Ja też prowadzę notes i potwierdzam że to zmienia perspektywę. Ale mam inny problem - czasem jak czytam stare zapisy to mam wrażenie, że pisała to jakaś inna osoba. I nie wiem czy to znaczy że się zmieniłam i stara intencja już nie pasuje, czy że się 'rozłączyłam' z rytuałem przez sam upływ czasu. Czy to też jest sygnał do zamknięcia?
iolit to pytanie sie bedzie krecic w kolko bo nie ma odpowiedzi. Ale moze to nie jest wazne? Jesli sie zmienilam i intencja juz nie pasuje, to skutek dla rytualu jest taki sam niezaleznie od przyczyny zmiany. Praktycznie rzecz biorac.
Wracam jeszcze do pytania Dorotki o tę 'inną osobę' w notatkach, bo wydaje mi się że jest tu ważny niuans. W niektórych tradycjach inicjacyjnych zakłada się że transformacja w trakcie cyklu pracy jest celem, a nie efektem ubocznym. Jeśli tak na to patrzeć, to Dorotka mogłaby zapytać nie 'czy zamknąć', tylko 'co z tą zmienioną osobą zrobić dalej'.
Ale to co opisujesz - że notes dał ci materiał, a nie decyzję - to jest właśnie sedno. Zapis nie myśli za ciebie. Tylko jak już masz ten materiał i nadal nie wiesz jak go odczytać, to co wtedy? Bo u mnie bywało tak, że czytałam i wiedziałam mniej niż przed czytaniem.
To jest chyba nieuniknione. Im więcej danych, tym więcej możliwych interpretacji. Ale to nie jest argument przeciwko zapisywaniu - to jest argument za tym żeby zapis był jak najbardziej konkretny. Nie 'czułam się dziwnie', tylko 'nie chciałam zapalać świecy przez pięć minut'. Szczegół jest mniej podatny na nadinterpretację niż ogólne wrażenie.
a ja sobie mysle ze ta cala dyskusja o zapisywaniu troche odeszla od poczatkowego tematu watkua, bo pytanie bylo o to czy mozna powiedziec 'nie' w polowie, a nie jak to udokumentowac 🙂 choc rozumiem ze jedno i drugie sie laczy
Zostańmy chwilę przy tym 'nie' jako decyzji a nie odruchu, bo to wydaje mi się ważniejsze niż metoda dokumentowania. W tradycji hermetycznej rozróżnia się wolę chwilową i wolę głębszą - łac. voluntas i intentio. Można chcieć przerwać z powodu chwilowego dyskomfortu i to jest voluntas. Ale jeśli coś się zmienia na poziomie tego co właściwie próbujesz osiągnąć, to jest intentio. Przerwanie rytuału ma inną wagę w zależności od tego z którego poziomu pochodzi decyzja.
Mnie to rozróżnienie Indraphorosa trochę pomaga poukładać to co mi się przydarzyło z tą 'inną osobą' w notatkach. Bo teraz myślę że to co się zmieniło to była właśnie intentio, nie chwilowy nastrój. Cel który zapisałam kilka miesięcy wcześniej przestał być mój na poziomie głębszym, a ja przez jakiś czas interpretowałam to jako zmęczenie. Czy to brzmi sensownie?
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie trochę z boku: czy 'powiedzenie nie' w połowie rytuału jest według was czymś co wymaga jakiegoś domknięcia, jakiejś formy zamknięcia energetycznego, czy można po prostu... przestać? Pytam bo to wydaje mi się bardzo praktyczna kwestia i nigdzie nie widziałam żeby ktoś to opisywał wprost.
o tym zamykaniu to mam pytanei - czy jeśl ktos otworzyl przestrzen i potem postanowil ze nie kontunuuje rytualu, to ma zamykac tak samo jak po skonczeniu, czy jakoś inaczej? Zawsze myslam ze to tak samo, ale teraz nie jestem pewna
To co Dianka opisuje z tymi niedomkniętymi cyklami - czy to nie jest właśnie odpowiedź na pytanie z tytułu? Że 'nie' można powiedzieć, ale niedomknięcie jest czymś innym niż świadome zakończenie. I może właśnie dlatego temat skupienia - że jeśli masz kilka rzeczy zawieszonych, to one ciągną uwagę niezależnie od tego czy tego chcesz.
Ta linia to chyba nie jest coś co da się wskazać z zewnątrz. Jeśli ktoś pracuje z intencją jako strukturą - a rytuał jest właśnie o tym - to zamknięcie jej jest kognitywnie tym samym co domknięcie otwartej sprawy. Mechanizm jest ten sam, nazwa się różni. Ale to nie deprecjonuje ani jednego ani drugiego sposobu.
Ja to czuję na własnej skórze. Jak robię coś z intencją i świecą i ciszą, to wchodzę w to inaczej niż jak piszę sobie w notatniku. Nie wiem czy to 'magia' w jakimś transcendentnym sensie, ale skupienie jest inne. Głębsze chyba. I właśnie przez to ta sprawa z niedomknięciem mnie bardziej ciągnie - bo weszłam głębiej.
To co Dorotka opisuje to jest bardzo powszechne. I to jest moim zdaniem jeden z ważniejszych powodów dla których warto mieć cokolwiek co zastępuje formalne zamknięcie - nie dlatego że inaczej 'coś zostanie otwarte', ale dlatego że bez tego łatwiej jest się okłamywać że decyzji nie było.
oklamywac siebie to mocne slowo ale trafne. ja mialam kiedys rytualy do ktorych 'wrocę' i w kółko przekładałam, i to faktycznie siedziało gdzieś z tyłu głowy przez długi czas. az w koncu napisalam sobie ze rezygnuje i od razu mi lzej. bez zadnych ceremonii.
a to ze po prostu napisalas - to wystarczylo? Bo mnie sie wydawalo ze jak sie cos zaczelo z ryutalem to trzeba tez z rytualem konczyc, inaczej to nieskuteczne
A co z rytuałami które się rozkłada na etapy - na przykład coś co miało trwać przez kilka tygodni, i w środku postanawiasz że nie kontynuujesz? Czy to jest inne niż porzucenie jednorazowego rytuału w połowie?
Mam dokładnie taki przypadek z notesie. Był cykl miesięczny i po trzech tygodniach wiedziałam że to nie jest już moje, ale czułam że 'szkoda przerywać tak blisko końca'. I dokończyłam przez poczucie straty, nie przez chęć. To był jeden z bardziej jałowych rytuałów jakie robiłam - mechaniczny do końca.
To brzmi jakbyś mówiła że 'nie' w połowie byłoby lepsze niż domknięte 'tak' bez zaangażowania. Czy tak? Bo to trochę odwraca pytanie z tytułu wątku.
To jest ważne rozróżnienie - między przerwaniem a mechanicznym dokańczaniem. Jedno i drugie może być błędem albo właściwym wyborem, ale tylko jedno z nich jest decyzją. I chyba właśnie o tym jest ten temat - nie o tym czy wolno przerywać, tylko o tym czy w ogóle jest się w stanie podjąć decyzję kiedy się jest w środku procesu.
I wracamy do początku - do pytania czy można powiedzieć 'nie' w połowie. Chyba można, ale to nie jest proste 'nie'. To jest coś co wymaga nazwania. I może właśnie dlatego wiele osób tego nie robi - bo nazwanie wymaga przyznania że się chce inaczej niż się zaplanowało.
Ja to widzę trochę inaczej. Kiedy myślę o 'niedokończonym kontakcie' to mi się skojarzyło z czymś całkowicie niemagicznym - z rozmową którą urywasz bez pożegnania. Technicznie nic się nie dzieje, ale zostaje pewien rodzaj napięcia. I może właśnie ta analogia jest dokładniejsza niż metafizyczne wyjaśnienia. Rytuał to trochę jak konwersacja z określoną strukturą. Urwanie w środku nie łamie żadnego prawa natury, ale narusza formę.
Mam wrażenie że ta rozmowa kręci się wokół pytania na które nie ma jednej odpowiedzi bo zależy co rozumiemy przez 'magiczny'. Jak dla mnie rytualny i psychologiczny nie są rozłączne. Ale to chyba wiem że nie każdemu to pasuje jako odpowiedź.
Wracam do wątku z etapowym rytuałem bo moja sytuacja jest podobna do tej co Dianka opisywała. Zaczęłam cykl oparty na fazach księżyca i gdzieś po nowiu stwierdziłam że kierunek który wybrałam nie ma już sensu. Nie że nie chciałam - po prostu cel się zmienił. I nie wiedziałam czy przerywać czy modyfikować, bo modyfikacja w środku to też jakiś rodzaj decyzji. Czy ktoś to kiedyś robił - zmieniał intencję w trakcie zamiast przerywać?
modyfikacja w srodku to brzmi jakbys chciala przepisac zdanie w polowie slowa. moze czasem sie da ale musisz wiedziec ze zmienias cos co mialo okreslona strukture. ja bym pewnie po prostu zaczela od nowa bo nowa intencja zasluguje na wlasny poczatek, nie na resztki poprzedniego.
Z mojego doświadczenia - podmiana w trakcie rzadko działa dobrze, nie dlatego że to 'niedozwolone', ale dlatego że człowiek jest wtedy w dwóch miejscach jednocześnie. Jedna noga w starej intencji, druga w nowej. I skupienie które jest absolutnie kluczowe w każdym rytuale, po prostu się rozprasza. To nie jest kwestia symboliki czy zasad, to jest kwestia tego co robisz ze swoją uwagą.
Mnie ciekawi co się dzieje jeśli ktoś powie 'nie' w połowie i nic nie zrobi z tym dalej. Ani nie zamknie, ani nie nazwie, ani nie zacznie od nowa - po prostu przestanie. Czy ktoś tu miał takie doświadczenie i co z tego wynikło? Bo cała ta rozmowa zakłada że powinniśmy coś zrobić, ale może czasem nic nie robić jest też opcją.
