No ale jeśli to jest tylko zmiana percepcji, to można to nazwać psychologią i nie magią. Ja mam problem z takim sprowadzaniem wszystkiego do 'to twój mózg'. Dla mnie magia to jest coś więcej niż techniki pracy z podświadomością.
To ciekawe że Mistique to pyta, bo ja przez lata próbowałem właśnie to rozróżniać i doszedłem do tego że to nie jest właściwe pytanie. Mam na myśli - nawet jeśli pracujesz z czymś 'zewnętrznym', to i tak odbierasz to przez własny filtr. Więc podział wewnętrzne/zewnętrzne może być po prostu za gruby.
I właśnie tu mi się wydaje że wracamy do oczekiwań - bo jak ktoś wchodzi w magię z konkretnym wyobrażeniem jak to 'powinno wyglądać' kiedy zadziała, to albo nadinterpretuje, albo nie widzi efektów które są. Ja sama przez długi czas myślałam, że coś wyraźnie 'poczuję' w trakcie rytuału i jak nie czułam, to znaczy że się nie udało. Głupi błąd.
O, to jest dokładnie mój problem. Ja cały czas czekam na jakieś wyraźne odczucie w trakcie i jak go nie ma, to kończę z poczuciem że coś zrobiłam nie tak. Cynamonka, i jak to zmieniłaś? Co cię przekonało że to niekoniecznie tak działa?
To co Cynamonka mówi o tym stanie - mam podobne doświadczenie, ale z innej strony. Przez jakiś czas szłam w kierunku bardzo głębokich stanów medytacyjnych przed każdym rytuałem i to stawało się takim wymogiem, który musiałam spełnić 'zanim zacznę'. I ten wymóg sam w sobie zaczął być barierą. Bo jak nie osiągnęłam odpowiedniego stanu, odkładałam rytuał. I nic nie robiłam przez całe tygodnie.
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Bo czytam ten wątek od początku i trochę się gubię. Mówicie o tym że za dużo oczekujemy i za szybko - ale ile to jest 'za szybko'? Tzn. czy jest jakaś ogólna zasada jak długo czekać zanim uzna się że coś nie zadziałało i ewentualnie powtórzyć?
Heniek pyta o coś o czym chyba wszyscy myśleliśmy na początku. Ja miałem kiedyś coś w stylu wewnętrznego harmonogramu i jak nie zadziałało w 'terminie' to robiłem drugi rytuał na ten sam cel, trzeci, i potem zastanawiałem się czemu jest chaos. Igorek93 kiedyś coś mówił o nakładaniu intencji - że to może działać przeciwko sobie. Coś w tym jest.
A jak zamyka się poprzedni rytuał intencjonalnie? Bo nie wiedziałam że to jest coś co się robi. Myślałam że rytuał to jest jednorazowe działanie, a nie coś co trzeba kończyć.
I właśnie to jest clue całego wątku - przychodzimy z gotowym przepisem na to jak efekt ma wyglądać, zamiast zostawić przestrzeń na to żeby się po prostu stał. Sigilia pyta o zamknięcie rytuału i to jest dobry przykład: wiele osób nie zamyka, bo nie wie że to krok, ale jeszcze więcej nie zamyka bo już myśli o kolejnym, bo ten 'chyba nie zadziałał'. To nie jest problem wiedzy, to problem relacji z oczekiwaniem.
Dobra ale to 'celowe odwrócenie uwagi' - jak to działa w praktyce? Bo kiedy mi na czymś zależy, to trudno mi po prostu przestać o tym myśleć. Robiłam swój pierwszy sigilowy rytuał i przez tydzień sprawdzałam co i rusz czy coś się dzieje. I teraz jak czytam że to właśnie to mogło być problemem, to trochę mnie to frustruje.
Mnie to co Kometkaa opisuje przypomina jeden ze moich wczesniejszych błędów - robiłem rytuał, a potem przez kilka tyg śledziłem dosłownie każdy szczegół dnia szukając potwierdzenia. I przez to moje życie przez ten czas to był jeden wielki test. Ani trochę nie byłem obecny, wszystko było tylko potencjalnym znakiem. Zbyszek68 ma rację z tym kiełkowaniem, ale dodam że ta obsesja sprawdzania to też pewien rodzaj kontrolowania - nie chcemy żeby zadziałało samo, chcemy widzieć jak działa.
To co Damianek60 pisze o kontrolowaniu - tak, dokładnie. I właśnie o to mi chodziło na początku tego wątku. Zmiana jaka u mnie nastąpiła polegała na tym że przestałam traktować rytuał jako coś do którego mam się przyklejać oczekiwaniem. Ale to nie przyszło samo - potrzebowałam kilku sytuacji gdzie widziałam efekt dopiero po czasie, po fakcie, i za każdym razem był to moment 'och, to tu było'.
A te efekty po czasie - to mówicie o tygodniach, miesiącach? Próbuję zrozumieć w jakiej skali czasu w ogóle operujemy. Bo jak wspomniałem wcześniej, nie mam jeszcze żadnego punktu odniesienia i trochę blokuję się właśnie dlatego że nie wiem czego szukać i jak długo.
No to przy takim podejściu jak Hubert72 opisuje, nie można nigdy powiedzieć że coś nie zadziałało. Wszystko zawsze można wciągnąć w narrację. Wróciłam do tego co Sigilia pisała wcześniej i chyba jednak mam z tym problem. Jakoś nie mogę przestać myśleć że to jest zbyt wygodna interpretacja.
Dziennik o którym Igorek93 mówi - to jest coś co naprawdę zmienia perspektywę. Prowadzę notatki od dłuższego czasu i kilka razy miałam taki moment że patrzyłam wstecz i widziałam coś czego wtedy nie rozpoznałam. Problem był tylko jeden - przez pierwszych kilka miesięcy pisałam co zrobiłam, ale nie pisałam co się stało potem. Więc miałam połowę danych. Teraz dodaję do każdego wpisu sekcję 'co się wydarzyło w ciągu kolejnych tygodni' i to jest zupełnie inne ćwiczenie.
Irenka.1 trafia w coś ważnego - retroaktywna interpretacja to jeden z największych problemów w ocenie własnej praktyki. I to nie znaczy że jesteśmy nieuczciwi wobec siebie, to znaczy że tak działa pamięć. Dlatego zapisywanie intencji zaraz po rytuale, dosłownie w tej samej chwili, zanim zaczniesz czekać na efekty, jest inne niż zapisywanie ich tydzień później kiedy już 'wiesz' co się wydarzyło.
To mi otwiera oczy na coś. Ja w ogóle nie prowadziłam żadnych notatek bo myślałam że to jest coś dla osób które są głębiej w temacie. Ale jak tak o tym mówicie to wygląda jakby notatki były po prostu metodą żeby nie oszukiwać samej siebie. To jest chyba bardziej podstawowe niż myślałam.
Mam pytanie do Cynamonki bo wróciłam do jej wcześniejszego posta - mówiłaś że przeczytałaś coś o Morrisonie i to zmieniło twoje podejście. Ale co konkretnie? Bo Morrison to chaos magick, a to jest specyficzny system. Czy to działa też jeśli ktoś nie siedzi w tym systemie?
Kometkaa pytała o Morrisona a mnie to skierowało na zupełnie inny tor - bo Morrison to jest ktoś kto celowo budował dziwne, czasem absurdalne rytuały właśnie po to żeby rozbić ten schemat oczekiwania. Jedna z jego technik to performance magick gdzie efekt miał następować przez akt twórczy, niekoniecznie przez 'poważny' rytuał. I to trochę przełamuje ten problem o którym rozmawiamy - jak coś jest absurdalne i śmieszne, to trudniej się do tego kurczowo trzymać oczekiwaniem.
To co Hubert72 pisze o powadze wobec oczekiwań - mam z tym mieszane uczucia. Bo rozumiem ten argument, ale jednocześnie wydaje mi się że magia bez emocjonalnego zaangażowania to jakby... modlitwa bez wiary? Jak można cokolwiek zrobić bez tej inwestycji w wynik?
Zbyszek68 trochę rozjaśnił mi coś - bo ja właśnie myłam te dwa pojęcia. U mnie to napięcie wyglądało dokładnie jak lęk przed porażką, tylko że ubierałam go w przekonanie że 'bardzo mi na tym zależy'. Dopiero po czasie rozpoznałam że to były dwa różne stany.
Ale jak to rozróżnić w praktyce kiedy jesteś w środku tego? Mówicie o rozpoznaniu po czasie, ale czy jest jakiś sygnał w trakcie, który mówi że to idzie w złą stronę?
Heniek pyta o sygnały i mi to przypomina coś jeszcze - u mnie tym sygnałem było że zaczynałem budować alternatywne wytłumaczenia na wypadek gdyby nie zadziałało. Czyli jednocześnie robiłem rytuał i układałem sobie w głowie jak to wytłumaczę jeśli się nie uda. Bardzo niezdrowe, bo po połowie energii wychodziło z rytuału i wchodziło w to zabezpieczanie ego.
Wincentyna_01 trafia w coś co ja widziałam u siebie zupełnie inaczej - nie przez dziennik, ale przez to jak długo trwały moje przygotowania. Im bardziej się bałam że nie zadziała, tym bardziej rozbudowywałam cały rytuał. Dokładałam kolejne elementy jakby ilość miała kompensować wątpliwości. To był mój sygnał, tyle że rozpoznałam go dużo za późno.
Cynamonka - a czy ktoś ci powiedział że tak robisz czy sama to zobaczyłaś? Bo zastanawiam się czy w ogóle można to zauważyć bez kogoś z zewnątrz albo właśnie tego dziennika. Mam wrażenie że jak jesteś w środku, to nie widzisz tego co opisujesz.
To co Cynamonka opisuje - prostszy rytuał, lepszy efekt - to jest coś o czym się rzadko mówi wprost, bo to nie brzmi zbyt poważnie. A jest w tym jakaś logika. Im więcej elementów, tym więcej uwagi skupionej na elementach a nie na intencji.
Dobra ale jak ktoś ma powiedzieć czy jego potrzeba struktury pochodzi z jednego miejsca czy z drugiego? To brzmi jak coś co można sobie bardzo łatwo wytłumaczyć po swojemu. 'Potrzebuję struktury dla skupienia' może być po prostu przyjemniejszym sposobem powiedzenia że się boisz że nie zadziała.
