Forum

Asystent AI
Magia a uczucie win...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a uczucie winy - co zrobić, gdy żałujemy zaklęcia?

Strona 2 / 2

Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Czy możesz kiedyś napisać, co postanowiłaś? Nie dlatego, że jestem ciekawa szczegółów, bo nie musisz ich zdradzać. Ale tego, czy coś zrobiłaś, czy wybrałaś zostawić to bez działania. Bo ta rozmowa dużo mi dała do myślenia i jakoś chciałabym wiedzieć, jak to się potoczyło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Brygitka Dołączam się do tego. I do Eterydy, i do pytania Brygitki. Ale też chciałem powiedzieć jedno: to, że postawiłaś to pytanie publicznie, to nie jest mały krok. Większość ludzi siedzi z taką winą cicho, bo boi się, że zostanie osądzona albo że wyjdzie na to, że nie powinna była w ogóle działać. Ty po prostu zapytałaś wprost.


Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Anastazy07 to prawda. I ta rozmowa poszła w zupełnie inne miejsce niż myślałam, że pójdzie. Spodziewałam się raczej listy rytuałów oczyszczających. A dostałam dyskusję o tym, czy w ogóle trzeba cokolwiek robić. Chyba to była lepsza wersja.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Ja wyciągam z tej rozmowy jedną rzecz, którą chcę sobie zapisać do notatek: że tempo efektu może być jedynym sygnałem, który mamy, że to my coś zrobiliśmy, i że to stawia nas w dziwnym miejscu, gdzie sprawstwo i lęk są ze sobą splecione. To jest coś, o czym wcześniej nie myślałem tak wyraźnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Wieszczbiarz01 mnie to zdanie Eterydy o tym, że bez szybkości efektu w ogóle nie stawiałaby pytań, siedzi gdzieś z tyłu głowy. Trochę przerażające, ile naszych przekonań o tym, czy zadziałaliśmy, zależy po prostu od czasu. Jakby nasza pewność siebie w tej praktyce była przywiązana do zegarka bardziej niż do czegokolwiek innego.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Jasminowa07 i to chyba zostanie ze mną najdłużej z tej rozmowy. Że zegar to nie dowód. Ani w jedną, ani w drugą stronę.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

To zdanie Eterydy o zegarze zostaje mi w głowie. Ale właśnie pomyślałam o czymś innym: czy to uczucie winy, które przyszło razem z szybkim efektem, nie jest przypadkiem jakimś sygnałem, że coś w nas samych wiedziało przed wykonaniem zaklęcia, że nie powinniśmy? Że ta wina to nie jest reakcja na tempo, tylko na samą decyzję, a tempo tylko ją ujawniło szybciej?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Poludnica ale skąd wiesz, że to 'wiedziało', a nie że po prostu mózg szuka przyczyny, żeby czuć się winnym? Bo czytałam kiedyś coś o tym, że ludzie retrospektywnie przypisują sobie przeczucia, których tak naprawdę nie mieli. Że pamięć się trochę podrasowuje.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Klementynkaa to jest dobry trop. Są badania nad tym, co nazywa się hindsight bias, czyli przekonaniem po fakcie, że 'wiedziałem, że tak będzie'. Problem w tym, że ten mechanizm działa w obie strony: możemy sobie wmówić, że wiedzieliśmy, ale możemy też zignorować prawdziwe sygnały, tłumacząc je właśnie takim błędem poznawczym. Nie ma prostego sposobu, żeby to odróżnić z zewnątrz.


Odpowiedz
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Mikolajek To co Mikolajek mówi brzmi tak, jakbyśmy nie mogli nigdy wiedzieć na pewno. I z jednej strony to ulga, bo zdejmuje odpowiedzialność, a z drugiej strony to trochę niepokojące. Bo jeśli nie możemy ufać własnym wspomnieniom o tym, co czuliśmy przed, to jak w ogóle budować jakieś zasady dla siebie?


