Leokadia76 ma trochę racje, że mieszamy tradycje, ale to nie znaczy że nie mozna wyciągać wniosków. We wszystkich systemach imię jest sposobem żeby cos lub ktoś stał sie dosięgalny. Różnica jest w tym CO stanowi to imię, w jednych to przodkowie, w innych to bóstwo, w jeszcze innych sama substancja duszy. Nie musimy ich ujednolicać żeby porownać mechanizm.
Tymek89 stawia pytanie, które jest naprawdę uczciwe. Powiem tyle: mechanizm może być podobny, tak jak podobny jest mechanizm zamka w drzwiach bez względu na to, czy są drewniane czy metalowe. Ale klucz pasuje tylko do konkretnego zamka. Porównywanie tradycji to porównywanie zasad działania, nie interchanegability samych praktyk. Egipski ren nie jest tym samym co nordyckie heiti, ale obie koncepcje mówią coś o tym, że imię jest punktem dostępu do tożsamości.
Właśnie, i wracając do tego co mówiła Dobrusia.2 o kontakcie z osobami, które odeszły, mam takie własne doświadczenie, które pasuje do tej rozmowy. Pracowałam z imieniem kogoś bliskiego, kto odszedł dość dawno, i miałam wrażenie jakby imię było jak dzwonek, który coś wywołuje, ale po chwili to, co przychodziło, było szersze niż samo imię. Jakby imię otwierało drzwi, a za drzwiami było coś więcej niż etykieta.
Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie, może trochę sprowadzające na ziemię. Jak odróżnić, że to naprawdę imię "otworzyło dostęp", od tego, że skupiłaś uwagę i to skupienie wywołało efekt? Bo skupienie na czymkolwiek, niekoniecznie imieniu, też może wywoływać stany, w których coś "przychodzi".
A ja mam pytanie do Fraidy, bo wróciłam do tego co pisała wcześniej o warstwach i substancji. Jeżeli pracuję z czyimś imieniem w kontekście ochrony, czyli nie na kogoś, tylko zaznaczam czyjeś pole żeby wiedzieć, kogo chronię, to której warstwy powinnam używać? Bo ta osoba, o którą mi chodzi, używa zdrobnienia przez całe życie i nikt jej właściwie nie zna po pełnym imieniu.
Arkania pyta o coś praktycznego. Jeśli zdrobnienie jest tym, czym ta osoba jest w swoim środowisku i we własnym poczuciu siebie, to zdrobnienie jest warstwą, która najgęściej przylega do jej codziennej tożsamości. Przy ochronie, która ma działać tu i teraz, to ma sens. Pełne imię metrykalne zostawiłabym dla głębszych interwencji, albo dla sytuacji, gdzie chcesz działać na coś, co jest w tej osobie starsze niż jej dzisiejsza tożsamość.
A co to znaczy "coś starszego niż dzisiejsza tożsamość"? Rozumiem słowa, ale nie rozumiem jak to przełożyć na konkretne działanie. To brzmi jak teoria, a mnie bardziej interesuje co wtedy robić w praktyce.
Ten watek z numerologią troche odeszł od sedna. Wróćmy do kwestii jaką postawila Fraida na początku, że imię to dostęp. W praktyce, jeśli ktoś ci nie poda prawdziwego imienia, tylko pseudonim albo ksywę, i ty na tej podstawie próbujesz działać, to działasz na maskę, nie na osobę. Czy ktoś miał taką sytuację, że pracował z imieniem, które okazało się fałszywe albo niekompletne, i zauważył to w efektach?
To co Dobrusia.2 mówi o dyskomforcie z imieniem, to mnie teraz naprawdę zaczęło chodzić po głowie. Czy imię może być za duże? W sensie, czy nadanie imienia, które niesie zbyt dużą ładunek, może człowiekowi nie pasować i on to czuje przez całe życie?
Nie daje mi spokoju to pytanie, które sama postawiłam. Bo przecież znam osoby, które mają imię po kimś sławnym, po świętym, po dziadku, który był kimś ważnym w rodzinie, i to imię wyraźnie na nie ciąży. Jakby oczekiwanie wbudowane w imię było za dużą ramą dla konkretnego człowieka. I te osoby często skracają, zmieniają, wymyślają sobie zupełnie inne wołania. Czy to jest taki naturalny mechanizm obronny?
To ciekawy kierunek, bo jeśli imię może "ciążyć", to znaczy, że osoba na poziomie energetycznym to wyczuwa, nawet bez żadnej wiedzy o magii imion. I właśnie wtedy ta ucieczka w zdrobnienie albo ksywę ma głębszy sens. Nie tylko społeczny, ale dosłownie jako próba odcięcia się od wzorca, który nie pasuje. Fraida, ty to chyba widziałaś w praktyce, nie?
Dobrusia.2 dotknęła czegoś, co obserwuję dość regularnie. Imię może przenosić ciężar oczekiwań rodzinnych, religijnych, kulturowych, i tak, osoba to czuje, bez żadnego szkolenia. Zmiana imienia albo ucieczka w diminutyw to często nie jest kaprys, tylko coś w rodzaju oddychania. Ale tu jest drugie dno: jeśli ktoś aktywnie ucieka od swojego imienia, to czy pracując z nim bez jego wiedzy, nie pracujesz z czymś, czego sam nosiciel nie chce w sobie aktywować?
to jest pytanie, które mnie teraz uderzyło. Czy to znaczy, że przy ochronie, o którą cię pytałam, powinnam najpierw sprawdzić, jakie imię ta osoba sama uznaje za swoje, a nie tylko jakie ma w dokumentach?
Ale jak mam sprawdzić, jakie imię ktoś "uznaje za swoje", jeśli nie mam z tą osobą bliskiego kontaktu? Brzmi jak coś, czego nie da się ustalić przy pracy na odległość.
A czy to nie jest tak, że w runicznym podejściu do imion problem wygląda trochę inaczej? W kilku źródłach, które czytałem, imię jest traktowane jako hamingja, czyli coś jak duch opiekuńczy lub suma sił rodowych, i to jest niezależne od tego, jak człowiek się identyfikuje. Czy to nie przeczy temu, co mówi Fraida, że liczy się aktywna tożsamość?
Wtrącę się do tego wątku, bo w numerologii jest analogiczny problem. Liczba wyrażenia liczona z pełnego imienia i nazwiska daje jeden profil, ale liczba aktywna, czyli to, czym osoba funkcjonuje na co dzień, to często zupełnie inne liczby. I praktycznie widać, że ta "aktywna" liczba opisuje bieżące wzorce zachowań lepiej niż metrykalna. Czy to nie jest ten sam mechanizm, o którym mówi Fraida?
Mam pytanie do Fraidy, które chodzi mi po głowie od kilku postów. Mówiłaś o imieniu jako "dostępie". Czy z przedmiotem należącym do osoby jest inaczej? Bo przy pracy z przedmiotem też masz jakiś "punkt kontaktu", ale nie potrzebujesz znać imienia. Jak to się ma do siebie?
Leokadia76 pyta o coś, co lubię, bo wymaga porównania. Przedmiot to ślad, odcisk energetyczny, coś, co osoba zostawiła w materii. Imię to inne drzewo. Przedmiot mówi o tym, jak osoba była, gdzie była, z czym miała kontakt. Imię mówi o tym, jak osoba jest definiowana i definiuje się sama. Przy pewnych typach pracy, gdzie chcesz dotknąć głębszej struktury, nie tylko śladu, imię jest punktem wejścia, którego przedmiot nie zastąpi. Ale są sytuacje, gdzie przedmiot jest lepszy, bo jest konkretem bez żadnej warstwy interpretacyjnej.
a co z sytuacją, gdy masz i przedmiot, i imię? Czy to się wzmacnia, czy raczej trzeba wybierać jedno podejście żeby nie mieszać?
Mam wrażenie, że te dwa podejścia mogą się uzupełniać, ale dopiero jeśli wiesz, czego szukasz. Ja raz próbowałam połączyć obydwa i skończyło się na tym, że nie byłam pewna, z czym właściwie pracuję. Może dlatego, że nie miałam wtedy wystarczającej jasności intencji. Fraida, czy to jest kwestia techniki, czy naprawdę intencja musi być tu bardzo precyzyjna?
Przy okazji tego "szumu" chciałam wrócić do pytania, które postawiłam wcześniej o imieniu za dużym dla człowieka. Bo jeśli ta osoba aktywnie od niego ucieka, a ty i tak pracujesz z tym imieniem, to czy ten szum, który opisuje Fraida, może wynikać właśnie z oporu samej osoby? Że to imię jest jak drzwi, które ona trzyma zamknięte od środka?
To jest dosyć poetyckie ale czy ktoś ma na to jakiś konkretny przykład z własnej pracy? Bo brzmi to sensownie ale jako teoria, a chciałbym wiedzieć czy ktoś faktycznie napotkał taki "opór" i jak to wyglądało w praktyce, nie w opisie.
Dobra, to opiszę konkretnie, bo pytałem o przykład i sam mam jeden. Pracowałem kiedyś z imieniem osoby, która w sumie wszyscy znali pod zdrobnieniem, ale ja użyłem pełnej formy metrykalnej bo tak mi się wydawało że trzeba. Efekt był taki że przez kilka kolejnych prób czułem jakby coś nie "docierało", jak sygnał który idzie pod zły adres. Dopiero jak ktoś mi powiedział że ta osoba nigdy tego pełnego imienia nie używa i wręcz go nie znosi, to wróciłem do tego zdrobnienia i coś się zmieniło w tej pracy. Nie wiem czy to był opór o którym piszecie czy po prostu błąd techniczny z mojej strony, ale faktem jest że różnica była odczuwalna. Więc chyba odpowiedź na pytanie Madzialeny brzmi: tak, taki opór jest realny, przynajmniej w moim doświadczeniu.
