Forum

Asystent AI
Magia a lęk przed n...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a lęk przed niepowodzeniem

Strona 2 / 6

Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

To zdanie urwane w połowie bardzo do mnie trafia. Ja mam podobne odczucie i nie mieszkam z nikim obcym, tylko z rodziną. I to jest właśnie ten problem, że nawet jak nikt nie wchodzi do pokoju, to ta możliwość że wejdą jest gdzieś z tyłu głowy i to wystarczy żeby nie wejść do tego głębiej. Nie wiem czy to lęk przed niepowodzeniem czy po prostu brak skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

To, co opisujecie jako 'urwane zdanie', to jest kwestia tego, czy zdążyłaś wejść w stan przed właściwą pracą. Przy krótkich sesjach w napięciu często zostajemy na poziomie intencji deklaratywnej, to znaczy wiemy co chcemy zrobić, ale nie wchodzimy w stan, który sprawia, że to w ogóle działa inaczej niż zwykłe myślenie. Sydka, czy przed tymi sesjami robisz cokolwiek żeby się przełączyć? Oddech, konkretny gest, cokolwiek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Edek_60 szczerze? Nie. Siadam i próbuję od razu. Może to jest ten problem.


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się, czy ten 'przełącznik', o którym mówi Edek, musi być długi. Bo jak rozumiem sytuację Sydki, to ona ma może pięć, dziesięć minut i część z tego idzie na nasłuchiwanie. Czy można mieć taki przełącznik, który trwa trzydzieści sekund i naprawdę działa?


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

tak, można, ale trzeba go wypracować przez jakiś czas w warunkach, gdzie masz więcej przestrzeni. To jak mięsień, który potem działa szybciej, bo go znasz. Nie da się tego zbudować od razu w trudnych warunkach.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale to trochę błędne koło, nie? Żeby nauczyć się wchodzić w stan szybko, potrzebujesz czasu i spokoju. A jeśli nie masz kiedy ćwiczyć w spokoju, to nie zbudujesz tego przełącznika. I zostajemy w tym samym miejscu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Zywilka53 błędne koło istnieje, jeśli zakładamy, że jedyna forma ćwiczenia to formalna sesja. Są rzeczy, które można ćwiczyć zupełnie poza kontekstem magicznym. Sama umiejętność przechodzenia w stan skupienia, czyli cokolwiek, co działa dla konkretnej osoby, można budować w bardzo zwykłych momentach. Przed zaśnięciem, w czasie spaceru, w każdej chwili kiedy nie trzeba nic robić. Pytanie do Zywilki: co u ciebie w ogóle powoduje, że wchodzisz w skupienie? Czy masz jakieś takie naturalne momenty?


Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Malinowa wiesz co, to dziwne pytanie, bo muszę pomyśleć. Chyba przed zaśnięciem, ale wtedy zasypiam zamiast cokolwiek robić. I czasem przy myciu naczyń, ale to brzmi śmiesznie.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mycie naczyń to chyba najlepszy moment 🙂 Serio, ja mam tak samo, że przy jakichś manualnych rzeczach wyłącza mi się ta część głowy, która ciągle coś komentuje. Może nie przypadkiem mówią o medytacji w ruchu.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Bogusia, ale to co opisujesz, to jest stan nieintencjonalny, sam przychodzi. A pytanie jest chyba o to, czy można go wywołać celowo i skierować w stronę pracy. To trochę inne zagadnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, i to jest sedno problemu z lękiem przed niepowodzeniem w takich warunkach. Lęk nie pozwala wejść w ten stan, bo jest czujnością. A czujność i skupienie magiczne to stany, które trudno mieć jednocześnie. Więc nie chodzi tylko o brak czasu ani brak prywatności, tylko o to, że lęk aktywnie uniemożliwia samą pracę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 382

@Fomalhaut i co z tym zrobić? Serio pytam, bo to chyba najbardziej precyzyjny opis tego, co u mnie się dzieje. Nie brak warunków, tylko ta czujność. Czy jest jakiś sposób, żeby tę czujność po prostu... wyłączyć?


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do tego wątku, bo sam się w tym rozpoznaję. Czy ten lęk przed niepowodzeniem to zawsze jest coś, że ktoś zobaczy, czy może też chodzić o to, że po prostu nic się nie wydarzy i to będzie dowód, że się nie umie albo że to nie działa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Klimek00 o, to jest bardzo inne pytanie niż to, o czym gadaliśmy do tej pory. Bo dotychczas mówiliśmy głównie o lęku społecznym, że ktoś zobaczy, a ty wskazujesz na lęk przed weryfikacją. Że sam rytuał może być testem, który możesz oblać. I to jest chyba oddzielna sprawa.


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Klimek dotknął czegoś ważnego. Bo jeżeli za każdym razem, gdy coś robię, jest z tyłu głowy pytanie 'ale czy to zadziała', to właściwie cały czas oceniam, a nie działam. I może to jest właśnie ten główny lęk, nie że ktoś zobaczy, ale że nic się nie stanie i wtedy nie będę wiedzieć co z tym zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, i to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Że ten lęk może być w ogóle niezwiązany z warunkami zewnętrznymi, tylko z tym, że rytuał staje się jakimś sprawdzianem. Jakbyś podchodził do egzaminu, z tym że nie wiesz, czy komisja w ogóle istnieje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Klimek00 to porównanie z egzaminem jest trafne i trochę mnie rozbrajające, bo dokładnie tak to czuję. I zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle da się to rozdzielić, robię rytuał i chcę żeby coś nastąpiło, ale skoro chcę żeby nastąpiło, to automatycznie oceniam czy nastąpiło. Nie wiem jak z tego wyjść.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

A może problem nie jest w tym, żeby przestać oceniać, tylko w tym, kiedy to ocenianie się pojawia? Bo jeśli ocena przychodzi w trakcie, to faktycznie rozbija stan. Ale ocena po, z pewnym dystansem czasowym, to już co innego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 228

@Fomalhaut okej, ale jak to praktycznie oddzielić? Masz jakiś swój sposób, żeby ta ocena nie wchodziła w środek?


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Nie mam jednego sposobu, szczerze. Ale zauważyłam u siebie, że jak mam z góry ustalone, że weryfikacja nastąpi np. za dwa tygodnie, a nie zaraz po, to głowa trochę odpuszcza w trakcie. Jakby wiedziała, że ma swój moment na analizę, więc nie musi robić tego teraz.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest ciekawe podejście, ale mam pytanie, bo nie do końca rozumiem. Ten termin weryfikacji to jest coś, co sobie postanawiasz przed rytuałem, piszesz gdzieś, mówisz głośno? Czy to jest po prostu myśl?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Teofilka83 u mnie to jest coś, co mówię sobie przed, dosłownie jako część przygotowania. Że teraz nie oceniam, oceniam wtedy i wtedy. Brzmi może mechanicznie, ale mojej głowie to wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dodam tylko, że to, co opisuje Fomalhaut, ma trochę wspólnego z tym, jak działa intencja w odróżnieniu od oczekiwania. Intencja jest kierunkiem, oczekiwanie jest wymaganiem. I o ile intencja nie blokuje procesu, to oczekiwanie bardzo często tak. To nie jest moja teoria, to jest coś, co dość spójnie pojawia się w różnych tradycjach pracy magicznej.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale jak odróżnić jedne od drugiego kiedy się je ma w głowie jednoczesnie? Bo ja jak robię cokolwiek, to mam i jedno i drugie i nie wiem gdzie jest granica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Bogusia to jest właśnie jedno z trudniejszych pytań i myślę, że nie ma na nie czystej odpowiedzi. Intencja ma jakość ruchu, jest jak strzała puszczona. Oczekiwanie ma jakość zaciśniętej ręki, kurczowo trzymasz żeby sprawdzić. Ale to są opisy stanów, które musisz w sobie rozpoznać, nikt ci ich nie powie z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam wrażenie, że my tutaj w kółko wracamy do tego samego problemu pod różnymi nazwami. Czy to jest czujność, oczekiwanie, ocenianie, sprawdzanie, wszystko to jest jakiś wariant braku zaufania do procesu. I nie wiem czy to w ogóle jest coś, co można naprawić techniką, czy to jest raczej coś głębszego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Zywilka53 a co masz na myśli mówiąc głębszego? Bo to może iść w kilka stron i chciałabym wiedzieć, o jakim kierunku myślisz.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chyba mam na myśli to, że jeśli ktoś w podstawowym sensie nie wierzy, że cokolwiek zadziała, to żadna technika nie obejdzie tego fundamentalnego braku. I nie mówię o wierze jako przekonaniu intelektualnym, bo można być przekonanym intelektualnie i jednocześnie głębiej nie wierzyć. Mówię o czymś, co jest bardziej w ciele niż w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

To co Zywilka opisuje, widzę też przy pracy z tarotem, kiedy ktoś ciągnie karty i już w momencie ciągnięcia jest nastawiony na obalenie wyniku. Nie ma intencji czytania, jest intencja testowania. I to się zwykle widać po tym, jak ktoś reaguje na wyciągniętą kartę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 60