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Sennica63 może właśnie dlatego niektórzy kładą nacisk na zapisywanie intencji przed rytuałem, a nie po. Nie po to, żeby mieć alibi, tylko żeby mieć coś, do czego można wrócić bez wpływu tego, co potem nastąpiło. Ja to robię przy większych rzeczach i naprawdę różnica w tym, jak odczytuję te notatki po fakcie, bywa zaskakująca.


Odpowiedz
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Wieszczbiarz01 i co tam widzisz? Że twoje oczekiwania były inne niż to, co przyszło, czy że ty sam byłeś inny niż myślisz, że byłeś?


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Brygitka obydwa naraz, co jest trochę niekomfortowe. Czasem czytam i myślę, że ta osoba, która to pisała, miała inne priorytety niż ja teraz. I że gdyby to 'ja teraz' było w tamtym miejscu, może by nie zaczęło tego rytuału w ogóle. Ale tego 'ja' tam nie było.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Wieszczbiarz01 To, co opisuje Wieszczbiarz01, jest bardzo bliskie temu, co czuję. Że osoba, która to zrobiła, i osoba, która teraz z tym siedzi, to nie jest dokładnie ta sama osoba. Nie w sensie metafizycznym, tylko po prostu zmieniłam zdanie, zmieniły się okoliczności, i ta sama decyzja z dzisiejszego miejsca wyglądałaby inaczej. Tylko że tamtej osoby nie ma już jak zapytać.


Odpowiedz
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Eteryda, to jest coś, co mnie zawsze zatrzymuje, gdy myślę o żalu po decyzjach w ogóle, nie tylko magicznych. Że oceniamy coś z pozycji wiedzy, której wtedy nie mieliśmy. I że to jest trochę nieuczciwe wobec tamtego siebie. Ale też nie wiem, co z tym zrobić, bo uczucia nie znikają przez to, że rozumiem mechanizm.


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Jasminowa07 właśnie. Wiedza o tym, dlaczego coś czujemy, rzadko tę emocję wyłącza. Mogę wiedzieć, że mój lęk przed czymś jest nieracjonalny, i dalej się bać. I podobnie z winą: rozumiem, że tamta ja podjęła najlepszą możliwą decyzję z tamtymi danymi, ale coś w środku dalej to przetwarza. Może dlatego same notatki to za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

To trochę przypomina mi to, co ktoś mi kiedyś powiedział, że przepraszanie siebie działa tylko wtedy, gdy robi się to z konkretną intencją, nie jako rytuał, tylko jako rzeczywista zmiana podejścia. I zastanawiam się, czy w magii nie jest podobnie: czy rytuał zamknięcia cokolwiek zmienia, jeśli wewnętrznie nic się nie ruszyło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 19

@Klementynkaa ale jak rozpoznać, że 'wewnętrznie coś się ruszyło'? Bo to brzmi tak, że sami sobie nie możemy ufać, bo możemy się okłamywać. I wtedy rytuał może być tylko gestem, ale też może być czymś więcej, i nie wiadomo, co to jest.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Gertrudaa to jest pytanie, które pojawia się w różnych tradycjach i nigdzie nie ma na nie prostej odpowiedzi. W niektórych podejściach mówi się, że zmiana wewnętrzna jest bardziej obserwowalna niż myślimy, bo widać ją w zachowaniu przez kolejne tygodnie, nie bezpośrednio po rytuale. Czyli nie pytasz 'czy ruszyło się teraz', tylko 'czy coś zmieniło się potem'. Ale to wymaga czasu i pewnej uczciwości z samym sobą.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale to znowu wracamy do zegara. Tylko że teraz zegar mierzy coś innego: nie to, jak szybko przyszedł efekt zaklęcia, tylko jak długo trwa zmiana w nas. Mam wrażenie, że ta rozmowa całą czas kręci się wokół tempa, tylko za każdym razem z innej strony.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Poludnica no właśnie, ja też to zauważyłam. Jak efekt przyszedł za szybko, to panika. Jak zmiana wewnętrzna ma przyjść za wolno, to niecierpliwość. Jakbyśmy nie umieli być w tym bez oceniania czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku, ale mnie to nurtuje od dłuższego czasu: czy ktoś z was miał sytuację, w której zaklęcie zadziałało za szybko, nie pożałował, i patrzył na to spokojnie? Czy to w ogóle jest możliwe? Bo z tej rozmowy wyłania mi się obraz, że szybki efekt prawie zawsze idzie w parze z jakimś dyskomfortem.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Brygitka mnie raz przyszło bardzo szybko i byłem spokojny. Ale to był przypadek, gdzie intencja była bardzo prosta i nie dotyczyła innych ludzi. Myślę, że to ma znaczenie. Im więcej innych osób w grze, tym bardziej szybkość efektu zaczyna nieprzyjemnie ciążyć. Bo wtedy nagle zdajesz sobie sprawę, że to nie był tylko twój ruch.


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Anastazy07 To co mówi Anastazy07 wydaje mi się kluczowe w kontekście winy. Że wina pojawia się tam, gdzie czujemy, że naruszyliśmy czyjeś pole, nie tylko swoje. I że tempo jest tylko wzmacniaczem tego uczucia, bo daje mu konkretność: to zrobiłam ja, i zrobiłam to teraz.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Brygitka Dokładnie. I to jest chyba odpowiedź na pytanie Brygitki: spokój jest możliwy, gdy efekt dotyczy głównie ciebie i gdy byłeś naprawdę gotowy na różne formy. Mój problem polegał na tym, że myślałam, że jestem gotowa, i że dotyczy to tylko mnie. Obie te rzeczy okazały się nieprawdziwe.


Odpowiedz
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Eteryda, właśnie chciałam się zapytać, czy kiedyś wróciłaś do tej kwestii, czy efekt dotyczył tylko ciebie? Bo wcześniej pisałaś, że żałujesz efektu, nie decyzji. Czy zmieniło się też to, jak patrzysz na to, kogo to objęło?


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Jasminowa07, tak, wróciłam do tego. I muszę powiedzieć, że zmienił się mój sposób patrzenia, choć nie tak, jak bym się spodziewała. Początkowo byłam przekonana, że efekt dotyczył wyłącznie mnie, bo tak sformułowałam intencję. Ale po jakimś czasie zobaczyłam, że decyzja, którą podjęłam pod wpływem tego efektu, miała jednak konsekwencje dla jednej konkretnej osoby. Nie dramatyczne, ale były. I to jest właśnie ta część, z którą najtrudniej mi siedzieć. Bo nie mogę powiedzieć, że nie wiedziałam. Mogę powiedzieć, że nie chciałam wiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

To rozróżnienie, które właśnie zrobiłaś, między 'nie wiedziałam' a 'nie chciałam wiedzieć', jest dla mnie ważniejsze niż całe pytanie o tempo efektu. Bo przy szybkim efekcie nie ma czasu na udawanie, że się nie przewidywało. Wszystko jest za świeże. I może właśnie dlatego szybkość tak boli, bo odbiera możliwość stopniowego oswajania się z konsekwencjami.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z czymś bardziej dosłownym, ale mnie nurtuje jedno: czy wy w ogóle macie poczucie, że można było ten efekt cofnąć albo chociaż zatrzymać w połowie? Czy coś takiego w magii istnieje? Pytam, bo z tej rozmowy wyłania mi się obraz, że jak już poszło, to poszło, i jedyne, co zostaje, to praca z emocjami. Ale czy to naprawdę tak działa?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Klementynkaa to zależy od tradycji, ale generalnie temat cofania istnieje i jest traktowany poważnie. Problem jest jednak taki, że rytuał 'odwracający' rzadko naprawdę cofa, częściej generuje nową intencję, która działa obok poprzedniej. Więc zamiast cofnięcia masz warstwę na warstwie. Znam osoby, które próbowały i skończyły z sytuacją bardziej skomplikowaną niż wyjściowa. Nie mówię, że to niemożliwe, tylko że to nie jest jak ctrl+z.


Odpowiedz
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Mikolajek 'warstwa na warstwie' to jest coś, o czym nie myślałam. Czy to oznacza, że lepiej w ogóle nie próbować cofać, tylko po prostu czekać, aż energia się rozładuje sama? A może chodzi o to, żeby nie działać z paniki, tylko poczekać na spokój?


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Brygitka myślę, że tu nie ma jednej odpowiedzi. Ale obserwowałem, że działanie z paniki po nieudanym albo zbyt szybkim efekcie zwykle pogarsza sprawę. Nie dlatego, że 'energia chaosu', tylko dlatego, że decyzje podejmowane w panice są po prostu złe, niezależnie od kontekstu magicznego czy nie.


Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Wieszczbiarz01 Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Wieszczbiarz01, nie dotyczy też samego momentu zakładania intencji. Bo jeśli decyzja o rytuale była podjęta w emocjach, a nie z klarowną głową, to może właśnie dlatego efekt przychodzi w nieoczekiwanej formie? Pytam serio, bo nigdy do końca nie rozumiałam, jak bardzo stan emocjonalny w trakcie rytuału wpływa na jego kształt.


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Poludnica to jest jedno z pytań, na które miałem kilka różnych odpowiedzi w różnych momentach. Teraz myślę, że emocja w trakcie rytuału nie tyle 'zaburza' intencję, ile ją konkretyzuje w inny sposób niż słowa. Jakbyś chciała spokoju, ale czuła lęk, to możliwe, że rytuał 'usłyszy' lęk głośniej niż spokój. Ale to jest moja obserwacja z własnych prób, nie twierdzę, że to zasada.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Anastazy07 To, co mówi Anastazy07, zgadza się z czymś, o czym czytałam w kontekście sigil magic. Tam jest takie podejście, że im bardziej świadomie kontrolujesz 'głos', którym mówisz do symbolu, tym bardziej efekt jest zbliżony do intencji werbalnej. Ale jak działasz pod presją emocjonalną, symbol 'łapie' coś innego. Tylko że to rodzi kolejne pytanie: kto w ogóle jest w stanie działać bez emocji, gdy coś naprawdę mu zależy?


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, bo to jest chyba paradoks, który tu mamy: najbardziej zależy nam na tych rzeczach, przy których emocje są najmocniejsze. I te są jednocześnie najtrudniejsze do przeprowadzenia 'czysto'. Czyli albo działamy w emocjach i ryzykujemy niezamierzony kształt, albo czekamy na spokój, który może nie przyjść. I co wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Sennica63 to jest naprawdę trafne. Mnie się zdaje, że tu nie chodzi o brak emocji, tylko o jakiś rodzaj uziemienia mimo emocji. Ale sama nie wiem, jak to osiągnąć w praktyce. Czy ktoś z was ma na to jakiś konkretny sposób, nie teorię, tylko coś, co rzeczywiście stosuje?


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Ja próbowałem czekać kilka dni po pierwszym impulsie. Jeśli po tym czasie nadal chcę to samo i z tego samego powodu, to traktuję to jako sygnał, że to nie jest decyzja emocjonalna. Ale to nie jest żelazna reguła, bo zdarzało mi się czekać i dalej działać z emocji, tylko wolniej. Więc czas sam w sobie nie wystarczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Wieszczbiarz01 a co cię ostatecznie przekonuje, że to nie jest emocja, tylko coś innego? Bo to, że nadal chcesz, nie znaczy chyba, że emocja opadła. Może po prostu zakorzeniła się głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, trochę z innej strony: czy ktoś w ogóle miał sytuację, że żałował zaklęcia, ale jednocześnie przyznał, że efekt był właściwie lepszy niż to, czego chciał? Że ta 'zła' wersja okazała się lepsza z perspektywy czasu? Pytam, bo cały czas rozmawiamy o żalu jako czymś negatywnym, ale może on czasem jest po prostu reakcją na nieznane, nie na złe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Gertrudaa tak, miałem. I to jest dziwne uczucie, bo żal nie znika tylko dlatego, że efekt był dobry. Żałowałem sposobu, w jaki to przyszło, nawet gdy to, co przyszło, okazało się czymś, czego potrzebowałem. To trochę jak dostać pomoc w niekomfortowy sposób i nie wiedzieć, czy być wdzięcznym, czy niezadowolonym z formy.


Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Mikolajek To co mówi Mikolajek otwiera coś, co mnie od dawna zastanawia: czy żal w magii jest w ogóle o efekcie, czy raczej o tym, że straciliśmy kontrolę nad procesem? Bo może to nie treść efektu nas boli, tylko fakt, że coś poszło inaczej niż zaplanowaliśmy, i to niezależnie od tego, czy lepiej, czy gorzej.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

To brzmi prawdziwie. Jak coś idzie zgodnie z planem, nie ma tematu. Jak idzie inaczej, nawet na plus, zaczyna się myślenie 'skąd to przyszło, co za to zapłaciłam'. Może problem nie jest w magii, tylko w tym, że my po prostu nie lubimy zaskakujących wyników.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Brygitka to jest spostrzeżenie, które zgadza się z tym, co pisałem wcześniej o intencjach dotyczących innych. Jak efekt jest tylko mój, jest mi łatwiej zaakceptować niespodziewaną formę. Jak dotyczy kogoś innego, to nawet pozytywny wynik zaczyna mnie uwierać. Bo nie miałem prawa decydować za kogoś, co jest dla niego dobre.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Anastazy07, dokładnie to czuję. I właśnie to jest chyba serce całego mojego pytania, z którym zaczęłam ten wątek. Że efekt przyszedł szybciej, niż oczekiwałam, i to przyspieszyło decyzję tej drugiej osoby. Ona podjęła ją sama, nikt jej nie zmuszał. Ale zastanawiam się, czy tempo, które 'ustawiłam' swoim rytuałem, nie odebrało jej czegoś, co normalnie miałaby sama, czyli czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

To jest chyba najuczciwsze sformułowanie problemu, jakie pojawiło się w tym wątku. Nie 'zrobiłam złą rzecz', tylko 'może zabrałam komuś czas'. I nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Bo czasu nie można oddać.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Sennica63 To, co napisała Sennica63 na końcu, zostało ze mną. 'Może zabrałam komuś czas.' To jest zdanie, które trudno odłożyć na bok. Ale zastanawiam się, czy nie jest tak, że czas tej osoby i tak by upłynął w jakimś kierunku, a my tylko... przesunęliśmy coś, co i tak miało się poruszyć? Nie mówię tego, żeby usprawiedliwić, tylko szczerze pytam, czy ktoś w ogóle tak myślał o swoim przypadku.


Odpowiedz
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Jasminowa07 Słucham tej rozmowy i mam coraz więcej pytań, a nie mniej. Bo z jednej strony mówicie, że emocja konkretyzuje intencję, z drugiej, że żal nie dotyczy efektu, tylko utraty kontroli. I teraz Jasminowa07 pyta, czy czas i tak by upłynął. To brzmi jak trzy różne sposoby na uspokojenie sumienia. I nie mówię tego złośliwie, naprawdę. Tylko chcę wiedzieć: czy któreś z tych wyjaśnień wam naprawdę pomogło, czy tylko na chwilę?


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Klementynkaa uczciwe pytanie i nie mam dobrej odpowiedzi. Mi osobiście żadne wyjaśnienie nie pomogło 'naprawdę', to znaczy trwale. Mam notatki z kilku takich sytuacji i widzę, że wracam do tego samego w kółko, nowe ujęcie, trochę ulgi, potem znowu dyskomfort. Może to nie jest coś, co się raz rozwiązuje.


Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Anastazy07 to mnie trochę niepokoi, bo sugeruje, że żal w magii jest czymś chronicznie otwartym. Ale zastanawiam się, czy to jest problem samej magii, czy po prostu problem każdej sytuacji, w której działamy na coś, co dotyczy innego człowieka. Bo chyba w zwykłym życiu też tak jest, prawda? Powiesz komuś coś ważnego w złym momencie i też nie możesz tego cofnąć.


