Forum

Asystent AI
Kamienie do medytac...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kamienie do medytacji na własną śmierć - przygotowanie duchowe

Strona 1 / 3

Wpisy: 57
Rozpoczynający temat
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Mam 54 lata i od jakiegoś czasu zmagam się z poważną chorobą. Lekarze mówią, co mówią, ja zaś chcę się przygotować duchowo - na swój własny sposób. Interesuje mnie praca z kamieniami właśnie w tym kontekście: medytacja nad przemijaniem, oswajanie się z myślą o śmierci, ale nie ze strachu, tylko z intencją spokoju i akceptacji. Czy ktoś ma doświadczenie z takim zastosowaniem litoterapii? Szukam konkretów, nie ogólników o 'kamieniach śmierci'. Czakra korony, obsydian, ametyst - coś z tym pracowałam, ale nie wiem czy dobrze to ustawiam.


Odpowiedz
115 odpowiedzi
Wpisy: 179
(@crystaline)
Połączone: 1 rok temu

To bardzo odważny temat i cieszę się, że go poruszyłaś, bo rzadko się o tym mówi wprost. Obsydian to dobry kierunek jeśli chodzi o konfrontację z tym, czego się boimy - ale przy długotrwałej pracy z ciężką chorobą radziłabym go dawkować ostrożnie. On wyciąga dużo naraz. Mam pytanie: czy chodzi ci głównie o oswojenie emocjonalne, czy bardziej o jakieś poczucie 'gotowości' na poziomie energetycznym? Bo to dość mocno zmienia dobór kamieni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@amethysta92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Crystaline też chciałam o to zapytać, bo sama myślałam o tym rozróżnieniu. Ametyst przy czakrze korony działa u mnie mocno wyciszająco, ale mam wrażenie, że bardziej 'odkleja' od ciała niż pomaga się z nim pogodzić. Czy przy pracy takiej jak opisuje Jarzebinka to jest dobre, czy niekoniecznie?


Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Amethysta92 Właśnie to jest mój dylemat. Ametyst daje mi ten stan jakby patrzenia z góry, ale potem wracam do ciała i jest gorzej niż przed medytacją. Więc może on nie jest tu najlepszym wyborem na start? Crystaline, odpowiadając na twoje pytanie: szukam raczej tego drugiego - poczucia, że jestem gotowa, że to jest porządek rzeczy. Mniej strach, więcej spokój.


Odpowiedz
Wpisy: 26
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Przy takim nastawieniu myślę o labradoryte. Nie dlatego, że jest 'kamieniem śmierci' - bo to banał - ale dlatego, że pracuje z progami i przejściami, a jednocześnie nie odrywa od ziemi tak jak ametyst. Próbowałaś kiedyś z nim?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Galaktyka_F Ciekawe, bo ja labradoryt kojarzę przede wszystkim z pracą intuicyjną i ochroną, a nie z tematem przejścia. Skąd to przypisanie? Pytam szczerze, bo sama pracuję z nim od dawna i nie miałam takich doświadczeń.


Odpowiedz
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 26

@Runomiraa No właśnie to 'przejście' - myślę o nim szerzej niż tylko śmierć fizyczna. Labradoryt przy czakrze trzeciego oka pomaga mi siedzieć z trudnymi prawdami bez uciekania. A w kontekście tego co pisze Jarzebinka - umysł musi gdzieś osiąść, zanim pójdzie wyżej do korony. Tak to czuję, nie twierdzę, że to dogmat.


Odpowiedz
Wpisy: 167
(@zenobia95)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam inne podejście. Czarny turmalin przy pracy z takimi tematami działa u mnie lepiej niż obsydian - jest stabilizujący, ale nie blokuje. Obsydian jest dla mnie zbyt agresywny przy długich medytacjach, a przy chorobie ciało i tak ma za dużo do przetworzenia. Jarzebinka, jak długo trwają twoje sesje? Bo to też ma znaczenie przy doborze.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Zenobia95 Ostatnio skróciłam do około 20 minut, bo dłużej fizycznie nie daję rady. Właśnie to jest problem - moje ograniczenia ciała wymuszają inaczej ustawioną praktykę niż kilka lat temu. Czarny turmalin mam, ale używałam go raczej do ochrony przestrzeni niż trzymania w dłoniach podczas medytacji.


