Przy galdr ten dylemat jest rozwiązany inaczej - tam liczba jest parametrem rytmicznym i jej właściwość jest akustyczna, wibracyjna. Trzy powtórzenia brzmią inaczej niż dziewięć, inaczej rozkłada się oddech, inaczej buduje się napięcie. Można to zmierzyć. To nie jest metafizyka, to fizjologia i akustyka. Może dlatego właśnie zaśpiew runiczny jest jedną z tych tradycji, gdzie pytanie o 'ontologię liczby' w ogóle nie powstaje - bo liczba ma bezpośredni skutek fizyczny.
To ciekawe porównanie z mantrami - tam też mówi się o wibracjach, ale z tego co czytałem, argumentacja jest bardziej złożona. Nie chodzi tylko o samą akustykę, ale o to, że liczba 108 ma zakodować pewną proporcję kosmologiczną. Odległość Ziemia-Słońce podzielona przez średnicę Słońca daje właśnie okolicę 108. Więc to jest jednocześnie parametr rytmiczny i symbol czegoś większego. Hilek79 czy w runach jest coś podobnego, jakieś kosmologiczne uzasadnienie konkretnych liczb?
I to jest właśnie ta różnica, o której mówiłam wcześniej - czy uzasadnienie jest kosmologiczne, mitologiczne czy fizjologiczne, to liczba ma zakorzenienie w czymś poza samą preferencją praktykującego. Sasankaa pytała, czy wystarczy spójność wewnętrzna - moim zdaniem nie do końca. Możesz mieć spójny system zbudowany na błędnym rozumieniu źródła i wtedy twoja spójność jest spójnością nieporozumienia.
To jest właściwie najważniejsze pytanie w tym całym wątku. Skuteczność jako kryterium - ale skuteczność czego dokładnie? Odczucia podczas rytuału? Zewnętrznego efektu? Bo to są bardzo różne miary.
Może nie rozwiążemy, ale możemy przynajmniej zapytać, jakie są kryteria wewnętrzne tradycji. Kabała ma bardzo konkretne: liczba musi mieć swoje miejsce w drzewie sefirot, musi wynikać z gematrii tekstu hebrajskiego, musi pasować do pozycji w strukturze. To jest system samoodniesienia - ale jest precyzyjny. Pitagorejczycy mieli inne - liczba musi wynikać z proporcji geometrycznych. Hermetyzm inaczej. Każda tradycja ma własne kryteria wewnętrzne. Pytanie, czy poza nimi jest cokolwiek.
Przepraszam, że pytam o taką podstawę, ale czy jest jakiś opracowany zbiór tych porównań? Znaczy, czy ktoś zestawił co poszczególne tradycje mówią o tej samej liczbie? Bo słucham tej rozmowy i myślę, że chciałabym zobaczyć to na jakiejś tabeli albo zestawieniu, a nie zbierać po kawałku z różnych źródeł.
Jest Conner i Farrell 'The Sacred Science of Numbers' - to jedno z niewielu miejsc, gdzie jest próba takiego zestawienia. Ale szczerze: to nie jest zestawienie krytyczne, raczej synkretyczne. Autorzy szukają głównie podobieństw, a rozbieżności tłumaczą jako 'różne aspekty tej samej prawdy'. Co jest trochę za wygodne. Agrippa w księdze drugiej też zestawia, ale on też jest synkretyczny z założenia. Naprawdę analitycznego porównania z wyraźnym zaznaczeniem, gdzie systemy się kłócą, szczerze mówiąc nie znam.
W astrologii chaldejskiej i klasycznej greckiej mamy zresztą dwie różne numeracje planet, co już na starcie daje różne przypisania liczbowe. Chaldejska idzie: Księżyc 1, Merkury 2, Wenus 3, Słońce 4, Mars 5, Jowisz 6, Saturn 7. Klasyczna grecka - inna kolejność według odległości od Ziemi. Teozofowie w XIX wieku wzięli jedno, kabaliści używają drugiego. Więc już przy planetach nie ma jednego 'właściwego' systemu i każde zestawienie tradycji będzie musiało to zaznaczyć, żeby nie wprowadzać chaosu.
Właśnie o to chciałam zapytać bo sama miałam taki problem - zaczęłam uczyć się numerologii z kilku źródeł jednocześnie i po jakimś czasie zupełnie nie wiedziałam, co do czego. Jeden autor pisał jedno o czwórce, drugi coś innego. Dopiero kiedy ktoś mi powiedział, żebym wybrała jeden system i z niego skończyła, zanim sięgnę po kolejny, to się trochę poukładało. Ale nie wiedziałam wtedy, że te systemy mają inne korzenie, myślałam, że to po prostu różne opinie.
I tu wracamy do tego, co Lurisk mówił o świadomości wyboru jako kryterium spójności. Nie to, który system wybrałaś, ale czy wiesz, że wybrałaś - i mniej więcej dlaczego ten, a nie inny. Choćby: 'bo to były pierwsze materiały, do których trafiłam i zostałam przy tym, bo znam je najlepiej'. To też jest uzasadnienie, pod warunkiem, że jest świadome.
To co Sasankaa napisała na końcu jest chyba kluczowe - 'wiem, że wybrałam, i nie szukam już uzasadnienia'. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę za łatwe wyjście. Jeśli ktoś pracuje z numerologią pitagorejską i przypisuje czwórce stabilność, a jednocześnie sięga po kabałę i tam bierze Chesed jako czwórkę, to te dwa systemy dają zupełnie inną jakość tej liczby. Chesed to łaska, miłosierdzie, ekspansja - to nie jest stabilność pitagorejska. I nie możesz powiedzieć, że obie są 'twoje', bo one się ze sobą nie dogadują.
To mnie ciekawi - czy ktoś tutaj pracował z oboma systemami w różnych momentach, nie jednocześnie, ale na przykład przez rok z pitagorejską, potem z kabalistyczną? Co się wtedy dzieje z 'wewnętrzną spójnością'? Bo zakładam, że nie można po prostu wyzerować skojarzeń.
To 'nakładanie się warstw' brzmi jak coś, co mogłoby nawet działać na korzyść, nie? Znaczy - masz więcej skojarzeń z daną liczbą, więcej dróg dojścia. Albo to jest zupełnie odwrotnie i robi się bałagan.
W runach jest podobny problem z wartościami liczbowymi, bo są co najmniej trzy różne porządki Futhark. Starszy, Młodszy i Anglo-Fryzyjski mają różną liczbę run i różne przypisania pozycyjne. Jeśli ktoś nałoży na to numerologię pitagorejską, bo tak znalazł w jednej książce, a potem dorzuci jeszcze astrologię chaldejską, to ma trzy systemy, które operują zupełnie innymi logikami. I żaden z nich nie mówi do pozostałych.
właśnie o to chciałam zapytać, bo zaczęłam interesować się runami i już widzę, że materiały w internecie są strasznie pomieszane. Skąd w ogóle wiadomo, która wersja Futharku jest 'właściwa' do konkretnej pracy? Czy to też kwestia wyboru jednego systemu i trzymania się go?
To co Hilek mówi o runach - że trzy systemy nie mówią do siebie - przypomniało mi coś, co czytałem o indyjskiej tradycji numerologicznej wedyjskiej. Tam w ogóle inna logika - numerologia Vedic bazuje na Jyotishcie i jest ściśle powiązana z systemem planet i ich sideralnym, nie tropikalnym, ruchem. Więc nie tylko liczby mają inne znaczenia, ale cały model kosmologiczny za nimi jest inny. Zachodnie próby łączenia Jyotish z Pitagorasem wydają się z tego punktu widzenia trochę absurdalne.
Dobra, ale tu wychodzi coś, co mnie od dawna uwiera - czy możemy w ogóle uczciwie korzystać z tradycji, do której nie mamy pełnego dostępu? Znaczy - Jyotish to lata nauki w konkretnej linii przekazu, nie kurs online. Większość z nas nie ma do tego dostępu w sensie żywej tradycji, tylko teksty i opracowania. Czy w takim razie w ogóle można to stosować?
To jest pytanie, które wykracza poza samą numerologię. Bo dotyczy też kabały, i hermetyzmu, i każdej tradycji, którą znamy głównie z przekładów i komentarzy, a nie z bezpośredniego przekazu. Nie mam na to dobrej odpowiedzi. Ale podejrzewam, że różnica jest między 'korzystam z tego systemu świadomie, wiedząc, że mam dostęp do fragmentu' a 'uczę się z pięciu kursów jednocześnie i mieszam je, myśląc, że to jest to samo'.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem po tej dyskusji, ale czy jest jakiś system numerologiczny, który w ogóle nie jest zaplątany w tę wielowarstwowość? Pytam serio, bo słucham i mam wrażenie, że każdy system jest uwikłany w coś innego i nie wiadomo od czego zacząć, żeby nie wejść od razu w ten bałagan.
Zastanawiam się jeszcze nad tym, co Danielloo mówił o Jyotish i sideralnym niebie. Czy w praktyce, jeśli ktoś używa numerologii wedyjskiej do obliczeń daty urodzenia, to wynik jest inny niż w pitagorejskiej? Dosłownie - inne liczby wychodzą, czy tylko inne interpretacje tych samych liczb?
To brzmi jak sytuacja, kiedy dwie osoby mówią 'numerologia' i myślą, że rozmawiają o tym samym, a tak naprawdę w ogóle.
I w tym miejscu wróciłbym do oryginalnego pytania z początku wątku - co się naprawdę liczy w praktyce z liczbami. Może odpowiedź jest taka: liczy się to, że wiesz, w jakim systemie jesteś. Nie to, który system wybrałeś. Nie to, czy uzasadniasz to filozoficznie. Tylko to, że masz jeden spójny układ odniesienia i nie wnosisz do niego przypadkowych elementów z innych układów tylko dlatego, że brzmiało ciekawie na jakimś kursie.
To co Hilek napisał na końcu - że liczy się świadomość systemu, a nie wybór systemu - jakoś mi to siedzi. Ale jednocześnie zastanawiam się, czy to nie jest trochę za łatwa odpowiedź. Bo jeśli dwa systemy dają inne wyniki dla tej samej daty urodzenia, to nie jest tak, że 'oba są dobre, jeśli wiesz co robisz'. Wyniki są dosłownie inne. Jedna z tych liczb musi być... no nie wiem, bardziej adekwatna? Albo obie są po prostu modelami i żadna nie jest 'prawdą'?
To drugie. Obie są modelami. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś traktuje wynik obliczeń jako obiektywny fakt o sobie, zamiast jako obraz wytworzony przez konkretną soczewkę. Liczba 7 z pitagorejskiej i liczba 7 z Jyotish to nie jest to samo '7'. To dwa różne konstrukty, które akurat mają tę samą nazwę.
Nie powiedziałbym, że nic się nie liczy. Raczej: liczy się co innego niż myślimy. Modele mogą być bardziej lub mniej spójne wewnętrznie, bardziej lub mniej adekwatne do kontekstu, w którym je stosujesz. Runy Starszego Futharku nałożone na numerologię pitagorejską nie dają spójności - i to jest konkretna, praktyczna informacja, nie abstrakcja filozoficzna.
zgadzam się z tym rozróżnieniem. W astrologii jest identycznie - możesz używać systemu domów Placidus albo systemu domów całoznakowych i dostaniesz różne wyniki. To nie znaczy, że jeden jest 'prawdziwy'. Ale jeśli zaczniesz mieszać interpretacje z jednego systemu z obliczeniami z drugiego, to chart przestaje mówić cokolwiek sensownego. Spójność wewnętrzna to nie jest filozofia, to praktyczny warunek działania.
Mam pytanie do Dezydery i Hilka - czy wy sami kiedyś złamaliście tę zasadę spójności i co z tego wyszło? Bo to byłoby bardziej wymowne niż teoria.
