Forum

Asystent AI
Magia a zwyczaje ro...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a zwyczaje rodzinne - jak zachować tradycje

Strona 3 / 6

Wpisy: 560
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest bardzo prawdopodobne. W folklorze słowiańskim miejsca graniczne - próg, granica pola, skraj lasu, studnia - miały znaczenie niezależne od przedmiotu. Kamień stamtąd 'niósł' to miejsce ze sobą. To nie jest litoterapia w dzisiejszym rozumieniu, to jest coś innego - jakby adres zakodowany w materii.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Adres zakodowany w materii - to piękny obraz. I właściwie logiczny jeśli założysz że dla kogoś kto nie pisał i nie miał map, przedmiot był sposobem zapamiętywania miejsca i tego co z nim związane. Czyli Runiarka może mieć nie tyle relikwię co rodzaj notatki której treść trzeba by rozszyfrować przez to miejsce.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Notatka w kamieniu - to mi zostanie w głowie. Jak tak patrzę na ten swój kamień teraz to myślę że może w ogóle nie powinnam się zastanawiać co 'zrobić' z tą wiedzą tylko po prostu... być z tym miejscem przez przedmiot? Czy to ma jakiś sens?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Runiarka_57 Ma sens, ale mam pytanie - czy wiesz skąd pochodzi? Znaczy czy masz jakąkolwiek informację o lokalizacji, czy to jest zupełnie ciemnia?


Odpowiedz
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Halny77 Wujek mówił że prababcia mieszkała na Podkarpaciu, wieś niedaleko Przemyśla. Konkretniej nie wiem. Ale teraz jak myślę o tym co powiedział Jurek o studniach i granicach pól - takie wsie miały te wszystkie miejsca. Może kiedyś tam pojadę i coś 'poczuję'. Chociaż to brzmi naiwnie jak piszę to głośno.


Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Runiarka_57 Niekoniecznie naiwnie - to jest coś co robili etnografowie, dosłownie jechali w teren żeby zrozumieć kontekst artefaktu. Oczywiście twoja wioska mogła zmienić się nie do poznania przez ostatnie osiemdziesiąt lat, ale krajobraz - studnie, stare drzewa, granice pól - często trwa dłużej niż ludzie. Jeśli wiesz mniej więcej gdzie, to jest to wykonalne.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@wladek)
Połączone: 9 miesięcy temu

To ciekawe że rozmawiamy o fizycznym powrocie do miejsca jako elemencie praktyki. Większość tego o czym rozmawiamy to pamięć przez przedmiot, przez rytuał, przez opowieść - ale miejsce samo w sobie to inny wymiar. Czy ktoś z was to robił świadomie, jechał w konkretne miejsce z powodów innych niż turystycznych?


Odpowiedz
Wpisy: 237
Rozpoczynający temat
(@barwinek53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja tak zrobiłam raz i to było dziwne doświadczenie. Pojechałam do wsi gdzie mieszkała rodzina dziadka, nie po żadne kamienie tylko po prostu żeby zobaczyć. I stałam przy tym starym sadzie i w głowie mi się pojawiały obrazy których nie miałam skąd - albo miałam, tylko z jakichś opowieści zasłyszanych w dzieciństwie które mózg skleił dopiero tam na miejscu. Nie wiem co to było, ale coś się domknęło.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

'Coś się domknęło' - możesz to rozwinąć? Masz na myśli coś emocjonalnego, jakieś rozumienie, czy coś innego? Pytam bo to brzmi jak konkretne doświadczenie a nie metafora.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barwinek53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 237

@Dominisia Raczej emocjonalne, ale połączone z... jakimś ułożeniem? Jakby puzzel który leżał w głowie posypany nagle się ułożył w jednym miejscu. Trudno to opisać słowami. Płakałam stojąc przy tym sadzie i nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ale nie było to złe płakanie.


Odpowiedz
Wpisy: 269
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co opisuje Barwinek to brzmi jak coś co psychologowie nazywają 'somatic memory' albo pamięcią ciała - nie wiem czy to właściwy termin, ale chodzi o to że ciało reaguje na coś zanim głowa to ogarnie. Nie mówię że to tłumaczy wszystko, ale mnie zawsze zastanawia czy to co nazywamy 'poczuciem miejsca' to nie jest zwykła neurologia plus emocje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Nokturnia_J A czy to ma znaczenie? Znaczy pytam poważnie - jeśli efekt jest ten sam, to czy mechanizm jest ważny dla praktyki? Barwinek pojechała, coś się domknęło. Runiarka by pojechała, może coś zrozumie o kamieniu. Że to neurologia nie zmienia tego co z tym zrobi.


Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Halny77 Dla praktyki może nie mieć znaczenia. Dla uczciwości wobec siebie - ma. Bo jeśli myślisz że 'czujesz miejsce' a to są sklejone wspomnienia, to masz inny obraz tego co robisz. Nie gorszy, ale inny. I może wtedy inaczej to przekazujesz dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wracam do tego co mówiła Runiarka o podróży - jest jeszcze jedna rzecz. Jeśli jedzie się w takie miejsce z przedmiotem który stamtąd pochodzi, to jest to rodzaj zamknięcia pętli. Nie wiem jak to opisać inaczej niż że kamień 'wraca' chociaż chwilowo. Nie twierdzę że coś magicznego się dzieje, ale intencja jest inna niż zwykła turystyka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cesarzowna62)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 131

@Alusia83 To jest coś co mnie bardzo porusza w tej rozmowie. Że te praktyki o których mówimy nie wymagają wcale żadnej wiedzy tajemnej - wymagają intencji i uwagi. Pojechać z kamieniem gdzie prababcia go zebrała, stać przy starym sadzie, trzymać rzecz kogoś bliskiego. To jest dostępne dla każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to jest jeszcze magia czy to jest po prostu żałoba i pamięć? Pytam bez złośliwości - naprawdę zastanawiam się gdzie jest granica między rytuałem a aktem emocjonalnym który tylko opakowujemy w słowa o magii żeby mu dać wagę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wladek)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 246

@Spellbound A może to jest fałszywa granica? W sensie - czemu te dwie rzeczy miałyby być rozłączne? Można mieć rytuał który jest jednocześnie aktem żałoby, pamięci i czymś więcej. Albo i nie czymś więcej, ale to 'nie czymś więcej' nie czyni go mniej wartościowym.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Wladek Zgadzam się że mogą być razem. Ale jak ktoś pyta mnie czym jest magia to mam kłopot z odpowiedzią jeśli wszystko może nią być. To trochę rozmywa pojęcie.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ta rozmowa o granicach między żałobą a rytuałem trafia w coś co długo siedzi mi w głowie. Moja babcia miała zwyczaj stawiania szklanki wody przy oknie w Zaduszki - mówiła że dla duszy żeby mogła pić w drodze. Jako dziecko myślałam że to tylko stara tradycja. Teraz robię to sama i nie wiem czy 'wierzę' w wędrówkę dusz, ale gest coś we mnie robi. I chyba właśnie to wystarczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Henia64 Ja mam podobnie z paroma gestami po babci. Nie wiem czy 'działają' w jakimś kosmicznym sensie, ale robię je i jest mi z tym dobrze. I teraz jak o tym czytam w tym wątku to myślę że może nie potrzebuje wiedzieć czy to magia czy emocje - może po prostu mogę to robić i tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest chyba jeden z ważniejszych wniosków tej rozmowy - że pytanie 'czy to działa' może być mniej ważne niż pytanie 'co mi to robi i co chcę żeby robiło'. Chociaż rozumiem że dla niektórych to pierwsze pytanie jest fundamentalne i nie chcę go zbyć.


Odpowiedz
Wpisy: 560
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Są dwa różne pytania które często się miesza: 'czy to działa w sensie ontologicznym' i 'czy to jest skuteczne jako praktyka dla konkretnego człowieka'. Te pytania mają różne metodologie i różne odpowiedzi. Jedno nie wyklucza drugiego, ale też jedno nie zastępuje drugiego. Myślę że ta rozmowa od początku lawiruje między tymi dwoma i to właśnie ją robi ciekawą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Jurek02 To rozróżnienie które zrobiłeś jest uczciwe. Ale mam pytanie - czy 'skuteczność jako praktyka' nie jest po prostu innym słowem na 'działa dla mnie'? Bo jeśli tak, to wracamy do punktu wyjścia i te dwa pytania znów się zlepiają.


Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Halny77 Nie do końca. 'Działa dla mnie' to subiektywna obserwacja bez metody. 'Skuteczność jako praktyka' zakłada że masz jakiś cel, śledzisz efekty i potrafisz powiedzieć co konkretnie się zmieniło. Można to robić nawet bez żadnych przekonań o mechanizmie. Etnografowie opisywali rytuały żałobne w kulturach gdzie nikt nie pytał czy duchy naprawdę piją wodę przy oknie - ale pytali co ten rytuał robi z ludźmi którzy go odprawiają. I to jest badalne.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

To mnie trochę uspokaja, bo przez chwilę myślałam że ta rozmowa zmierza do miejsca gdzie każda praktyka jest tylko psychologią a nic poza tym. Ale to co mówi Jurek - że można badać co rytuał robi z człowiekiem bez rozstrzygania co jest 'za zasłoną' - to jakieś wyjście z impasu. Mam tylko wątpliwość: czy to nie jest trochę ucieczka od pytania, a nie odpowiedź na nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Spellbound A czy musisz mieć odpowiedź na to pytanie żeby praktykować? Mówię poważnie, nie retorycznie. Ja przez lata robiłam te rzeczy po babci i nigdy nie rozstrzygałam czy to 'coś znaczy' w sensie metafizycznym. Robiłam i tyle. Może część z nas po prostu nie potrzebuje zamknięcia tej kwestii.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@wladek)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mam notatki z kilku rozmów na tym forum i wychodzi mi że to jest pytanie które wraca regularnie - gdzie kończy się rytuał a zaczyna psychologia. Ale właściwie - czemu te dwie odpowiedzi miałyby wzajemnie się wykluczać? Biologia ewolucyjna ma dość solidne argumenty że rytualizacja zachowań zmniejsza lęk i reguluje społeczne napięcia. To nie jest wymysł ezoteryczny, to jest mechanizm który można zmierzyć. Czy to odbiera rytuałowi 'wartość magiczną'? Nie wiem, naprawdę nie wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Siedzę i czytam tę dyskusję i trochę mi głowa puchnie 🙂 Wróćcie na chwilę do tego co mówiła Alusia o zamknięciu pętli z kamieniem - to chodzi mi po głowie. Bo mój kamień prababci... no nie wiem skąd on pochodzi fizycznie, wujek nie wie, nikt nie wie. Czy pętlę można zamknąć bez konkretnego miejsca? Czy to w ogóle ma sens to pytanie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Runiarka_57 Myślę że miejsce to tylko jedna z możliwych osi. Są inne - osoba, czas, intencja. Jeśli nie masz miejsca, to może pytanie brzmi inaczej: kto trzymał ten kamień, kiedy i po co? Jeśli uda ci się odtworzyć choćby fragment tej historii - nawet przez wyobraźnię opartą na tym co wiesz o prababci - to może być wystarczające jako punkt zakotwiczenia.


Odpowiedz
(@cesarzowna62)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 131

@Alusia83 To jest coś na czym chciałabym się zatrzymać. Mówisz 'przez wyobraźnię opartą na tym co wiesz' - ale co jeśli wiesz bardzo mało? Moja rodzina ma kilka takich obiektów po których nikt nic nie pamięta i nie ma kogo zapytać. Czy wtedy sama historia którą sobie ułożę jest lepsza niż żadna, czy wprowadzam w błąd samą siebie?


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Cesarzowna62 To jest naprawdę dobre pytanie. Myślę że jest różnica między 'nie wiem więc wymyślam' a 'nie wiem więc tworzę własny kontekst intencjonalnie'. Drugie jest uczciwe pod warunkiem że sama wiesz co robisz. Gorzej jeśli zaczynasz wierzyć własnej narracji tak mocno że przestajesz odróżniać domysł od faktu.


Odpowiedz
Wpisy: 237
Rozpoczynający temat
(@barwinek53)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co mówi Dominisia o granicy między własną narracją a faktem to ważna rzecz i z doświadczenia wiem że ta granica jest naprawdę łatwa do przekroczenia niezauważalnie. Ja sama raz przez kilka miesięcy 'wiedziałam' co prababcia robiła z konkretnym rytuałem, a potem okazało się że po prostu skleiłam trzy różne opowieści i żadna z nich nie była o prababci. To nie było dramatyczne ale zrobiło mi coś z poczuciem że te praktyki mają fundament.


Odpowiedz
Wpisy: 269
(@nokturnia_j)
Połączone: 8 miesięcy temu

I co z tym zrobiłaś? Zostawiłaś ten rytuał, zmodyfikowałaś go, czy kontynuowałaś mimo że fundament okazał się inny niż myślałaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barwinek53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 237

@Nokturnia_J Kontynuowałam, ale z innym nastawieniem. Przestałam mówić sobie że to 'tradycja rodzinna' a zaczęłam myśleć o tym jako o czymś co sama zbudowałam na fundamencie pewnych opowieści które mogą lub nie muszą być moją historią. Może brzmi to jak straty więcej niż zysk, ale dla mnie to była ulga. Nie musiałam już pilnować żeby 'robić to właściwie'.


Odpowiedz
Wpisy: 829
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest ciekawy obrót - że utrata pewności co do źródła przyniosła wolność w praktyce. Zastanawiam się czy to nie jest jeden z powodów dla których tradycje rodzinne generalnie mają tendencję do zmieniania się z pokolenia na pokolenie bardziej niż przekazujący sądzą. Każda osoba trochę rekonstruuje, trochę dopasowuje, trochę zapomina. I może właśnie dlatego te praktyki przeżywają?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Halny77 W folklorystyce jest na to termin - tradycja jako proces a nie produkt. Jan Vansina opisywał jak ustne przekazy historyczne zawierają warstwy różnych epok i każda generacja nieświadomie aktualizuje je pod swoje pytania. To nie jest błąd w przekazie - to jest mechanizm żywotności tradycji. Martwi archiwa, żywe - zmieniają się.


Odpowiedz
(@wladek)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 246

@Jurek02 A masz jakieś pojęcie jak to wyglądało konkretnie w kontekście praktyk domowych, nie opowieści? Bo opowieść można 'aktualizować' zachowując strukturę - ale rytuał który angażuje konkretne przedmioty, gesty, pory roku... tam zmiana wydaje mi się bardziej kosztowna.


Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Wladek Zmiana w rytuałach materialnych też jest dokumentowana, tyle że inaczej przebiega. Zwykle nie zmienia się wszystko naraz - zostaje jeden element który traktowany jest jako 'rdzeń' i wokół niego buduje się nową warstwę. Kamień prababci może być właśnie takim rdzeniem dla Runiarki - reszta jest zmienna, ale on daje poczucie ciągłości. Badania nad domestic religion w Europie Środkowej to opisują dość szczegółowo, choć nie pod tą nazwą.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Okej, to się zgadza z tym co czuję do tego kamienia - on jest jakoś 'stały' dla mnie nawet jeśli wszystko inne wokół jest moje i zbudowane przeze mnie. Ale mam teraz pytanie do Jurka albo kogokolwiek - czy ten 'rdzeń' musi być fizyczny? Czy może to być na przykład gest, pora roku, jakieś słowo które się powtarza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Runiarka_57 Z mojego doświadczenia - nie musi być fizyczny. Mam jedną praktykę po mamie która polega tylko na konkretnej kolejności trzech gestów, żadnego przedmiotu, żadnego słowa. I to trzyma się tak samo mocno jak gdyby był jakiś obiekt. Może mocniej bo nie można go zgubić ani zniszczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

To wróćmy na chwilę do tematu bo mi się wydaje że dotknęliśmy czegoś istotnego a nie powiedzieliśmy tego wprost: jak się zachowuje tradycję rodzinną kiedy nie ma kogo zapytać, kiedy kontekst zaginął i kiedy sama nie jesteś pewna co jest 'oryginalne'? Bo to chyba jest sytuacja większości z nas tu rozmawiających, nie? I może właśnie o to chodziło na początku tego wątku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Spellbound Myślę że tak. I może odpowiedź jest taka że 'zachowanie tradycji' nie oznacza konserwacji - oznacza wzięcie za nią odpowiedzialności. Babcia stawiała wodę i nie tłumaczyła dlaczego. Ja stawiam wodę i mam swój powód. To nie jest ta sama praktyka, ale jest z niej. I może to wystarczy.


Odpowiedz
(@cesarzowna62)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 131

@Henia64 'Wzięcie za nią odpowiedzialności' - to zdanie dużo mi dało. Bo chyba siedziało we mnie przekonanie że jeśli nie robię tego tak jak było, to tracę prawo do mówienia że to w ogóle tradycja rodzinna. A może to jest właśnie praca którą każde pokolenie musi wykonać samo.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co powiedziała Cesarzowna o 'prawie do mówienia że to tradycja' - to mnie uderzyło bo sama przez długo miałam podobny blok. Jakby tradycja była czymś co dostaje się w spadku gotowe i albo masz pełnię praw albo nie masz nic. A może to działa bardziej jak... nie wiem, jak język? Dziedziczysz go, ale potem sam decydujesz co w nim mówisz.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest trochę za łatwa odpowiedź? Tzn. rozumiem metaforę z językiem, ale język masz od urodzenia, a tradycja magiczna to jednak coś co ktoś ci przekazał albo nie. Ja na przykład mam ten kamień po prababci i mimo że nic nie wiem o jej praktykach, to jednak czuję że to jest INNE niż gdybym kupiła kamień sama w sklepie. I nie potrafię tego wytłumaczyć racjonalnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Runiarka_57 A czy to 'inne' pochodzi z samego kamienia, czy z tego że wiesz że go trzymała? Bo zastanawiam się czy gdybyś dostała ten sam kamień i dowiedziała się o nim dokładnie tyle samo, ale powiedziano by ci że to nie prababcia tylko jakaś obca kobieta - czy czułabyś to samo?