Odpowiedz
(@ubiorek06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 69

@Jarzebinka to co piszesz o ograniczeniach fizycznych wydaje mi się bardzo ważne w tej rozmowie. Nie każda technika skaluje się w dół. Czy ktoś z was pracował z kamieniami leżąc - bo siedzenie przez 20 minut może być dla niektórych wyzwaniem - i jak wtedy układacie kamienie? Na ciele, obok, w dłoniach?


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Ja przy medytacjach leżących kładę kamień na klatce piersiowej albo na czole i z reguły to działa lepiej niż trzymanie w dłoniach, bo nie muszę się skupiać na tym żeby nie upuścić. Przy czakrze korony - na samym czubku głowy jest trudno, więc kładę tuż powyżej czubka, dosłownie kilka centymetrów od głowy na poduszce. Jarzebinka, czy próbowałaś charoit? On jest z reguły polecany przy akceptacji śmierci i nie jest tak 'wciągający' jak obsydian.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@smiertka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 121

@Bogumil.ka O charoit słyszałam ale nie wiedziałam do czego go stosować! Dziękuję że to napisałeś, naprawdę, właśnie o takich konkretnych wskazówkach zawsze szukam informacji. A skąd wiesz o tym przypisaniu? Czytałaś/czyatłeś gdzieś konkretnie czy to z praktyki?


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Smiertka Trochę z lektury, trochę z własnych prób. Charoit jest fioletowy i pochodzi z Rosji - to chyba jeden z niewielu kamieni, który jest opisywany właśnie w kontekście duchowego przygotowania na śmierć w kilku różnych źródłach, nie tylko ezoterycznych. Podobno używany był w tym kontekście przez tybetańskich praktykujących, choć nie ręczę za to.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zatrzymam się przy tym tybetańskim wątku - bo to mit który krąży w internecie. Tybetańska tanatos-praca opiera się głównie na Księdze Umarłych i nie ma w niej kamieni jako centralnego elementu. Charoit to XX-wieczne odkrycie, więc żadnego historycznego tybetańskiego zastosowania po prostu nie było. To nie znaczy, że kamień jest bezużyteczny w tej pracy - ale uzasadnienie przez 'starożytne tradycje' jest tutaj wątpliwe. Lepiej ufać własnym doświadczeniom niż takim opowieściom.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@crystaline)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 179

@Almandynka.2 Dzięki za to sprostowanie, bo takie rzeczy się utrwalają. Ja przy charoicie rzeczywiście widzę coś innego w jego energii niż przy obsydianie - bardziej miękkie, mniej konfrontacyjne. Ale czy to wynika z mineralogii, czy z naszych skojarzeń z kolorem, to już osobna dyskusja. Jarzebinka, czy kolor kamienia w ogóle ma dla ciebie znaczenie przy wyborze?


Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Crystaline Tak, intuicyjnie zawsze szłam ku fioletom i czerni, ale teraz zastanawiam się czy to dobre. Fiolety kojarzę z głową i transcendencją, czerń z ziemią. Przy tej chorobie mam paradoks: chcę być zakorzeniona i jednocześnie gotowa odejść. Nie wiem czy te dwa kierunki można pogodzić w jednej praktyce, czy raczej robić osobne sesje z różnymi kamieniami.


Odpowiedz
Wpisy: 26
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Ten paradoks który opisujesz - zakorzenienie i jednoczesna gotowość odejścia - wydaje mi się sercem całej tej pracy. Ja bym nie rozdzielała tego na osobne sesje. Może właśnie połączenie kamienia uziemiającego z czymś przy koronie ma sens? Hematyt albo kwarc dymny u stóp, charoit lub labradoryt przy głowie. Chodzi o to, żeby ciało czuło się bezpiecznie podczas gdy świadomość 'ćwiczy' to przejście.


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@nekromantka)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od początku i mam inne pytanie do Jarzebinki: czy w tych medytacjach chodzi ci o wizualizację własnej śmierci, czy raczej o stan umysłu - akceptację, spokój? Bo to są dwa różne podejścia i kamienie mogłyby być dobrane inaczej do każdego z nich.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Nekromantka Raczej stan umysłu. Nie chcę ćwiczyć wizualizacji samego aktu - to by mnie chyba bardziej destabilizowało. Chodzi mi o to żeby w tej medytacji móc usiąść z myślą 'to nastąpi i jest w porządku' bez paniki, bez oporu. Czy to w ogóle da się osiągnąć przez pracę z kamieniami, czy potrzeba czegoś więcej?


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie na końcu jest według mnie najważniejsze w całym wątku. Kamienie mogą wspierać, tworzyć przestrzeń, ułatwiać skupienie - ale sama praca z akceptacją to jednak coś, co dzieje się w tobie, nie w kamieniu. Mówiąc to nie umniejszam litoterapii, sama pracuję z kamieniami od lat. Ale widziałam osoby, które skupiały się tak bardzo na doborze kamieni, że omijały właściwą pracę wewnętrzną. Jarzebinka, czy masz kogoś do rozmowy przy tym - czy robisz to całkowicie sama?


Odpowiedz
Wpisy: 283
(@henio83)
Połączone: 10 miesięcy temu

A nie pomyślała ktoś o selenicie przy czakrze korony? Ja mam wrażenie że selenit robi dokładnie to o czym mówi Jarzebinka - daje takie czyste, spokojne otwarcie bez agresywnego 'wyciągania'. Obsydian jest dobry do oczyszczeń, ale do takiej subtelnej pracy na spokój to może nie najlepszy wybór.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Henio83 Selenit przy koronie - to mnie zastanawia. Mam z nim dość mieszane doświadczenia, bo bywa, że za mocno otwiera i potem trudno zejść z powrotem. Czy przy pracy z takim tematem to nie jest ryzyko? Jarzebinka mówiła o destabilizacji po ametyście, a selenit bywa jeszcze mniej zakorzeniony.


Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Runomiraa To ważna uwaga i rozumiem ją. Właśnie dlatego ametyst mnie nie satysfakcjonuje - wchodzę wysoko i potem jest ten zjazd. Selenit kojarzy mi się podobnie. Ale Henio83 mówi o czymś innym - o 'czystym otwarciu bez agresji'. Zastanawiam się, czy to kwestia dawkowania, czyli może krótszy kontakt, albo mniejszy kawałek?


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 283

@Runomiraa Rozumiem ten zarzut, ale u mnie selenit nie daje tego co ametyst. To jest inne odczucie - bardziej jak powietrze niż jak wyjście poza ciało. Ale przyznam, że nie próbowałem go przy takim intencyjnym temacie jak ten. Może masz rację, że przy pracy z umieraniem to za dużo otwartości naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 26
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie wróciłam do myśli Placydy i chcę ją rozwinąć, bo wydaje mi się kluczowa. Kamień to nie jest sprawca akceptacji - zgadzam się z tym. Ale może być czymś w rodzaju kotwicy dla uwagi. Kiedy leżę z charoitem na klatce piersiowej i wiem, że on tam jest, to mój umysł ma gdzie wracać, kiedy zaczyna uciekać w panikę. Czy to nie jest wystarczający powód, żeby go używać?


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@crystaline)
Połączone: 1 rok temu

Słuchając tej wymiany o selenicie i ametyście, myślę o czymś innym. Czy wy w ogóle czyścicie kamienie między sesjami, kiedy praca jest tak obciążona tematycznie? Pytam, bo przy tej konkretnej intencji kamień może zbierać dużo ciężkiej energii i następna sesja zaczyna się z tym bagażem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenobia95)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 167

@Crystaline Dobre pytanie. Ja przy czarnym turmalinie czyszczę po każdej sesji, ale on jest z natury bardziej odporny. Przy selenicie - o ile wiem - nie wkładasz go do wody, więc metody są ograniczone. Księżyc, dźwięk, może kadzidło. Jarzebinka, jak ty to robisz?


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Crystaline Przy charoicie właśnie o tym myślałem, kiedy pisałem wcześniej. Używam go tylko do tej jednej intencji i nie mieszam z innymi kamieniami. Traktuję go trochę jak coś dedykowanego. Nie wiem czy to konieczne, ale tak mi wychodzi intuicyjnie.


Odpowiedz
Wpisy: 121
(@smiertka)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że się wtrącę z pytaniem podstawowym, ale co to znaczy 'czyścić energetycznie'? Czy to wystarczy położyć na słońce albo przy kwarcu? Bo to się pojawia w wielu wątkach i nie jestem pewna czy dobrze rozumiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@amethysta92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Smiertka Słońce, księżyc, kwarc, sól, dźwięk, dym - to najczęstsze metody. Ale przy konkretnych kamieniach trzeba uważać, bo np. ametyst blaknie na słońcu, a niektóre nie lubią soli ani wody. Crystaline pewnie powie więcej. Wróćmy jednak do tematu, bo to ważne dla tej konkretnej praktyki Jarzebinki.


Odpowiedz
Wpisy: 57
Rozpoczynający temat
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Odpowiadając na pytanie Zenobii: czyszczę różnie, zależy od kamienia. Ale szczerze - przy tej pracy jeszcze nie wypracowałam rytuału czyszczenia, bo sama praktyka jest nowa. To chyba kolejna rzecz, którą muszę świadomie przemyśleć, a nie robić automatycznie jak dotąd.


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że to co powiedziała Jarzebinka o automatyzmie jest bardzo istotne. Kiedy praktyka jest stara i oswojona, robimy dużo rzeczy nawykowo. A tutaj wszystko jest nowe - temat, stan ciała, intencja. Może właśnie to 'nieprzepracowanie' rytuału czyszczenia jest warte uwagi, bo każda sesja zaczyna się świeżo, bez nawarstwiania.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nekromantka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 108

@Placyda_76 A co jeśli to nie jest wada, tylko cecha tej konkretnej pracy? Kamień, który 'pamięta' poprzednie sesje, może budować coś w rodzaju ciągłości. Jakby ścieżkę w terenie - im częściej chodzisz, tym łatwiej wejść. Zastanawiam się czy czyszczenie między sesjami o tej samej intencji ma w ogóle sens.


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Nekromantka To ciekawy pomysł, ale trzeba go rozróżnić. Jeśli kamień 'pamięta' intencję, to jedno. Ale jeśli zbiera napięcie emocjonalne i lęk, to już coś innego. Przy pracy z tematem śmierci te dwie rzeczy mogą współistnieć w jednej sesji i nie wiem czy chcemy je kumulować.


Odpowiedz
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 26

@Almandynka.2 Właśnie to. Intencja jako ścieżka - tak. Ale lęk, opór, płacz podczas sesji - to bym jednak czyściła. Jak to rozróżnić w praktyce? Czy ktoś ma na to jakiś sposób?


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@ubiorek06)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do kwestii fizycznej, bo trochę zeszliśmy. Jarzebinka mówiła o 20 minutach i leżeniu. Czy ktoś próbował używać więcej niż jednego kamienia podczas jednej sesji w tej pozycji? Kombinacja uziemiającego przy stopach i czegoś przy koronie - ale martwię się o logistykę kiedy nie można swobodnie się poruszać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Ubiorek06 Ja kładę dwa - jeden przy klatce, jeden na czole - ale wszystko przygotowuję przed położeniem się. Jak już leżę, nie ruszam. Przy stopach nie próbowałem, bo za daleko sięgać. Może mały kamień wsunąć pod koce przy kostkach zanim się ułożysz?


Odpowiedz
Wpisy: 15
(@reginka84)
Połączone: 2 lata temu

Czytam od początku i mam jedno małe spostrzeżenie. Dużo mówimy o kamieniach i pozycji, ale prawie nikt nie wspomniał o dźwięku. Czy ktoś łączy medytację z tym tematem z dźwiękiem mis albo intonacją? Zastanawiam się czy to nie byłoby dodatkowe wsparcie, zwłaszcza kiedy sesja jest krótka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Reginka84 Używam mis przy innych medytacjach, ale nie przy tak osobistym temacie. Wydaje mi się, że dźwięk potrafi zdominować całą przestrzeń i zagłuszyć to ciche, wewnętrzne. A przy pracy z akceptacją śmierci potrzebuję raczej ciszy niż prowadzenia przez dźwięk. Ale może to tylko moje.


Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Reginka84 Próbowałam raz z nagraniem mis w tle i faktycznie było inaczej. Trudno mi ocenić czy lepiej - dźwięk dawał coś do złapania kiedy myśl zaczęła uciekać, ale jednocześnie czułam że skupiam się na dźwięku zamiast na intencji. Może to kwestia przyzwyczajenia?


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Wchodzę w tę rozmowę bo mam pytanie, które chodzi mi po głowie od kilku postów. Czy ktoś z was rozmawiał z kimś bliskim o tej praktyce? Nie mówię o psychologu ani lekarzu - mówię o kimś w rodzinie albo przyjacielu. Pytam, bo wydaje mi się, że taka praca robi się łatwiejsza albo trudniejsza w zależności od tego, czy jest się z nią całkowicie samą.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Pytałam o bliskich i cisza - rozumiem to. Ale właśnie dlatego pytam. Jarzebinka, czy ktokolwiek w twoim otoczeniu wie, co robisz? Nie mówię o akceptacji ani wsparciu - po prostu czy ktoś wie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Kornelka50 Myślę, że to pytanie jest ważniejsze niż się wydaje w kontekście tej konkretnej pracy. Bo jeśli coś się z tobą stanie podczas sesji - zasłabnięcie, nagłe pogorszenie - a nikt nie wie, że leżysz nieruchomo z kamieniami na ciele... To nie straszenie, to praktyczna kwestia bezpieczeństwa.


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Runomiraa No i to jest właśnie ten wymiar, o którym się nie mówi przy pracy z litoterapią. Kamienie, intencja, czyszczenie - tak. Ale co z podstawową stroną fizyczną? Jarzebinka, czy masz jakiś sygnał albo ustalenie z córką na wypadek gdybyś nie odezwała się przez jakiś czas?


Odpowiedz
Wpisy: 57
Rozpoczynający temat
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Jedna osoba. Córka. Wie że medytuję z kamieniami, wie mniej więcej o intencji. Nie wchodzi w szczegóły i ja jej nie narzucam. To wystarczy - ktoś wie, że to się dzieje. Nie jestem z tym sama, choć jestem w tym sama, jeśli rozumiesz różnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 57
Rozpoczynający temat
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Mam. Wie, że sesje trwają do 30 minut, i wie żeby sprawdzić jeśli mnie nie ma dłużej. To jest ustalone. Ale dobrze, że o tym piszecie, bo to jest rzecz, którą powinien mieć każdy kto robi coś takiego w samotności - nie tylko ja.


Odpowiedz
Wpisy: 26
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo mądre i cieszę się, że to masz. Wracając do wcześniejszego wątku o kamieniach przy stopach - zastanawiam się nad czymś innym. Skoro pozycja jest ważna i masz ograniczony ruch, czy kiedykolwiek próbowałaś ułożyć kamienie nie na sobie, tylko wokół siebie? Jak krąg?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@amethysta92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Galaktyka_F Właśnie chciałam o to zapytać. Krąg z kamieni wokół ciała a kamień na ciele to dwa różne doświadczenia - przynajmniej u mnie. Krąg działa bardziej jak kontener, ciało nie musi nic utrzymywać. Przy ograniczeniach fizycznych to może mieć sens?


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@ubiorek06)
Połączone: 2 lata temu

Krąg brzmi ciekawie, ale mam pytanie praktyczne: czy przy niskiej podłodze i trudności z ruchem samo ułożenie kręgu nie jest już wysiłkiem? Jarzebinka pisała o przygotowaniu przed sesją - ile czasu to zajmuje i czy samo przygotowanie nie wyczerpuje zanim zaczniesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Ubiorek06 Bardzo trafne pytanie i tak, to jest realny problem. Przygotowanie zajmuje mi czasem tyle co sama sesja. Dlatego kamień lub dwa, które kładę na sobie leżąc, są bardziej funkcjonalne niż rozbudowany układ. Krąg byłby piękny, ale fizycznie - musiałabym go układać siedząc, zanim się położę. Może da się?


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@crystaline)
Połączone: 1 rok temu

Można ułożyć krąg przed sesją, kiedy jeszcze masz pełną sprawność ruchową, a potem po prostu się w niego położyć. Kamienie nie muszą leżeć blisko ciała - mogą być w odległości pół metra, nadal tworzą przestrzeń. Pytanie tylko, jakie kamienie do kręgu przy tej konkretnej intencji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromantka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 108

@Crystaline A co jeśli krąg ma być mieszany - część kamieni do uziemienia, część do otwarcia? Czy przy tej pracy ma sens łączenie np. czarnego turmalinu przy granicy kręgu i czegoś jaśniejszego wewnątrz?


Odpowiedz
Wpisy: 283
(@henio83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ja bym tu uważał z łączeniem zbyt wielu kamieni w jednej sesji o takiej intencji. Ostatnio próbowałem turmalin plus kwarc i wyszedł z tego dziwny rozproszony stan - żaden, żadne z tych odczuć nie było wyraźne. Może przy tej pracy lepiej mniej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Henio83 To co opisujesz może mieć też inne przyczyny niż sam dobór kamieni - stan skupienia przed sesją, intencja ustawiona zbyt szeroko, po prostu zły dzień. Skąd wiesz, że to był problem kamieni a nie twojej gotowości w tamtej chwili?


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 283

@Almandynka.2 Nie wiem, szczerze. Dlatego wspominam jako obserwację a nie jako wniosek. Może naprawdę byłem za bardzo rozbity tego dnia. Ale powtarzało się dwa razy pod rząd z turmalinem i kwarcem razem, a osobno każdy działa normalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 121
(@smiertka)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam za pytanie z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o 'gotowości przed sesją' - co to konkretnie znaczy? Czy to jest coś, co się robi, czy coś, co się sprawdza w sobie? Bo brzmi jakby miało znaczenie, ale nie wiem jak to ocenić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenobia95)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 167

@Smiertka Dla mnie to jest chwila zatrzymania przed położeniem się - kilka oddechów, sprawdzenie czy nie jestem zdenerwowana czymś z zewnątrz, czy wchodzę z czystą głową. Nie ma jednej metody. Przy tej konkretnej pracy, którą opisuje Jarzebinka, pewnie chodzi też o sprawdzenie czy jest się gotową emocjonalnie akurat tego dnia.


Odpowiedz
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Smiertka pytasz o coś, co jest chyba niedopowiedziane w całym wątku. Jarzebinka - jak ty oceniasz swoją gotowość przed każdą sesją z tą intencją? Czy są dni kiedy świadomie rezygnujesz, bo coś mówi 'nie dzisiaj'?


Odpowiedz
Wpisy: 57
Rozpoczynający temat
(@jarzebinka)
Połączone: 2 lata temu

Tak, są. I to jest chyba jedna z ważniejszych rzeczy, których się nauczyłam przy tej pracy. Nie każdy dzień nadaje się na to pytanie. Kiedy jestem fizycznie mocno zmęczona albo kiedy coś akurat boli bardziej niż zwykle - odkładam. Kamienie czekają. Temat też czeka. Nie ma terminu.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: