Forum

Asystent AI
Magia a stosunki mi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a stosunki międzyludzkie - jak nie wpłynąć na czyjąś wolną wolę

Strona 2 / 5

Wpisy: 188
(@apolonka96)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mi się podoba w tym co Lobelka napisała - 'bezwarunkowa'. Bo chyba właśnie o to chodzi, że dobra energia bez oczekiwanego efektu jest czym innym niż energia wysłana po to żeby coś osiągnąć. Chociaż sama nie wiem, czy w praktyce jestem w stanie to odróżnić u siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy ktoś próbował kiedyś sprawdzić u siebie, co tak naprawdę kryje się za tą chęcią pomocy? Bo mnie się zdarzyło, że chciałam komuś 'pomóc', a jak się głębiej zastanowiłam, to trochę chciałam żeby ta osoba była w lepszym stanie, bo mnie jej stan emocjonalnie obciążał. I to już nie jest czysta intencja, prawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eukaliptus)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Wiesia91 to jest bardzo uczciwa obserwacja i myślę, że dużo ludzi nie dochodzi do tego etapu refleksji. Bo łatwiej powiedzieć sobie 'działam z miłości' niż zapytać 'a komu tak naprawdę służy ta moja pomoc'. To nie jest wygodne pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@melanijka_b)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i myślę, że może właśnie dlatego ta granica jest taka trudna do ustalenia ogólnie - bo zależy od konkretnej osoby i jej samoświadomości. Ta sama czynność u jednej osoby może być rzeczywiście bezinteresowna, a u innej może być przykrywką dla czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@cynobryt81)
Połączone: 1 rok temu

To co Wiesia napisała trafiło mnie w jakieś czułe miejsce. Bo sama teraz się zastanawiam - dlaczego właściwie chcę tej osobie pomóc energetycznie? I nie jestem pewna, że odpowiedź jest taka prosta jakby się zdawało.


Odpowiedz
Wpisy: 127
Rozpoczynający temat
(@tolek94)
Połączone: 2 lata temu

I to jest chyba najważniejszy krok zanim cokolwiek się zrobi. To pytanie do siebie. Nie 'czy powinienem to zrobić', tylko najpierw 'po co chcę to zrobić'. Bo to drugie często daje odpowiedź na to pierwsze.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Tylko że to jest łatwe do powiedzenia, a trudne do zrobienia szczerze ze sobą. Bo jesteśmy całkiem dobrzy w racjonalizowaniu własnych motywów. Skąd mam wiedzieć, że ta refleksja, którą robię, jest rzetelna, a nie tylko kolejną warstwą przekonywania siebie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Tanzanit07 to jest problem, który pojawia się w różnych tradycjach. W praktyce runowej jest pojęcie 'orlog' - coś w rodzaju warstwy przeznaczenia, ale też ukrytych wzorców działania. I tam jest założenie, że część naszych decyzji wynika z tych wzorców, których nie widzimy. Nie mówię, że to rozwiązuje problem, ale przynajmniej nazywa to, że ślepe plamy istnieją.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Eteryda a czy w tej tradycji jest jakiś sposób na rozpoznanie tych wzorców? Bo mówisz, że są niewidoczne - to jak można w ogóle z nimi pracować?


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Nastie runy są jednym z tych sposobów, ale nie jako przepowiednia - raczej jako lustro. Kiedy rzucasz runy w odniesieniu do własnej intencji, nie pytasz 'co się stanie', tylko trochę 'co tu jest naprawdę'. Ale to wymaga dużej gotowości na zobaczenie czegoś nieprzyjemnego o sobie. Nie zawsze chcemy tego widzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

To samo robi tarot, jak się go używa uczciwie. Pytanie brzmi nie 'co zrobić z tą osobą', tylko 'co ja wnoszę do tej sytuacji'. I czasem odpowiedź jest taka, że więcej zamieszania wnosi pytający niż problem, który widzi u kogoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Więc wychodzi na to, że zanim w ogóle sięgniemy po cokolwiek - rytuał, energię, intencję - to pierwszym krokiem jest praca z własnym obrazem sytuacji? Że właściwie cała ta rozmowa o granicy wolnej woli zaczyna się od pracy z własną percepcją, nie od techniki?


Odpowiedz
Wpisy: 127
Rozpoczynający temat
(@tolek94)
Połączone: 2 lata temu

To co Wiesia napisała na koniec - że praca z własną percepcją jest przed techniką - to brzmi prosto, ale właściwie odwraca całe podejście, które widzę u większości ludzi. Bo zazwyczaj pytania brzmią 'jak to zrobić', a nie 'co ja wnoszę'. I tu jest ten problem: technika bez tego pierwszego kroku to trochę jak pisanie listu zanim wiesz, co chcesz powiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

ale czy to nie jest tak, że dla kogoś, kto dopiero zaczyna, ta praca z percepcją jest w ogóle dostępna? Bo żeby zobaczyć własne wzorce, to chyba trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. Skąd wiem, że coś zniekształca mój obraz sytuacji, jeśli nie mam z czym porównać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Tanzanit07 to jest dobre pytanie i sama długo się nad tym zastanawiałam. Myślę, że właśnie dlatego różne tradycje używają czegoś zewnętrznego jako punktu odniesienia - runy, tarot, nawet sen. Nie po to, żeby dać odpowiedź, tylko żeby pokazać coś, czego sami nie widzimy z środka.


Odpowiedz
Wpisy: 529
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Ale jeśli ten zewnętrzny punkt też interpretuję przez własne filtry, to czy faktycznie wychodzę poza swój obraz? Znaczy - czytam kartę i i tak widzę w niej to, co chcę zobaczyć, prawda?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Nastie to jest właśnie powód, dla którego odczyty dla siebie są tak trudne. W tarocie jest dość powszechna zasada, że pytania o siebie są najbardziej obciążone projekcją. Nie dlatego, że karty 'kłamią', tylko że my czytamy je przez to, czego się spodziewamy. Dlatego część osób woli prosić kogoś innego o odczyt w sprawach, które ich mocno dotyczą.


Odpowiedz
(@gertruda)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 115

@Lobelka00 i tu jest ciekawe napięcie, bo przecież ten ktoś inny też nie zna sytuacji tak dobrze jak my sami. Jak to działa w praktyce - czy zewnętrzny czytający naprawdę widzi więcej, skoro ma mniej kontekstu?


Odpowiedz
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Gertruda właśnie dlatego, że ma mniej kontekstu - nie ma z czym dopasować kart do gotowej historii. Widzi to, co jest, a nie to, co powinno pasować. Oczywiście pod warunkiem, że jest uczciwy i nie zaczyna dopasowywać do tego, co mu powiedziałaś.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do tego, od czego poszłyśmy - mnie zastanawia coś praktycznego. Powiedzmy, że zrobiłam tę refleksję, zobaczyłam swoje motywy, i część z nich naprawdę nie była taka czysta. Co wtedy? Po prostu rezygnuję z działania, czy jest jakiś sposób, żeby mimo wszystko coś zrobić bez tej manipulacyjnej warstwy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Wiesia91 to jest pytanie, które sama sobie zadawałam. I moja odpowiedź - nie wiem, czy dobra - jest taka, że czasem rezygnacja jest właśnie tym działaniem. Że nie robię nic to też jest wybór i też ma energię. Chociaż rozumiem, że to może być frustrujące, szczególnie kiedy naprawdę zależy ci na tej osobie.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@cynobryt81)
Połączone: 1 rok temu

To trochę smutne, ale rozumiem. Sama ostatnio byłam w sytuacji, gdzie chciałam 'pomóc', a jak się przyjrzałam - to w połowie chodziło o mój spokój, nie o jej dobro. I ostatecznie nic nie zrobiłam. Ale nie wiem, czy to była mądrość, czy po prostu rezygnacja z bezsilności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eukaliptus)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Cynobryt81 a jest jakaś różnica między tymi dwoma? Serio pytam, bo mam wrażenie, że w praktyce obie wyglądają tak samo z zewnątrz. Może to, co odróżnia mądrość od bezsilności, dzieje się tylko w środku - w tym, jak się z tym czujesz potem.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@melanijka_b)
Połączone: 2 lata temu

Czytam od dłuższego czasu i ten wątek z mądrością versus bezsilnością jakoś mnie zatrzymał. Bo jeśli efekt jest ten sam - brak działania - to może to rozróżnienie jest ważne głównie dla nas samych, dla tego jak siebie widzimy. Nie dla osoby, której 'nie pomagamy'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@apolonka96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Melanijka_B ale to chyba ma znaczenie dla tego, co przyciągamy? Znaczy - jeśli działam z miejsca bezsilności, to ta bezsilność jakoś zostaje w tej sytuacji. Przynajmniej tak to rozumiem w kontekście czakr - że nie chodzi tylko o to, co robisz, ale skąd to wychodzi.


Odpowiedz
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 127

@Apolonka96 a skąd wiesz, że jedna energia 'zostaje' bardziej niż druga? To brzmi jak założenie, a nie coś, co można sprawdzić. Pytam bez złośliwości, bo sama nie wiem, czy to ma podstawy, czy to raczej metafora.


Odpowiedz
(@apolonka96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Tanzanit07 szczerze? Nie wiem, czy to sprawdzalne. To jest coś, co czytałam i co jakoś pasuje do moich obserwacji, ale nie mam dowodu. Może rzeczywiście to metafora - i może to wystarczy, żeby myśleć o intencjach?


Odpowiedz
Wpisy: 127
Rozpoczynający temat
(@tolek94)
Połączone: 2 lata temu

I to jest w porządku, że tego nie wiemy. Bo ta rozmowa nie jest o tym, żeby ustalić mechanizm działania energii - ona jest o granicy między pomocą a manipulacją. A ta granica naprawdę zależy od motywów, bez względu na to, jak te motywy działają 'technicznie'. Nawet jeśli energia to tylko metafora - metafory też kształtują to, co robimy.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

To co Tolek napisał jest ważne. W tradycjach runicznych jest pojęcie 'wyrd' - splecione losy, gdzie każde działanie ma swoją nitkę w tym splocie. I tam nie ma znaczenia, czy wierzysz w mechanizm, tylko czy jesteś świadomy, że twoje działanie jest nitką w czymś większym. Ta świadomość sama w sobie zmienia jakość działania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Eteryda a czy w tej tradycji jest jakieś rozróżnienie na to, czy działasz w swoim splocie, czy próbujesz ingerować w czyjś inny? Bo o tym właściwie jest ten temat.


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Nastie tak, i to jest istotne rozróżnienie. Własny wyrd jest czymś, z czym możesz i powinieneś pracować. Wchodzenie w cudzy bez zaproszenia jest czymś innym - nie dlatego, że jest zakazane, tylko dlatego, że działasz na coś, czego warunków nie znasz. Możesz myśleć, że pomagasz, a właściwie plącze się w czymś, co się właśnie porządkuje.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest chyba najlepsze sformułowanie całej tej dyskusji - 'plącze się w czymś, co się właśnie porządkuje'. Bo to nie jest kwestia złej woli, tylko braku wiedzy o tym, co ta osoba akurat przechodzi i po co. I może właśnie dlatego zapytanie tej osoby jest ważniejsze niż jakikolwiek rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@gertruda)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co Wiesia napisała na końcu - o pytaniu tej osoby - jest właściwie kluczem do całej tej rozmowy. Bo zanim cokolwiek zrobimy, moglibyśmy po prostu zapytać, czy ta osoba w ogóle chce pomocy. Brzmi banalnie, ale jakoś rzadko o tym myślimy, kiedy już mamy w głowie gotowy plan działania.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Gertruda tak, tylko że czasem zapytanie 'czy mogę ci pomóc' samo w sobie jest już ingerencją, bo ta osoba nagle musi się określić. Nie wiem, czy to dobrze tłumaczę, ale miałam sytuację, gdzie chciałam zaproponować komuś pewien rytuał ochronny i zanim zdążyłam powiedzieć o co chodzi, już poczułam, że całe to pytanie zmienia coś między nami. Jakby sama intencja wymagała od niej odpowiedzi, na którą może nie była gotowa.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Talizmana ale czy to nie jest bardziej kwestia sposobu, w jaki pytasz? Bo jedno to 'mam dla ciebie rytuał ochronny, czy chcesz', a drugie to zwykłe 'jak się czujesz, czy coś się dzieje'. To drugie chyba rzadziej kogoś stawia pod ścianą.


Odpowiedz
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Nastie masz rację, że forma ma znaczenie. Ale zastanawiam się, czy w ogóle nie chodzi o to, że już sam fakt, że komuś chcemy 'zrobić coś magicznie', zmienia nasze nastawienie do tej osoby. Zaczynamy ją widzieć jako kogoś, kto potrzebuje pomocy, i to już jest jakiś filtr.


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@eukaliptus)
Połączone: 2 lata temu

To jest naprawdę ważny trop. W różnych tradycjach wróżbiarskich - niekoniecznie tylko runach - jest zasada, że nie czytasz dla kogoś bez wyraźnej zgody, bo samo czytanie to już wejście w czyjś energetyczny obszar. Nie opinia, nie rada, dosłownie kontakt z tym, co tej osoby dotyczy. Czy w kontekście działań magicznych też tak to czujecie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@apolonka96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Eukaliptus a jak to jest z wysyłaniem komuś dobrej energii? Serio pytam, bo mnie uczono, że to zawsze jest okej, że dobra intencja wystarczy. Ale po tej rozmowie zaczynam się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest to samo, tylko w łagodniejszym opakowaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 127
Rozpoczynający temat
(@tolek94)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z tych pytań, które wyglądają prosto, a odpowiedź zależy od przyjętej ramki. Jeśli traktujesz energię jak coś, co płynie niezależnie i osoba może ją przyjąć albo nie, to wysyłanie dobrej energii jest trochę jak życzenie czegoś komuś w myślach. Ale jeśli zakładasz, że twoja energia faktycznie zmienia pole tej osoby, to zgoda ma znaczenie. Bo nawet dobre rzeczy, włożone w nieodpowiednim momencie, mogą komuś namieszać.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Ale skąd wiadomo, kiedy jest odpowiedni moment? To brzmi jak coś, czego nie da się sprawdzić z zewnątrz. Zawsze możemy sobie powiedzieć 'teraz jest dobry czas', bo to wygodne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tolek94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 127

@Tanzanit07 właśnie, i dlatego chyba ta zgoda jako zasada ma sens nie dlatego, że energetycznie coś blokuje, tylko dlatego, że zdejmuje z nas ciężar zgadywania. Jak ktoś sam prosi, to nie musimy oceniać, czy moment jest dobry. Ta ocena należy do niego.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że gdzieś zgubiłyśmy wątek dotyczący przyciągania kontra manipulacji, który był na początku. Bo ta rozmowa o zgodzie dotyczy działań wobec kogoś drugiego. A co z działaniami, które robimy dla siebie, żeby coś do siebie przyciągnąć - kontakt z konkretną osobą, zbliżenie się do niej? To inny mechanizm, ale granica jest równie niejasna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 209

@Lobelka00 właśnie tego mi brakowało w tej rozmowie, bo o to mi chodziło od początku. Jak rytuał jest po mojej stronie - zmieniam siebie, swoje nastawienie, otwierasz się na kontakt - to czy to jest manipulacja? Bo przecież ta osoba nie wie, że robię cokolwiek.


Odpowiedz
(@eukaliptus)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Wiesia91 to jest granica, która w praktyce jest naprawdę rozmyta. Zmiana siebie jest zawsze dopuszczalna. Ale 'otwieram się na kontakt z konkretną osobą' to już nie jest czysto twój obszar, bo ta konkretność oznacza, że celujesz w kogoś. Pytanie - czy kierujesz energię w tę osobę, czy po prostu zmieniasz własną częstotliwość? Sama wiem, że nie zawsze to rozróżnienie jest wyraźne nawet w zamierzeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 529
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

A czy to rozróżnienie w ogóle jest możliwe do utrzymania w praktyce? Bo jeśli robię rytuał na 'przyciągnięcie bliskiej osoby', to w głowie mam kogoś konkretnego. Nawet jeśli technicznie kieruję to do siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@cynobryt81)
Połączone: 1 rok temu

Ja to ostatnio próbowałam inaczej - zamiast myśleć o konkretnej osobie, robiłam coś nakierowanego na relację jako taką. Że chcę relacji opartej na wzajemności, bliskości. I jakoś łatwiej mi było z tym etycznie, bo nie kierowałam myśli w kogoś z imienia. Nie wiem, czy to działa inaczej energetycznie, ale przynajmniej czułam, że nie wchodzę w czyjś obszar.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@melanijka_b)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Cynobryt81 to ciekawe, bo brzmi jak ta różnica między modlitwą o 'dobro dla kogoś' a modlitwą o 'konkretny skutek'. To drugie ma w sobie jakiś element kontroli, który to pierwsze omija.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@apolonka96)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy 'relacja oparta na wzajemności' nie jest też jakimś życzeniem dla konkretnej osoby, jeśli w myślach masz tę osobę? Nie chcę podważać tego, co Cynobryt powiedziała, bo to brzmi zdrowiej psychicznie na pewno, ale zastanawiam się, czy intencja i forma to dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@talizmana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 461

@Apolonka96 myślę, że jedno i drugie ma znaczenie, ale w różnych miejscach. Forma chroni ciebie - bo jak mówisz o 'relacji opartej na wzajemności', to też sam przed sobą stawiasz granicę. A intencja działa na zewnątrz. Choć nie wiem, czy to jest reguła, czy raczej coś, co sama wypracowałam przez własne błędy.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@gertruda)
Połączone: 10 miesięcy temu

A czy ktoś z was miał kiedyś sytuację, gdzie zrobiła coś z dobrą intencją i potem miała poczucie, że jednak weszła za daleko? Pytam, bo ta rozmowa jest trochę teoretyczna, a chciałabym wiedzieć jak to wygląda w praktyce - po czym to poznałaś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Gertruda miałam. Robiłam coś, co myślałam, że chroni bliską mi osobę. Potem ta osoba przeszła przez coś trudnego - i do dziś nie wiem, czy to było to, co 'miało' się stać i moje działanie przedłużyło niepotrzebnie jakiś jej proces, czy to nie miało ze sobą nic wspólnego. Nie mam odpowiedzi, ale mam za to trwały dyskomfort z tym związany. I teraz pytam częściej, zanim cokolwiek zrobię.


Odpowiedz
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 209

@Eteryda to jest właśnie ta niepewność, o której pisał Eteryda przy wyrdzie. Że nie wiesz, w jakim miejscu swojego splotu jest ta osoba i co twoje działanie z tym robi. Mam wrażenie, że to nie jest problem do rozwiązania - raczej coś, z czym trzeba żyć i brać odpowiedzialność za niepewność.


Odpowiedz
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 127

@Wiesia91 ale to 'brać odpowiedzialność' to jest łatwo powiedzieć. Jak właściwie ta odpowiedzialność wygląda w praktyce? Bo jeśli nie wiesz, czy coś zrobiłaś dobrze czy źle, to za co dokładnie bierzesz odpowiedzialność?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie mnie zatrzymało, bo rzeczywiście łatwo jest powtarzać 'biorę odpowiedzialność' jak mantrę i w ogóle nie wiedzieć, co to znaczy. Dla mnie to wyglądało tak: że byłam gotowa siedzieć z tym dyskomfortem niewiedzy i nie szukać wytłumaczenia, które zdejmiłoby ze mnie winę. Nie 'to musiało się tak stać' i nie 'na pewno nic nie naruszyłam'. Tylko - nie wiem, i to jest moje do uniesienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gertruda)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 115

@Eteryda to jest uczciwe, ale strasznie trudne. Czyli właściwie odpowiedzialność to nie jest działanie, tylko stan? Siedzenie z czymś?


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: