przepraszam że wchodzę ale mam pytanie do tej rozmowy - czy jak ktoś dziś pisze grimuar na podstawie takich właśnie przekopistowanych tekstów, to czy on sam sie staje taką warstawa? tzn. może za sto lat ktos będzie korzystał z takiego opisu i też nie bedzie wiedzieć czy to oryginalne
Ale jeśli każdy zapis 'żyje własnym życiem' to właściwie źródła nie mają znaczenia. Ważne jest tylko to co teraz, z tym co masz. To brzmi jak bardzo wygodna filozofia dla kogoś kto nie chce sprawdzać czy coś jest autentyczne.
I tu jest chyba clou całego wątku. 'Czy czary z czasów przeszłych działają na obecnych ludzi' - może pytanie jest źle postawione. Prawdopodobnie to co mamy to nie te same czary, tylko ich kulturowe odbicie. A czy to działa - zależy od tego czego szukasz i czy jesteś w stanie zbudować spójny własny system w którym to ma sens. Co jest odpowiedzią i nie-odpowiedzią jednocześnie.
To znaczy, że nigdy nie dowiemy się czy to 'naprawdę' działa? Czy po prostu zawsze będzie można powiedzieć, że albo zadziałało, albo nie dość uwierzyłam, albo zrobiłam nie tę rekonstrukcję co trzeba?
Ale niefalsyfikowalność dotyczy też mnóstwa rzeczy które uznajemy za wartościowe. Nie możesz sfalsyfikować czy dana interpretacja snu była trafna, nie możesz sfalsyfikować czy twoja intuicja co do kogoś była słuszna. A jednak ludzie z tymi rzeczami pracują i coś z tego mają.
Tylko że to nie odpowiada na pytanie z tytułu wątku. Czy te czary z przeszłości działają - czy są skuteczne - czy cokolwiek robią poza tym że porządkują myślenie. Bo jeśli chodzi tylko o porządkowanie myślenia, to wystarczy terapia poznawcza i nie trzeba rekonstruować rytuałów z XII wieku.
Ja mam wrażenie że część osób sięga po rytuały właśnie dlatego że terapia jest za bardzo werbalna i zbyt racjonalna. Rytuał angażuje ciało, przestrzeń, czas - jest fizyczny w sposób w jaki rozmowa z terapeutą nie jest. Nie wiem czy to odpowiada na pytanie czy 'działa', ale może wyjaśnia dlaczego ktoś w ogóle to robi.
Okej, ale wróćmy do pytania o te 'dawne' czary. Czy macie na myśli że rytuał który ma setki lat za sobą różni się czymś od takiego który ktoś wymyślił w zeszłym roku? Poza tym że jeden ma historię a drugi nie?
To jest dokładnie to pytanie które mnie tu przyciągnęło. Intuicja wielu praktyków mówi że tak, że jest jakaś różnica. Ale kiedy próbujesz ją opisać to albo wychodzi ci argument z autorytetem - stare znaczy sprawdzone - albo coś w stylu skumulowanej intencji, że tyle osób przez wieki robiło to samo i zostawiło jakiś ślad. Drugi argument jest dla mnie ciekawszy ale też trudniejszy do obrony.
ta skumulowana intencja to brzmi jak morficzne pola Sheldrakea? tzn on mówił o czymś takim że jak dużo organizmów uczy się czegoś to kolejnym przychodzi łatwiej nawet bez kontaktu. podobno. nie wiem czy to nie jest pseudonauka ale pasuje do tego co Runolog napisał
Problem z Sheldrake'em jest taki że wielu ludzi z kręgów ezoterycznych używa go jako dowodu naukowego na działanie magii, a to jest nadużycie. On sam się od tego zresztą dystansował. Ale sama idea że praktyki zostawiają jakiś kolektywny ślad - to jest coś co pojawia się niezależnie w bardzo różnych tradycjach, niekoniecznie przez niego.
Miejsca mają to coś, to potwierdzam z własnego doświadczenia. Byłam w kilku miejscach które były przez wieki używane do obrzędów - i jest tam inaczej. Czy to sugestia bo wiem gdzie jestem, czy coś więcej - nie wiem. Ale efekt jest.
To jest właściwie pytanie o to czy medium ma znaczenie. Tekst, miejsce, ustna tradycja, ciało - każde z tych nośników zachowuje co innego. Tekst zachowuje słowa, ale nie gesty, rytm, kontekst społeczny. Miejsce zachowuje fizyczną przestrzeń ale już nie wypowiadane formuły. Ustna tradycja zachowuje coś ze sposobu wykonania ale jest podatna na dryfowanie. Nie ma jednego nośnika który by zachował wszystko.
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju - czy ktoś z was miał kiedyś do czynienia z rytuałem który pochodzi z konkretnej żywej tradycji, tzn nie rekonstruowanej, i mógłby porównać go z tym co się robi na podstawie tekstów? Bo całą tę rozmowę prowadzimy trochę abstrakcyjnie.
To by znaczyło że pytanie o dokumentowanie jest trochę z innej półki niż pytanie o skuteczność. Można dokumentować żeby nie zapomnieć formy, ale skuteczność - jeśli w ogóle istnieje - może zależeć od czegoś czego dokumentacja nie uchwyci. Trochę jak zapis nutowy a wykonanie.
Okej, ale to mnie prowadzi z powrotem do pytania tytułowego. Jeśli część rytuału jest niezapisywalna, to czary z przeszłości które do nas dotarły wyłącznie przez teksty - bo żywa tradycja się urwała - są z definicji niekompletne. I wtedy odpowiedź na pytanie 'czy działają' brzmiałaby: być może, ale nie w tej formie w której do nas dotarły.
To rozróżnienie między 'inne' a 'gorsze' wydaje mi się ważne. Jak pracuję z kartami to moje podejście do spreadu który wzięłam z książki jest inne niż do spreadu który pokazała mi konkretna osoba. Ale nie powiedziałabym że jedno jest lepsze. Po prostu ma inną jakość.
Ja mam inaczej i trochę się z Brzozką nie zgadzam. Przy pewnych rzeczach ma znaczenie skąd to wziąłeś. Nie chodzi o prestiż źródła, tylko o to że jak uczysz się od kogoś to jednocześnie uczysz się jak ta osoba wchodzi w rytuał, co czuje kiedy jest 'w tym', jak reaguje kiedy coś nie gra. Tego z tekstu nie wyciągniesz. Więc niekompletność o której mówi Hipolit wydaje mi się realna.
a mozna w ogóle z zewnątrz ocenić czy rytuał 'zadziałał'? pytam serio, bo jak nie ma mierzalnego efektu to skąd wiadomo że ten z tradycji żywej był lepszy niz ten z ksiązki
To jest pytanie metodologiczne i jest uczciwe. Nie ma zewnętrznego kryterium. Masz subiektywne odczucie praktykującego, masz ewentualnie obserwowalne zmiany w jego życiu albo psychice - ale te drugie są podatne na efekt placebo, na zmianę nastawienia, na dziesiątki innych zmiennych. Więc albo akceptujemy że ocena jest z konieczności subiektywna, albo rezygnujemy z pytania o skuteczność.
Ale to chyba nie zamyka dyskusji. Nawet jeśli nie możemy porównać skuteczności, możemy porównać co innego - czy osoba pracująca z żywą tradycją opisuje swoje doświadczenie inaczej niż osoba pracująca z tekstem. I to by było coś. Ktoś robił takie porównanie, choćby nieformalne?
Relacja versus procedura - to mi się zgadza z tym co obserwuję w tarocie. Osoby które nauczyły się z kursów online mają tendencję do bardzo schematycznego podejścia, liczymy znaczenia, sprawdzamy pozycję. A osoby które miały kogoś na żywo - bardziej improwizują, wchodzą w rozmowę z kartami. Ale nie wiem czy to jest cecha tradycji czy po prostu cecha tego jak się uczy.
To co opisujecie - relacja versus procedura - to jest właściwie pytanie o to czy rytuał to technika czy coś w rodzaju dialogu. I jeśli jest dialogiem, to z czym albo z kim? Bo w tradycjach szamańskich to jest dialog z duchami miejsca, w ceremonialnej magii zachodniej to dialog z bytami drzewa sefirot albo z Wyższym Ja, w wicca to dialog z bóstwami. Każda z tych tradycji inaczej rozumie 'partnera' tego dialogu i to chyba zmienia całość.
Rekonstruktor zakłada że odpowiedź przyjdzie tak samo albo podobnie. To jest akt wiary w ciągłość czegoś - że byty albo energie z którymi rozmawiał ktoś trzysta lat temu są dostępne dzisiaj na tych samych warunkach. I to jest bardzo duże założenie.
Czekajcie, to czy to nie jest wbudowane w samą ideę magii jako takiej? Bo jeśli ktoś zakłada że rytuały działają, to chyba z konieczności zakłada też że to 'coś' jest stabilne w czasie. Inaczej magia jako dziedzina nie miałaby sensu - nie dałoby się przekazywać wiedzy.
ale może byty sie zmieniają albo świat energetyczny sie jakoś ewoluuje. nie zakładajmy ze to jest skała. może rytuał który działał dawniej adresuje kogoś kto już nie istnieje albo jest gdzie indziej
Mapa na nowym terenie - to jest obraz który mi zostaje. Choć w tradycjach runicznych jest coś co temu przeczy, mianowicie runy są opisywane jako kosmiczne zasady, nie jako byty podlegające zmianie. Fehu to nie jest duch bogactwa który może odejść - to jest sama zasada przepływu i zdobywania. I to jest jeden z powodów dla których rekonstrukcja run ma inne uzasadnienie niż rekonstrukcja szamanizmu opartego na konkretnych duchach przodków danego miejsca.
