To jest szerszy problem niż tylko magia. Każda wiedza przekazywana kontekstowo traci coś przy przeniesieniu do formatu pisanego, a tym bardziej do posta na forum. Ale nie znaczy to, że zapis jest bezużyteczny - znaczy tylko, że czytający musi wiedzieć czego mu brakuje. A to już wymaga pewnej dojrzałości w ocenie własnych luk.
Wracając do sedna tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy - odpowiedzialność po nieudanym rytuale to jest też kwestia tego, czy w ogóle rozumiesz mechanizm, który uruchomiłaś. Widziałam sytuacje, gdzie ktoś przeprowadził rytuał transformacyjny z intencją zmiany konkretnej cechy charakteru, a potem był zdziwiony, że zmiana dotknęła obszarów, których nie planował. Jakby zakładał, że psychika jest podzielona na szczelne szuflady.
To co mówi Wiciol brzmi jak coś z zasady naczyń połączonych. Tylko że w psychice te naczynia nie są równej wielkości i nie wiadomo z góry które z czym jest połączone. Miałam kiedyś rytuał ukierunkowany na relacje z matką - myślałam że wiem co robię, a po kilku tygodniach okazało się, że ruszyło się coś całkowicie innego, zawodowego. I długo nie łączyłam tych dwóch rzeczy.