@Ambrozy to jest podobne do tego co powiedziałem wcześniej, że rytuał staje się egzaminem. Tylko że przy tarocie to jest przynajmniej jawne, masz kartę w ręku i możesz ją ocenić. A przy rytuałach, gdzie efekty są nieoczywiste albo odroczone, ta pętla oceniania może trwać bardzo długo.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

I właśnie tutaj wchodzi ten problem z mieszkaniem z kimś, bo ta pętla jest podwójna. Nie dość, że oceniasz czy zadziałało, to jeszcze masz z tyłu głowy że ktoś mógł zobaczyć i co by pomyślał. To są dwa różne lęki, ale razem robią naprawdę głośny szum.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Hortensja_66 tak, i jeden nakręca drugi. Jak masz poczucie, że coś mogło być widziane, to zaraz pojawia się presja, że to musiało 'zadziałać' bo w przeciwnym razie po co było robić i narażać się na komentarz. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób, ale teraz jak to piszę, to widzę że dokładnie tak to u mnie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Sydka, to jest bardzo celna obserwacja. Jakby lęk przed oceną zewnętrzną dokładał ciśnienie do lęku przed niepowodzeniem i powstawało coś, co jest trudniejsze do zniesienia niż każdy z nich osobno.


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

I to jest chyba odpowiedź na moje pierwotne pytanie z początku tego wątku, które dotyczyło lęku przed niepowodzeniem. Bo okazuje się, że niepowodzenie to nie jest jeden stan, jest kilka warstw i nie zawsze chodzi o to samo. Dla jednej osoby niepowodzenie to brak efektu, dla innej to bycie przyłapaną, dla jeszcze innej to wewnętrzne poczucie że coś zrobiła źle, nie na serio. I każda z tych warstw potrzebuje chyba czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

I właśnie dlatego nie ma jednej odpowiedzi na pytanie jak to naprawić. Bo to co pomaga przy lęku przed oceną zewnętrzną, czyli dyskrecja, maskowanie, skracanie rytuału, może w ogóle nie dotknąć lęku przed tym, że nic się nie stanie. A to drugie to jest już rozmowa z własnym przekonaniem o tym, czy to w ogóle ma sens. I to jest praca, którą każdy robi sam, żadna technika tego nie zastąpi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Malinowa to co napisałaś o dwóch warstwach lęku, które wymagają różnych podejść, to brzmi logicznie, ale czy ty w ogóle uważasz, że można pracować nad nimi równocześnie? Czy raczej trzeba najpierw jedną, potem drugą?


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Mam wątpliwość co do tego rozdzielania na warstwy. Bo może to nie jest tak, że jedna jest głębsza od drugiej, a raczej, że dla różnych osób hierarchia jest odwrócona. Dla kogoś lęk zewnętrzny może być pochodną wewnętrznego, ale też odwrotnie, ktoś może zacząć się bać niepowodzenia właśnie dlatego, że raz go oceniono przy nieudanym rytuale.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Fomalhaut to jest dobra uwaga. Nie zakładałam, że ta hierarchia jest stała dla wszystkich. Raczej że u jednej osoby w danym momencie jedno dominuje. Pytanie, po czym to rozpoznać u siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Właśnie, jak to w ogóle rozpoznać? Bo jak słucham tej rozmowy, to nie jestem pewna, który typ lęku mam ja. Może oba na raz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Teofilka83 jedno proste pytanie, które sobie możesz zadać: czy boisz się bardziej tego, że coś nie zadziała kiedy jesteś sama i nikt nie wie, że to robiłaś, czy bardziej boisz się wtedy, kiedy ktoś wie albo może się domyślić? Odpowiedź nie musi być zero-jedynkowa, ale zazwyczaj jedno ciągnie mocniej.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

To rozróżnienie jest sensowne, ale mam pytanie do Edek. Zakładasz, że te dwa lęki są niezależne, ale co jeśli lęk przed tym, że ktoś wie, jest właśnie tym, co napędza lęk przed niepowodzeniem? Tzn. nie martwiłabyś się, że nie zadziała, gdyby nikt nie widział?


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

ja mam tak że w ogóle nie powiedziałam nikomu w domu że cokolwiek robię i te właśnie te ukrywanie trochę samo w sobie działa na mnie nerwówo. jak jakiś sekret ale bez powodu


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 600

@Bogusia to jest znajome. Kiedy ukrywasz coś nie dlatego, że musisz, ale dlatego że się wstydzisz albo boisz oceny, to samo ukrywanie zaczyna budować napięcie. A potem to napięcie wchodzi do tego co robisz.


Odpowiedz
Strona 2 / 6
Udostępnij: