Tylko że język to coś, co można zmierzyć obiektywnie. Wrócisz i sprawdzisz, czy pamiętasz. Z intuicją magiczną jak to zweryfikujesz po przerwie? Skąd wiesz, że 'fundament zostaje', a nie że po prostu masz wrażenie, że zostaje?
I wracając do tego co pytałem wcześniej, o kryzysy i momenty zwątpienia, to mnie teraz bardziej ciekawi coś innego. Wrozbita mówił o resetowaniu do obserwowania bez interpretowania. Ale czy ten kryzys nie był też może sygnałem, że byłeś gotowy na inny poziom i mózg po prostu nie wiedział jeszcze jak to przetworzyć? Takie przepięcie, nie awaria.
może. Nie wykluczam. Ale w momencie kiedy to przeżywałem, to nie wyglądało jak przepięcie tylko jak kompletna utrata gruntu. Myślę, że różnica między 'przepięciem' a 'awarią' jest widoczna dopiero po czasie. W środku tego nie rozróżnisz.
To co mówi Wrozbita o tym, że nie rozróżnisz w środku, to jest chyba jedna z trudniejszych rzeczy w całej praktyce. I tu właśnie widzę związek z wiekiem. Mam wrażenie, że z czasem po prostu mniej panikujesz w takich momentach, bo masz za sobą jakiś wzorzec, że już coś minęło i wróciło. Nie żeby było łatwiej, ale jest jakaś... nie wiem, historyczna pewność.
Dobra, to mam inne pytanie do całej grupy. Skoro mówimy o wzmacnianiu praktyką, o kryzysach, o regularności, to czy ktokolwiek z was ma jakiś konkretny moment, który był wyraźnym przeskokiem? Nie stopniowy wzrost, tylko coś, co poczułeś jako wyraźną zmianę jakościową?
Mnie się to zdarzyło przy pracy z ciałem, nie przy żadnej technice sensu stricto. Miałem sesję bioenergoterapii gdzie terapeuta pracował z rejonami, których sam nigdy nie ruszałem i następnego dnia coś się przestawiło w sposobie odbioru. Jakby nagle sygnały były głośniejsze. Nie twierdzę, że każdemu tak się przydarzy, ale u mnie ten przeskok był zdecydowanie fizyczny w sensie doznania, nie intelektualny.
To jest sensowne i pokrywa się z tym, co opisują praktycy channelingu kiedy mówią o przejściu z 'konstruowania' do 'przepuszczania'. Nie wiem czy to ten sam mechanizm, ale opis jest bardzo podobny. Ciekawe, że u ciebie wyzwolił to kontakt fizyczny, a nie żadna technika mentalna.
Ja miałem coś podobnego ale przy runach i przy zupełnie przyziemnym kontekście. Siedziałem w pociągu, znudzony, bez żadnego nastawienia i nagle interpretacja jednej runy po prostu wpadła mi do głowy, taka, której wcześniej nie miałem w repertuarze i która okazała się potem bardzo trafna. Żadnego rytuału, żadnego skupienia. I od tego momentu zacząłem częściej pracować w takim nieintencjonalnym trybie.
Ceniek, to jest bardzo podobne do tego co badacze kreatywności opisują jako 'incubation effect'. Mózg pracuje nad problemem poza świadomością i odpowiedź pojawia się kiedy uwaga jest zajęta czymś innym. Mnie ciekawi, czy można to celowo wywoływać, to znaczy, tworzyć warunki do takich nieintencjonalnych przeskoków.
Ale to trochę paradoks, prawda? Jak celowo tworzysz warunki do czegoś nieintencjonalnego, to już nie jest nieintencjonalne. Tak jakbyś planował spontaniczność.
Tylko że to wciąż nie rozwiązuje pytania o weryfikację. Czy jak intuicja 'odpoczywała' i wróciła silniejsza, to skąd wiesz że jest silniejsza, a nie że po przerwie jesteś po prostu bardziej uważny i dlatego tak ci się wydaje? Efekt nowości może robić swoje.
A wracając do tego co Jaryla pytał o wyraźne przeskoki, bo chyba zbyt szybko odeszliśmy od tego wątku. Ceniek mówił o pociągu i runach, Edzio.ka o sesji z ciałem. Mnie ciekawi jeszcze jeden aspekt, czy te przeskoki były trwałe? Tzn. czy po kilku tygodniach jakość odbioru była wciąż na tym nowym poziomie, czy to był tylko jednorazowy błysk?
u mnie było trwałe, ale z jednym zastrzeżeniem. Nie było ciągłe. To znaczy, poziom bazowy się podniósł, ale dostęp do niego nie był stały. W złych dniach, przy zmęczeniu albo dużym stresie, wracałem do starego trybu. Z czasem te okna stały się dłuższe, ale całkowita stałość to według mnie mit, przynajmniej u mnie.
To bardzo uczciwa obserwacja. Ja mam podobnie i przez długi czas myślałam, że te cofnięcia znaczą, że coś robię źle. Dopiero kiedy przyjęłam, że to normalny rytm, a nie awaria, przestałam tracić energię na niepotrzebną analizę każdego 'złego dnia'. Pytanie do Edzio.ka, jak długo trwało zanim zauważyłeś, że okna się wydłużają? Bo mi się wydaje, że ten proces jest bardzo powolny i łatwo go przeoczyć.
Poczekajcie, bo to jest dla mnie kluczowe. Mówicie o przeskokach, o tym, że poziom bazowy rośnie, ale dostęp jest nieregularny. No to z praktycznego punktu widzenia, jak wy w ogóle wiecie, że ćwiczyć warto, skoro efekty są tak nieuchwytne i nielinearne? Jak nie zwariować zanim ten wzorzec stanie się widoczny?
To pytanie jest tak moje, że aż głupio 🙂 Dokładnie to mam w głowie od początku tej rozmowy i nikt wprost tego nie powiedział.
Ceniek to mówi coś ważnego i to się zresztą łączy z tym, co wcześniej ktoś tu mówił o wzmacnianiu intuicji przez praktykę. Jeśli intuicja ma działać jako coś subtelnego i niezależnego od nastroju, to paradoksalnie musisz ją rozwijać bez śledzenia jej. Ale to jest bardzo trudne do zaakceptowania, zwłaszcza na początku.
Nie da się jej wyłączyć, ale da się zmienić co oceniasz. Zamiast 'czy to zadziałało', możesz oceniać 'czy byłem obecny podczas praktyki'. To jest coś co możesz kontrolować i co jest mierzalne bez odnoszenia do efektów zewnętrznych. Brzmi jak semantyczna sztuczka, ale naprawdę zmienia sposób w jaki siedzisz z praktyką.
To jest sensowne, ale mam pytanie do Wrozbita. Kiedy piszesz 'obecny podczas praktyki', to co rozumiesz przez obecność? Bo to słowo jest bardzo wyeksploatowane w kontekście uważności i każdy interpretuje je inaczej.
Ta pauza o której mówi Wrozbita, to jest chyba jedna z trudniejszych rzeczy do zbudowania i jednocześnie jedna z tych, gdzie wiek realnie pomaga. Kiedy mam za sobą więcej lat praktyki, ta pauza pojawia się jakby naturalnie, bez wysiłku. Na początku musiałam ją aktywnie zatrzymywać. Ciekawe czy ktoś inny miał podobną ewolucję.
Mnie to bardzo pasuje do czegoś, co czytałem o ekspertach w różnych dziedzinach. W badaniach nad szachami pokazywali, że mistrzowie rozpoznają wzorce na planszy jako całość, nie przetwarzają figury po figurze. To się dzieje na poziomie percepcji, nie analizy. Zastanawiam się czy intuicja magiczna nie działa analogicznie, że po latach po prostu widzisz wzorzec od razu, a nie budujesz go krok po kroku.
to co opisujesz to chunking w psychologii poznawczej. I tak, myślę że coś w tym jest. Choć jest jedna różnica między szachami a intuicją magiczną. W szachach wzorce są zewnętrzne i można je opisać. Tutaj wzorzec jest w dużej mierze wewnętrzny i zależy od interpretatora. Więc czy to jest naprawdę chunking, czy po prostu coraz sprawniejsza projekcja własnych schematów, to pytanie zostaje otwarte.
Dobra to mam wrażenie że doszliśmy do ściany, bo każda odpowiedź generuje kolejne pytania bez dna 🙂 Ale jedno mi zostało z tej rozmowy. Ten pomysł Wrozbity o zmianie co mierzysz, zamiast efektu mierzyć obecność, to chyba zabieram jako coś praktycznego. Reszta jest na razie za abstrakcyjna żebym umiał z tym cokolwiek zrobić.
To co Herga mówi o zakotwiczaniu z czasem bardzo mi zostało. Bo ja to czuję na własnej skórze, tylko w odwrotnym kierunku. Jestem na tyle krótko w tym, że te abstrakcje mnie trochę przytłaczają. Nie że nie rozumiem, bo rozumiem, ale nie mam do czego ich przykleić we własnym doświadczeniu. I teraz pytanie do kogokolwiek kto ma za sobą więcej lat, jak długo trwało zanim te abstrakcyjne pojęcia przestały być tylko słowami?
A mi zostało coś zupełnie innego z tej rozmowy. To co Sigilmistrz mówił o chunkingu i rozpoznawaniu wzorców. Bo to jest jedyna rzecz tutaj która ma dla mnie jakieś oparcie poza subiektywnym odczuciem. I chciałbym dopytać, czy ktoś świadomie próbował to trenować? Nie intuicję magiczną jako taką, ale sam mechanizm rozpoznawania wzorców, jakimś metodycznym sposobem?
Szczerze, nie pamiętam konkretnego momentu. To nie było tak że jednego dnia coś kliknęło. Bardziej zacząłem zauważać że moje pierwsze reakcje na układy były szybsze niż moje świadome przetwarzanie. I dopiero potem dotarło do mnie, że coś się zmieniło w tym jak to odbieram.
To jest ciekawe co Ceniek opisuje, bo to się zgadza z tym jak działa intuicja w ogóle, niezależnie od kontekstu magicznego. Pierwsze wrażenie pojawia się zanim zdążysz pomyśleć. Problem polega na tym, że większość ludzi albo je ignoruje bo 'nie ma uzasadnienia', albo za bardzo mu ufa bez żadnej weryfikacji. Jaryla07 pytał o metodyczne trenowanie, ale zastanawiam się czy metodyczność nie jest tutaj pułapką sama w sobie.