Odpowiedz
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Poludnica To, co mówi Poludnica, mnie uderza, bo od początku tego wątku mam wrażenie, że magia jest tu trochę pretekstem do rozmowy o czymś ogólniejszym. O tym, że robimy rzeczy nieodwracalne i potem z tym żyjemy. Tylko czy magia dodaje do tego jakiś dodatkowy ciężar, którego nie ma w 'zwykłych' działaniach? Bo mam wrażenie, że tak, ale nie umiem powiedzieć dlaczego.


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Brygitka myślę, że ten dodatkowy ciężar bierze się z tego, że rytuał jest aktem celowym i świadomym w sposób, w jaki wiele codziennych działań nie jest. Jak powiesz coś nie w porę, możesz powiedzieć, że to był błąd albo przypadek. Przy rytuale trudniej, bo specjalnie usiadłeś, skupiłeś się i chciałeś konkretnego efektu. Odpowiedzialność jest jakby wyraźniej podpisana.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy to nie jest też kwestia tego, jak sami siebie oceniamy? Znaczy, jeśli ktoś nie wierzy głęboko w to, co robi, to może nie odczuwa tego ciężaru odpowiedzialności. A ktoś, kto traktuje to naprawdę poważnie, będzie miał go więcej, nawet jeśli efekt był identyczny.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Sennica63 to jest trop, który warto pociągnąć. Bo w tradycjach, gdzie magia jest traktowana jako coś technicznego, jak sposób, przepraszam, zły przykład, jak rzemiosło, to kwestia winy jest inaczej ułożona. Są systemy, w których operator rytuału nie bierze odpowiedzialności za efekty, bo wykonał tylko to, o co go poproszono, albo to, co uznał za właściwe według określonych zasad. Poczucie winy jest wtedy kategorią psychologiczną, nie magiczną.


Odpowiedz
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 19

@Mikolajek to brzmi zimno, ale jednocześnie rozumiem logikę. Tylko mam pytanie: czy ktoś z was faktycznie potrafi tak oddzielić te dwa poziomy? Znaczy, wykonać rytuał i powiedzieć sobie, że psychologicznie jest to poza tobą? Bo dla mnie brzmi to jak coś, co można powiedzieć intelektualnie, ale bardzo trudno rzeczywiście poczuć.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Gertrudaa, mam wrażenie, że to oddzielenie jest możliwe, ale tylko zanim efekt przyjdzie. W trakcie rytuału można być w trybie 'skupienia na technice', ale jak coś się wydarzy i dotyka żywego człowieka, te dwa poziomy się zlepiają z powrotem. Przynajmniej u mnie tak było.


Odpowiedz
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Eteryda To co mówi Eteryda jest chyba najszczerszą rzeczą w tym wątku. Bo to znaczy, że sama praktyka może być chłodna, ale konsekwencje już nie. I to jest moment, w którym pojawia się żal. Nie w trakcie, tylko potem.


Odpowiedz
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 111

@Klementynkaa właśnie, i to chyba odpowiada na moje wcześniejsze pytanie. Nie chodzi o to, czy czas by i tak upłynął. Chodzi o to, że uczestniczyłam w czymś, co zobaczyłam dopiero wtedy, gdy to już działało. I tego nie można od-zobaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

To jest dla mnie ważne sformułowanie. 'Nie można od-zobaczyć.' W swoich notatkach mam coś podobnego: pisałem, że problem nie był w samym efekcie, tylko w tym, że nagle zrozumiałem, co zrobiłem, i ta wiedza była nieodwracalna niezależnie od tego, co potem zrobiłem z sytuacją. Czy wy macie jakiś moment, w którym to zrozumienie przyszło? Szybko, zaraz po, czy z opóźnieniem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Anastazy07 u mnie z opóźnieniem, i chyba dlatego było gorzej. Jakby przyszło od razu, można by powiedzieć, że to pierwsza reakcja, emocjonalna. Ale jak przychodzi po kilku dniach, kiedy już trochę opadło, to ma inny charakter. Bardziej analityczny i przez to jakoś trudniejszy do zakwestionowania.


Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Anastazy07 właśnie wróciłam do tego, co napisałaś Eteryda na końcu - że jest coś do zrozumienia, nie do usunięcia. I chyba to jest ta zmiana, której szukałam przez całą tę rozmowę, choć nie umiałam tego tak nazwać. Tylko mam jedno pytanie, które mnie gryzie: czy zrozumienie bez spokoju wystarczy? Bo możesz rozumieć wszystko i nadal chodzić z tym jak z kamieniem.


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Poludnica dokładnie o to mi chodziło wcześniej, gdy mówiłem o jasności i spokoju jako o dwóch różnych rzeczach. I szczerze nie wiem, czy zrozumienie wystarczy. Ale mam wrażenie, że to jedyne, czym dysponujemy. Wszystko inne, kontrrytuał, przeproszenie, próba 'naprawy', to są działania, które mogą przynosić efekty zewnętrzne, ale wewnętrzne rozliczenie i tak zostaje. Nie znika tylko dlatego, że zrobiłeś coś w odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

A może właśnie dlatego tyle osób mówi o tym, żeby nie działać w emocjach, bo jak działasz na chłodno, to i rozliczenie potem jest na chłodno? I jest może trudniejsze, ale bardziej precyzyjne?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Brygitka nie wiem, czy precyzyjniejsze znaczy lepsze w tym kontekście. Mnie się zdaje, że precyzyjne rozliczenie potrafi być po prostu bardziej bezlitosne. I nie prowadzi automatycznie do jakiegoś spokoju. Prowadzi do jasności, ale jasność i spokój to nie to samo.


Odpowiedz
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Wieszczbiarz01 Zatrzymuję się na tym, co powiedział Wieszczbiarz01. Bo to jest zdanie, które chyba najlepiej opisuje to, o czym rozmawiamy od początku. Mamy jasność co do tego, co zrobiliśmy. Ale ta jasność nie zamyka tematu. I może właśnie o to chodzi Eteryda w pierwotnym pytaniu, nie o to, jak żal wygasić, tylko co z nim zrobić, skoro nie odchodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

I teraz jestem ciekawa, czy Eteryda po tej całej rozmowie ma jakieś inne podejście do swojej sytuacji, czy raczej pytanie nadal stoi otwarte. Nie oczekuję gotowej odpowiedzi, po prostu jestem ciekawa, gdzie to dotarło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Gertrudaa, Mikolajek, odpowiem obu naraz. Pytanie nadal stoi, ale inaczej. Na początku pytałam, co zrobić z żalem. Teraz myślę, że może nie ma nic do zrobienia w sensie usunięcia. Jest coś do zrozumienia. I może właśnie ta rozmowa jest tym, co z tym zrobiłam, nie rozwiązaniem, tylko miejscem, gdzie to mogło poleżeć na głos.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Powiem jedno: ta rozmowa jest rzadkim przypadkiem, kiedy forum nie poszło w stronę 'jak naprawić' albo 'zrób kontrrytuał'. I to jest chyba wartościowsze niż jakikolwiek gotowy przepis. Choć ciekaw jestem, czy ktoś w ogóle próbował czegoś konkretnego i czy to miało sens, nie jako cofnięcie, tylko jako sposób na siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Słucham was i myślę, że ta rozmowa właśnie pokazała coś, o czym rzadko się mówi wprost: że żal po rytuale to nie jest błąd do naprawienia, tylko informacja. I że może właśnie ta informacja jest częścią samej praktyki, nie jakimś zbędnym efektem ubocznym. Choć nie wiem, czy to pocieszające, czy raczej trochę... ciężkie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Brygitka 'żal jako informacja' - to sformułowanie jest dobre, ale chciałem się upewnić, czy dobrze rozumiem. Mówisz, że to sygnał o czymś, co w nas samych było niejasne przed rytuałem? Czy raczej że to normalny koszt bycia sprawczym? Bo to są dwa bardzo różne odczytania i oba mają sens, ale prowadzą w inne strony.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: