Zaczęłam ostatnio intensywniej pracować z ciałem, bo mam od lat problem z akceptacją własnego wyglądu. Nie chodzi o jakiś jeden kamień który 'naprawi' myślenie, tylko o to, żeby zbudować jakiś spójny zestaw do regularnej pracy. Szukam kamieni, które pomagają przy dysmorfii ciała, tej psychicznej walce z lustrem, z przekonaniem że coś jest nie tak z formą, którą się ma. Czy ktoś pracował z kryształami w tym kontekście? Mam różaniec kwarcowy i trochę ametystu, ale czuję że tu potrzeba czegoś więcej, może czegoś przy czakrze splotu słonecznego albo sakralnej?
To bardzo konkretne pytanie, dobrze że napisałaś o czakrach bo bez tego trudno dawać sensowne sugestie. Przy tej pracy bym zaczęła od splotu słonecznego, bo tam siedzi poczucie własnej wartości i obraz siebie. Cytrynem już pracowałaś? Nie ten opalany tylko naturalny, ewentualnie złoty kalcyt. Ale powiedz mi jedno - czy ten problem jest bardziej w głowie, że widzisz siebie inaczej niż jest, czy chodzi o emocje gdy patrzysz w lustro? Bo to trochę zmienia dobór.
Cytryn do splotu słonecznego to klasyka, ale przy dysmorfii ciała ja bym mocno patrzył też na czakrę sakralną. Tam jest relacja z własnym ciałem jako takim, z zamieszkiwaniem w nim. Karneol albo pomarańczowy kalcyt. Mam klientkę która miała podobny problem i ona robiła kombinację właśnie cytryn na splot, karneol na sakralną i różaniec kwarcowy na serce. Efekty przyszły powoli ale były. Tyle że sama medytacja z kamieniami to nie wystarczy, pytanie czy robisz coś poza trzymaniem ich?
To z turmalinem to ciekawe, bo czarny turmalin głównie odbija i gruntuje, więc jeśli wywołał ciężkość to pytanie czy nie wyciągnął czegoś do przepracowania. Ale nie odbiegajmy. Przy obrazie ciała jest jeszcze jeden kamień który rzadko się wymienia a moim zdaniem jest kluczowy: lepidolit. On pracuje z wzorcami myślowymi, z pętlami które się kręcą w głowie. Dysmorfia to właśnie taka pętla, przekonanie które samo się napędza. Lepidolit ma lit w składzie i energetycznie to czuć.
Nie słyszałem wcześniej o lepidolicie w tym kontekście, kojarzę go głównie przy lęku i bezsenności. Ale skoro chodzi o wzorce myślowe to ma sens. Tylko pytanie do Judytki - gdzie go kładziesz przy pracy z czakrami? Na czole, na gardle?
ja do tego tematu dodam jeszcze amazonit, bo on pomaga zaakceptować siebie i swoje ciało takim jakie jest, przynajmniej tak go znam. Sama go trzymałam przez jakiś czas przy problemach z samooceną i coś się ruszyło, trudno powiedzieć czy to kamień czy czas ale robiłam z nim afirmacje i miałam wrażenie że trafiają głębiej niż bez niego. Chodzi o to żeby kamień wzmacniał intencję a nie robił robotę za nas, prawda?
okej, to ważna informacja i dobrze słyszeć. W takim razie całkowicie inaczej podchodzę do tego co tu piszemy, praca uzupełniająca do terapii to dobry kontekst. Przy takim założeniu powiem wprost: różaniec kwarcowy który masz to dobra baza, ale bym go aktywował przy pracy z sercem. Często w tej pracy brakuje nie akceptacji zewnętrznej ale łagodności wobec siebie.
Czytam ten wątek i chciałam zapytać o jedną rzecz. Wymieniłaś na początku że masz amety i różaniec kwarcowy ale nie napisałaś jak je teraz używasz. Leżą czy aktywnie z nimi pracujesz? Pytam bo mam podobny problem co Frania i ciekawa jestem jak wygląda ta praktyka u kogoś kto już próbuje.
Wracając do zestawu kamieni, bo tu się sporo nazbierało: cytryn na splot, karneol albo pomarańczowy kalcyt na sakralną, lepidolit przy głowie, różaniec kwarcowy przy sercu, amazonit dla intencji akceptacji. Mnie zastanawia czy to nie za dużo naraz. Frania, miałaś już kiedy do czynienia z rozkładem kamieni na całe ciało czy wolisz pracować z jednym miejscem?
Ja bym zaczęła od jednego, dała mu ze dwa tygodnie i zobaczyła co się dzieje. Przy tej pracy pośpiech nie pomaga. Gdybym miała wskazać jeden na start to cytryn na splot słoneczny, bo tam jest serce tej pracy z obrazem siebie. Reszta może przyjść potem. Co ty na to Igorek, też tak to widzisz?
To z tym cytrynóm to jest problem ogólnie na rynku, bo naturalny jest blado żółty, prawie mleczny, a te podgrzewane ametysty mają bardziej pomarańczowo-brązowy odcień, intensywny kolor. Jeśli Frania ma taki bardzo nasycony złoto-pomarańczowy to prawdopodobnie podgrzewany. Nie znaczy że bezużyteczny, ale energetycznie bym go traktował jak coś między ametystem a cytrynóm.
Jasnożółty, prawie blady. Więc może naturalny? Kupiłam go przy ametystach i wyglądał zupełnie inaczej niż te intensywne które były obok.
Jeśli blady i jasnożółty to dobry znak, naturalne cytrynam z Madagaskaru i Brazylii właśnie tak wyglądają. Ja miałem podobny dylemat z moim i ostatecznie dałem go do pracowni do sprawdzenia przy UV, bo naturalny cytryn świeci inaczej pod lampą ultrafioletową niż podgrzewany ametyst. Wiem że to może brzmi jak przesada ale przy kamieniach do pracy z czymś konkretnym zależy mi żeby wiedzieć co mam.
Czytam ten wątek od początku i jestem pod wrażeniem jak konkretnie rozmawiacie. Chciałam zapytać o coś co mi chodzi po głowie. Dysmorfia ciała to jest coś co dotyczy postrzegania siebie, czyli w dużej mierze głowy, umysłu. Ale tu głównie mówicie o czakrach od splotu w dół. Czy ktoś pracował też z czakrą trzeciego oka przy tym temacie? Tam jest właśnie percepcja i to jak widzimy rzeczy.
Słucham tego wszystkiego i trochę mi się już kręci w głowie od tych kamieni. Labradoryt, lazuryt, cytryn, karneol, kalcyt, lepidolit, amazonit. Czy jest jakiś jeden który robi coś z kilku tych rzeczy jednocześnie, bo boję się że zbuduję sobie zestaw z dwudziestu pozycji i nie będę wiedziała co robi co?
To uczciwe pytanie. Jeden kamień który zbiera kilka wątków tego tematu to mogłby być unakyt, ale jest trudno dostępny. Albo mtorolite, zielony chryzokola, który działa i na serce i na wyrażanie siebie. Choć szczerze, nie znam go w kontekście dysmorfii ciała, to bardziej moje skojarzenie.
Ja też tak myślę że jeden na start jest lepszy. Mogę zapytać przy okazji, bo sama mam podobną sytuację co Frania, czy taki kamień do tej pracy powinnam czyścić częściej niż inne? Czytałam gdzieś że przy pracy z trudnymi emocjami kamienie szybciej się nasycają.
A co z dźwiękiem? Miskę tybetańską albo kamerton słyszałem że też czyści i jest bezpieczniejszy dla miękkich minerałów. Ktoś to stosuje przy tej pracy?
Szczerze to głównie trzymam je na półce i czasem biorę do ręki jak mi źle. Nie mam żadnej konkretnej praktyki, trochę się wstydzę że to taka amatorska robota przy tym co tu czytam.
nieco powyżej pępka, mniej więcej dwa, trzy centymetry. To środek splotu słonecznego. Możesz go delikatnie przyłożyć i skupić się na oddechu w tym miejscu, nie na kamieniu. To ważne, żeby nie wymuszać doznań tylko pozwolić im przyjść.
Słucham Igorka i mam pytanie, bo mnie to bardzo ciekawi. Czy przy dysmorfii ciała leżenie z kamieniem i czucie konkretnego miejsca na ciele nie może u niektórych osób wywoływać większego dyskomfortu? Skupianie uwagi na ciele wydaje mi się w tym kontekście potencjalnie dwuznaczne.
Obsydian śnieżny mnie zaskoczył, nie myślałem o nim w tym kontekście. Zawsze kojarzyłem go bardziej z pracą z cieniem, ze starymi schematami. Czy to nie jest za mocne na kogoś kto dopiero zaczyna tę pracę?
Macie mnie tutaj trochę zgubionych ale w dobrym sensie. Mam jedno konkretne pytanie bo widzę że pada dużo opcji. Gdybyście mieli powiedzieć co zabrać ze sobą do sklepu mineralogicznego i wybrać jeden kamień na tę pracę, to co by to było i po czym poznam że ten właśnie jest dla mnie?
Cytryn. Blady naturalny jak ten co masz, albo amazonit jeśli czujesz że potrzebujesz najpierw przepracować to co mówisz do siebie w środku. W sklepie weź kilka do ręki i poczekaj z każdym minutę. Nie szukaj wibracji ani ciepła, po prostu zauważ który chcesz odłożyć jako ostatni.
Ta kartka pod kamieniem ciekawi mnie, bo to trochę jak praca z sigile, tyle że intencja jest sformułowana wprost. Perzyna, czy w tym wypadku kamień ma tylko wzmocnić słowo pisane, czy chodzi o coś więcej?
Słucham tego wszystkiego i myślę, że właśnie ta presja to mój główny problem. Bo jak zaczynam jakąkolwiek praktykę, to zaraz zaczynam oceniać czy robię to dobrze. I to odbija się potem na tym jak oceniam siebie przy lustrze. To chyba błędne koło?
Trochę mi przeszkadza w tej rozmowie że mocno skupiamy się na ostrożności i czekaniu. Nie mówię że to złe, ale Frania ma już cytryn i jakieś doświadczenie z kamieniami. Może nie trzeba zaczynać od zera?
