Mnie zastanawia jeszcze coś innego w tym co napisała Jasnowidzka. Ona mówi 'najpierw zdecyduję, potem selenit', ale czy selenit może w jakimś sensie weryfikować podjętą decyzję? Nie jako wyrocznia, ale jako coś w rodzaju sprawdzianu czy jesteś z nią wewnętrznie spójna. Czy ktoś tego doświadczył, że brał kamień po decyzji, a nie przed?
To jest problem który pojawia się we wszystkich systemach wróżbiarskich i profetycznych, nie tylko w litoterapii. Kwestię błędu potwierdzenia opisywał Kahneman w kontekście intuicji, i jest to problem badany empirycznie. Nasze interpretacje sygnałów z ciała są silnie zabarwione tym czego oczekujemy. Selenit nie eliminuje tego problemu, może go nawet wzmacniać jeśli traktujemy kamień jako autorytet.
Słuchajcie, ja zaczynałam ten temat od pytania o kontakt z aniołami przez selenit, i teraz jestem w miejscu gdzie zastanawiam się czy w ogóle wierzę że to jest kontakt z czymś zewnętrznym. Stellaria mówi coś ważnego, może to jest po prostu kontakt z sobą. Ale wtedy skąd się biorą informacje których sama wcześniej nie miałam? Bo mi się zdarzyły takie momenty.
Ja tu wchodzę z innej strony, bo zastanawiam się nad tym co mówi Glifmistrz. Nawet jeśli przyjmiemy że selenit to skupienie uwagi, a nie prawdziwy kontakt z przewodnikami, to i tak pytanie o formę kamienia ma sens. Bo forma wpływa na to jak skupiasz uwagę, prawda? Różdżka kieruje uwagę inaczej niż bryłka, inaczej niż płyta. To jest przynajmniej psychologicznie spójne.
Mnie w tej rozmowie uderza jedno. Prawie wszyscy tutaj w którymś momencie sami podważają swoje własne doświadczenia. Janusz96, Stellaria, Jasnowidzka, i ja też tak mam. Czy to jest zdrowy sceptycyzm czy to jest po prostu wstyd przed przyznaniem że coś poczuliśmy i chcemy się zabezpieczyć przed oceną?
Czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie do całej grupy. Czy któreś z was rozróżnia między selenitem jako pomocą w kontakcie z aniołami i przewodnikami, a selenitem jako pomocą w kontakcie z samym sobą? Bo mam wrażenie że w tej rozmowie te dwie rzeczy się bardzo zmieszały i nie wiem czy to zamierzone.
Ale czy to jest problem? Serio pytam. Może to czy pochodzi z nas czy spoza nas jest mniej ważne niż to czy jest trafne i pomocne. Przez ostatni czas bardzo walczyłam z tym żeby wiedzieć 'skąd', i w końcu przestałam i stało mi się lżej z selenitem.
I właśnie wróciłaś do pytania które mnie też nie daje spokoju. Selenit jest opisywany jako kamień łączący z wyższymi wibracjami, z anielskimi przewodnikami. Ale wszystko co słyszę w tej rozmowie wskazuje że efekt zależy od człowieka bardziej niż od kamienia. To po co selenit a nie np. biały kawałek marmuru?
To co opisuje Perydotka ma swoją nazwę w psychologii, jest to efekt właściwości zmysłowych na stan mentalny. Badania nad fakturą, temperaturą i przezroczystością przedmiotów pokazują że naprawdę wpływają na nastrój i uwagę. To nie podważa doświadczenia z selenitem, raczej wyjaśnia mechanizm inaczej niż tradycja ezoteryczna.
Właściwie weszłam tu z zewnątrz, nie pracuję dużo z kamieniami, ale to pytanie mnie ciekawi. Czy selenity w kontakcie z przewodnikami to jest coś czego się można nauczyć, czy to przychodzi samo albo wcale? Bo z tarotem jest podobnie, jedni mają to od razu, inni ćwiczą latami i nic.
Na pytanie Damianki77 odpowiem że tak, raz mi się to zdarzyło z selenitem i było tak jednoznaczne że bałem się wracać do tej praktyki przez długi czas. Nie dlatego że było złe. Właśnie dlatego że było zbyt wyraźne i nie miałem jak tego wbudować w swój światopogląd. Nie wiem czy to anioł był, ale coś było.
Właśnie czytam tę wymianę między Runologiem a Stellarią i zaczynam się zastanawiać czy my tu wszyscy podświadomie zakładamy, że kontakt z przewodnikiem to coś co się zaczyna i kończy podczas sesji z selenitem. A co jeśli to co opisuje Runolog to było coś, po czym oczekiwano działania poza kamieniem, w zwykłym życiu? Że selenit był tylko momentem otwarcia, a nie całą rozmową?
Wchodząc trochę z boku, ale ten wątek mnie ciągnie. Mówimy o selenicie jako o kamieniu do kontaktu, ale selenit jest też kamieniem który oczyszcza inne kamienie i przestrzeń. Zastanawiam się czy ta jego właściwość nie jest tu istotna, że może on nie tyle nawiązuje kontakt, ile usuwa coś co temu kontaktowi przeszkadza. Czy ktoś pracował z nim w ten sposób i sprawdzał czy to zmienia jakość doświadczenia?
Ten wątek z oczyszczaniem otwiera coś co mi się układa. Zawsze myślałam o selenicie jako o tym który robi całą robotę, że ja muszę tylko być przy nim. A jeśli on tylko zdejmuje szum i kontakt jest moją własną sprawą, moją gotowością, to wtedy pytanie Runologa o 'co zrobię jeśli to przyjdzie' nabiera zupełnie innego ciężaru. Nie 'czy kryształ pozwoli', tylko 'czy ja jestem na to gotowa'.
To przesunięcie jest ważne, ale chcę dorzucić jedno zastrzeżenie. W opisach selenitu w tradycji hermetycznej i w starszych tekstach litoterapeutycznych on był przypisany do sfery lunalnej, czyli do tego co płynne, zmienne, trudne do uchwycenia. Wyraźny, bezpośredni kontakt który opisał Runolog to raczej właściwość innych kamieni, diamentu, cyrkonu, kwarcu górskiego. Więc albo Runolog miał coś wyjątkowego, albo selenit zachował się wbrew swojej naturze, albo to co miał nie był typowym scenariuszem dla tego minerału.
Kamienie z historią to osobny temat, który tu się otwiera. Zakładamy zazwyczaj że selenit to selenit, ale jak każdy przedmiot który był długo z człowiekiem, może nieść coś ze sobą. To nie jest paranormal, to jest stara koncepcja psychometrii. Mnie ciekawi bardziej coś innego po tym co powiedział Runolog. Czy ta wyraźność mogła pochodzić nie z samego selenitu, ale z tego co on ze sobą przyniósł?
Wracam do pytania które zadałam wcześniej, bo teraz widzę je inaczej po tej rozmowie. Pytałam czy kontaktu z przewodnikami przez selenit można się nauczyć. Ale teraz myślę że może to jest złe pytanie. Może bardziej właściwe jest to, czy można się nauczyć przyjmować to co przychodzi, nie przerywać, nie uciekać. I to brzmi jak zupełnie inna praca niż ćwiczenie techniki.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i jest jedna rzecz która mnie nurtuje, a nikt jej nie powiedział wprost. Jasnowidzka napisała że nie wie czy jest gotowa na to co może przyjść. Ale ona zaczęła ten temat od pytania o selenit do kontaktu z aniołami. Więc albo szukamy kontaktu bo jesteśmy gotowi, albo szukamy go żeby sprawdzić czy jesteśmy gotowi. I to są bardzo różne intencje.
Ale czekajcie, bo mi się tu coś wykrzywia. Mówimy o tym czy kontakt jest 'prawdziwy' i skąd pochodzi. A Jasnowidzka napisała parę postów temu że nie wie czy naprawdę chce żeby coś przyszło. To jest ważniejsze niż to skąd pochodzi sygnał, nie? Bo jeśli ona nie jest zdecydowana, to po co w ogóle sięgać po selenit w tej chwili.
Ale to co mówi Jasnowidzka to jest w sumie duże. Bo przyszła z pytaniem o technikę, a wychodzi z odpowiedzią że technika nie jest teraz tym co potrzeba. To jest chyba najrzetelniejszy efekt kontaktu z selenitem, nie żadne wizje, tylko to.
A może te dwie rzeczy nie są różne? Jeśli kamień jest dla ciebie sygnałem i przez to wchodzisz głębiej, to on spełnia funkcję. Czy to jest 'jego energia' czy twój nawyk, efekt jest ten sam. Może pytanie o źródło jest tu trochę jałowe, ważniejsze jest to co się z tym robi.
Wróćcie do tego co napisała Jasnowidzka, bo mi wydaje się że to jest serce tej rozmowy. Ona mówi że nie jest gotowa na prawdziwy kontakt. Ale co to znaczy być gotową? Czy to jest stan psychiczny, duchowy, czy coś co czujesz i wiesz? Bo to mnie interesuje bardziej niż dyskusja o tym co jest w kamieniu.
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie, i może to jest właśnie odpowiedź. Przez cały ten wątek szukałam sposobu i techniki, a teraz siedzę z tym że najpierw muszę być uczciwa wobec siebie co do intencji. Selenit zostaje na półce, nie dlatego że się boję, tylko dlatego że nie chcę zapraszać czegoś na niby. Jak będę wiedziała że jestem gotowa, to pewnie już nie będę potrzebowała pytać jak się przygotować.
To co opisuje Jasnowidzka brzmi mi jak sytuacja przed każdą poważniejszą pracą, niezależnie od narzędzia. Przychodzisz z intencją którą sam przed sobą ukrywasz. I wtedy cokolwiek zrobisz, kryształ, sen, runa, oddaje ci to zamieszanie zamiast odpowiedzi. Selenit tutaj nie jest problemem ani rozwiązaniem, jest lustrem.
Właśnie, to mnie zawsze zastanawiało. Dlaczego selenit, a nie kryształ górski? Kryształ też jest łączony z czystością i wyższymi stanami. Czy jest jakaś konkretna różnica w tym jak te dwa kamienie działają przy pracy z przewodnikami?
Wróćcie na chwilę do tego co mówiła Jasnowidzka o selenicie na półce. Mam pytanie praktyczne. Czy kamień który leży i nie jest używany do pracy, wymaga jakiegoś podtrzymania? Oczyszczania, ładowania, czegoś? Czy może po prostu leżeć?
Ale wracając do sedna tego wątku, który dotyczy kontaktu z aniołami i przewodnikami. Jasnowidzka mówi że odkłada to na później. A czy jest coś co można robić teraz, z selenitem na półce, żeby się do tego kontaktu przygotować? Bez zapraszania, bez otwierania, tylko jakieś wyciszanie terenu?
