No dobrze, ale jak długo? Bo mnie to ciągle gryzie. Rok? Pięć lat? Jakiś próg, po którym można ocenić, że system 'mówi' albo że nie i można spróbować innego?
Ciekawi mnie ten moment zaskoczenia, o którym mówi Azalia. Hilek wspominał o 'innej jakości' w dniach rytualnych - to jest coś podobnego? Czy to bardziej świadoma obserwacja po czasie, nie chwilowe poczucie?
W astrologii mam podobny problem z wyjaśnieniem, dlaczego tranzyt Saturna po którymś domu działa - ale wzorzec widać. I to mi wystarczy do pracy. Może w magii numerycznej jest podobnie: nie musisz wiedzieć, dlaczego Saturna przypisano do liczby 3 albo do kwadratu 3x3, żeby ten system dawał spójne wyniki w praktyce.
Właśnie na tym chyba polega sedno tytułu wątku. Nie na tym, który system jest 'prawdziwy', ani na tym, czy liczby mają obiektywne znaczenie - tylko na tym, że struktura numeryczna wymusza precyzję intencji. I może to jest odpowiedź: liczy się precyzja, a liczby są sposóbm do jej osiągnięcia.
Może właśnie to, że są neutralne - jak mówiła wcześniej Telepatka. Kolory i dźwięki angażują emocje zbyt szybko i za silnie. Liczba daje czas, żeby intencja uformowała się zanim pojawi się reakcja emocjonalna. Może właśnie to jest odpowiedź na pytanie tytułu.
Danielloo, ale to mnie nie przekonuje do końca. Że liczba jest neutralna emocjonalnie - okej, ale czy to naprawdę zaleta? Bo jeśli magia działa przez intencję, a intencja żywi się emocją, to może właśnie to jest słabość liczb, nie siła. Precyzja bez zaangażowania emocjonalnego brzmi jak bardzo suchy rytuał.
Lurisk, tutaj jest pułapka w myśleniu o tym. Precyzja i zaangażowanie emocjonalne nie wykluczają się. Kwadrat magiczny Saturna, kiedy go wypełniasz intencją, nie jest zimnym ćwiczeniem matematycznym - jest raczej jak forma, do której wlewasz treść. Forma jest numeryczna, precyzyjna, ale to, co do niej wchodzi, może być bardzo naładowane. Podobnie działa werset - metryczna struktura nie wyłącza emocji w wierszu.
ta analogia z wierszem jest dobra, ale czy nie jest tak, że ta forma narzuca jednocześnie jakiś dystans? Kiedy recytujesz zaklęcie w ścisłej formie numerycznej, część uwagi idzie na poprawność formy. To chyba nie jest bez znaczenia dla jakości intencji?
Mam podobne pytanie, ale patrząc od innej strony - Hilek, kiedy układałeś te intencje w kwadracie 3x3, to skupiałeś się na treści każdej pozycji, czy na układzie jako całości? Bo to chyba robi różnicę dla tego, o czym mówi Sasankaa.
To jest dokładnie to, co czuję przy runach. Na początku sprawdzam, czy rysuję kształt poprawnie, czy dźwięk się zgadza. A potem, po jakimś czasie, to odpada. Nie myślę o tym. I wtedy pojawia się coś innego w praktyce. Nie wiem, jak to nazwać, ale jest różnica.
To rozróżnienie między czytaniem a robieniem jest bardzo ważne i mocno niedoceniane. System numeryczny czy runiczny przeczytany jest wiedzą, ale nie jest jeszcze praktycznym kontekstem. Ciało musi go znać - przez powtórzenie, przez fizyczne wykonanie. I dopiero wtedy cokolwiek się zmienia. Irenka, jeśli tu jesteś - to jest jeden z tych sygnałów, że idziesz w dobrą stronę.
Jestem 🙂 i słucham. Tylko mam pytanie do Arkanki - rysowałaś runy na papierze jako ćwiczenie, czy to był element jakiegoś rytuału? Bo to chyba robi różnicę, o czym tu Hilek mówił z tą formą.
Właśnie to mnie ciekawi w tej rozmowie. Czy jest w ogóle sens rozdzielać ćwiczenie od rytuału? Bo może to rozróżnienie jest sztuczne. Powtarzanie kształtu runy ze skupieniem jest rytuałem, nawet jeśli tego tak nie nazwiesz.
