No i właśnie to pytanie mnie najbardziej blokuje. Bo jak zaczynam jakąś praktykę to trochę po omacku - robię, zapisuję, ale nie wiem co w ogóle ma się zmienić żeby powiedzieć 'ok, to idzie w dobrym kierunku'. Czy to kwestia tego żeby sobie wcześniej zdefiniować co chcę osiągnąć? Bo jak tak, to jak to robić nie wpadając w pułapkę że oceniasz tylko pod kątem tego co chciałeś zobaczyć?
To jest fundamentalne pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, ale spróbuję powiedzieć jak ja do tego podchodzę. Kryterium nie musi być jedno i nie musi być z góry ustalone. Czasem widzę że coś się zmieniło dopiero po tym jak to zobaczę w zapiskach - nie dlatego że tego szukałem, ale dlatego że się powtarza. I to jest właśnie ten wzorzec o którym mówiłem wcześniej. Pytanie Iwetki jest dobre, bo dotyka czegoś co większość pomija - że oceniamy praktykę bez żadnego punktu odniesienia, a potem dziwimy się że nie wiemy czy działa.
Wchodzę tu z boku, ale to co opisuje Mocarna brzmi jak coś co jest w statystyce nazywane analizą eksploracyjną versus konfirmacyjną. W pierwszym przypadku szukasz wzorców bez hipotezy, w drugim testujesz konkretną hipotezę. Oba podejścia mają sens, ale muszą być uczciwie stosowane. Jak robisz eksploracyjną i potem twierdzisz że potwierdziłeś hipotezę, to popełniasz błąd. Ciekawe czy w praktyce magicznej jest jakiś odpowiednik tego rozróżnienia.
Przepraszam że może głupie pytanie, ale właśnie dlatego chcę się upewnić - jak mówicie o 'wzorcu w zapiskach', to co dosłownie macie na myśli? Że np. trzy razy z rzędu coś się nie udało i zapisaliście że byliście zmęczeni? Czy coś bardziej subtelnego?
U mnie to wychodzi naturalnie - jak wracam do starych notatek po jakimś czasie, to wzorzec albo jest albo go nie ma. Nie szukam go aktywnie, raczej przeglądam i coś mnie uderza. Ale rozumiem co masz na myśli z tym kontekstem - dlatego właśnie ta krótka notatka zaraz po jest tak ważna, bo za miesiąc już nie pamiętasz co czułaś, tylko co myślisz że czułaś.
To co opisuje Cesia to jest de facto zasada działania rekodowania pamięci - wspomnienie które zapisujesz od razu jest bliższe percepcji, a nie interpretacji. Wspomnienie przywołane po czasie jest już po co najmniej jednym cyklu rekodowania, czyli jest bardziej narracyjne. W badaniach nad snami jest to szczególnie widoczne - relacja snu po przebudzeniu i ta sama relacja po godzinie są często zaskakująco różne, mimo że osoba jest pewna że pamięta to samo.
mam pytanie bo to mnie dotyczy bezpośrednio - to znaczy że jak probuje zapamiętać swoje medytacje bez zapisywania, to i tak to rekododuję? i każde przypomnienie sobie zmienia to co pamiętam? bo jak tak to troche bez sensu było to co robiłam przez ostatnie miesiace
Okej ale to nie jest trochę tak że sami teraz demontujecie cały sens prowadzenia jakichkolwiek zapisów? Bo skoro każde wspomnienie jest już zmodyfikowane w momencie zapisu, notatka jest niepełna, wzorzec jest subiektywny, kryterium oceny jest problematyczne - to co dokładnie z tymi notatkami osiągacie? Serio pytam, nie złośliwie.
Wracając do pytania Iwetki, bo mi się wydaje że jeszcze nie powiedzieliśmy najważniejszego - kryterium może być bardzo proste i bardzo osobiste. Nie 'czy rytuał zadziałał' tylko 'czy wróciłam do tej praktyki po tygodniu'. Albo 'czy po tej pracy czuję się inaczej niż przed nią, nawet jeśli nie wiem dlaczego'. To są kryteria które nie wymagają udowodnienia czegokolwiek, a mimo to dają jakiś punkt oparcia.
Poziomka, ale to 'czy wróciłam' to bardziej kryterium motywacji niż efektu, nie? Możesz wracać do czegoś przez nawyk albo z przyzwyczajenia, a niekoniecznie dlatego że to działa. I odwrotnie - możesz nie wracać bo praktyka była zbyt intensywna, a nie dlatego że była bez sensu.
