Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie trochę z boku - czy przy bólu neuropatycznym ktoś próbował selenitu? Nie widziałam żeby był wspominany, a słyszałam że jest delikatny energetycznie i dobry przy stanach zapalnych tkanek. Czy to ma sens przy nerwach?
To jest dobry argument - dobieranie kamienia pod osobę a nie tylko pod dolegliwość. Mama Sliwowa81 chyba nie jest osobą która sama pracuje z kamieniami? Jeśli tak, to może coś delikatniejszego faktycznie ma sens żeby nie było żadnego dyskomfortu na starcie.
Nie, mama nie interesuje się tym w ogóle. Raczej podejdzie do tego jak do zwykłej biżuterii. Dlatego właśnie zastanawiałam się nad bransoletką - jest dyskretna. Ale teraz zaczynam myśleć czy delikatniejszy kamień nie byłby lepszy właśnie z tego powodu. Selenit w bransoletce to chyba mało praktyczne bo jest miękki?
tak, selenit jest bardzo miękki, 2 w skali Mohsa - absolutnie nie nadaje się do noszenia. Rozpuszcza się w wodzie, ryje paznokciem. Do bransoletki zupełnie odpada. Może być w domu jako bryłka albo płyta, ale nie jako biżuteria.
A co z larymarem? Gdzieś czytałem że jest na układ nerwowy i wyciszający. Ale widziałem że jest drogi - czy to jest uzasadnione jego właściwościami czy to taka moda?
Skoro mówimy o kamieniach na nerwy i cenach - czy jest jakaś zasada że droższe znaczy lepsze? Bo mam wrażenie że w litoterapii czasem tak się sugeruje ale nigdy tego nie rozumiałem.
To jest bardzo dobre pytanie i właśnie to rozróżnienie jest kluczowe. Hematyt uziemia, ale to nie znaczy że dociąża. On raczej stabilizuje pole energetyczne wokół ciała, dzięki czemu układ nerwowy może przestać 'szaleć'. Przy neuropatii problem często polega na tym że nerwy wysyłają sygnały bez przerwy - hematyt może pomóc wyciszyć tę chaotyczną aktywność. Ale czy go polecam osobie starszej bez doświadczenia jako pierwszy kamień? Niekoniecznie.
A co z celestytem? Widziałam że ma działanie kojące na system nerwowy, a jest delikatniejszy od hematytu. Chociaż nie wiem czy nadaje sie do biżuterii pod względem trwałości, bo selenitem to nas już raz przestrzegliście.
To zaczynam myśleć że bransoletka to nie jedyna forma. Może coś do sypialni? Mama dużo leży jak bóle są silne. Czy kamień postawiony blisko łóżka działa inaczej niż noszony na ciele?
Zasięg działania jest inny, ale nie znaczy że słabszy. Kamień w przestrzeni działa na pole energetyczne otoczenia, a przez to na osobę która w tym otoczeniu przebywa. Do sypialni całkiem inne kamienie mają sens niż do noszenia - bo tam zależy nam też na jakości snu i regeneracji.
To zależy od filozofii którą przyjmiesz. Podejście stricte fizyczne mówi: kamień przy miejscu bólu. Podejście czakrowe mówi: przy czakrze Solar Plexus albo czakrze podstawy, bo układ nerwowy jest związany z uziemieniem i kontrolą. Ja łączę oba - coś przy ciele i coś w przestrzeni. Ale dla osoby która nie ma żadnego doświadczenia - nie kombinowałabym, jeden kamień postawiony przy łóżku wystarczy na początek.
Czytam i mam pytanie może podstawowe - skąd wiecie która czakra jest 'odpowiedzialna' za układ nerwowy? Czy to jest gdzieś spisane w tradycji, czy każda szkoła ma inne przyporządkowanie?
To mnie trochę niepokoi. Jeśli różne tradycje wskazują różne czakry, to jak w ogóle dobrać kamień pod konkretny cel? Metodą prób i błędów? Czy jest jakiś sposób żeby to zweryfikować bez kilkuletniego studiowania?
No ale wtedy nie wiemy czy to kamień działa czy efekt placebo czy jeszcze coś innego. Jak to w ogóle odróżnić?
Dla mnie to nie jest najważniejsze pytanie w tej chwili - mama cierpi i chcę jej jakoś pomóc, chociażby na poziomie energetycznym czy po prostu przez poczucie troski. Nawet jeśli to 'tylko' placebo, to przy bólu przewlekłym każda ulga ma wartość. Wróćmy do konkretów - co do sypialni ma sens?
Do sypialni przy bólu neuropatycznym dałabym ametyst i kyanit. Ametyst - spokój układu nerwowego, łagodzi napięcia, ułatwia zasypianie. Kyanit - właśnie praca z nerwami i ich komunikacją. Można oba postawić na szafce nocnej. Żaden z nich nie trzeba czyścić soli ani wody, ametyst tylko przy świetle słonecznym ostrożnie bo blednie.
Niebieski kyanit to klasyk jeśli chodzi o nerwy - działa na czakrę gardła i komunikację na poziomie układu nerwowego. Zielony jest rzadszy i przypisuje mu się działanie na serce i regenerację, ale przy neuropatii sięgnęłabym po niebieski. Czarny kyanit z kolei ma bardziej ochronne i uziemiające właściwości. Kolor ma znaczenie, tak.
Właśnie - to ciekawe że kolor ma znaczenie. Ale to pytanie do wszystkich: czy to działa dlatego że kolor wpływa na nas psychologicznie, czy przypisujecie temu jakieś fizyczne właściwości minerału? Bo mi się wydaje że to dwa bardzo różne uzasadnienia.
To jest bardzo konkretne pytanie i dobrze że je zadałaś, bo to jest serce całej dyskusji o kolorze. Moja odpowiedź: nie, szkło nie dałoby tego samego. Kolor to tylko jeden z wymiarów. Minerał ma strukturę krystaliczną, skład chemiczny, historię powstawania w ziemi - to są rzeczy których szkło nie ma. Kolor może być furtką, ale to co za nim stoi w kamieniu to coś zupełnie innego. Przynajmniej tak to rozumiem.
Ale czekajcie, bo trochę odeszliśmy od tego o co chodzi Sliwowej. Mama ma ból neuropatyczny i szukamy czegoś konkretnego. Czy możemy wrócić do tego co postawić przy łóżku? Już mamy ametyst i kyanit - niebieski. Czy do tego zestawu coś jeszcze dodać, czy to wystarczy na początek?
Dziękuję że wróciłaś do tematu, bo też zaczęłam się gubić. Mam już zapisane: ametyst i niebieski kyanit na szafkę nocną. Ale zastanawiam się - czy kamienie powinny leżeć bezpośrednio na szafce, czy może w jakimś naczyniu, na tacy, na kamieniu selenitowym? Gdzieś czytałam że płyta selenitowa pod kamieniami je 'ładuje' - czy to ma sens przy takim zastosowaniu?
Selenitowa taca pod kamieniami to rzeczywiście popularne rozwiązanie i przy ameteście czy kyanicie jak najbardziej. Selenitu nie moczy się wodą, ale sam w sobie świetnie sprawdza jako podkład. Jedna uwaga praktyczna: tace selenitowe są kruche, więc jeśli coś spada ze stołu nocnego - ryzyko. Płaska miska z drobnym piaskiem albo po prostu ładna ceramiczna miseczka to alternatywa która jest bezpieczniejsza dla kogo kto jest nie w najlepszej formie i może przypadkowo coś strącić.
To jest realny efekt o którym wiele osób pisze. Niektóre kamienie, szczególnie te o wysokiej wibracji - jak moldawit, azeztulite czy nawet labradoryt przy wrażliwych osobach - potrafią mocno ingerować w sen. Przy pracy z bólem przewlekłym chcemy raczej spokoju i regeneracji, nie intensywności. Dlatego ametyst jest klasyczną sypialnianą propozycją - jest łagodny. Kyanit też nie powoduje zwykle problemów ze snem, przynajmniej w moim doświadczeniu i z tego co słyszałam od innych.
A co z czarnym turmalinenm pod łóżkiem o którym wspomniała Anusia_H? Pierwsze słyszę o takim umieszczaniu kamieni. Czy to jest jakaś konkretna technika czy ogólna zasada ochrony przestrzeni?
Dobra, wróćmy na chwilę do tego pytania o kolor bo mnie to autentycznie ciekawi i myślę że to ważne dla całej dyskusji o doborze kamieni. Niebieski uspokaja - zgoda, jest na to psychologia. Czarny jest przyziemiający, uziemiający - można to wyjaśnić psychologicznie ciemnym, 'ciężkim' kolorem. Ale zielony - regeneracja, serce. Fioletowy - duchowość. Skąd te konkretne przyporządkowania? Czy to jest coś co ma korzenie w starszych tradycjach, czy to jest bardziej współczesna inwencja?
To jest pytanie które mnie też od dawna interesuje. Część tych skojarzeń jest bardzo stara - fiolet jako kolor świętości i hierarchii kościelnej, zielony z naturą i płodnością, czarny z ochroną i nocą - to są archetypy które pojawiają się w bardzo różnych kulturach i nie są wymysłem New Age. Natomiast dokładne przyporządkowania kolorów do czakr, a czakr do organów czy układów w ciele - to jest już konkretny system, głównie tantryczny, który potem przeszedł przez teozofię w XIX wieku i nabrał obecnego kształtu.
I właśnie za to cenię takie pytania. Tak, to jest ważne rozróżnienie. System czakr w formie w jakiej znamy go z zachodnich książek o kryształach to w dużej mierze XX-wieczna synteza. To nie unieważnia jego użyteczności - systemy mogą być użyteczne nawet jeśli nie mają tysięcy lat - ale warto wiedzieć co jest czym. To co działa, działa. Ale nie dlatego że tak robiono od zawsze.