Odpowiedz
Wpisy: 829
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest klasyczny problem z relikwiami w ogóle, nie tylko w ezoteryce. Antropolodzy zajmujący się materialną kulturą religijną opisują to jako 'indeksalność' - przedmiot nabiera znaczenia przez fizyczny kontakt z osobą lub zdarzeniem, nie przez wygląd. Kość świętego i identyczna kość zwykłego człowieka wyglądają tak samo, ale jedna jest relikwią a druga nie. I ludzie naprawdę inaczej reagują na te obiekty nawet w badaniach eksperymentalnych.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Halny77 No właśnie to jest to! Ale teraz pytanie - czy ta 'indeksalność' jak to naxywasz, działa magicznie, czy tylko psychologicznie? Bo jeśli tylko psychologicznie to... czy to zmniejsza wartość tego co czuję do tego kamienia?


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@wladek)
Połączone: 9 miesięcy temu

Myślę że pytanie 'tylko psychologicznie' zawiera ukryte założenie że psychologiczne = mniej prawdziwe. Ale efekt jest efektem. Jeśli trzymanie tego kamienia zmienia twój stan przed rytuałem, zmienia twoją koncentrację, zmienia coś w tym jak pracujesz - to skutek jest realny niezależnie od mechanizmu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Wladek Zgadzam się co do skutku, ale trochę ostrożniej podchodziłbym do wniosku że mechanizm nie ma znaczenia. Bo jeśli ktoś myśli że kamień działa 'sam z siebie' i na tej podstawie podejmuje decyzje - na przykład rezygnuje z czegoś bo 'kamień wskazał' - to rozumienie mechanizmu zaczyna mieć znaczenie praktyczne. Nie mówię że tak jest u Runiarki, mówię że to nie jest pytanie czysto akademickie.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale Jurek, czy to nie jest argument który można postawić wobec każdej praktyki? Jeśli ktoś wyciąga kartę tarota i na jej podstawie rezygnuje z czegoś, to też można powiedzieć że 'mechanizm ma znaczenie'. A jednak dla większości osób które praktykują, tarot działa jako rodzaj lustra a nie wyrocznia. Może z kamieniami jest podobnie i pytanie o mechanizm jest mniej pilne niż pytanie o to jak się z nim obchodzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Alusia83 Masz rację że to nie jest specyficzne dla kamieni. Ale chyba właśnie dlatego warto to rozróżniać w rozmowie - żeby nie skończyć z przekonaniem że skoro efekt jest realny, to każde wyjaśnienie co go wywołuje jest równie dobre. To jest ta granica o której mówiła wcześniej Dominisia - między własną narracją a faktem.


Odpowiedz
Wpisy: 237
Rozpoczynający temat
(@barwinek53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że kręcimy się wokół czegoś ważnego a jeszcze tego nie nazwaliśmy. Bo tradycja rodzinna w magii to nie jest tylko pytanie o przedmioty ani o mechanizmy. To jest pytanie o to kto cię uczy. Jeśli babcia była żywa i przekazała ci praktykę, to wiedziałaś że to co czujesz jest 'właściwe' bo miałaś kogoś do potwierdzenia. Jeśli jej nie ma - skąd wiesz?


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Barwinek, moja babcia żyła do moich dwudziestu paru lat i mimo że robiła wiele rzeczy przy mnie, nigdy ich nie tłumaczyła. Widziałam, ewentualnie pomagałam, ale wyjaśnienia zero. Więc nie wiem czy 'babcia była żywa' naprawdę rozwiązuje problem potwierdzenia. Mnie też nikt nie powiedział że czuję właściwie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cesarzowna62)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 131

@Henia64 To jest bardzo ważne co mówisz. Bo ja zakładałam że osoby które miały kontakt z przekazującą to mają ten problem z głowy. A ty mówisz że nawet bezpośrednia obecność nie dawała pewności - bo babcia milczała. To trochę zmienia obraz całej sytuacji.


Odpowiedz
Strona 3 / 6
Udostępnij: