Forum

Asystent AI
Magia a lęk przed n...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a lęk przed niepowodzeniem

Strona 3 / 6

Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Bogusi, czy to napięcie z ukrywania pojawia się przed rytuałem, w trakcie, czy po? Bo to może coś mówić o tym, gdzie jest główne źródło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 230

@Sydka chyba najbardziej przed. Jak się zbieram i wiem że coś chce zrobić ale nie wiem kiedy będę sama w pokoju albo czy ktos nie wróci za wcześnie. i potem jak już jestem sama to trochę mija ale zostaje taki resztka


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To co Bogusia opisuje, to jest właśnie ta kwestia logistyczna, o której mówiłem na początku wątku. Że samo wykonanie rytuału w miejscu, gdzie mieszkasz z kimś, wymaga planowania i to planowanie już jest stresujące, zanim cokolwiek się zacznie. I potem wchodzisz w rytuał już zmęczona tym planowaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy nie da się tego uprościć? Mam na myśli, że część rytuałów można zrobić tak, żeby w ogóle nie wymagały specjalnych warunków. Nie musisz czekać aż będziesz sama w pustym mieszkaniu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Zywilka53 to zależy mocno od rodzaju praktyki. Są rzeczy, które można zrobić przy kimś bez żadnego problemu, np. cicha medytacja z intencją, trzymanie kamienia, coś wizualizacyjnego. Ale są rytuały, które wymagają skupienia niemożliwego do osiągnięcia gdy ktoś siedzi obok i ogląda serial.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Ja robię część rzeczy w łazience i nie jest to żadna filozofia. Kąpiel z solą, świeczka, kilka minut w ciszy. Nikt nic nie wie, nikt nie pyta. Oczywiście nie wszystko da się tam zrobić, ale to daje jakieś okno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 382

@Poziomka_00 a nie masz takiego poczucia, że to jest trochę 'drugiej kategorii' jak robisz coś skrótowo albo w łazience zamiast w bardziej formalnych warunkach? Mnie to czasem blokuje, że myślę że skoro nie mogę zrobić 'jak należy' to po co w ogóle.


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

To przekonanie, że jest jakiś jeden sposób jak należy, to jest jedna z większych blokad. Rytuał zrobiony w pełni skupienia w łazience może być bardziej autentyczny niż godzinny ceremonialny rytuał zrobiony z głową gdzie indziej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Malinowa zgadzam się, ale jest tutaj jedno 'ale'. Bo jeśli sama osoba wierzy, że robi coś 'drugiej kategorii', to ta wiara wpływa na stan w trakcie. Czyli problem nie jest w łazience, problem jest w tym, co o tej łazience myślisz.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

No i kółko się zamknęło. Wracamy do tego, że główna przeszkoda jest w głowie, nie w warunkach zewnętrznych. Warunki zewnętrzne mogą utrudniać albo ułatwiać, ale nie są sednem.


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Ale to jest trochę za proste powiedzieć że 'wszystko jest w głowie', bo realne ograniczenia też istnieją. Jak masz jedno małe mieszkanie i troje współlokatorów, to naprawdę trudno o moment sam na sam, nawet w łazience.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 228

@Klimek00 masz rację i właśnie dlatego pytałem na początku o te strategie praktyczne. Bo filozofia to jedno, ale kiedy ktoś wraca do domu za godzinę i masz tylko tyle czasu, to potrzebujesz wiedzieć co da się realnie zrobić w tych warunkach, a nie tylko że masz pracować nad przekonaniami.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

no właśnie, bo jak słucham tej dyskusji o tym że 'wszystko w głowie', to rozumiem o co chodzi, ale to mi nie mówi co konkretnie zrobić kiedy mam godzinę i współlokatora, który może wejść. Jak ty to rozwiązujesz w praktyce?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Teofilka83 to pytanie jest konkretne, więc powiem konkretnie. Mam kilka rzeczy, które rodam niezależnie od warunków zewnętrznych, i kilka, które wymagają czasu i przestrzeni. Te pierwsze robia się codziennie. Te drugie czekają na moment. I nie planuję momentu z wyprzedzeniem, bo to właśnie to planowanie tworzy napięcie, o którym mówiła Bogusia.


Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Fomalhaut ale jak to wygląda w praktyce, to rozróżnienie na te dwie grupy? Bo to brzmi sensownie, tylko nie wiem czy u siebie dobrze określam co jest czym. Parę razy odkładałam coś 'na dobry moment' i ten moment nigdy nie przychodził.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam ten problem odkąd się przeprowadziłam do wspólnego mieszkania i szczerze mówiąc pierwsza rzecz jaką zrobiłam, to przestałam planować 'wielkie' rytuały. Zaczęłam pracować z tym co mam i kiedy mam. Brzmi banalnie, ale trochę zmieniło moje podejście do całej tej kwestii co jest 'prawdziwym' rytuałem.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest klasyczny problem z perfekcjonizmem w praktyce, który zresztą nieźle opisuje psychologia. Jest taki mechanizm, że kiedy coś odkładasz na 'idealny moment', to twój mózg rejestruje to jako zadanie nierozpoczęte. I to zadanie nierozpoczęte generuje tło lęku samo w sobie, niezależnie od tego co myślisz o magii. Więc masz lęk przed niepowodzeniem plus lęk z samego odkładania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 60

@Edek_60 okej ale to rozwiązanie 'po prostu zrób' brzmi tak samo niepomocnie jak 'wszystko w głowie'. Serio pytam, co robić kiedy naprawdę nie masz kiedy i naprawdę nie masz gdzie?


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Klimek, mam pytanie zanim odpiszę. Czy twój problem to brak czasu, brak miejsca, czy brak poczucia że to co mógłbyś zrobić w tych warunkach 'się liczy'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 60

@Malinowa chyba to trzecie. Bo w sumie te kilka minut sam wieczorem mam. Ale siedzę i myślę że z tym nic sensownego nie zrobię i odpuszczam.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I dość typowa, sądząc po rozmowach jakie tu widzę. Ta bariera 'po co zaczynać jeśli nie zrobię tego porządnie' pojawia się chyba u wielu osób i moim zdaniem ma więcej wspólnego z lękiem przed tym że się przekonasz że to nie działa, niż z faktycznym brakiem czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

ja chyba mam dokładnie tak jak klimek. mam te kilka minut i siedzę i myślę. a potem idę spać i żałuję że nie spróbowałam. ale nastepnym razem znów tak samo


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 600

@Bogusia i to żałowanie jest warte uwagi, bo skoro żałujesz, to znaczy że jednak chcesz to robić. Tylko coś cię blokuje w tym konkretnym momencie decyzji. Czy wiesz co to jest? Czy to jest to 'nie wiem jak zacząć', czy raczej 'zaczynam i coś mnie zatrzymuje'?


Odpowiedz
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 230

@Hortensja_66 chyba zaczynam i potem mnie zatrzymuje. Jak juz siadam i próbuje się skupić, to zaczynam mysleć że ktoś zaraz wróci albo że robię to źle albo że w ogóle po co


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To co Bogusia opisuje, ten moment kiedy już siedzisz i zaczynasz, a potem głowa zaczyna serwować ci scenariusze, to jest chyba najczęstsze miejsce gdzie praktyka się sypie. I to nie jest problem z mieszkaniem ani ze współlokatorami. To się dzieje nawet kiedy jest się samemu w domu, po prostu wtedy lista scenariuszy jest trochę inna.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

No tak, bo jak jesteś sama, to już nie boisz się że ktoś wejdzie, ale możesz się bać że i tak nic z tego nie wyjdzie. I która wersja jest gorsza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Teofilka83 to zależy od osoby, ale zauważyłam że lęk przed 'i tak nic z tego nie wyjdzie' jest trudniejszy do przepracowania, bo nie masz na co zrzucić odpowiedzialności. Jak ktoś wchodzi do pokoju, to możesz powiedzieć sobie że rytuał się nie udał przez zewnętrzne okoliczności. Jak jesteś sama i nic nie czujesz, to zostaje tylko pytanie czy ty sama zawodzisz.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

I tu pojawia się coś ważnego. To pytanie 'czy ja zawodzę' zakłada że jest jakiś standard który powinna czuć i nie osiągasz. A skąd ten standard? Ktoś ci go powiedział, przeczytałaś gdzieś, czy po prostu sama sobie ustaliłaś że 'coś powinno się stać'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Edek_60 mnie samą to pytanie trafia. Bo jak zaczęłam, to miałam takie wyobrażenie że będę wiedziała kiedy coś zadziałało, że to będzie oczywiste. I przez długi czas po każdym rytualne sprawdzałam, no i nie znajdowałam żadnego wyraźnego znaku. I to było frustrujące.


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

To oczekiwanie wyraźnego sygnału jest chyba jedną z głównych przyczyn tego rodzaju lęku. Jeśli zakładasz że efekt będzie oczywisty i natychmiastowy, to brak oczywistego efektu zawsze będzie wyglądał jak porażka. Nawet jeśli cokolwiek się działo.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Ale skąd właściwie te oczekiwania się biorą? Bo jak sobie cofam, to u mnie chyba z tego co czytałam na początku na różnych stronach i w różnych książkach, gdzie rytuały opisywano jakby to była procedura z gwarantowanym efektem. Krok pierwszy, krok drugi, efekt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Sydka dokładnie to samo. I potem jak nie ma tego wyraźnego efektu po krokach, to zaczynasz się zastanawiać czy źle wykonałaś krok trzeci, czy świeczka była za mała, czy intencja była niewystarczająca. I to jest spirala, bo zawsze znajdziesz coś co 'mogło pójść nie tak'.


Odpowiedz
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 600

@Poziomka_00 ale ta spirala szukania błędu jest naprawdę wyczerpująca. Pamiętam że kiedyś spędziłam więcej czasu na analizie dlaczego coś 'nie zadziałało' niż na samym rytualne. I w pewnym momencie przyszło mi do głowy, że może właśnie ta analiza jest problemem, a nie wykonanie.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale jak w ogóle odróżnić ten moment kiedy analiza jest sensowna od momentu kiedy już po prostu kręcisz się w kółko i szukasz winy? Bo mi się wydaje że to dość płynna granica i łatwo ją przeoczyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Teofilka83 u mnie granica była mniej więcej taka: jeśli myślę o tym co zrobiłam i to prowadzi do jakiegoś konkretnego wniosku na następny raz, to jest analiza. Jeśli myślę o tym co zrobiłam i jedyne co z tego wynika to że pewnie coś zawalałam, ale nie wiem co, to już jest kręcenie się w kółko. Tylko że to bardzo łatwo powiedzieć po fakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To chyba jeden z trudniejszych aspektów całej tej praktyki. Bo z jednej strony refleksja jest potrzebna, żeby w ogóle się rozwijać. Z drugiej, jeśli każda refleksja kończy się wnioskiem że 'coś poszło nie tak', to ta refleksja już nie służy praktyce, tylko lękowi.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze trzecia opcja którą pomijamy: że rytuał zadziałał i po prostu tego nie rozpoznałaś, bo efekt nie wyglądał tak jak oczekiwałaś. I to jest według mnie najczęstszy przypadek. Tylko że nikt o tym nie mówi, bo trudno budować teorię na czymś co z definicji jest niewidoczne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Fomalhaut to mnie zatrzymuje. Bo jak w takim razie w ogóle oceniasz skuteczność, skoro efekt może być nierozpoznawalny? Czy to nie jest za wygodna odpowiedź na każde niepowodzenie?


Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Zywilka53 rozumiem skąd to pytanie i jest uczciwe. Nie mówię że każde niepowodzenie to ukryty sukces. Mówię że nasze oczekiwanie konkretnej, czytelnej odpowiedzi często przysłania rzeczy które faktycznie się zmieniły. Różnica jest taka: czy cokolwiek się zmieniło w obszarze gdzie pracowałaś? Niekoniecznie tak jak chciałaś, ale w ogóle?


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

To pytanie które Fomalhaut zadała jest dla mnie centralnym punktem całej tej rozmowy. Bo lęk przed niepowodzeniem zakłada że istnieje jedna poprawna wersja sukcesu. A jeśli ta wersja jest źle zdefiniowana od początku, to całe kryterium oceny jest rozjechane.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dokładnie. I właśnie dlatego uważam że ten lęk przed niepowodzeniem w magii jest często lękiem przed własną oceną, a nie przed brakiem efektu. Bo co to znaczy że rytuał się nie udał? Kto to ocenia i na jakiej podstawie?


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Ale jak to ma wyglądać praktycznie, to czekanie aż coś się zmieni? Bo brzmi jak przepis na to żeby nigdy nie wiedzieć czy robisz coś dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

klimek mam tak samo. bo jak mam patrzeć czy cos się zmieniło, to nie wiem w czym. cała moja sytuacja jest taka sama od dawna i nie wiem co miałoby się zmienić żebym wiedziała ze 'zadziałało'


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To może być kwestia tego że intencja była zbyt ogólna żeby w ogóle było widać zmianę. Jak robisz rytuał na przykład z intencją 'chcę żeby w moim życiu było lepiej', to nie masz żadnego punktu odniesienia. Ale jak intencja jest konkretna i dotyczy czegoś co możesz obserwować, to przynajmniej wiesz czego szukasz.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

ale czy zbyt konkretna intencja nie ogranicza? Czytałam że jeśli za bardzo precyzujesz to jak efekt ma wyglądać, to zamykasz inne drogi. Nie wiem czy to ma sens, ale gdzieś to siedzi i mnie blokuje przed konkretem.


Odpowiedz
Strona 3 / 6
Udostępnij: