Dobra ale jak to rozróżnić w praktyce? Tzn. kiedy analizujesz wyniki to nieuchronnie cofasz się do momentu odbierania i oceniasz go. Nie rozumiem jak te dwie rzeczy mogą być od siebie oddzielone, skoro jedno pociąga za sobą drugie.
To jest bardzo konkretne i to mi się podoba. Ale mam pytanie do Wrozbita, jak długie powinny być te odstępy? Bo wyobrażam sobie, że za krótko to nadal jesteś w tym samym stanie emocjonalnym, a za długo to możesz nie pamiętać szczegółów.
nie ma tu złotej reguły, ale z tego co obserwowałem u siebie, minimum kilka dni jeśli chodzi o sytuacje codzienne, dłużej jeśli dotyczyły czegoś emocjonalnie naładowanego. Emocja koloryzuje ocenę i dlatego ona musi ostygnąć. Zapisujesz wpis z datą, zostawiasz. Wracasz kiedy masz spokojniejszy stan.
Ja to robiłam intuicyjnie przez lata, nie wiedząc że to ma jakiś mechanizm za sobą. Notatki bez oceny, wracanie do nich kiedy coś się wyjaśniło. I faktycznie z czasem zaczęłam widzieć, że pewne typy sygnałów u mnie są trafne częściej niż inne. Nie wszystkie, co było dla mnie trochę zaskoczeniem. Myślałam że intuicja działa albo nie działa, a okazało się że działa selektywnie.
Selektywnie to znaczy jak? W zależności od tematu, od nastroju, od osoby której dotyczyło?
To co Willowa96 mówi o selektywności pokrywa się z tym co znam z astrologii. Różne planety rządzą różnymi obszarami i u każdego człowiek ten układ jest inaczej aktywny. Może wasza intuicja działa selektywnie bo u każdego inne obszary są naturalnie bardziej otwarte. Aczkolwiek nie wiem czy to tłumaczy mechanizm, czy tylko ladnie to opisuje bez wyjaśniania skąd się bierze ta różnica.
Przepraszam że znowu wchodzę z prostym pytaniem, ale z całej tej rozmowy zaczęłam się zastanawiać nad jednym. Mówicie że intuicja może być selektywna, że poziom bazowy rośnie ale dostęp jest nieregularny, że trzeba mierzyć obecność a nie wyniki. Dobra. Ale to wszystko zakłada że ta 'intuicja magiczna' to jest coś realnego, nie autosugestia. Co sprawia że wy po prostu w to wierzycie? Nie filozoficznie, tylko z czego to u was wynika?
Kupala_D zadała tutaj jedno z trudniejszych pytań tej rozmowy i myślę że każdy musi odpowiedzieć za siebie. Ja mogę powiedzieć, że nie mam pewności w sensie naukowym. Mam powtarzające się sytuacje których nie umiem wytłumaczyć inaczej i które z czasem przestały mi wystarczać jako przypadek. To nie jest wiara, to jest coś w rodzaju roboczej hipotezy którą wciąż sprawdzam. Ale czy ktoś tutaj czuje że ma twardsze podstawy niż to?
Sigilmistrz, dziękuję za tę odpowiedź, naprawdę. To jest uczciwe. I myślę że właśnie tego mi brakowało w tej rozmowie, żeby ktoś powiedział wprost że nie ma pewności, zamiast owijać w bawełnę. Ale to rodzi kolejne pytanie, przynajmniej u mnie. Jeśli nie mamy pewności czy to co odbieramy pochodzi z zewnątrz czy z nas samych, to co właściwie trenujemy przez te wszystkie lata? Czy trenujemy dostęp do czegoś, czy tylko uczymy się rozpoznawać siebie?
To pytanie które Kupala_D zadała jest dla mnie centralnym pytaniem tej całej rozmowy. I nie mam na nie odpowiedzi, ale mam obserwację. W obu przypadkach wynik praktyczny jest ten sam. Jeśli ćwiczysz i po kilku latach twoje odczyty są trafniejsze, to bez względu na to co trenowałaś, coś się zmieniło. Mechanizm możemy opisywać różnie, ale zmiana jest realna.
Edzio.ka ma tu rację, ale jest jeden wyjątek. Jeśli wierzysz że to zewnętrzne, możesz zacząć szukać warunków które ten dostęp usprawniają, miejsca, pora, stan ciała. A jeśli traktujesz to jako czysto wewnętrzne, to skupiasz się wyłącznie na oczyszczaniu swojego własnego szumu. To jest inna strategia nawet jeśli ćwiczenie wygląda podobnie.
Ja przez długi czas byłam przekonana że to zewnętrzne i szukałam tych optymalnych warunków. Konkretne godziny, konkretne miejsca w domu, świece, cisza. I efekty były. Ale potem przez jakiś czas nie miałam możliwości utrzymywania tych warunków i okazało się że bez nich też coś odbieram. Nie wiem jak to zinterpretować. Albo warunki nie mają aż takiego znaczenia jak myślałam, albo po prostu je zinternalizowałam.
To co Kalinei opisuje to warunkowanie klasyczne zastosowane do stanów wewnętrznych. I tak, to działa dokładnie w ten sposób. Świeca, kadzidło, konkretna muzyka, to są bodźce które uczą system nerwowy że zaraz ma zmienić tryb pracy. Po dostatecznej liczbie powtórzeń sam bodziec wystarczy, a potem nawet bodziec staje się opcjonalny bo wzorzec jest już zakorzeniony.
Wracam do tego co powiedział Ceniek, bo to mnie nie puściło. Ten podział na strategię zewnętrzną i wewnętrzną. Ja przez lata robiłem coś pomiędzy, szukałem warunków ale jednocześnie prowadziłem notes i analizowałem siebie. I zastanawiam się teraz czy to nie wydłużało procesu zamiast go skracać. Może lepsza jest jedna spójna strategia niż dwie na raz?
Sigilmistrz, to zależy od momentu w którym jesteś. Na początku próbowanie różnych podejść ma sens bo nie wiesz jeszcze co u ciebie działa. Ale po pewnym czasie, jak już masz jakieś dane o sobie, powinna być selekcja. Przynajmniej tak to widzę z perspektywy astrologicznej, różne etapy tranzytów wymagają różnych narzędzi i nie wszystko można robić jednocześnie bez rozpraszania energii. Pewnie analogicznie jest z intuicją.
To brzmi jak argument za tym żeby wybrać jedno i trzymać się tego wystarczająco długo żeby zebrać sensowne dane. Ale jak długo? Rok? Pięć lat? Bo jeśli za rok nie widzę poprawy to nie wiem czy metoda nie działa czy za krótko próbowałem.
I to jest chyba sedno całej tej rozmowy dla mnie. Że mierzenie musi wyprzedzić ocenę. Nie możesz ocenić czy coś działa jeśli nie masz danych sprzed i w trakcie. Zaczęłam to robić dopiero po kilku latach i żałuję że nie wcześniej, bo nie mam punktu odniesienia z początków.
Dobra, to jest najkonkretniejszy zestaw wskazówek tej rozmowy i wydaje mi się że to jest właśnie to o co chodzi w trenowaniu intuicji na poziomie praktycznym. Nie szukasz od razu potwierdzenia że masz rację, tylko budujesz model siebie. A model buduje się przez obserwację, nie przez wiarę albo przez negację. Brzmi prosto, ale wymaga dużej cierpliwości.
Dziękuję za tę listę, Willowa96, naprawdę bardzo mi to pomaga! Czyli na start skupiam się na tym żeby w ogóle rejestrować moment pojawienia się sygnału, nie oceniać go od razu. To brzmi wykonalnie. Ale mam jedno pytanie - jak odróżniasz sygnał intuicyjny od zwykłego niepokoju albo przeczucia opartego na logice? Bo u mnie to się miesza i nie wiem jak to rozdzielać przy notowaniu.
To pytanie które zadaje prawie każdy na początku tej drogi i szczerze mówiąc nie ma na nie jednej odpowiedzi która pasuje do wszystkich. Ale jest jedno ćwiczenie które może pomóc przy zbieraniu tych danych. Zapisujesz sygnał i od razu zaznaczasz czy miałaś w tym momencie dostęp do informacji które mogłyby to logicznie tłumaczyć. Nie oceniasz źródła, tylko to czy wiedziałaś coś co mogło prowadzić do tego wniosku. Z czasem zaczyna być widać różnicę.
Wracam na chwilę do tego wątku o wieku i tym jak zmienia się ta praca z intuicją, bo Kupala_D jest na początku a kilka osób tutaj ma już lata praktyki za sobą i mam wrażenie że rozmawiamy o tym jakby to był jeden uniwersalny proces. A u mnie wyraźnie zmieniło się to jak rozpoznaję ten sygnał, dawniej było to bardziej fizyczne, teraz jest spokojniejsze. Czy ktoś jeszcze to zauważył?
Tak, i to bardzo. Kiedyś intuicja u mnie to było niemal fizyczne uderzenie, przyspieszone tętno, napięcie w klatce. Teraz to jest raczej takie ciche wiedzenie, bez dramatyzmu. Zastanawiałam się czy to dlatego że nauczyłam się to rozpoznawać wcześniej, więc system nie musi tak głośno krzyczeć, czy to kwestia lat i zmiany w tym jak działam ogólnie.
U mnie było dokładnie odwrotnie. Na początku prawie nic nie czułem, a intensywność rosła z praktyką. Teraz sygnały są wyraźniejsze i częstsze niż na początku. Więc nie ma tu jednego wzorca. I to mnie skłania do myślenia że to nie jest kwestia wieku per se, tylko kwestia tego ile czasu spędziłeś aktywnie z tym.
Ale jest chyba jedna rzecz którą daje sam wiek niezależnie od praktyki. Więcej sytuacji życiowych za sobą, więcej wzorców które możesz rozpoznawać. I to może wyglądać jak intuicja a być po prostu bogatszą bazą doświadczeń do dopasowywania wzorców. Czytałam coś o tym w kontekście decyzji eksperckich, że doświadczeni specjaliści w różnych dziedzinach podejmują szybkie decyzje które wyglądają intuicyjnie ale są tak naprawdę skompresowaną wiedzą.
Kalinei dotknęła czegoś co w badaniach nad podejmowaniem decyzji opisuje Gary Klein w teorii RPD, recognition-primed decision. Eksperci rozpoznają sytuacje jako instancje znanych kategorii i od razu wiedzą co robić, bez analitycznego porównywania opcji. To nie jest to samo co klasyczna intuicja w rozumieniu ezoterycznym, ale mechanizm jest podobny. Pytanie brzmi czy jedno nakłada się na drugie czy to osobne kanały.
Właśnie o to mi chodzi. Bo ja mam wrażenie że u mnie z wiekiem i praktyką te dwa kanały zaczęły być trudniejsze do odróżnienia. Kiedyś wiedziałem kiedy działam z miejsca doświadczenia a kiedy z czegoś innego. Teraz to jest bardziej zlane. Nie wiem czy to dobra zmiana.
Sigilmistrz, to zlanie może być oznaką głębszej integracji, ale może też być oznaką że zacierasz granicę którą warto zachować. Jak sprawdzasz czy twoje przeczucia w tej chwili są trafne? Nadal prowadzisz jakiś zapis?
