Niecałe dwa tygodnie, z przerwami. Ciągle nie jestem pewna czy to ma sens w moim przypadku, bo mam teraz trudny okres i boję się że potrzebuję czegoś bardziej... nie wiem, mocniejszego? Czy różowy kwarc wystarczy przy naprawdę dużym bólu emocjonalnym?
Przepraszam że znowu wchodzę z głupim pytaniem, ale co to znaczy że kamień 'wymaga uważności'? To brzmi jakby mógł coś zrobić złego jeśli się go źle użyje.
Czyli malachit może być niebezpieczny? Bo mam jeden i trzymam go na biurku od dłuższego czasu i nic się złego nie dzieje.
A wracając do mojego różowego kwarcu ze straganu, już go czyściłem przez jedną pełnię na parapecie, Herga mówiła o dwóch cyklach, ale Celtyk że jedna wystarczy. Jak mam to ugryźć? Bo chciałbym zacząć go w końcu nosić a mam go od miesiąca i cały czas tylko oczyszczam.
A wracając do mojego pytania bo nie dostałam jeszcze jasnej odpowiedzi, czy różowy kwarc naprawdę wystarczy przy poważnym bólu emocjonalnym? Herga wspomniała o rodochrozycie, ale trochę się boję sięgać po coś nowego skoro ledwo zaczynam z kwarcem.
To co Herga opisuje to bardzo ważne rozróżnienie i chyba nigdy wcześniej tak tego nie słyszałam, że kamień może 'trzymać przy sobie'. Heksaria, jak długo planujesz pracę z nim? Bo przy trudnym okresie myślę że nie chodzi o tygodnie tylko o regularność codzienną.
Mam podobne doświadczenie do tego co Herga mówi o stabilizacji. Kiedy byłam w bardzo złym miejscu, różowy kwarc nosił w biustonoszu przy mostku i faktycznie było coś w tym, że po prostu nie odpływałam tak daleko w ciemne miejsca. Nie wiedziałabym jak to inaczej opisać.
