Ciekawa rozmowa ale chce zapytać - czy to ma znaczenie dla Sliwowej i jej mamy? Znaczy, historyczność systemu nie zmienia tego czy ametyst przy łóżku pomoże czy nie. Albo zmienia?
Szczerze? Dla mnie akurat nie zmienia. Nawet jeśli to system sprzed stu pięćdziesięciu lat, a nie tysiąca - jeśli działa to działa. Bardziej zastanawiam się nad czymś innym: czy mama powinna wiedzieć że te kamienie tam leżą i po co? Czy intencja osoby chorej też jest ważna, czy wystarczy moja intencja jako tej która je ustawia?
O, to jest naprawdę ważne pytanie. Moim zdaniem intencja opiekuna ma znaczenie, szczególnie przy osobie która jest zbyt słaba żeby sama pracować energetycznie. Ale jeśli mama wie i się zgadza - to wzmacnia efekt. Jeśli nie wie i miałaby być sceptyczna albo niechętna - kamienie mogą po prostu być ignorowane przez jej pole energetyczne, bo ona ich 'nie wpuszcza'. Choć to jest subiektywna ocena, nie reguła.
Zgadzam się z tym co napisała Anusia. Dodam tylko że czasem samo opowiedzenie mamie że postawiłaś coś ładnego przy łóżku, co ma jej pomagać - bez całego teoretycznego kontekstu - może być wystarczające. Nie trzeba mówić o czakrach i polach energetycznych. Gest troski sam w sobie ma wartość i mama to poczuje niezależnie od mechanizmu.
Właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam. Mama jest po siedemdziesiątce, wierząca, trochę sceptyczna wobec takich rzeczy. Ale jednocześnie lubi kiedy przy niej coś ładnego leży. Myślę że powiem jej że to kamień który ma jej pomagać spać, bez rozwijania teorii. Czy ktoś próbował czegoś podobnego przy bliskiej osobie i czy to w ogóle działało?
Tak, robiłam coś bardzo podobnego przy swojej cioci. Powiedziałam tylko że to kamień na spokojny sen, nic więcej. Ciocia wzięła go do ręki, poczuła że jest zimny i przyjemny, i to jej wystarczyło. Po kilku dniach sama powiedziała że śpi lepiej. Nie wiem ile z tego to kamień, ile efekt placebo, ile fakt że ktoś zadbał o nią w taki sposób - ale czy to ważne?
Ja pracuję z obiema opcjami i szczerze - nigdy nie byłam w stanie definitywnie powiedzieć które podejście jest 'słuszne'. Ale zauważyłam jedną rzecz: kiedy osoba chora sama zaczyna czuć do kamienia coś w rodzaju zaufania, wynik jest wyraźniejszy. Czy to przez energię, czy przez psychikę, nie wiem. Ale ta różnica jest zauważalna.
Dobra ale może zapytam inaczej - Sliwowa, czy twoja mama w ogóle pyta o rzeczy które przy niej stawiasz? Czy raczej nie zwraca uwagi? Bo to też zmienia to jak do tego podejść.
Mama pyta o wszystko 🙂 Jest bardzo uważna. Jak ją odwiedzam i coś przyniosę, to od razu chce wiedzieć co i po co. Więc raczej nie da się po cichu czegoś postawić. Ale to może nawet lepiej - jeśli sama zapyta, to mogę jej powiedzieć tylko tyle ile chce wiedzieć.
To brzmi jak najlepsza opcja - pozwolić jej pytaniom prowadzić rozmowę. Wtedy nie czuje się że coś jej narzucasz, tylko że odpowiadasz na jej ciekawość. Przy takim podejściu opór jest dużo mniejszy.
Słuchajcie, trochę wróćmy do tego co Ferdek poruszył wcześniej o kolorach - bo to mi w głowie zostało. Czy to że kolor niebieski uspokaja jest po prostu psychologią, czy litoterapia przypisuje mu coś więcej? Bo jak patrzę na te wszystkie systemy to mi się wydaje że czasem te dwa poziomy - psychologiczny i energetyczny - są po prostu mieszane bez rozróżnienia.
Przy całym szacunku do tej rozmowy o kolorach - zmierzacie w kierunku który może pochłonąć cały wątek. To jest naprawdę głęboka kwestia filozoficzna. Ale tu jest pytanie praktyczne: Sliwowa ma mamę z bólem neuropatycznym. Może zanim całkowicie odpłyniemy w teorię kolorów, ktoś powie jej czy do ametsytu i kyanitu czegoś konkretnie brakuje?
A ten lepionit co Anusia wymienia - czy to jest coś co łatwo kupić w Polsce? Bo szukam od jakiegoś czasu i nie wiem czy szukam pod złą nazwą czy to po prostu rzadszy minerał.
Wracając do pytania Sliwowej o to czy mama powinna wiedzieć - mam jedno pytanie do tych co mają więcej doświadczenia: czy kiedykolwiek zdarzyło się że osoba nieinformowana o kamieniu wyczuła że coś się zmieniło w przestrzeni, i to bez sugestii? Pytam bo to by coś mówiło o tym czy kamień działa niezależnie od wiedzy odbiorcy.
Słyszałam takie relacje, i to od osób które trudno podejrzewać o autosugestię - dzieci, osoby starsze, zwierzęta, które zachowywały się inaczej przy kamieniu. Ale też słyszałam relacje gdzie zupełnie nic. Nie umiem z tego wyciągnąć ogólnej reguły. Co ty na to Dominisia, bo wiem że pracujesz z przestrzenią?
Miałam kilka takich przypadków. Jeden wyraźny - matka znajomej, która nie miała pojęcia o kamieniach, powiedziała że w jednym pokoju 'lepiej się oddycha' akurat po tym jak tam postawiłyśmy czarny turmalin i ametyst. Ale to jest obserwacja anegdotyczna, nie dowód. Nie wiem co by powiedział Ferdek 🙂
Falami, zdecydowanie. Mówi że czasem przez kilka godzin jest w miarę, a potem przychodzi coś co ona nazywa 'przepływem prądu' przez nogi. Nogi są jej głównym problemem. Neurolog powiedział że to typowe dla neuropatii cukrzycowej. Ona bierze leki, ale mówi że niewystarczająco pomagają na te nagłe epizody.
To ważna informacja o tej lokalizacji. Nogi to w systemie czakr połączenie z czakrą korzenia i z uziemieniem. Kamienie uziemiające - czarny turmalin, hematyt, obsydian - mają przypisanie do tej strefy. Ale przy bólu neuropatycznym miałam wrażenie że samo uziemienie to za mało. Czy ktoś pracował z kamieniami przy dolegliwościach stricte neurologicznych, nie tylko przy napięciu czy stresie?
Chcę wtrącić coś do tej rozmowy o kolorach bo mi to w głowie zostało od wcześniej, a tu się naturalnie łączy. Niebieski i fioletowy mają w litoterapii przypisanie do układu nerwowego - i to jest dosyć spójne między różnymi tradycjami, co ciekawe. Ferdek pytał czy to kulturowe - ale akurat przy tej barwie jest więcej zgodności niż przy np. czerwonym. Może dlatego że niebieskofioletowy spektrum faktycznie ma inne działanie na układ wzrokowy? Nie wiem. Ale przy neuropatii ten akurat kolor wydaje mi się mniej arbitralny niż inne.
Słucham tej rozmowy o kolorach i mam pytanie może naiwne - czy kolor kamienia to jedyny wyznacznik czy też struktura kryształu, jego skład mineralny, ma jakieś przypisanie? Pytam bo mam dwa kamienie podobnego koloru i wydają mi się zupełnie inne w dotyku i w tym co 'robi' jak je trzymam.
Kyanit i aquamarin to naprawdę dobry przykład. Kyanit ma wyjątkową strukturę - rośnie w poprzek płaszczyzn łupliwości, co jest rzadkością - i to mu się przypisuje tę 'kierunkową' energię. Aquamarin jest bardziej jednorodny w strukturze. Nawet jeśli to wszystko tylko metafora - ta metafora nieźle opisuje jak te kamienie rzeczywiście działają na odczucia. Sliwowa, wracając do twojej mamy - kyanit właśnie bywa polecany przy układzie nerwowym bo ten 'kierunkowy' charakter ma się przekładać na regulację impulsów.
Przepraszam że przez chwilę milczałam, czytałam wszystko uważnie. To co Anusia mówi o kyanicie i 'kierunkowym' działaniu - to mi jakoś pasuje do tego jak mama opisuje ten ból. On ma wyraźny kierunek, przychodzi od stopy do kolana. Czy to ma znaczenie przy wyborze miejsca gdzie kamień położyć?
O, to dobre pytanie. Czy kamień powinien byc przy stopie, przy kolanie, czy gdzieś pośrodku? Ja intuicyjnie powiedziałabym że przy miejscu gdzie ból zaczyna ale nie jestem pewna czy to ma logikę w ramach litoterapii.
Jeśli chodzi o umiejscowienie - przy bólu który ma kierunek część podejść mówi żeby kamień umieścić u źródła, nie u ujścia. Logika jest taka że praca z przyczyną, nie objawem. Ale przy neuropatii cukrzycowej źródło jest naprawdę głęboko - w układzie nerwowym, nie w stopie. Więc to uproszczenie. Anahata, co ty o tym myślisz? Bo mam wrażenie że tutaj zwykłe schematy mogą nie wystarczyć.
Mam pytanie może nie na temat ale nawiązuję do tego co Anahata powiedziała o oczyszczaniu - jakie kamienie ma na myśli w tym kontekście? Bo kojarzę oczyszczanie z selenitem albo z czarnym turmalinem, ale czy o to chodzi?
Wracając do tego co Sliwowa mówiła o kierunku bólu od stopy do kolana - czy mama czuje że ból zaczyna się w stopie i idzie w górę, czy raczej jest gdzieś stały? To ważne bo jeśli ma wyraźny ruch, to może wskazywać na to że praca z merydianami byłaby uzupełnieniem. A meridiany mają swoje kamienie.
Zewnętrzna strona, prawa noga - to brzmi jak meridian pęcherzyka żółciowego, który biegnie dokładnie tamtędy. Nie mówię że to cokolwiek wyjaśnia przyczynę bólu, ale jeśli Anahata idzie tym tropem, to kamienie przypisane do GB w systemie chińskim to zazwyczaj żółty kalcyt albo agat żółty. Zupełnie inne niż to co omawiałyśmy do tej pory dla nerwów.
