to jest bardzo konkretne ujęcie i zgadzam się z tym. Tylko że mam pytanie do Mistrali - jak sama sobie to mówisz to czy to jest ta sama informacja? Czy 'widzę że nie jestem tu' zadziała tak samo jak usłyszenie tego od kogoś z zewnątrz?
to jest chyba sedno całej dyskusji o solo kontra grupowo. Nie chodzi o energię, nie chodzi o tradycję, chodzi o to kto trzyma lustro. Solo trzymasz je sama i możesz je pochylić żeby pokazywało korzystniejszy obraz. W grupie ktoś inny trzyma i nie ma przesunięcia.
nie wiem czy łatwiej. Jak ktoś zewnętrzny zniekształca obraz to możesz temu zaprzeczyć i uwierzyć własnej wersji. A jak ty sama zniekształcasz to możesz przynajmniej wiedzieć że tak jest, bo czujesz to napięcie o którym Cyprysik mówiła. Może ciało jest lepszym lustrem niż inni ludzie?
to ciekawy punkt, ale mam wątpliwość - ciało też można zagłuszyć. Tyle razy ignorowałam to napięcie bo uznałam że 'po prostu się stresuję' i kontynuowałam. Więc ciało mówi, ale my nie zawsze słuchamy. Nie jest to automatycznie lepsza informacja.
Mam pytanie do całej tej dyskusji o ciele jako wskaźniku - czy rozróżniacie sygnały fizyczne które są informacją o stanie wewnętrznym, od sygnałów które są po prostu reakcją na warunki zewnętrzne? Bo napięcie w klatce może być efektem złej postawy siedzącej albo przeciągu. Jak to weryfikujecie?
no właśnie to mnie zastanawia, bo Cyprysik mówiła że to napięcie trwało przez cały rytuał. Ale czy ono się w ogóle zmieniało kiedy skupiałaś się na czymś konkretnym, np. na oddechie albo na geście? Czy było stałe jak tło?
To co Mistralia opisuje ma swoją nazwę w pracy somatycznej - body baseline. Dosłownie punkt zerowy ciała przed doświadczeniem. Terapeuci pracujący z traumą używają czegoś podobnego żeby odróżnić reakcję na bodziec od stanu chronicznego. Nie twierdzę że rytuał to terapia, ale mechanizm obserwacji wydaje się być ten sam.
To jest ciekawe, bo wychodzi na to że praca solo wymaga de facto wyrobienia wewnętrznego 'głosu' który pyta tak jak by pytał ktoś zewnętrzny. Czy ktoś z was świadomie próbował coś takiego budować?
Wracacie do czegoś co mnie od początku tej dyskusji zastanawiało - czy rytuał solo to jest w ogóle praca z sobą czy raczej wykonywanie schematu? Bo jeśli wyłączamy tę wewnętrzną obserwację i po prostu robimy kroki po kolei, to po co nam w ogóle sygnały ciała? Stajemy się wtedy trochę maszyną do rytuałów.
ale czy to jest zły nawyk czy po prostu etap? Bo na początku wszystko jest świadome i powolne, a potem idzie automatycznie. Nie wiem czy to jest problem, może to jest po prostu efekt regularnej praktyki?
Tobiasz, masz rację że automatyzacja jest naturalnym efektem powtarzania. Ale chyba różnica jest taka - w rytuale chodzi nie tylko o wykonanie kroków, ale o to żeby być obecnym w tym co robisz. Jak jedzenie - możesz jeść mechanicznie albo z uwagą i to są inne doświadczenia, nawet jeśli jesz to samo.
no ale wracając do sedna tematu - czy praca solo sprzyja tej obecności bardziej czy mniej? Bo z jednej strony nie ma rozpraszaczy w postaci innych ludzi. Z drugiej - nie ma nikogo kto wyrwie cię z automatyzmu.
To co Cyprysik opisała z tym tłem które nie odpuszcza - mam podobne doświadczenie, ale u mnie to nie napięcie tylko coś w rodzaju lekkiego chłodu w klatce. I przez długo myślałem że to po prostu temperatura w pokoju. Dopiero po kilku takich sytuacjach zauważyłem że pojawia się niezależnie od tego czy jest ciepło czy zimno. Ale dalej nie wiem co z tym zrobić jako informacją.
Słucham was i zaczynam się zastanawiać czy nie przypisujemy zbyt dużo różnym neutralnym sygnałom tylko dlatego że wystąpiły w kontekście rytuału. Bo ciepło wewnętrzne może być po prostu efektem skupienia, spowolnienia oddechu, obniżenia aktywności sympatycznego układu nerwowego. To jest mierzalne i nie ma w tym nic nadprzyrodzonego. Pytanie brzmi - czy to robi jakąś różnicę dla samej praktyki?
hej, bo ja się zgubłem trochę - czy wracamy do pytania z tytułu, czy już jesteśmy w zupełnie innym miejscu? Bo czytam te posty o interocepcji i chłodzie i ciepłe i mam wrażenie że nie rozmawiamy już o tym czy solo czy nie.
Tobiasz ma rację, ale myślę że to jest jednak powiązane. Jeśli sygnały ciała są ważnym wskaźnikiem tego co się dzieje w rytuale, to praca solo daje ci czas i przestrzeń żeby te sygnały w ogóle zauważyć. Z kimś obok - szczególnie kimś kto jest mniej doświadczony - twoja uwaga jest częściowo skierowana na zewnątrz. I może dlatego solo jest dla niektórych bardziej 'czyste' - nie dlatego że magia jakoś lepiej działa, ale dlatego że masz pełen dostęp do tego co dzieje się w środku.
ale czy 'czystość' to na pewno zaleta? Mam na myśli - jeśli robię coś solo i interpretuję wszystkie swoje sygnały ciała sama, to mogę się okłamywać ile wlezie i nie ma nikogo kto zapyta 'ale czy na pewno to jest to?'. Może obecność drugiej osoby nie rozprasza, tylko weryfikuje?
To co Cyprysik opisuje jest bliskie czemuś z psychologii społecznej - efektowi zakotwiczenia połączonemu z emocjonalnym zarażeniem. W grupach ludzie naprawdę przejmują stany afektywne od siebie nawzajem, szczególnie jeśli jedna osoba jest postrzegana jako autorytet. I to nie jest kwestia słabości charakteru, to jest podstawowy mechanizm społeczny. Ciekawe jest to że rytuał solo eliminuje jeden rodzaj błędu - ale wprowadza inny, bo nie masz zewnętrznej korekty.
To jest interesujący kierunek, bo jest coś takiego w niektórych tradycjach - praca w milczeniu, każdy skupiony na swoim, ale w tej samej przestrzeni. Widziałam to opisywane w kontekście Wicca i covenu gdzie inicjacja odbywa się z zasłoniętymi oczami właśnie po to żeby minimalizować wpływ reakcji innych. Nie wiem czy to 'działa' magicznie, ale ma sens jako zarządzanie uwagą.
ja próbowałam raz coś podobnego - kilka osób w jednym pomieszczeniu ale każda robiła swoje, bez kontaktu wzrokowego. I muszę powiedzieć że to było dziwniejsze niż oczekiwałam. Nie w złym sensie, ale właśnie ta świadomość że ktoś jest obok, ale nie wiem co czuje - sprawiła że byłam bardziej skupiona na sobie niż kiedy jestem zupełnie sama. Jakby sama fizyczna obecność działała jak kotwica bez zarażenia interpretacją.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju - czy w ogóle rozmawiamy o tej samej rzeczy kiedy mówimy 'sygnały ciała'? Bo Boruta mówi o chłodzie, Prophecyy o cieple, Cyprysik o napięciu. To są zupełnie różne rzeczy fizjologicznie i nie wiem czy można je wrzucać do jednego worka 'ciało mówi że rytuał idzie dobrze albo źle'.
I tu wracamy chyba do sedna tego czy praca solo ma sens - bo jeśli każda z nas ma inny język ciała, to solo to jest właśnie przestrzeń gdzie uczysz się swojego własnego. Nie ma z czym porównywać, nie ma wzorca od kogoś innego. Może dlatego solo jest tak ważne na pewnym etapie - żebyś w ogóle wiedziała co jest twoje, zanim zaczniesz rozróżniać co pochodzi od otoczenia.
ale to 'uczenie swojego języka ciała' w solo zakłada że masz jakiś punkt odniesienia skąd wiesz że dobrze go interpretujesz. Bo jeśli nigdy nie sprawdziłeś swoich odczytów z kimś innym, to skąd wiesz że nie uczysz się po prostu błędnie? Pytam serio, nie polemicznie.
