A jak to się ma do dokumentowania? Jeśli runy to zasady a nie byty, to tekst opisujący rytuał runiczny powinien zachować więcej niż tekst opisujący rytuał szamański. Bo zasadę można opisać słowami, a ducha konkretnego miejsca już niekoniecznie.
No to powiedzmy wprost - tak, Edda nie jest instrukcją obsługi. Hávamál to mądrościowy poemat, nie podręcznik rytuałów. Ale rozróżnienie które zrobiłaś, Ksiezycnaa, jest dla mnie ważne: jeśli runy są zasadami, a nie bytami, to dokumentowanie ma inny charakter. Zasadę możesz opisać i ona nie 'ucieka' w trakcie zapisywania. Pytanie czy ktokolwiek potrafi odróżnić w danej tradycji co jest zasadą a co bytem. Bo w praktyce runologicznej mam wrażenie że te dwie kategorie się mieszają - runy są jednocześnie kosmogonicznym porządkiem i czymś z czym się rozmawia.
Dobrze że to powiedziałeś, bo sama mam z tym problem. Kiedy pracuję z Hagalaz, to dla mnie to jest zasada chaosu, który jest nieunikniony - ale jednocześnie mam poczucie że 'coś' tam jest, że to nie jest tylko abstrakcja. I nie wiem czy to jest sugestia czy rzeczywistość. Jak ty to rozróżniasz w praktyce?
a może to rozróżnienie zasada/byt jest w ogóle nasz problem, nie problem rún? tzn wymyślilismy sobie że trzeba wybierać jedno albo drugie bo mamy kategorie z filozofii zachodniej. a ktoś z islandii w X wieku moze nie miał tego problemu
Właśnie, i to jest sedno - rekonstruktor używa materiałów z X wieku, ale myśli kategoriami z XXI. I żaden rytualny gest tego nie cofnie. Nie sądzę żeby to automatycznie czyniło rytuał nieskutecznym, ale sprawia że jest to inny rytuał. Pytanie do Runologa - czy w tradycji runologicznej jest w ogóle jakiś pogląd na to jak bardzo intencja praktykującego 'kształtuje' wynik?
To mechaniczne podejście które opisujesz - 'kod który się wykonuje' - to mi się pojawia w zupełnie innym kontekście, bo w pewnych nurtach zachodniej magii ceremonialnej też jest coś takiego, że rytuał wykonany poprawnie zadziała bez względu na stan praktykującego. Crowley miał coś takiego w podejściu do woli. Ale z tarotem jest odwrotnie i zawsze uważałam to za specyfikę kart - tam stan czytającego ma ogromne znaczenie. Ciekawe że magia może być jednocześnie tak różna wewnętrznie.
Ale skąd wiadomo że rytuał wpływający na coś zewnętrznego nie wymaga tak samo dużej 'obecności'? To brzmi jak założenie. Może mechaniczna procedura to tylko wytłumaczenie post hoc dla kogoś kto nie umiał opisać stanu w którym był.
I tu wracamy do dokumentowania - nie można zapisać tego co 'rozumiało się samo przez się'. Zapisujesz tylko to co wymagało wyjaśnienia. Wszystko co było oczywiste dla wspólnoty zostaje poza tekstem. Więc każdy stary tekst rytualny jest z definicji niekompletny, nie dlatego że autor był niedbały, ale dlatego że komunikacja działa tak a nie inaczej.
