Siedziałam ostatnio nad rozkładem celtyckim i złapałam się na tym, że kiedy wypadło mi kilka kart z Małych Arkanów, to mój wzrok automatycznie leciał do Wielkich. Jakby te małe były tylko tłem. I zaczęłam się zastanawiać, czy nie robimy tego systemowo - czy nie ma kart, które po prostu ignorujemy albo traktujemy jako zapychacze. Szczególnie mam na myśli karty dworskie, zwłaszcza Pazia i Rycerza. Ale też np. szóstki, które zawsze gdzieś umykają. A wy? Czy jest jakaś karta, na którą patrzycie i myślicie 'no, ta to znowu'?
O, ten temat mnie bardzo interesuje bo ja dopiero uczę się tarota i właśnie mam wrażenie, że karty dworskie to jakiś czarny hole dla mnie, haha. Szczególnie Rycerze - zawsze mam problem czy to osoba czy jakieś wydarzenie czy może cecha charakteru. A co do Wielkich, to mnie ciekawi jedna rzecz - czy Sąd Ostateczny (ta karta z aniołem) też należy do takich pomijanych? Bo jej chyba nie lubię i może dlatego 'nie widzę' jej jak wypadnie?
Ciekawe, że Madzialena_F podchodzi do tego od strony struktury rozkładu, bo ja bym powiedział, że problem leży gdzie indziej. Pomijanie pewnych kart często wiąże się z tym, co czytający chce zobaczyć, a nie z tym, co faktycznie wypadło. I tu dochodzimy do czegoś, o czym rzadko się mówi - karty reprezentujące stare długi energetyczne, dziedzictwo rodowe, przekazy z poprzednich pokoleń. Mam na myśli np. Dziesięć Mieczy albo Cztery Kielichów. One są nieprzyjemne i ludzie je zbywają.
Hej, a możecie mi powiedzieć co to znaczy 'wymiar rodowy' w praktyce? Tzn. rozumiem słowo dziedzictwo, ale jak to wychodzi w konkretnym rozkładzie? Bo ostatnio ciągnie mi się Cesarz non stop w różnych pytaniach i zastanawiam się czy to nie jest właśnie coś takiego. Mój tata był bardzo dominujący i nie mam z nim kontaktu od wielu lat.
Raz był na pozycji 'przeszłość', raz jako 'przeszkoda', a jeden raz wypadł w 'fundamencie' rozkładu celtyckiego. To dużo, prawda? I nigdy nie zadałam sobie pytania, że może to jest ten sam wzorzec w różnych odsłonach.
Wow, ten temat jest niesamowity, tak wiele się tu dzieje! Przepraszam, że zabieram głos, ale bardzo chcę zapytać - czy to znaczy, że jak ciągniemy karty dla siebie, to one mogą nam pokazywać nie nasze własne sprawy, ale np. energię przodków? Czy to możliwe? Zawsze myślałam, że tarot odpowiada na moje pytanie, a nie na coś z przeszłości rodziny.
Dobra, ale mam pytanie sceptyczne - bo jak karta może 'wiedzieć', co jest z rodziny, a co jest moje własne? To jest losowe ciągnięcie, nie? Nie rozumiem, skąd ta pewność w interpretacjach, że 'tu chodzi o ojca, a tu o dziada'. Brzmi jakby można było przykleić każdy sens do każdej karty.
No dobra, to przyznam szczerze - mama kiedyś wróżyła mi z kart i w połowie trafnie powiedziała rzeczy, których nie mogła wiedzieć. Więc nie jestem stuprocentowy sceptyk. Ale nadal mam ten problem z genealogią. Jak niby odróżnić, że karta mówi o mnie teraz od tego, że mówi o wzorcu z rodziny?
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, ale jest kilka sygnałów. Po pierwsze, powtarzalność - jeśli ta sama karta wyskakuje w sesjach na przestrzeni długiego czasu, mimo że pytanie się zmienia, to sugeruje głębszy wzorzec. Po drugie, pozycja w rozkładzie - korzenie, fundament, przeszłość to miejsca, gdzie wzorce rodowe najczęściej się ujawniają. I po trzecie, rekcja emocjonalna - jeśli karta wywołuje silny opór albo dziwną znajomość, to warto zapytać: 'gdzie to już czułam?'
Dostałam ją od cioci, która podobno dawno temu wróżyła, ale przestała. Nie wiem czemu przestała, nigdy nie zapytałam. Może powinnam? Ale wracając do tematu - czy to znaczy, że Kapłanka może być kartą przodkiń, nie tylko intuicji ogólnie?
Na to pytanie odpowiem - w wielu tradycjach ezpoterycznych Kapłanka jest właśnie strażniczką linii żeńskiej. Nie tylko intuicji w oderwaniu od ciała, ale wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez kobiety. Dlatego tak często wyskakuje w kontekstach rodzinnych, szczególnie kiedy w rodzinie były kobiety z darem albo wiedzą, która nie została właściwie przekazana. Przemilczana wiedza, sekrety - to jej terytorium.
Czytam ten wątek i muszę powiedzieć, że to mnie uderzyło. Moja babcia wróżyła z kart, ale w rodzinie się o tym nie mówiło głośno, bo były religijne czasy. Umarła kiedy byłam mała i nigdy nie zdążyłam jej zapytać. Czy to znaczy, że jak mi wypadnie Kapłanka - a wypadła ostatnio dwa razy z rzędu - to może chodzi o nią? Czy to zbyt daleko idące?
Chyba raczej coś starego? Nie boję się, kiedy ciągnę karty, ale jest takie... jakby echo. Jakby ktoś już trzymał te karty przede mną i ta pamięć jest w nich. Czy to normalne?
Okej, ale zaraz - talia przechowuje emocje? To już brzmi jak kolejny poziom, do którego nie wiem, jak podejść. Czy to jest powszechne przekonanie w tarocie, czy to już bardziej niszowe?
Wracając do mojego Cesarza - bo czytam i myślę, że może mieć to związek. Moja babcia ze strony taty była bardzo dominującą osobą, wszyscy w rodzinie się jej podporządkowywali. Czy Cesarz jako 'fundament' w rozkładzie mógłby się odnosić właśnie do tej energii? Nie do taty bezpośrednio, ale do wzorca, który ona zaczęła?
Och, to jest takie niesamowite, że karty mogą pokazywać całą strukturę rodziny, a nie tylko jedną osobę. Chciałam zapytać - czy jest jakaś konkretna karta, która w takim razie najbardziej jest pomijana jeśli chodzi o ten rodowy wymiar? Bo cały czas mówimy o Kapłance i Cesarzu, ale może jest coś bardziej ukrytego?
A ja się zastanawiam czy Księżyc nie jest taż zaniedbaną kartą w tym konktekscie? Bo Ksieżyc to przeszłość, illuzje, ale też coś co jest ukryte. Może przodkowie chowają się właśnie tam? Nie wiem, może piszę głupoty.
Więc można by powiedzieć, że Księżyc to wzorzec uśpiony, a Sąd to wzorzec, który już zaczął działać? Jeśli tak, to te dwie karty w jednym rozkładzie muszą być bardzo wymowne - i wyobrażam sobie, że ludzie kompletnie to ignorują, bo każdą z nich czytają osobno.
Ja nie pracuję z parami systematycznie, ale teraz jak o tym myślę - może właśnie dlatego niektóre rozkłady mi 'nie grały'. Pytanie do Madzialena_F: czy jest jakaś metoda do pracy z parami, czy to bardziej kwestia własnego wyczucia przy konkretnym rozkładzie?
Ja właśnie próbowałam kiedyś czytać pary i utknęłam, bo nie wiedziałam, w którą stronę iść - czy lewa wpływa na prawą, czy odwrotnie. Czy jest jakaś logika kierunku, czy to zależy od rozkładu?
W kontekście genealogicznym bardzo mocna para to według mnie Hierofanta z Gwiazdą. Hierofant to tradycja, przekaz, nierzadko religijny lub moralny porządek rodziny. Gwiazda to to, co po traumie lub po zakończeniu pewnego etapu zostaje jako nadzieja. Jak te dwie karty wychodzą razem, pytanie brzmi: co zostało przekazane i czy to jest coś, z czym wychodzący naprawdę chce iść dalej?
A ja mam pytanie trochę z boku, ale chyba pasuje - co jeśli w rozkładzie w ogóle nie wychodzą żadne karty Wielkich Arkanów, same Małe? Czy to znaczy, że nie ma wzorca rodowego w pytaniu, czy może że wzorzec jest ukryty?
Ojej... tak. Temat mojego dziadka ze strony mamy. Nigdy się o nim nie mówiło, jakby nie istniał. Myślisz, że te karty mogą to pokazywać?
Wow, to jest takie poruszające. Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że może dlatego tak trudno nam się zatrzymać przy pewnych kartach - bo one dotykają czegoś, czego nie chcemy widzieć, nie tylko w sobie, ale w całej rodzinie. Czy to ma sens?
Dobra, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - wy mówicie, że karty tarocie mogą pokazywać coś o historii rodziny, o której osoba czytająca nawet nie wie? To znaczy, że karty 'wiedzą' same z siebie, czy to raczej my projektujemy własną historię na to co widzimy?
No dobra, to mnie trochę uspokaja. Bo jak słyszę 'karty wiedzą o twoim dziadku', to już mi się zapala lampka. Ale 'czytanie jako lustro rodzinnej historii' - to brzmi inaczej i bardziej mi to leży.
O, to nie wiedziałem. Czwórka Pentakli kojarzyła mi się wyłącznie z kasą. A mówisz, że chodzi o coś głębszego - dziedziczenie jako trzymanie się czegoś z przeszłości? To trochę jak Othala właśnie, bo w runach ta energia jest neutralna - możesz dziedziczyć dobro albo ciężar.