Ale wróćmy na chwilę do pytania Sasankii, bo mi ono nie daje spokoju. Czy precyzja formy numerycznej naprawdę konkuruje z intencją, czy ją wzmacnia? Hilek powiedział, że forma jest jak naczynie. Ale naczynia mają różne rozmiary i kształty. Czy kwadrat 3x3 Saturna przyjmuje inne intencje lepiej niż inne, czy jest w miarę 'wszechjenny'?
I to jest punkt, w którym astrologia i magia numeryczna się naprawdę spotykają. Saturn jako planeta ma tranzyt, jako liczba ma kwadrat, i oba opisują podobny archetyp. Ale czy ktoś z was pracował z tym równolegle - astrologia i kwadrat magiczny razem, celowo?
Hilek, ale to jest chyba sedno całej tej dyskusji, nie? Nie wiadomo, co jest przyczyną. I może nie da się tego oddzielić. Twoje ciało mogło czuć tranzyt zanim twój umysł go policzył.
Albo notatki po prostu potwierdzają to, w co już wierzysz. Pisałam o tym kiedyś przy snach - kiedy zaczynasz notować, zaczynasz też selekcjonować, co jest 'warte' zapisania. I to selekcja decyduje o wzorcu, nie rzeczywistość sama.
No właśnie, Azalia podnosi dobry punkt. Retrospektywne notowanie też ma swoje pułapki - pamięć nie jest neutralna. Wybieramy, co 'pasuje' do wzorca, który już mamy w głowie. I to nie jest zarzut wobec Hilka konkretnie, po prostu tak działa ludzka pamięć przy każdym notowaniu, czy to snów, czy tranzytów.
Eleonorka, zgadzam się z tym zarzutem metodologicznie. Ale są dwa rodzaje błędów tu do rozważenia. Jeden to potwierdzanie istniejącego wzorca przez selektywną pamięć. Drugi - i to jest ten, który mnie bardziej ciekawi - to że wzorzec może być realny, tylko niewiemy dlaczego. Selekcja pamięci nie tworzy wzorca z niczego, może go co najwyżej wzmocnić albo zniekształcić. Jeśli dni 'gęste' naprawdę pokrywały się z tranzytami, to notowanie to ujawnia, nie wymyśla.
Ale jak odróżnisz te dwa przypadki? Czy masz jakiś sposób weryfikacji, który nie jest retrospektywny? Bo jeśli nie, to argument Eleonorki zostaje.
To jest klasyczny problem z każdą praktyką magiczną, nie tylko z tranzytami. Nie możesz być jednocześnie uczestnikiem i neutralnym obserwatorem. Dlatego zresztą zewnętrzne potwierdzenia są trudne do uzyskania.
Dziennik magiczny przez kogoś drugiego weryfikowany to trochę inna kwestia, bo ta druga osoba też wnosi swój wzorzec interpretacyjny. Ale to ciekawy kierunek, Sasanka. Wróćmy na chwilę do liczb, bo zaczęliśmy od Hilkowego kwadratu i trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś pracował z czymś innym niż kwadraty magiczne pod kątem numerycznym? Mam na myśli np. sekwencje liczbowe w rytuale, nie tylko układ przestrzenny.
W tradycji pitagorejskiej liczby traktowano nie jako symbole, ale jako zasady organizujące rzeczywistość. Trójka jako harmonia, czwórka jako stabilność i tak dalej. W kontekście magicznym to przeradza się w pytanie: czy liczba porządkuje rytuał, czy go tworzy. Różnica jest istotna, bo w pierwszym przypadku możesz ją wymienić na inną, w drugim - nie.
W starszym futharku masz 24 runy podzielone na trzy ætir po osiem. To nie jest ozdobnik - ta trójka ma znaczenie. Ale w praktyce rzadko ktoś pracuje z numerem runy, częściej z jej kształtem, dźwiękiem i przypisaniem znaczeniowym. Numer pojawia się raczej przy sekwencjach, kiedy układasz kilka run w intencji i wtedy kolejność ma wagę.
Właśnie tak to robiłam intuicyjnie, nie wiedząc, że to ma taką podstawę. Układałam po trzy runy i czułam, że środkowa jest jakoś 'inna' w ciężarze. Nie wiem, jak to opisać inaczej.
Arkanka, a ta środkowa to była zawsze ta sama runa, czy chodziło o pozycję?
Środkowa pozycja w układach trójkowych pojawia się w tarocie też bardzo wyraźnie. Trzy karty w liniowym spreadu i ta środkowa jest zazwyczaj tym, co 'teraz', podczas gdy boki to kontekst albo dynamika. Może jest coś w samej geometrii środka, niezależnie od systemu.
