I dlatego właśnie praca z kartami przy takich pytaniach bywa bardziej użyteczna niż rytuał. Nie dlatego, że 'działa lepiej', ale dlatego, że zmusza cię do zadania konkretnego pytania. A jak pytanie jest źle postawione, karta to często po prostu pokaże.
Właśnie tego mi brakowało w tej dyskusji - konkretnego przykładu. Bo mówimy bardzo abstrakcyjnie o intencji, reprezentacji, energii... A jak to wygląda w praktyce, kiedy siadasz i faktycznie coś robisz?
Dobra, to powiem konkretnie. Robiłam kiedyś coś, co można by nazwać rytuałem zamknięcia po stracie kontaktu z kimś bliskim - nie romantycznie, po prostu przyjaźń, która się urwała bez jasnego powodu. Nie miałam ani jej imienia, ani żadnego przedmiotu. Siedziałam przy świeczce, miałam w rękach coś, co kojarzyłam z tamtym czasem - nie z nią, z tamtym czasem w moim życiu. I pracowałam z tym uczuciem zawieszenia, nie z nią. Czy to 'zadziałało'? Nie wiem jak zmierzyć. Ale to zawieszenie faktycznie z czasem zniknęło.
Ale czy ta różnica ma znaczenie dla efektu? Tzn. jeśli ty i tak wiesz, o kim myślisz podczas tego rytuału, to czy brak imienia cokolwiek zmienia?
Zgadzam się z tym i dodam, że w numerologii jest podobna distinkcja. Możesz pracować z własnym profilem liczbowym i pytać, co ta konkretna liczba mówi o twoim podejściu do relacji - i to jest praca na sobie. Możesz też wciągnąć datę urodzenia drugiej osoby i zacząć analizować 'dlaczego ona jest taka'. I to już jest praca na kimś innym, nawet jeśli 'tylko' analityczna.
Słuchajcie, jestem tu właściwie z boku i może się mylę, ale mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas krąży wokół jednego: czy myślenie o kimś to już działanie na kogoś. I jakoś nikt nie powiedział wprost - tak albo nie. Czy to jest celowe?
Celowe, bo nie ma wprost. To zależy od modelu, który przyjmujesz. Jeśli przyjmiesz model czysto psychologiczny, to nie - myślenie o kimś nie robi mu nic. Jeśli przyjmiesz model energetyczny, gdzie intencja ma realny zasięg poza psychiką, to odpowiedź jest inna. Większość praktykujących siedzi gdzieś między tymi dwoma i dlatego odpowiedź nie jest binarna.
I to chyba jest najuczciwsze podejście, jakie padło w tym wątku. Nie wiem czy działa, ale zachowuję się tak jakby działało, bo w razie czego to lepiej.
Zasada ostrożności de facto. Ciekawe, że w magii to ma sens, a w innych dziedzinach tego samego rozumowania już się nie stosuje tak chętnie. Ale wracając do tego, co Hania_W pisała o zamknięciu przez codzienną praktykę - ktoś tu ma doświadczenie z czymś takim rozłożonym w czasie, nie jednorazowym rytuałem?
A to jest właśnie coś, co mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Rytuał jako czynność kontra rytuał jako tekst. Bo w wielu tradycjach te słowa są stałe i nie powinny się zmieniać - i jest za tym jakiś argument, że stały tekst po wielu powtórzeniach buduje coś w rodzaju toru. A improwizacja, nawet szczera, tego toru nie buduje. Ale z drugiej strony Gruszanka57 mówi, że u niej działało bez tego. No więc nie wiem.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i cały czas wracam do jednego: czy praca na sobie, o której tu mówimy, naprawdę nie dotyka tej drugiej osoby, czy po prostu zakładamy że nie dotyka, bo nam tak wygodniej? Bo to nie jest to samo. Gruszanka57 mówiła 'życzę ci dobrze ale idę swoją drogą' - to brzmi jak błogosławieństwo, nie zamknięcie. Czy to nie jest jednak kierowanie czegoś w stronę tej osoby?
Właśnie. I to chyba jest ten moment gdzie temat wątku zaczyna mieć sens poza teorią - 'magia dla byłych znajomych' może oznaczać bardzo różne rzeczy. Rytuał żeby ta osoba do ciebie wróciła, to jedno. Rytuał żebyś ty przestał o niej myśleć, to drugie. A życzenie jej dobra na odchodne to może nawet coś trzeciego. I te trzy rzeczy są od siebie etycznie i praktycznie bardzo odległe, a wszyscy je wrzucamy do jednego worka.
I to może być dobry punkt do podsumowania tej części - nie żeby zamykać, bo myślę że jeszcze nie powiedzieliśmy wszystkiego - ale żeby zobaczyć gdzie jesteśmy. Zaczęłam ten temat od pytania czy można pracować magicznie dla kogoś kogo straciłaś ze swojego życia, i okazuje się że to pytanie ma w sobie ukrytą pułapkę. Bo 'dla kogoś' sugeruje że ta osoba jest beneficjentem. Ale w praktyce prawie każda taka praca, jeśli jest robiona etycznie, jest pracą na sobie. Tamta osoba po prostu daje ci punkt odniesienia do własnych emocji.
