Dobra, ale tu wchodzi pytanie, czy to jest właściwość samego imienia, czy właściwość ludzkiego mózgu, który tak koduje doświadczenie. Bo może to nie jest nic mistycznego, tylko to, że przez lata jedno imię słyszałaś od mamy, a drugie od nauczycielki, i te sieci skojarzeń są po prostu inne. To by tłumaczyło efekt bez potrzeby szukania czegokolwiek poza neuropsychologią.
Właśnie, Fraida to dobrze ujęła. Numerologicznie zresztą imię i jego zapis literami działa niezależnie od tego, czy rozumiemy mechanizm. Chociaż tu jest jeden problem, bo polska wersja imienia i na przykład angielska dają zupełnie inne liczby przy standardowym podstawieniu. I już tu mamy pytanie, której wersji ufać.
No ale Baska, chaldejski system był tworzony dla hebrajskich i aramejskich liter, nie dla polskich. Jakim cudem ma dawać właściwe wyniki dla Zuzanny albo Grzegorza? To trochę jak przykładanie arabskiej miarki do europejskiego materiału.
To wracamy do tego, co mówiłem o słowiańskich imionach. Jeśli chaldejski nie pasuje do polskich liter, a pitagorejski jest uproszczony, to może przy imionach słowiańskich w ogóle nie ma dobrego systemu numerologicznego? Albo był, ale się nie zachował?
Dobra, ale czy to ma jakieś praktyczne znaczenie dla kogoś, kto nie zajmuje się numerologią tylko chce po prostu zadziałać? Bo czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i coraz bardziej mam wrażenie, że im głębiej idziemy, tym mniej jasne jest, co właściwie robić. Fraida, jak ty to rozwiązujesz w praktyce?
A co ze skrótami i zdrobnieniami? Bo Fraida wcześniej mówiła o imieniu z metryki jako punkcie wyjścia, ale większość ludzi, których znam, prawie nigdy nie słyszy swojego pełnego imienia. Zuzanna słyszy Zuzia, Aleksander słyszy Olek. Czy te zdrobnienia to odrębne sygnatury, czy tylko echo tego pełnego?
To ciekawe, bo wraca tu ta sama oś co przez całą rozmowę, metryka kontra użycie. Mam wrażenie, że te dwie rzeczy mogą działać na różnych warstwach i nie trzeba wybierać jednej jako tej właściwej. Metryka jako fundament, który jest zawsze, użytkowe imię jako aktywna powierzchnia. Przy różnych celach sięgasz po różną warstwę.
Przepraszam, że wchodzę, bo słucham od początku. Mam pytanie, które może być trochę z boku. Czy jest jakaś różnica między imieniem, które ktoś sobie sam nadał, a imieniem nadanym przez innych? Mam na myśli pseudonimy, ksywki, nick na forum. Czy to w ogóle ma jakiś ciężar, skoro jest nieoficjalne?
To co mówi Fraida o wchłonieniu imienia ma sens, ale nie do końca się zgadzam z tym, że intencja jest kluczowa. Bo co jeśli ktoś nadał sobie imię bez żadnej głębszej intencji, po prostu mu się podobało, a jednak po latach stało się bardziej jego niż to z metryki? Intencja chyba może przyjść później, nie?
Arkania dobrze to uchwytuje i myślę, że właśnie dlatego nie ma jednego przepisu. Zuzanna to fundament, Zuzia to codzienny kształt. Przy pracy na zewnątrz, kiedy chodzi o dotarcie do kogoś, pyta się co noszą świadomie. Ale są sytuacje, kiedy ta warstwa dokumentowa ma swoje miejsce, szczególnie gdy chce się trafić głębiej, w to, co poprzedza codzienność.
Dobra, ale powiem szczerze, że ta rozmowa coraz bardziej mi się rozmywa. Fundament, warstwa dokumentowa, głębiej, świadomie. Jak to ma wyglądać w praktyce? Bo na razie rozmawiamy bardzo teoretycznie i nie wiem, co z tego wyciągnąć.
Mam jedno takie doświadczenie, choć nie wiem czy pasuje dokładnie. Pracowałam z osobą, która zaczęła używać swojego środkowego imienia po tym, jak zmieniła miasto i środowisko. Twierdziła, że to świadoma decyzja, żeby zacząć od innego miejsca. I faktycznie, kiedy wracała do starego imienia w kontakcie ze starymi znajomymi, zachowywała się inaczej, bardziej jak poprzednia wersja siebie. Ona sama to zauważyła.
A przy runach jest podobna zasada, bo niektóre tradycje mówią, że prawdziwe imię osoby, to takie runicznie zakodowane w chwili urodzenia. Nie mam pojęcia, jak to się łączy z imieniem z metryki, ale może to jest ten sam pomysł tylko w innym systemie?
W Eddzie są fragmenty, gdzie bogowie znają prawdziwe imiona rzeczy i przez to mają nad nimi władzę. To ten sam motyw co w egipskiej magii z Ra i Izydą, gdzie Izyda wyciąga od Ra jego tajne imię żeby przejąć część jego siły. Chyba każda starsza tradycja ma ten wątek, tylko w różnych kostiumach.
Dzikitaurus ma rację i warto dodać, że w Eddzie to nie jest tylko metafora. Sigrdrífumál wprost mówi o runach imion, które Odyn wyrył żeby zyskać wiedzę. Imię nie jest tu etykietą, jest częścią samej substancji tego, co nazywa. Dlatego w praktyce to nie jest kwestia estetyki czy symboliki, to kwestia tego, czego dotykasz.
To co mówisz o substancji mnie bardzo interesuje. Czy to znaczy, że jeśli ktoś zmieni imię prawnie, to ta substancja się zmienia? Czy zostaje to pierwotne imię gdzieś w tle, niezależnie od dokumentów?
Na to jest chyba kilka odpowiedzi w zależności od tradycji. W kabale zmiana imienia to był poważny akt, robiony w konkretnych okolicznościach, na przykład przy ciężkiej chorobie, żeby dosłownie zmylić anioła śmierci. Nowe imię nie kasowało starego, tworzyło nową warstwę. Ale nie wiem, czy to samo działa poza tym systemem.
Jeśli stare imię zawsze zostaje, to ma to konsekwencje dla numerologii, bo wtedy należałoby liczyć oba, stare i nowe, i patrzeć na napięcia między nimi. Nigdy tak nie robiłam, ale brzmi to logiczniej niż branie tylko jednego jako jedynego właściwego.
To co mówi Lubon o kabale mnie zatrzymuje, bo właśnie o tym myślałam. Jak liczyć numerologicznie kogoś, kto zmienił imię? Bo jeśli stare zostaje jako podkład, to może chodzić o dwie zupełnie różne liczby ścieżki życia. I nie, nie wiem jak to rozstrzygnąć. Ale intuicyjnie skłaniam się do liczenia obu i patrzenia, gdzie są napięcia.
A mnie zastanawia inna rzecz, bo ten wątek z Eddą i Egiptem to jest globalny motyw i to nie jest przypadek. We wszystkich tych tradycjach chodzi o to samo, że imię to nie jest dźwięk, tylko dostęp. Kto zna imię, ten ma klucz. Zmiana imienia to zmiana zamka, ale stary zamek gdzieś leży i ktoś może mieć do niego klucz.
Tymek89 dotknął czegoś ważnego. Odynowe imiona to nie pseudonimy ani maski, każde z nich to oddzielna manifestacja tej samej zasady. Dla człowieka jest inaczej, bo mamy jedno pole tożsamości, które może mieć różne warstwy nazw, ale nie możemy funkcjonować jednocześnie jako kilka pełnych bytów. Dlatego właśnie kwestia, które imię jest tym rzeczywistym, jest dla ludzkiej magii problemem, a nie jest problemem przy pracy z bóstwami.
To mnie trochę uspokaja, bo bałam się, że skoro ktoś używa zdrobnienia przez całe życie, to jest jakiś deficyt w tej pracy. A tu wychodzi, że zdrobnienie jest warstwą, nie błędem. Ale nadal nie wiem, jak to rozpoznać w praktyce, kiedy sięgać po którą warstwę.
Wracam do tego, co mówiła Fraida o substancji. Mam pytanie, które mnie chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Czy imię pośmiertne, takie jak na przykład w tradycji żydowskiej, gdzie czasem nadawano inne imię przed śmiercią, to był mechanizm podobny do tego kabalistycznego przy chorobie? Czy to jest udokumentowane, czy tylko coś, co słyszałam?
Dobrusia.2 pyta o konkretną praktykę, która ma nazwę, to jest zmiana imienia przy ciężkiej chorobie, żeby dosłownie przerwać przeznaczenie przypisane do starego imienia. Źródła mówią, że to była interwencja społeczności, nie indywidualna decyzja, i wymagała świadków. Pośmiertne imię to trochę inny przypadek, ale idea jest zbliżona, nowe imię otwiera nową kondycję bytu.
A przy pracy z duchami czy istotami, które już nie żyją, też używa się imienia z życia? Czy po śmierci imię działa tak samo?
To co Dobrusia.2 mówi o tym, że imię działa, ale nie definiuje już tak samo, może tłumaczyć, dlaczego w nordyckiej tradycji imię rodu było ważniejsze przy przywoływaniu niż imię osobiste. Rodowe imię zostaje, osobiste może się rozpłynąć.
To co Tymek89 mówi brzmi logicznie, bo jak patrzyłam na praktyki nordyckie to rzeczywiście patronimiki i rodowe oznaczenia były tam centralnym systemem identyfikacji. Ale czy to naprawdę ma jakiś odpowiednik w tym, jak pracujemy z imionami teraz? Bo mam wrażenie, że my w tej rozmowie non stop przeskakujemy między tradycjami jakby były kompatybilne, a one mogły mieć zupełnie różne założenia o tym, czym w ogóle jest imię.
