedną lub drugą stronę. Obserwuję, że w pracy grupowej zdarzają się rzeczy, których nie potrafię zredukować do samego efektu psychologicznego - zbieżności, które są zbyt szczegółowe, aby je zignorować. Ale nie mam mechanizmu. I nie sądzę, żeby ktokolwiek miał go naprawdę opisanego.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Zastanawiam się, czy w ogóle szukamy właściwego pytania. Może zamiast "czy to działa" lepiej pytać, w jakich warunkach to działa - i jakie są te warunki. Bo z tego wątku wyłania się dość spójny obraz: wspólny rytm, zaufanie między uczestnikami, brak hierarchicznego dominowania przez jedną osobę, jasność intencji. To są rzeczy, które pojawiają się zarówno u Bardona, jak i w opisach etnograficznych rytuałów zbiorowych. Może to właśnie są zmienne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Radomir Mnie też ten wątek warunków wydaje się ważniejszy niż spór o mechanizm. Masz jakieś konkretne źródła do tego, co mówisz o Bardonie? Bo znam "Inicjację" ogólnie, ale nie pamiętam, żeby tak szczegółowo omawiał pracę w grupie.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Darka Bardon opisuje pracę zbiorową głównie w kontekście akumulacji fluidu magnetycznego i elektrycznego - trzecia część "Inicjacji", rozdziały o kondensatorze magicznym. Nie jest to podręcznik pracy grupowej wprost, ale wynika z tego jasno, że zbiorowy ładunek jest sumą, a nie średnią. Dlatego jakość każdego uczestnika ma znaczenie nieproporcjonalne - jedna bardzo dysharmoniczna osoba może rozbić strukturę całego kręgu.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

I to jest właśnie ta rzecz, która w praktyce rzadko jest omawiana przed rytuałem grupowym. Kto pyta nowe osoby, czy są w kryzysie emocjonalnym, czy mają aktywne konflikty z kimś w grupie, czy nie są po prostu zmęczone i zestresowane? Nikt. A to wszystko wchodzi do kręgu razem z osobą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Pelagiusza_J No to mam pytanie z sali - co konkretnie miałoby poprzedzać rytuał grupowy? Jakiś check-in emocjonalny? Bo to brzmi jak terapia grupowa, nie magia.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Nie musisz tego nazywać terapią grupową, żeby to miało sens. W tradycjach, gdzie rytuał jest serio traktowany - i mówię tu na przykład o ceremonialnych szkołach hermetycznych - przed każdą pracą jest tak zwane "czyszczenie pola". Nie po to, żeby się zwierzać, ale żeby sprawdzić, czy każdy jest obecny naprawdę. Bo osoba rozkojarzana silnym konfliktem wewnętrznym nie wnosi nic do wspólnego pola, co najwyżej szum. To jest kwestia czysto praktyczna, nie psychoterapeutyczna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 665

@Pelagiusza_J Znam to z zupełnie innej strony - kiedy robiłyśmy z kilkoma osobami pracę z numerologią nad konkretnym celem, miałyśmy zwyczaj, że każda z nas najpierw mówiła jednym zdaniem, co przynosi na spotkanie. Nie terapeutycznie, po prostu: jestem rozbita, albo: jestem skupiona, mam dużo energii. I naprawdę to zmieniało dynamikę - kiedy jedna z nas powiedziała, że jest po trudnej rozmowie z rodziną, reszta automatycznie brała to pod uwagę. Nie omawiałyśmy tego szczegółowo, ale to wystarczyło, żeby nie przeciążać tej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Okej, ale jak w praktyce wygląda takie "czyszczenie pola"? Bo słyszę o tym pojęciu i zawsze wydaje mi się, że albo jest to coś bardzo konkretnego, albo metafora bez żadnej treści. Naprawdę pytam, nie złośliwie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Ruta Co do czyszczenia pola - to może być bardzo różne w zależności od tradycji. W praktyce ceremonialnej jest to często wstępna baniszacja, czyli formalne zamknięcie przestrzeni na wpływy zewnętrzne i wewnętrzne, które nie są związane z pracą. W prostszych kontekstach to może być wspólne dychanie, krótka medytacja, nawet cisza. Ale kluczowe jest to, że to nie jest opcjonalne upiększenie - to część rytuału. Tak samo jak kalibracja instrumentu przed grą. Możesz pominąć, ale wtedy nie dziw się, że instrument fałszuje.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

To, co opisuje Piolun, jest de facto tym, co Turner nazywa "liminal space" - progiem, przez który wszyscy muszą przejść razem, zanim właściwy rytuał się zacznie. W obrzędach słowiańskich też to widać: zanim zaczęło się cokolwiek, był moment wspólnego milczenia albo okrężenie przestrzeni. Nie był to gest estetyczny, ale sygnał dla wszystkich uczestników: teraz przestajemy być osobnymi ludźmi z osobnymi sprawami. Pytanie, czy nowoczesna praca grupowa w ogóle ma odpowiednik tego progu.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

U nas tego progu nie było i chyba dlatego pewne rzeczy nie szły tak, jak powinny. Dosłownie zaczynaliśmy, gdy ostatnia osoba wchodziła przez drzwi. Teraz jak o tym myślę, to jakbyśmy zapalali świecę w pół obrotu - bez żadnego przygotowania gruntu.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

No dobra, ale jeśli ta "baniszacja" działa psychologicznie - bo daje znak "zaczynamy", skupia uwagę, tworzy rytm - to po co owijać w bawełnę i mówić o zamykaniu przestrzeni? Można powiedzieć wprost: robimy rytuał wejścia, który grupę nastrajia. Bez mistycznego nadbudowywania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Celestyn56 To pytanie o język, nie o mechanizm. Ale tu jest pewna pułapka: jeśli zredujesz rytuał wyłącznie do języka psychologicznego, tracisz coś istotnego - mianowicie to, że rytuał operuje symbolami, które działają poniżej poziomu racjonalnego opisu. Freud i po nim Lévi-Strauss pokazywali, że mit i rytuał mają własną logikę, której tłumaczenie na język przyczynowo-skutkowy po prostu nie wyczerpuje. Nie mówię, że "duchy są prawdziwe" - mówię, że symboliczne działanie jest realnym działaniem, i że zubożenie go do "nastrajania" może pozbawić je skuteczności.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam takie wrażenie, że ta dyskusja kręci się wokół pytania, które w sumie jest pytaniem o wiarę jako warunek konieczny. Radomir wspominał o Eliade, Gnostyk o Jamesie wcześniej - obaj zakładają, że bez pewnego minimalnego "tak" ze strony uczestnika coś nie zadziała. Ale mnie bardziej ciekawi pytanie odwrotne: czy można być głęboko sceptycznym i mimo to być częścią skutecznej grupy rytualnej? Bo znam osoby, które uczestniczyły w rytuałach bez przekonania i opisywały bardzo silne przeżycia. Skąd to?


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To akurat mnie nie dziwi. Sceptycyzm intelektualny i podatność ciała na rytm zbiorowy to dwie różne rzeczy. Możesz kompletnie nie wierzyć w to, co robisz, a mimo to twój układ nerwowy reaguje na bęben, oddech grupy, zapach dymu, ciemność. To jest starsza część mózgu i ona nie pyta o metafizyczne przekonania. Stąd biorą się te "przeżycia mimo woli" - ciało wchodzi w stan, nawet gdy głowa protestuje.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale to jest chyba argument za tym, że efekt pochodzi z neurobiologii, nie z czegoś, co można by nazwać magią. Czyli wracamy do punktu Celestyna56.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: