Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie wiem, czy to w ogóle sensowny kierunek myślenia. Chodzi mi o sytuacje, gdzie coś się już wydarzyło - błąd, nieporozumienie, strata - i człowiek szuka jakiegoś rytuału, żeby to 'cofnąć' albo naprawić na poziomie energetycznym. Spotkałam się z tym podejściem kilka razy, ale zawsze mi to trochę zgrzytało. Czy magia naprawdę może działać wstecz na przeszłość, czy raczej chodzi o zmianę tego, jak przeszłość na nas wpływa teraz? Bo to są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy.
To jest akurat pytanie, które lubię, bo rozdziela tych, co traktują magię serio, od tych co myślą, że to jakiś pilot do rzeczywistości. Czas w większości tradycji magicznych nie jest linią, którą można przewijać. Ale jest coś takiego jak praca z 'śladem' zdarzenia - czyli nie cofasz faktu, ale przecinasz jego energetyczne oddziaływanie na teraźniejszość. Crowley pisał o tym trochę w kontekście zaklęć retroaktywnych, choć używał innych słów. Pytanie do ciebie: co konkretnie miałaś na myśli mówiąc, że ci to 'zgrzytało'? Bo to może być ważne.
W numerologii jest coś takiego jak analiza karmiczna daty zdarzenia - sprawdzasz, jakie energie działały w tym momencie i czy to co się stało miało jakiś 'karmiczny' charakter, czyli czy było nieuniknionym dopełnieniem pewnego cyklu. Jeśli tak, to żaden rytuał cofający nie zadziała, bo zdarzenie było konieczne z punktu widzenia ścieżki danej osoby. Natomiast jeśli zdarzenie było przypadkowe w sensie numerologicznym, to praca z jego śladem ma sens. Nie wiem czy ta perspektywa kogoś tutaj interesuje, ale rzucam, bo dla mnie to zmienia całkowicie podejście do pytania z tytułu.
Ja się trochę gubię w tym rozróżnieniu na 'cofanie czasu' a 'pracę ze śladem', bo wydaje mi się, że ludzie którzy szukają takich rytuałów, właściwie chcą tego drugiego, tylko nie wiedzą jak to nazwać. Sama kiedyś szukałam czegoś co 'cofnie' konkretną rozmowę i po czasie rozumiem, że nie o cofnięcie mi chodziło, tylko o to żeby to przestało mi ciążyć. Więc może problem jest już na poziomie pytania?
A jak to wygląda od strony czakr? Bo jak mam jakieś zablokowanie po czymś trudnym, to czuję to fizycznie w okolicach splotu, i zastanawiam się czy praca z czakrami to nie jest wtedy to samo co ta 'praca ze śladem' o której mówicie? Tzn czy blokada w czakrze to nie jest właśnie ten ślad?
W rytuale jest jedna rzecz, którą często się pomija przy tym temacie - intencja musi być skierowana w teraźniejszość, nie w przeszłość. Robiłam kiedyś rytuał oczyszczenia po bardzo trudnym rozstaniu z bliską osobą i pierwsza wersja intencji, którą napisałam, była sformułowana jako 'chcę żeby tego nie było'. Musiałam to przepisać na 'chcę być wolna od ciężaru tej straty'. To drobna zmiana w słowach, ale zupełnie inna praca. Pierwsze nie może zadziałać, drugie może.
Wchodzę do dyskusji, bo pracuję z runami i tam jest jedna rzecz, która bezpośrednio dotyczy tego tematu. Runa Isa w pewnych interpretacjach wiąże się z zatrzymaniem, zamrożeniem - i jest używana właśnie do pracy z przeszłymi zdarzeniami, ale nie w sensie cofania, tylko zatrzymania ich wpływu. Coś jakby zamroziłeś odcisk, żeby przestał się rozlewać. Słyszałem o podejściu gdzie łączy się Isę z Nauthiz (konieczność, opór) żeby przepracować coś trudnego. Ale nie próbowałem tego sam i nie wiem jak inni to oceniają - czy ktoś miał z tym doświadczenie?
Wracając do twojego pytania o 'karmiczną konieczność' - nie twierdzę, że to magiczna wymówka. Analiza numerologiczna daje konkretne wskaźniki: liczba osobista roku, liczba dnia, relacja między ścieżką życia a numerem roku - to nie jest wróżenie z fusów, tylko system który można zweryfikować na własnej historii. Oczywiście zawsze można się mylić w interpretacji. Ale różnica między 'to było do czegoś potrzebne' a 'tego nie dało się uniknąć' jest istotna i numerologia pomaga mi to rozróżnić. Choć rozumiem sceptycyzm.
Przepraszam że się wtrącam, bo właściwie o magii mało wiem, ale to co czytam ma sens od strony psychologicznej. To znaczy ta koncepcja ze śladem i węzłem - to brzmi jak przepracowywanie traumy, tylko w innym języku. Mam rację czy mówię coś głupiego?
Czytam tę dyskusję od początku i chcę dodać jeden wątek, który mi tu brakuje. W tradycji hoodoo i pracach opartych na folk magic jest coś co po angielsku nazywa się 'reversal work' - praca odwracająca. I tam jest rozróżnienie, którego tutaj jeszcze nie zrobiliście: odwracanie skutków działania kogoś innego versus odwracanie skutków własnych działań. To są zupełnie różne rytuały z różną logiką. W przypadku własnych działań większość tradycji mówi wprost: nie cofasz, tylko naprawiasz. I to 'naprawiasz' jest aktywne, skierowane w przyszłość, nie w przeszłość. Takie podejście wydaje mi się najbardziej uczciwe.
...i to rozróżnienie z hoodoo, które zaczęłam opisywać, dotyczy właśnie tego: reversal work to nie jest cofanie zdarzenia, tylko odwracanie jego kierunku działania na ciebie. W praktyce oznacza to, że jeśli coś zostawiło ci wzorzec - na przykład ciągłe wchodzenie w podobne sytuacje - to reversal ma ten wzorzec odwrócić. Nie wymazać, że coś się stało, tylko zmienić trajektorię. Catherine Yronwode opisuje to w Hoodoo Herb and Root Magic i tam jest naprawdę konkretnie postawiona granica między reversalem a uncrossingiem. Uncrossing usuwa przekleństwo lub blokadę, reversal odsyła energię z powrotem do źródła. To są dwie różne operacje, które ludzie często mylą.
Dobra, ale skąd wiadomo które z tych dwóch zastosować? Skąd masz wiedzieć czy potrzebujesz uncrossingu bo masz blokadę, czy reversalu bo energia idzie w złą stronę? To brzmi jakby wymagało jakiejś diagnozy przed rytuałem.
Tak, i żeby doprecyzować - u mnie ta diagnoza szła przez tarot. Nie w sensie 'karty mi powiedziały co robić', tylko że rozkład pomógł mi zobaczyć, gdzie właściwie leży problem. Czy to jest kwestia czegoś co ciągnie z przeszłości, czy coś aktywnie działającego teraz. To brzmi banalnie, ale bez tego siedziałabym przy złej intencji i robiła rytuał nie wiadomo na co.
Nie ma twardej reguły czasowej, przynajmniej nie w tradycji hoodoo którą znam. Logika jest taka, że wzorzec działa dopóki działa, więc możesz go odwracać kiedy go rozpoznasz. Ale jest praktyczna uwaga - im dłużej coś się utrwala, tym praca jest bardziej złożona. Nie niemożliwa, ale potrzebuje więcej warstw. To nie jest magia, to zdroworozsądkowa obserwacja jak działają nawyki - energetyczne lub zwykłe.
A czy to reversal albo uncrossing można poczuć podczas rytuału? Bo ja jak pracuję z czakrami to czasem czuję jakby ciepło albo drżenie w miejscu gdzie jest blokada. Zastanawiam się czy to znaczy że coś się uwalnia, czy to tylko mi się wydaje.
Słuchajcie, mam trochę offtopowe pytanie - czy to możliwe żeby ktoś robił taki rytuał cofający bez świadomości że to robi? Bo ostatnio ktoś mi powiedział że przez pewien czas miał obsesję na punkcie konkretnego momentu z przeszłości, ciągle do niego wracał myślami, odtwarzał w głowie co by było gdyby. Czy to jest jakaś forma magii, tylko nieuświadomiona?
To co Rafalek opisuje w kontekście numerologii miałoby konkretny wyraz - takie kręcenie się wokół daty lub momentu może wskazywać na aktywny węzeł karmiczny. Czyli coś niedokończonego, co domaga się zamknięcia. I tu jest odpowiedź na wcześniejsze pytanie Klimci - jak odróżnić karmiczną konieczność od wymówki. Karmiczny węzeł nie daje spokoju, dosłownie wraca. Wymówka jest wygodna i nie boli.
Tak, to nie jest wykluczające. Węzeł może być prawdziwy, ale sposób w jaki z nim siedzisz może być już mechanizmem obronnym. To trochę jak z bólem - ból jest realny, ale to że wokół niego budujesz całą tożsamość to osobna sprawa.
To co teraz piszecie jest dla mnie bardziej przydatne niż jakiekolwiek instrukcje rytuału. Serio. Bo ja jak szukałam kiedyś czegoś co pomoże mi z trudną sytuacją, to skupiałam się na tym CZEGO użyć - jakiej świecy, jakiego oleju. A teraz myślę że pytałam o nie te rzeczy.
Właśnie i myślę że cała ta dyskusja o cofaniu czasu sprowadza się do jednej obserwacji - ludzie szukają rytuału, bo chcą zrobić coś konkretnego z czymś co ich przytłacza. I to jest OK. Tylko że sformułowanie 'cofnij to' jest skrótem myślowym. Za tym kryje się zwykle 'spraw żebym nie czuł że to mnie definiuje'. I na to można pracować.
Dodam jeszcze jeden wątek bo myślę że warto go tu zostawić. W tradycji magii ludowej - różnych, nie tylko hoodoo - jest coś co bym nazwała 'magią błędu'. Rytuały tworzone ad hoc, niedoskonałe, z tego co jest pod ręką. I te rytuały często działały, bo intencja była czysta i pilna. Nie mówię żeby rezygnować z przygotowania. Ale ta dyskusja o diagnozie, intencji, warstwach - nie powinna odstraszać kogoś kto ma prostą, pilną potrzebę energetycznego zamknięcia czegoś trudnego.
