Mam pytanie, które mnie ostatnio nie daje spokoju. Robiłam ostatnio pewien rytuał oczyszczający - nic skomplikowanego, świeczka, zioła, intencja. Problem w tym, że byłam wtedy w naprawdę złym stanie fizycznym, taki porządny ból głowy, prawie migrenowy. I teraz się zastanawiam - czy ten rytuał w ogóle mógł zadziałać, skoro ledwo mogłam się skupić? Bo z jednej strony czytałam, że skupienie to podstawa, ale z drugiej - ból jest też rodzajem intensywnego doświadczenia ciała, więc może nie przeszkadza, a wręcz... nie wiem, jakoś inaczej angażuje? Ciekawa jestem co wy na to.
To zależy od tego, co rozumiesz przez 'zadziałać'. Jeśli rytuał ma polegać na precyzyjnym kierowaniu intencją, to ból głowy rzeczywiście może być przeszkodą - nie dlatego, że jakoś 'zanieczyszcza energię', tylko dlatego że mózg pod wpływem bólu po prostu ma inne priorytety. Ale są tradycje, w których stan niedyspozycji fizycznej był traktowany zupełnie inaczej - jako rodzaj otwarcia, przepuszczalności. Szamanizm syberyjski na przykład często łączył pracę rytualną z chorobą, nie jako przeszkodą, ale jako elementem przejścia. Więc pytanie jest głębsze niż 'czy mogłam się skupić'.
Ale zaraz, zaraz - czy to nie jest trochę tak, że jak nam coś nie wychodzi, to szukamy teorii, która to usprawiedliwi? Tzn. mówię to bez złośliwości, ale to brzmi jak 'ból przeszkadza, chyba że nie przeszkadza, zależy od tradycji'. To trochę niefalsyfikowalne, nie?
Mnie tu bardziej zastanawia ten wątek 'wsteczny', który gdzieś widziałam w opisie wątku. Czyli chodzi o to, że rytuał wykonany teraz miałby wpływać na to, co czuliśmy wcześniej? To jest chyba osobna sprawa od bólu podczas rytuału, prawda? Bo jedno to czy możemy pracować w bólu, a drugie to czy praca może zmienić nasze odczucia z przeszłości.
To, co opisujesz, brzmi bardzo podobnie do tego, co w psychologii pamięci nazywa się rekontekstualizacją - wspomnienie nie zmienia się jako fakt, ale zmienia się jego zabarwienie emocjonalne. I to jest zjawisko udokumentowane, dzieje się w terapii, w medytacji, w hipnozie. Nie mówię, że rytuał 'nie zadziałał magicznie' - mówię, że mechanizm, który opisujesz, istnieje i jest rozpoznawalny. Ciekawsze dla mnie pytanie jest: czy to ważne, przez jaki mechanizm to działa?
A ja się zastanawiam, czy w ogóle ten podział na 'mechanizm psychologiczny' kontra 'magiczny' ma sens. W większości tradycji, które znam, intencja i stan umysłu były traktowane jako część samej materii rytuału, nie jako coś od niego odrębnego. Więc jeśli rytuał zmienia twoje postrzeganie przeszłości - to jest działanie rytuału, kropka.
Hm, ale Edek86, to trochę definicja circularna, nie? Rytuał działa, bo wszystko co po nim nastąpi jest działaniem rytuału. Jak odróżnisz, że coś się stało 'przez rytuał' od tego, że po prostu czas zmienia perspektywę?
Ja to czytam i się gubię trochę. Czy wy mówicie o tym, że rytuał może działać wstecz w sensie że cofa czas, czy o tym że zmienia jak to pamiętamy? Bo to chyba zupełnie różne rzeczy?
To co mówi Czulu kojarzy mi się z pewną runiczną praktyką, gdzie pracuje się z Hagalaz - ta runa często jest interpretowana jako siła, która rozbija stare wzorce, żeby mogło wyrosnąć coś nowego. I tam jest taki element, że praca z nią potrafi zmieniać to, jak się przeżywa przeszłe zdarzenia - nie ich fakty, ale ich ładunek. Nie wiem czy to odpowiada na pytanie o ból fizyczny, ale może o ten 'wsteczny' element.
Dokładnie. I tu bym dodał jeszcze jeden wymiar - intencja podczas bólu może być bardziej 'czysta' w tym sensie, że jesteś zbyt zmęczony na ego-gry. Nie myślisz o tym, jak wyglądasz podczas rytuału, co poczują inni, czy robisz to 'poprawnie'. Po prostu robisz. I może to coś znaczy.
Hej, a czy ktoś wie - bo chcę dopytać - czy jest jakaś różnica między bólem fizycznym a np. wyczerpaniem emocjonalnym jeśli chodzi o pracę magiczną? Bo mi się wydaje że ból fizyczny to jedno, a jak się jest w środku rozklejona to chyba zupełnie inna sytuacja? Albo nie?
To jest dobre pytanie, bo w różnych tradycjach odpowiedź jest zupełnie inna. W magii chaosu np. stan emocjonalnego pobudzenia - nawet negatywnego - był traktowany jako paliwo. Ale tam też zakładano, że praktykujący wie, co robi z tym ładunkiem. Przy bólu fizycznym jest inaczej, bo uwaga jest rozciągnięta między intencją a bodźcem z ciała. Przy emocjonalnym rozchwianiu intencja może być silna, ale nieprzewidywalna. Którą sytuację masz na myśli, Mlecznia - tę z bólem czy tę emocjonalną?
To co opisujesz z afirmacjami to klasyczny problem, który pojawia się kiedy próbujesz nałożyć treść pozytywną na stan, który jeszcze nie jest gotowy jej przyjąć. W starszych systemach - nie mówię tu o żadnym konkretnym - najpierw był etap oczyszczenia albo 'opróżnienia', zanim w ogóle wchodziło się z intencją. Bez tego etapu faktycznie możesz wzmacniać to, co już w sobie masz, niekoniecznie to, co chcesz. I to działa zarówno przy bólu fizycznym jak i przy emocjonalnym.
Ale Edek86, to 'oczyszczenie' przed rytuałem - co to właściwie znaczy w praktyce? Bo jak komuś boli głowa, to jak się oczyszcza? Medytacja raczej nie wchodzi w grę. Oddech może? Albo po prostu się czeka aż minie?
Właśnie - to mnie zawsze zastanawiało, czy to mycie rąk przed rytuałem to tylko symbolika, czy ktoś uważa, że ma jakiś realny efekt. Bo w medytacjach z jakimi miałam do czynienia mówiło się o 'uziemieniu' przed pracą, ale to było zawsze siedzenie i oddychanie, nie czynność fizyczna. Czy te czynności fizyczne pełnią tę samą funkcję, tylko inaczej?
Nie rozumiem jednej rzeczy - skoro ból może zmieniać intencję, to znaczy że rytuał może wyjść inaczej niż chcemy? Jak się w ogóle sprawdza po czasie czy wyszło tak jak miało?
I tu właśnie wychodzi, że magia jest w dużej mierze systemem interpretacyjnym, nie tylko technicznym. To nie znaczy, że działa tylko w głowie - ale znaczy, że weryfikacja jest z natury subiektywna. I to jest chyba powód, dla którego pytanie 'czy mogę pracować przez ból' nie ma jednej odpowiedzi: bo samo 'działanie' rytuału jest oceniane przez tego samego człowieka, który go robił, w tym samym stanie - tyle że po czasie.
Czytam to wszystko i mam jedno pytanie, bo zupełnie nie wiem jak to rozumieć. Skoro rytuał może zmieniać to jak pamiętamy rzeczy sprzed niego, to czy to oznacza że można go robić specjalnie w tym celu? Tzn. że ktoś ma złe wspomnienie z jakiegoś okresu i robi rytuał żeby inaczej je nosić? Czy to jest jakaś znana praktyka czy to bardziej przypadkowy efekt uboczny?
Tak, to był efekt, którego się nie spodziewałam. Robiłam rytuał w konkretnym celu, który nie był związany z tamtym bólem głowy, a zmiana w postrzeganiu tego bólu przyszła sama. I chyba dlatego tak mnie to zastanowiło - że coś się ruszyło w tle, o co nie prosiłam. Czy to oznacza, że rytuał działa szerzej niż celujemy? Albo że ból podczas rytuału stał się częścią jego materii, mimo że nie tego chciałam?
To jest właśnie ten fragment, który mnie najbardziej tu interesuje. W magii ceremonialnej - i nie tylko - jest pojęcie 'luki', przez którą mogą wejść rzeczy, których nie zaplanowałeś. Ból, silna emocja, przerwa w koncentracji - to wszystko może być punktem wejścia dla czegoś, co było w tle. Nie zawsze jest to problem. Czasem to jest właśnie to, co trzeba było ruszyć. Ale nie wiem czy to pocieszające czy niepokojące w twoim przypadku.
Hej, bo chcę jeszcze dopytać Czulu o tę 'lukę' - czy mówisz o tym w sensie że rytuał może przyciągać coś niezaplanowanego, czy raczej że ujawnia coś co już było w nas, tyle że nieuświadomione? Bo to są dwa różne poziomy tej samej metafory i nie wiem, które masz na myśli.
To co mówię o tej 'luce' - i to jest coś, co próbuję teraz lepiej sformułować - to nie jest kwestia przyciągania czegoś zewnętrznego ani odkrywania czegoś wewnętrznego. To jest raczej kwestia tego, że w momencie kiedy twoja uwaga jest częściowo rozłożona przez ból, intencja nie jest monolityczna. I właśnie ta niejednolitość intencji może być wejściem dla czegoś, czego nie zaplanowałeś. Nie chcę teraz rozstrzygać co to 'coś' jest - bo to inna dyskusja.
Mnie ta rozmowa o 'luce' przypomina coś, co słyszałam przy nauce run - że błąd w rysowaniu runy, jeśli jest nieświadomy, może zmienić jej znaczenie, ale jeśli jest świadomy, to tylko ją zniszczy. Nie wiem czy to działa tak samo z bólem, ale ta analogia jakoś tu pasuje. Ból raczej nie jest świadomy w tym sensie - pojawia się i tyle.
A jak wy w ogóle rozumiecie 'stan gotowości' przed rytuałem? Bo w tym co czytałam o czakrach, jest coś o tym że niektóre stany fizyczne blokują przepływ energii - ból głowy na przykład to miałoby blokować czakrę korony. Nie wiem na ile to się przekłada na rytuały, bo to trochę inna praca, ale zastanawia mnie czy jest jakiś wspólny element.
Mój przypadek to jest właśnie to - chociaż nie porównywałam świadomie. Robiłam ten sam typ pracy wcześniej bez żadnych dolegliwości i późniejszy był inny, ale nie wiem czy 'lepszy' czy 'gorszy'. Właśnie dlatego to pytanie mnie nie opuszcza.
Ale chwila - czy da się w ogóle porównać dwa rytuały tego samego typu i powiedzieć, że różnica wynika z bólu, a nie z nastroju, z fazy księżyca, z tego co zjadłaś, z tysiąca innych rzeczy? Bo to brzmi jakbyśmy chcieli wyizolować jedną zmienną w czymś, co z natury nie działa jak eksperyment.
Chirurgiczny vs obszarowy - to jest dobra metafora. W runach też jest coś takiego - niektóre runy działają na konkretny aspekt, inne są bardzo szerokie i dotykają całego pola. I jak nie wiesz co wybierasz, możesz dostać więcej niż prosiłaś. Nie mówię że to złe, ale wymaga świadomości że może się tak zdarzyć.
